niedziela, 3 czerwca 2012

Rozdział 37


- Nawet nie wiesz, jaki jestem teraz szczęśliwy- mruknął Jeydon do mojego ucha. Spaliśmy dzisiaj u mnie, bo Jeydon nazajutrz wyjeżdżał i stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jak odwieziemy go z Samem rano ma na lotnisko. Tata wyjechał pierwszego dnia nowego roku razem z Leah i babcią do Ottawy, bo miał zawieźć tam swój projekt do jakiejś prywatnej agencji. Sam spał u Ryana, bo za bardzo zabalował, by przyjść o własnych siłach do domu.
- Nie, to Ty nie wyobrażasz sobie, ile powodów dajesz mi do szczęścia- wtuliłam się w niego, a on delikatnie zaczął rozczesywać palcami moje loki.
- Nie chcę się z Tobą rozstawać- szepnął, niemal niedosłyszalnie.
- Ja z Tobą też nie- spojrzałam mu w oczy. Wyrażały smutek.
- Kocham Cię- odparł.
- Ja ciebie też- wyciągnęłam głowę, by móc go pocałować. Nie zauważyłam, że z mojego ramienia zsunęło się jedno ramiączko mojej bluzki. Jeydon pocałował mnie, po czym spojrzał na moje ramię i uśmiechnął się najbardziej pożądanym przeze mnie uśmiechem. W jego oczach rozbłysły małe ogniki.
- Jeydon, pamiętasz, co Ci mówiłam...
- Tak, pamiętam- odparł smutno i przeniósł wzrok na coś ponad moją głową.- Rozumiem, poczekam.
- Nie o to chodzi. To znaczy po części o to.
- Nie rozumiem.
- Jeydon, ja... Jestem gotowa. Chcę, żeby było Ci... Żeby było nam przyjemnie. Wszyscy...
- Nie musimy kierować się tym, że inni to zrobili- odparł Jeydon zupełnie poważnie, patrząc mi głęboko w oczy.
- Ale... Wiem, że to dla Ciebie ważne...
- A dla Ciebie nie?- Zapytał trochę głośniej, niż się spodziewałam.
- Dla mnie też, ale... och, to jest takie trudne.
- Dlatego sądzę, że powinniśmy jeszcze zaczekać, ze względu na Ciebie. Nie chcę Cię wykorzystywać. Chcę Ci przypomnieć, że nie jestem z Tobą dla seksu... Nie chcę Cię zaliczyć. Ja chcę z Tobą być, rozumiesz? Bo Cię kocham- nadal patrzał mi w oczy. Nie wytrzymałam jego wzroku i spuściłam głowę.
- Wiem, że mnie kochasz. Ja Ciebie też, dlatego chcę Ci oddać część siebie. Chcę Ci się oddać w całości, w dosłownym znaczeniu.
- Ale...
- Jeydon, zależy Ci na tym, a ja nie mogę Cię przekonać do tego, że właśnie chcę to z Tobą zrobić! Nie sądzisz, że coś tu jest nie tak? Musisz mieć jakieś pytania?- Oburzyłam się.
- Nie chcę, żebyś żałowała- odparł.
- Nie żałuję ani sekundy spędzonej z Tobą! Kocham Ci, idioto!- Krzyknęłam i usiadłam na łóżku. Jeydon popatrzył na mnie otępiałym wzrokiem i otworzył usta. Zapewne chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego zbliżył się do mnie i ujął moją twarz w dłonie. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej. Miałam wrażenie, że Jeydon to czuje poprzez moje tętno, które dało się wyczuć w każdym milimetrze mojego ciała. Jeydon nadal patrzył w moje oczy i delikatnie pocierał kciukiem mój policzek.
- Jesteś tego pewna?- Zapytał w końcu.- Jesteś pewna tego, że chcesz się oddać komuś takiemu jak ja?
- Tak- odparłam szeptem. Jeydon przybliżył swoją twarz do mojej, a ja zamknęłam oczy. Zamiast jednak mnie pocałować, tylko odsunął się ode mnie, zabierając swoje dłonie.
- Jesteś śmieszna- skomentował.
- Słucham?- Zapytałam zdziwiona.
- Jesteś śmieszna- powtórzył.- Zgadzasz się na wszystko.
- Nie rozumiem- odparłam.
- Nie chcę, żebyś żałowała, czuła się wykorzystana... Chcę, żeby Tobie też było przyjemnie. By ten pierwszy raz nie skończył się bólem, z powodu nierozluźnionych mięśni. By był przyjemny, taki, jak w tych wszystkich książkach, filmach i w ogóle. Chce, żeby było nam dobrze, rozumiesz? Jeśli Tobie nie będzie, mnie tym bardziej. Zaufaj mi i poczekajmy jeszcze trochę.
- Nie chcę czekać. Wiem, że tego chcę- powiedziałam, przerażona tonem mojego głosu. Był bardzo stanowczy. Jeydon spojrzał an mnie zdziwiony.
- To takie żałosne- Jeydon położył się.
- Chcesz przez to powiedzieć, że jestem żałosna?- Spytałam, spuszczając wzrok. Jeydon znów przybliżył się do mnie i uniósł moją brodę tak, że musiałam na niego spojrzeć.
- Niczego nie rozumiesz- szepnął i pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Na początku był taki czuły, ale zaraz potem zaczął przeradzać się w coś całkiem innego. Był delikatny, prawie w ogóle nie dotykaliśmy się wargami. Nie trwało to jednak długo, bo Jeydon przylgnął do mnie całym swoim ciałem i wpił się w moje usta. Wsunął niepewnie język do moich usta, jakby bojąc się mojej reakcji i już chciał się wycofać, ale dotknęłam go swoim językiem. Poczułam, że Jeydon delikatnie wplata swoje dłonie w moje włosy. Otworzyłam oczy, by sprawdzić, czy oczy Jeydona są zamknięte. Były otwarte. Jeydon przerwał pocałunek.
- Dlaczego otworzyłaś oczy?- Zapytał. W jego głosie dało się wyczuć smutek.
- A dlaczego Ty miałeś otwarte?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Dlaczego?- Nie dawałam za wygraną.
- Chciałem sprawdzić, czy Twoje są zamknięte.
- Aha- odparłam i uśmiechnęłam się.
- Doczekam się swojej odpowiedzi?- Zapytał.
- Chciałam sprawdzić to samo- znowu uśmiechnęłam się.
- Awww- Jeydon uśmiechnął się i musnął moje usta.
- Mmm- zamruczałam.
- Coś nie tak?- Zapytał Jeydon.
- Nie. Dlaczego przestałeś?
- Bo mruczysz.
- Bo mi się podoba- spojrzałam mu w oczy i wybuchnęliśmy śmiechem.
- To na czym skończyliśmy?- Mruknął Jeydon tuż przy moim uchu.- A, tak. Już wiem- odpowiedział na swoje pytanie i musnął moją szyję.
- Chyba jednak nie na tym- odparłam ze śmiechem.
- A może na tym?- Jeydon musnął mój dekolt. Poczułam miłe mrowienie w brzuchu i zalała mnie fala ciepła. Te dwa uczucia doprowadzały mnie do euforii.
- Chyba nie- odparłam ponownie.
- No to chyba na tym- Jeydon uśmiechnął się łobuzersko; tak, jak lubię najbardziej. Spojrzał mi w oczy i musnął moje usta. Naparł na mnie tak, że musiałam się położyć. Jeydon przylgnął do mnie delikatnie, bym nie odczuła ciężaru jego ciała. Muskał delikatnie i z czułością moje spierzchnięte wargi. Po chwili położył się obok mnie i mocno mnie przytulił.
- Dlaczego znowu przerwałeś?- Spytałam zawiedziona.
- Chcę, żeby było miło, przyjemnie- wyszeptał i musnął moją szyję.- Nie chcę się spieszyć.
- Ok- odparłam, choć nie bardzo rozumiałam. Jeydon delikatnie przejechał po mojej ręce palcem. Zaczął od dłoni, kończąc na ramieniu. Obnażył je i delikatnie musnął wargami. Znów spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się łobuzersko. Pocałował mnie namiętnie, wciągając na siebie. Włożył swoje dłonie pod moją koszulkę i delikatnie błądził dłońmi po moich nagich plecach. Dostałam gęsiej skórki a mój oddech niebezpiecznie przyspieszył. Jeydon delikatnie chwycił za rogi mojej koszulki, przerwał pocałunek i spojrzał mi w oczy. Skinęłam głową, pozwalając, by ją ze mnie zdjął. Jeydon uczynił to i całując moją szyję bawił się ramiączkiem mojego stanika. Spojrzał na mnie i znowu się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech, a on musnął delikatnie moje usta. Po chwili w końcu mnie pocałował. Chciałam również zdjąć Jeydonowi koszulkę, ale zorientowałam się, ze już jej na sobie nie ma. Nawet nie zauważyłam, kiedy ją zdjął. Oderwałam się od ust Jeydona i zaczęłam całować jego szyję. Zaraz potem przeniosłam zainteresowanie na jego tors. Jedna ręka Jeydona spoczywała na moim biodrze, a druga delikatnie dotykała mojego przedramienia. Zaczęłam znowu całować jego usta, a on chwycił mnie za biodra i ściągnął z siebie. Tym razem to on był na górze. Delikatnie przejechał ręką po moim prawym boku, a potem zjechał niżej na boczną stronę uda. Uśmiechnęłam się i przyciągnęłam go do siebie, żeby mnie pocałował. Zrobił dokładnie to, czego chciałam, a ja wplotłam dłonie w jego włosy. Jeydon po chwili chwycił za moje dresowe spodnie, w których spałam. Zdjął je ze mnie i złożył pocałunek na moim brzuchu. Znowu przyciągnęłam go do siebie i zaczęłam go namiętnie pocałować. Po chwili Jeydon oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie. Chwyciłam za jego spodnie. Chciałam je po prostu z niego zsunąć, ale powstrzymał mnie. Usiadł obok.
- Amy, nie mogę. Naprawdę...- powiedział wbijając wzrok w okno.
- Dlaczego? Co zrobiłam nie tak?
- Nic, wszystko było w porządku.
- To o co chodzi? Wydawało mi się, że Ci się podoba- odparłam, patrząc na niego wyczekująco.
- Po prostu jeśli teraz bym tego nie przerwał, potem już nie zdobyłbym się na to.
- Ale dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego to przerwałeś?
- Bo czuję, że oboje możemy tego żałować.
- Przecież wiesz, że tego chcę.
- Tak, wiem.
- Nadal nie rozumiem. Nie chcesz tego zrobić ze mną?
- Chcę, oczywiście, że chcę. Pragnę tego.
- To dlaczego, do cholery, nie możemy?
- Bo nie jestem, że tak powiem, na to gotowy
- Słucham?
- Amy, możemy jeszcze trochę poczekać? Po prostu mam wątpliwości. Tak nagle zmieniłaś zdanie. Nie chcę Cię zranić.
- Nie zranisz. Ja tego bardzo chcę.
- Amy, nie mogę Ci tego zrobić. Obiecuję, ze następnym razem nam wyjdzie. Ale teraz nie mogę- odparł. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Mhm- odburknęłam i położyłam się plecami do niego.
- Kotku, jesteś na mnie zła?- Zapytał, kładąc mi rękę w talii.
- Nie jestem na Ciebie zła, jestem raczej smutna.
- Dlaczego smutna?
- Nie mogę dać Ci czegoś, czego chcesz.
- Skarbie, to nie w Tobie tkwi problem. Proszę Cię, zrozum mnie. Nie mogę.
- Jasne- odparłam tak, by zabrzmiało wiarygodnie.
- Słyszę, że nadal jesteś zła.
- To źle słyszysz.
- Amy?
- Co?
- Możesz się do mnie odwrócić?- Poprosił. Zrobiłam to.
- Co?- Zapytałam ponownie.
- Nie gniewaj się na mnie- przytulił mnie.- Obiecuję, że następnym razem nam wyjdzie. Postaram się, żeby było bardziej romantycznie i w ogóle...
- Nie musi być romantycznie. Wystarczy, że będziesz tego chciał tak, jak ja.
- Może u mnie?- Kontynuował tak, jakby nie usłyszał co powiedziałam.- Albo gdzieś za miastem? W jakiejś bajkowej scenerii? Nie wiem. Wymyślę coś- Pocałował mnie w czubek głowy.
   W mojej głowie kłębiło się tyle myśli... Zupełnie nie wiedziałam, dlaczego Jeydon nie chciał... „Nie mógł” jak to określił. Zupełnie nie rozumiałam. To ja cały czas byłam zupełnie niegotowa. Zastanawiało mnie to tak bardzo, że nie czułam już nawet dotyku i zapachu Jeydona. Te pytanie chodziło... Biegało po mojej głowie, a ja próbowałam wymyślić na nie właściwą odpowiedź. Bezskutecznie. Spojrzałam na Jeydona, który nadal mnie obejmując, bawił się kosmykiem moich włosów.
- Sam wrócił- powiedział, gdy usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwiami.
- No...- Potwierdziłam i znów wbiłam wzrok w ścianę. Z kolejnego zamyślenia wyrwał mnie Sam, który wparował do mojego pokoju bez pukania.
- Amy, mamy jeszcze gdzieś wodę?- Zapytał.
- Powinna być jeszcze w kuchni, pod blatem.
- Sprawdzałem, nie ma.
- No to zobacz w pokoju, gdzie spała Leah, w szafie, tej dużej. Powinna stać tam jeszcze cała zgrzewka.
- Dzięki- dopiero teraz spojrzał na nas.
- Nie ma za co.
- Ubierzcie się potem- dodał i wyszedł. Dopiero teraz zorientowałam się, że pomimo kołdry, którą zostałam nakryta (nie wiem nawet kiedy), widać, ze nie mam na sobie bluzki, a jedynie stanik. Jeydon też był bez bluzki.
- Chcesz iść do łazienki?- Zapytałam chłodnym tonem.
- Chcę, żebyś przestała się na mnie gniewać. Przepraszam, że nam nie wyszło. Ale nie musisz teraz chodzić cała nachmurzona. Jutro wyjeżdżam. Chciałbym spędzić ostatnie chwile z Tobą w dobrej atmosferze- odparł i spojrzał mi w oczy.
- Jasne. To ja pójdę- chciałam wstać, ale Jeydon mnie powstrzymał.
- Nie pójdziesz, dopóki nie będziesz normalna.
- Jestem normalna.
- Nie, nie jesteś.
- Jestem.
- Amy- poprosił błagalnym tonem.
- Co?
- Przytul mnie- rozkazał. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- No przytul- ponaglił mnie. Przytuliłam się do niego, zachowując jednak lekki dystans.
- I Ty chcesz mi wmówić, że się nie gniewasz. Mogę prosić o to samo, tylko normalnie?
- Tak- przytuliłam się do niego, tym razem najbliżej jak tylko mogłam.
- Kochasz mnie?- Zapytał.
- Przecież wiem.
- To mi to powiedz.
- Kocham Cię.
- A teraz spójrz mi w oczy- poprosił. Uczyniłam to.
- Uśmiechnij się- nakazał.
   Spuściłam wzrok.
- No uśmiechnij!
   Spojrzałam na niego zdziwiona, ale po chwili zdobyłam się na lekki uśmiech.
- Jeszcze musisz mnie tyko pocałować.
- Musisz- powtórzyłam, niemal szeptem.
- Musisz- spojrzał na mnie. Musnęłam jego usta.
- To teraz mogę już iść- powiedział całkiem poważnie.
- Dlaczego chcesz iść?
- Bo nie wydajesz się zainteresowana moim towarzystwem po tym...- Zastanowił się nad odpowiedzią.- Incydencie.
- To nie tak. Po prostu nie rozumiem. Przecież ci na tym zależało.
- I nadal zależy, tyle że na tym, byś czuła się komfortowo i żeby to była Twoja decyzja, a nie mojego pragnienia. Rozumiesz?
- Nie bardzo.
- Nie ważne. Jesteś w stanie zapomnieć o tym i dać mi szansę następnym razem?
- Mhm.
- Na pewno?
- Tak.
- Obiecuję, że Cię nie zawiodę- odparł i pocałował mnie.- Zdaje się, że chciałaś iść do łazienki- przypomniał mi.
- No tak.
- To idź.
- Nie chcesz iść ze mną?- Zapytałam. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale zaraz po tym jego wyraz twarzy znów przybrał smutek.
- Innym razem, dobrze?
- Dobrze- odparłam i zniknęłam w łazience. Napuściłam gorącej wody do wanny i rozebrałam się. Znów spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nic dziwnego, że Jeydon nie chce tknąć czegoś takiego- pomyślałam i weszłam do wody, która na początku parzyła niemiłosiernie, ale mimo to, powoli, weszłam do niej. Nie wiem, ile czasu minęło, odkąd siedziałam w tej wannie, ale chyba sporo, bo do drzwi łazienki ktoś zapukał.
- Amy?- To Jeydon. Chwilę nie odpowiadałam, ale Jeydon znów się odezwał.- Amy? Jesteś tam? Nic ci nie jest.
- Nic- odparłam.
- Długo tam siedzisz- stwierdził.
- Poczekaj- nakazałam, wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem. Usiadłam na brzegu wanny i znowu się zamyśliłam.
- Amy?- Jeydon znów odezwał się.
- Możesz wejść?- Zapytałam, maczając palec w wciąż ciepłej wodzie.
- Amy...
- Proszę- przerwałam mu. Jeydon nacisnął na klamkę i powoli otworzył drzwi.
- Co się stało?
- Przytul mnie- poprosiłam i wyciągnęłam do niego ręce, jak małe dziecko, które chce, by ktoś wziął je na ręce. Jeydon uniósł mnie, a ja oplotłam go nogami w pasie i mocno się w niego wtuliłam.- Pomóż mi zrozumieć, co zrobiłam nie tak...
- Przecież Ci mówiłem, że to nie to jest problemem. Po prostu nie mogę, Amy- odparł i przycisnął mnie do siebie jeszcze bardziej.
- Będę za Tobą tęsknić- powiedziałam, zmieniając temat.
- Ja już za Tobą tęsknię- odparł Jeydon. Postawił mnie na ziemi.- Ubierz się, poczekam na Ciebie w pokoju. Muszę Cie gdzieś zabrać- powiedział i wyszedł z łazienki, zamykając za sobą drzwi.


- Jeydon, powiedz mi, gdzie jedziemy- powiedziałam zniecierpliwiona, siedząc w samochodzie.
- Do mojej babci- odparł zupełnie poważnie.
- Już dawno minęliśmy dom Twojej babci- stwierdziłam trafnie.
- Mhm.
- Więc?
- Co więc?
- No gdzie jedziemy?
- Do babci.
- Jeydon...
- No dobra, zanim pojedziemy do babci, muszę Ci jeszcze coś pokazać.
- Co takiego?
- Dowiesz się na miejscu- odparł wymijająco. Włączyłam płytę, która znajdowała się w odtwarzaczu. Lil Wayne. Nie byłam zachwycona, ale po chwili zorientowałam się, że to nie jest oryginalna płyta. Były tu raczej same powolne piosenki. Jedna przypadła mi do gustu ale to pewnie dlatego, że Lil Wayne śpiewał ją jeszcze z kimś.
- Jeydon, co to za piosenka?
- Mirror- odparł Jeydon.
- Ładna.
- No.
  Na tym zakończył się nasz dialog. Jeydon skręcił w jakąś leśną dróżkę. Po piętnastu minutach zatrzymaliśmy się. Jeydon wysiadł i otworzył mi drzwi.
Jesteśmy na miejscu- zakomunikował.
   Wysiadłam, a Jeydon zamknął za mną drzwi i chwycił mnie za rękę. Ruszyliśmy przed siebie. Szliśmy jakieś pięć minut, brnąc w śniegu, aż wyszliśmy na jakąś polanę. Na środku stało jedne, jedyne drzewo, które nie było ośnieżone.
- Zastanawiasz się, dlaczego to drzewo nie jest ośnieżone, prawda?- Zgadł Jeydon, pochłaniając mnie wzrokiem.
- Mhm- odparłam.
- Chętnie odpowiedziałbym Ci na to pytanie, ale ja również nie znam odpowiedzi. To drzewo posadził mój pradziadek. Zgadnij, jak je nazwał.
- Nie mam pojęcia.
- Amy- uśmiechnął się.
- Naprawdę?- spojrzałam na niego,
- Mhm. Gdy miałem cztery lata, podobno stanąłem pod nim, dokładnie drugiego stycznia, i powiedziałem tacie, że moja żona będzie się właśnie tak nazywać. Rok później dodałem jeszcze, że pokażę jej to miejsce, gdy będę stuprocentowo pewien uczuć, jakimi będę ją darzył- Jeydon uśmiechnął się, patrząc mi głęboko w oczy.- Od tamtej pory zawsze przyjeżdżam tu, żeby zobaczyć, czy aby na pewno drzewo nie jest ośnieżone. Nigdy nie było.
- To niesamowite.
- Mhm. Amy, czy Ty... Czy na pewno mnie kochasz?- Zapytał Jeydon. Jego mina była strasznie poważna.
- Oczywiście, że tak. Przecież wiesz.
- No bo widzisz... Zabrałem Cie tutaj specjalnie drugiego stycznia, żeby pokazać Ci drzewo, które ma na imię tak samo jak Ty i pod którym powiedziałem, ze moja żona będzie mieć tak na imię. Chce spędzić z Tobą resztę życia... Chcę mieć z Tobą dzieci, wnuków... Chcę się z Tobą zestarzeć- powiedział, nadal patrząc mi w oczy.- To coś w rodzaju oświadczyn. Ale nie chcę na razie tego robić. Chciałbym, żebyśmy na razie mogli cieszyć się tym, że jesteśmy młodzi. Pewnie kiedyś to zrobię, oficjalnie. Poproszę Twojego tatę o Twoją rękę... Nie mam pierścionka, ale... Czy Ty też byś tego chciała?- Zapytał.
- Tak- odparłam.
- Kocham Cię- powiedział i pocałował mnie w usta, tak czule, jak jeszcze nigdy.
- Nie lubię zimy- stwierdziłam, gdy poczułam, że spadł mi prosto na nos wielki płatek śniegu. Jeydon się zaśmiał.
- Chyba odgadłem, dlaczego to drzewo nigdy nie było ośnieżone. Ono po prostu nie lubi zimy- Jeydon znowu mnie pocałował.
- Chyba tak- potwierdziłam.
- Chodź, wracamy. Nie chcę, żebyś się przeziębiła

- Obiecaj, że zadzwonisz- poprosiłam Jeydona w hali odlotów na lotnisku.
- Obiecuję, że zadzwonię nawet wtedy, gdybym nie miał czasu na podstawowe funkcje życiowe, skarbie- odparł Jeydon ze szklanymi oczami. Znowu pocałował mnie zachłannie.
- Nie lubię pożegnań.
- Ja też nie chcę się z Tobą rozstawać. Tak bardzo mi będzie Ciebie brakowało... Kocham Cię- Jeydon pocałował mnie. Poczułam jego łzę na swoim policzku i mimowolnie uroniłam łzę.
- Nie płacz. Proszę Cię- Jeydon spojrzał na mnie błagalnie.
- Gdybym mogła...
- Muszę iść -oznajmił Jeydon. Pocałował mnie po raz ostatni.- Kocham Cie.
- Ja Ciebie też- odparłam i wtuliłam się w niego.
- Cholera- Jeydon wysyczał wściekły, chwycił walizkę i szybko pobiegł do korytarza, w którym miał się zjawić.
- Chodź Amy. Niedługo przyleci- Sam objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę wyjścia.


*********************************************************************************

Dopadła mnie taka wena, że wczoraj wystukałam cały nowiutki rozdział.



Przypominam o zostwianiu swojego numeru GG pod NN. Będę powiadamiać o NN i informacjach na bieżąco :)



Jeśli ktoś ma jakiekolwiek pytania do mnie, możecie śmiało pytać w komentarzach, czy na GG. Zawsze do usług :) 












W4Ever ♥

9 komentarzy:

  1. Kto Cię wpuścił dziewczynko do internetu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz już odpowiedź: na pewno nie Ty :)

      Usuń
    2. Nie przejmuj się jakimś chorym komentarzem LM :)...a ciebie dziewczynko kto ??

      Usuń
  2. Haha. Doooooooobre. Jakaś zazdrośnica się włączyła. :) jak się nie podoba to nie czytaj, DZIEWCZYNKO. W każdym razie, ja się strasznie cięszę, że dodałaś nowy rozdział już teraz, i jak go zobaczyłam to byłam jednocześnie zaskoczona i szczęśliwa, przez co piszczałam jeszcze bardziej. ;) Jezu, teraz nie mogę się znowu doczekać kolejnego. Mam nadzieję, że ta Twoja wena będzie jeszcze dłuuugo trwać. To takie słodkie, że Jeydon chce poczekać. Tylko mnie również zastanawia, czemu, bo to trochę dziwne. Ale urocze. I się jej oświadczył! Jejku. Jest idealnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczne czekam na nn fajny blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby nowa czytelnicza? :)

      Usuń
    2. Znalazłam tego bloga przez przypadek bo kocham jeydona i szukałam wszedzie własnie czegoś takiego a teraz będe polecać tego bloga innym dzieki za niego!:)

      Usuń
  4. Nie przejmuj sie tym chorym komentarzem.. Totalne, baardzo miłe zaskoczenie, widzieć nowy rozdział tak szybko! ;P Mam nadzieje, że częściej będziesz miała taką wenę ;)

    OdpowiedzUsuń