środa, 17 października 2012
Rozdział 53
Wstałam rano z potwornym bólem głowy. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu tabletek przeciwbólowych. W całym pokoju panował ogólny bałagan, ale nic nie leżało na ziemi, co bardzo mnie zdziwiło, bo pamiętałam, że przed pójściem spać zostawiłam na ziemi zawartość swojej walizki. Usiadłam na łóżku i zaczęłam nasłuchiwać. Na korytarzu panował hałas, a z mojej łazienki dobiegał szum wody. Zmarszczyłam brwi i usilnie starałam sobie przypomnieć, kto może przebywać w mojej łazience. To chyba był dla mnie wczoraj bardzo mało istotny szczegół, bo nie mogłam sobie przypomnieć. Ubrałam pospiesznie gacie z dresu i bluzę i zaczęłam sprzątać, szukając przy okazji tabletek. Gdy w końcu jedną zażywałam, drzwi łazienki uchyliły się cichutko i wyszedł Chaz. No tak, przecież to on wczoraj mnie odwoził.
- O, już wstałaś- powiedział zmieszany i zapiął bluzę. Z jego włosów ciekła woda.- Przepraszam, nie powinienem był korzystać z Twojej łazienki, ale już sam siebie nie mogłem wąchać. W ogóle to nie powinno mieć miejsca. Co sobie pomyśli reszta...
- Chaz, przestań. Nikt nie musi o tym wiedzieć, a poza tym sama Cię o to poprosiłam. To tylko i wyłącznie moja wina. Przepraszam, ale chyba potrzebowałam czyjegoś wsparcia- odparłam i usiadłam na łóżku.- Wiesz co? Ze szczęśliwej nastolatki stałam się tą najgorszą.
- Amy, przestań się obwiniać o rozstanie z Jeydonem. Wszyscy wiemy, ze zachował się jak dupek. Jestem z Tobą. Tylko problem jest w tym, że Jeydon to nie tylko Twój były chłopak, ale także, bez względu na wszystko, mój przyjaciel. I chyba wszyscy właśnie w tym się gubimy, bo jest tak samo, jak w przypadku Justina i Cait. Skreśliliśmy Justina, bo zdradził Cait, ale na pewno nie zrobiliśmy tego, gdyby tak zachowała się Cait. Zresztą, ona też nie była wina. Więc, podsumowując, my też nie jesteśmy super przyjaciółmi. A teraz jest jeszcze ciężej, bo w to wszystko wplątany jest Sam i Ryan, którzy stoją za Tobą murem no i Jeydon w ich oczach już nie istnieje. Rozumiesz?
- Chyba tak. Nie wiem, jak zachowałabym się na Waszym miejscu. Ale dziękuję o doceniam to, że jesteście też ze mną. Mało kto może pochwalić się tym, że ma przyjaciela. Chaz, dziękuję- podeszłam do niego i mocno się do niego przytuliłam. Nie opanowałam łez i, chcąc nie chcąc, rozpłakałam się.
- Hej, tylko nie mów, że płaczesz- Chaz pogłaskał mnie po plecach.- Będzie dobrze. Jesteśmy z Tobą. Głowa do góry. Jesteś większą szczęściarą ode mnie, więc na pewno się ułoży.
- Pewnie myślisz, że jestem nienormalna. Rozklejam się przy Tobie, szukam wsparcia w przyjaciołach Jeydona...
- Nie tylko Jeydona, także Twoich. W sumie, gdyby nie Jeydon, mógłbym Cię nigdy nie poznać. Więc już są jakieś plusy. A poza tym, nie ma się czym przejmować. Sam przyjdzie.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem. Powinienem chyba już iść. Mam nadzieję, że oni już przyszli. Jakby co, to zadzwoń- Chaz uśmiechnął się i wyszedł z mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i nakryłam głowę poduszką. Ciekawa byłam, co zrobił Jeydon po moim wyjściu z urodzin Justina. Ciekawa byłam dosłownie wszystkiego, co związane było z nim. Cały czas tak strasznie mi go brakowało i mimo tego, że mam wokół siebie przyjaciół, Sama i tatę, czuję się samotna. Brakuje mi Jeydona, jego czułości... W zasadzie nie powinno mi jej brakować, bo więcej rozmawiałam z nim przez Skype niż na żywo. Więcej razy przytulałam się na powitanie z przyjaciółmi, niż z nim. Więcej razy dostawałam buziaka w policzek od Cait, niż od niego. W sumie to nasz związek nie był związkiem. Cały czas się mijaliśmy, żyliśmy w dwóch różnych miejscach, każde z nas ma inne życie. Ja po prostu nie pasuję do Jego świata. I dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Mimo to, że go kocham, straciłam mnóstwo czasu. Mogłam przy pierwszym naszym spotkaniu, wtedy, kiedy zniszczyłam sobie przez niego spodnie... Mogłam się na niego po prostu wydrzeć, powiedzieć mu, że jest skończonym dupkiem. Nie dopuścić do tego, żeby się z nim spotkać, żeby go poznać... Po prostu go ignorować, albo znienawidzić. To byłoby najlepsze wyjście. Ale ja, oczywiście, jestem inna. Głupia...
Zaczęłam zbierać rzeczy z podłogi i wkładać je do walizki. Wzięłam potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się, Spięłam włosy w niedbałą kitkę i zrobiłam sobie makijaż. Wpakowałam resztę rzeczy do walizki, zapięłam ją i rozejrzałam się po pokoju, żeby sprawdzić czy wszystko mam. Zadzwoniłam po taksówkę i czekałam na telefon od kierowcy. Usiadłam przy stole i wystukałam sms'a:
Wiadomość tekstowa do: Justin :)
Przepraszam, że tak zwiałam. Po prostu nie mogę się pogodzić z myślą, że wszystko jest inaczej. Chciałabym, żeby było jak dawniej... Ale chyba nie mogę cofnąć czasu. Przepraszam, że po części zepsułam Twoje urodziny. Przepraszam, że wyjeżdżam bez pożegnania.
P.S. Jeśli coś w pokoju będzie uszkodzone, wystaw na mnie fakturę.
Akurat w chwili dostarczenia wiadomości do Jusa zadzwonił kierowca taksówki z informacja, ze czeka na dole. Zabrałam walizkę i opuściłam pospiesznie pokój. Pożegnałam się z młodą recepcjonistką i wyszłam przed hotel. Taksówkarz włożył moja walizkę do bagażnika z mina męczennika i otworzył mi drzwi, żebym mogła wsiąść. Dopiero gdy zapięłam pasy, zamknął za mną drzwi. Wsiadł do taksówki i odjechaliśmy. Mój telefon zawibrował, więc wyjęłam go z kieszeni. Jedno połączenie nieodebrane i jedna nieprzeczytana wiadomość.
Jedno połączenie nieodebrane od: Justin
Jedna wiadomość nieodebrana od: Jeydon
Mam nadzieje, że to nie przeze mnie wczoraj i dzisiaj uciekłaś. Naprawdę przepraszam. Obiecuję, że zniknę jak najszybciej... Kocham Cię.
Nie wiedziałam, co odpisać, więc oddzwoniłam najpierw do Justina. Gdy odebrał, był nieźle zdenerwowany,
- Co Wy odpierdzielacie? Najpierw Jeydon, potem Ty...
- Co?- Zapytałam, nie do końca rozumiejąc, o co chodzi.
- Jeydon mi pisze, że musi wracać do Atlanty i żebym się nie gniewał. Ok, to jeszcze jakoś przyjąłem. Ale zaraz Ty mi piszesz, że zwiałaś... Nie wydaje Ci się to, tak samo jak mnie, nieco podejrzane? Akurat Wy?
- Jeśli chodzi Ci o to, że rozmawialiśmy ze sobą lub coś w tym stylu, to nie, nic takiego nie zaszło. Nawet nie wiedziałam, że pojechał. Wysłał mi tylko smsa, że zniknie jak najszybciej. To wszystko.
- Jak to zniknie?
- Nie wiem, co to ma oznaczać- odparłam.- Justin, jak przyjedziesz, znajdziesz dla mnie chwilkę? Cait nie do końca mnie rozumie, z Samem nie ma co gadać na temat Jeydona, a z chłopakami po prostu nie da się pogadać tak, jak z Tobą...
- Jasne, że znajdę. Amy?
- No?
- Trzymaj się- powiedział i rozłączył się. Schowałam telefon do torby i podparłam się na łokciu. Wiem, że ocknęłam się pod domem, kiedy tata płacił za taksówkę. Wyszłam z samochodu i stanęłam obok taty.
Sam dzwonił, że przyjedziesz. Babcia zaraz zrobi Ci herbaty i pomaszerujesz do łóżka. Sam podobno siedział z Tobą pół nocy, bo miałaś gorączkę.
- Co?- Wyrwało mi się.- Ach, tak. Popsułam im tylko zabawę. Niepotrzebnie tam jechałam- dodałam i dla wiarygodności zakasłałam. Tata zabrał moją torbę i weszliśmy do domu. Babcia przywitała mnie w progu i zaprowadziła do salonu, jak obłożnie chorą (według Sama taka właśnie byłam). Tata przyniósł z góry ciepły pled i nakrył mnie nim szczelnie.
- A może przynieść Ci dres?- Zaproponował, siadając obok mnie.
- Nie, nie trzeba. Chyba nie dam rady się przeprać- odparłam łamiącym się głosem.
- Ty od razu byś ją męczył- ofukała go babcia i zwróciła się do mnie- zrobię Ci ciepłej herbatki z cytryną i miodem. I przyniosę termometr, od razu zmierzymy temperaturę.
- Tato?- Zapytałam, łapiąc go za rękę.
- Tak?
- Przyniósłbyś mi telefon? Jest w tej dużej torbie, w przedniej kieszonce.
- Jasne- uśmiechnął się lekko i poszedł na górę. Głupio mi było ich tak wykorzystywać, ale teraz nie dało się odkręcić tego, co powiedział Sam. Po chwili babcia przyniosła herbatę i termometr, a tata telefon.
- No, dalej, bierz ten termometr- ponagliła mnie babcia, podając mi termometr i jakąś tabletkę.
- Babciu, jestem niemal pewna, że nie mam już gorączki- powiedziałam, wkładając termometr do ust i zerkając na tabletkę.
- To nie na gorączkę, tylko na wzmocnienie. Teraz wszyscy jesteście tacy jacyś słabi. ZA moich czasów...
- Mamo, proszę Cię- przerwał jej tata.- Dzisiaj jesteś aż za bardzo starożytna. Daj jej spokój. Jest chora, zmęczona.. Daj jej tą tabletkę, weź ten termometr i zaniosę ją do jej pokoju, niech się wyśpi. Ględzisz i ględzisz... Już słuchać tego nie można.
Babcia spojrzała na niego i wzięła ode mnie termometr.
- Nie ma gorączki, rzeczywiście. Proszę, wypij całą herbatę- wstała i poszła do kuchni.
- Tato, musiałeś na nią tak naskakiwać?- Zapytałam, gdy szedł za mną na górę, taszcząc pled i herbatę.
- Nie da się jej już słuchać. Zrzędzi jak stara baba, a nie jak mama. Czasami po prostu tak trzeba- odparł i popchnął mnie lekko do przodu. Zawsze robił tak, gdy byłam mała i wchodziliśmy razem po schodach. Uśmiechnęłam się i przyspieszyłam kroku, jednak zrobiłam to tak, żeby nie pokazać, ze jestem zdrowa. Weszłam do swojego pokoju i wskoczyłam na łóżko. Tata nakrył mnie pledem i dodatkowym kocem, który znalazł w garderobie i położył moją herbatę na stoliku obok łóżka.
- Tato?
- Tak?
- Wiesz co?- Zapytałam, uśmiechając się.
- Nie mam zielonego pojęcia- odparł, siadając na brzegu łóżka.
- Bardzo Cię kocham.
- Naprawdę?- Zapytał i uśmiechnął się.
- Tak.
- To dobrze, bo ja też Cię bardzo kocham- przytulił mnie mocno i pocałował w czubek głowy.- Pośpij trochę. Przyjdę potem zobaczyć, jak się czujesz.
- Tato, jak przyjedzie Sam, powiesz mu, żeby do mnie przyszedł?
- Jasne, że tak. Śpij dobrze, Szkrabie- odparł i wyszedł, zostawiając uchylone drzwi. To mój i jego nawyk jeszcze z mojego dzieciństwa. Pamiętam, że m=kiedyś razem z Samem oglądaliśmy jakąś bajkę o nocnych potworach i tak strasznie się ich baliśmy, że tata musiał siedzieć przy nas, dopóki nie zasnęliśmy, a na noc musiał zostawiać uchylone drzwi. Potem mieliśmy z Samem osobne pokoje, bo straszyliśmy siebie nawzajem i nie mogliśmy zasnąć. Tak, byliśmy nieco nieznośni.
Po jakichś dwóch godzinach do mojego pokoju wszedł Sam razem z... Ryanem. Na jego widok o mało co nie dostałam zawału.
- I jak się czujesz?- Zapytał Sam, nieco za głośno, żeby babcia i tata słyszeli.
- Już lepiej- odparłam, a Sam dał Ryanowi znak, by ten zamknął drzwi.- Czemu nic nie napisałeś? O mało co nie powiedziałabym tacie, że wcale nie jestem chora i w ogóle.
- A Ty mi coś powiedziałaś, że jedziesz do domu? Nie. Tylko JB musiał nam wszystko gadać. Och, dziewczyno, co ja z Tobą mam... Siedem światów.
- Dobra, już nie narzekaj. I jak było potem?
- Super. Potańczyłem trochę z Cait i chłopakami. Ten Brown nawet spoko- odparł Sam, a ja i Ryan wymieniliśmy ukradkowe spojrzenia.
- A Tobie, Ryan, jak się podobało?
- A spoko, spoko. Szału nie było, ale nie było źle.
- Jeydon potańczył z Selenką- dodał Sam, żeby zrobić mi na złość.
- Co mnie to ma niby obchodzić?- Zapytałam obojętnie, chociaż w środku gotowałam się ze złości.
- No nie wiem, tak Ci tylko mówię. Może Cię to trochę zainteresuje.
- Jasne, o niczym tak nie marzyłam, jak dowiedzieć się, z kim tańczył mój były na urodzinach naszego przyjaciela.
Sam rozsiadł się na fotelu, który przytaszczył kilka dni temu ze swojego do mojego pokoju (pod pretekstem tego, że u mnie nie ma gdzie siedzieć, bo kanapa jest niewygodna), a Ryan usiadł na końcu mojego łóżka.
- A u Ciebie jak tam?
- Babcia futruje mnie przez Ciebie witaminkami.
- Przyda Ci się, bo razem z Jeydonem straciłaś kolor skóry- odparł Sam i zaczął się kręcić.
- Chaz odwiózł Cię do hotelu?- Zapytał Ryan, odwracając się do mnie.
- Mhm. Siedział ze mną całą noc- odparłam, a Sam spojrzał na mnie.- No co?
- Nic. Ciekawe, co Ty tak latasz za tym Chazem.
- Zamieniasz się w świra? Jeśli tak, to wyjdź.
- Jeeej, coś Ty się taka drażliwa zrobiła? To już nawet nic powiedzieć nie można?
- Nie bawią mnie Twoje aluzje.
- Dobra, przepraszam.
- Ten cały Brown irytuje mnie tak, jak ta cała świta i Jeydon.- Ryan wstał i zaczął chodzić po moim pokoju.- Kurcze, dlaczego nie może być tak, jak dawniej? Bez tej całej sławy, kąpania się w kasie i dzielenia się na tych lepszych i gorszych. Było o wiele lepiej. No, może jedynym minusem, ale za to jak ważnym, było to, że nie znaliśmy Was. Zaczyna mnie irytować to całe zamieszanie. Już naprawdę nie wiem, po której stronie stanąć, żeby było dobrze,
- Nie wiem, ja tam niby nie mam jakichś uprzedzeń, ale też nie czuję się dobrze w tej sytuacji. Niby znamy tych pseudo przyjaciół Justina i w ogóle powinno być dobrze, ale to widać na pierwszy rzut oka, że należymy do zupełnie innych światów.
- Wiecie co mnie najbardziej dręczy i ciekawi?- Zapytał Ryan, patrząc najpierw na mnie, a potem na Sama.- Dla Cait to powinna być najbardziej krępująca i niezręczna sytuacja, a mnie się zdaje, że jej to nawet pasuje. I to jest w tym wszystkim najdziwniejsze.
- A może po prostu robi dobrą minę do złej gry?- Podsunął Sam, wyciągając nogi.
- A może ona też chciałaby się od nas odciąć?
- To znaczy?- Zapytałam, nie bardzo rozumiejąc, co Ryan ma na myśli.
- To znaczy, że może ona też chce być taka sławna, bogata i tak dalej, tak samo jak swita Justina? Może nie chce być taka normalna i zwyczajna jak my?
- Przestań, Cait taka nie jest- odparłam.
- Jesteś tego pewna? Dlaczego cały czas do niego wraca? Tyle świństw, ile on jej zrobił, nie przeszedł chyba nikt, a nadal są razem. Ona po prostu chce być taka jak oni. Nie chce należeć do naszego świata.
- To niby dlaczego chodzi z nami do szkoły, a nie do prywatnej szkoły albo nie ma indywidualnego nauczania? Dlaczego z nami w ogóle gada, hmmm?
- A z kim ma gadać? Pan Gwiazda jest cały czas „w pracy”, więc musi się przecież do nas odzywać. Poza tym, mi się wydaje, ze ona robi to wszystko dla Chrisa, a nie dla nas, czy dla siebie. Sam, kto dzisiaj rano bronił Browna, jak zacząłem na niego najeżdżać?
- Justin- odparł Sam wymijająco.
- A oprócz Justina?- Zapytał zniecierpliwiony Ryan.
- No Cait.
- No własnie.
- No dobra, ale to nie musi świadczyć o tym, że Cait chce być taka, jak oni. Po prostu dopasowuje się do Justina- wtrąciłam.
- Sranie w banie- odparł Ryan.- Już dawno by z nim zerwała.
- Nie każdy jest tak porządny, jak Ty, Ryan- powiedział Sam, podpierając się na łokciu.- Ty informujesz laski, że są na jeden wieczór, a Justin może po prostu o tym zapomina i dlatego potem wszystko wychodzi na jaw.
- Ja przynajmniej...- Zaczął Ryan, ale mu przerwałam:
- Możecie się nie kłócić? Albo przynajmniej nie robić tego w moim pokoju?
- Możemy- odparł Ryan.- I tak muszę się już zbierać. Na razie.
- Pa- rzuciłam i Ryan wyszedł, nieco obrażony.
- Zawsze musisz się z kimś kłócić?
- Nie, ale wkurza mnie trochę to jego gadanie. I n ie podoba mi się sposób, w jaki na Ciebie patrzy. Mógłby się trochę opamiętać.
- A ten znowu swoje...
- Dobra, idę, bo nie mam zamiaru się znowu z Tobą kłócić. Mogłabyś w końcu zauważyć, ze nie jesteś już małą dziewczynką tatusia, tylko atrakcyjną młodą kobietą i działasz trochę jak magnes na facetów. Bo oprócz Jeydona kręci się wokół Ciebie Ryan i Brown, no i jeszcze znalazłbym dla Ciebie kilku typków. No ale Ty wolisz myśleć, że jesteś Brzydulą Betty. Pomyśl o tym następnym razem, jak będziesz ubierać legginsy- wstał i opuścił mój pokój, zamykając za sobą drzwi.
Po kąpieli (która trwała prawie godzinę i miała w programie depilację wszystkich zbędnych włosów) przy muzyce (oraz niezbędznym wydzieraniu się, zwanym inaczej śpiewaniem) poszłam oglądac komedię romantyczną (taaak, nie ma nic lepszego, niż katowanie się tym gatunkiem filmowym). Wybrałam po raz kolejny film z Channingiem Tatumem „Dear John” i oczywiście rozkleiłam się trzy razy. Potem wyłączyłam film, pozbierałam zużyte chusteczki z podłogi i zeszłam na dół. Babcia siedziała w salonie i oglądała film dokumentalny o katastrofach lotniczych, a tata rysował jakiś plan.
- Co robisz?- Zapytałam, siadając obok niego przy stole.
- Kończę rysować nasz dom po przebudowie. Jak Ci się podoba?- Podsunął mi pod nos duży arkusz papieru, na którym rysował.
- Wow, jest świetny. Nie wiedziałam, ze zmieści się tutaj tyle pomieszczeń.
- Ja też nie. Jak się czujesz?
- Już znacznie lepiej.
- Zrobić Ci coś do jedzenia?
- Nie, dzięki, dam radę sama. Lepiej skończ ten swój plan.
- Ok- odparł tata i wrócił do rysowania, a ja udałam się do kuchni. Nie zdążyłam otworzyć szuflady ze sztućcami, gdy usłyszałam kroki babci.
- Ty chyba zwariowałaś!- Krzyknęła, przekraczając próg.- Ledwo wstała z łóżka, już mi chce buszować po kuchni. Nie można było powiedzieć, że jesteś głodna? Zmykaj na blat- babcia popchnęła mnie zabawnie i wyciągnęła chleb.
- Nie chciałam Cię odrywać. Sama bym sobie też poradziła.
- Na co masz ochotę?- Babcia zignorowała mnie, tak, jakbym nic nie powiedziała.
- Na kanapkę z wędliną- odparłam, a babcia spojrzała na mnie jak na kosmitkę,
- Na kanapkę? Myślałam, że będę mogła zrobić Ci jakiś omlecik, albo coś innego.
- Babciu, nie jestem głodna...
- Dobrze, dobrze. Cztery?
- Co cztery?
- Kanapki.
- Babciu, nie dam rady zjeść czterech.
- A tam, nie dasz rady. Jesteś taka chuda, jak wieszak na ubrania, przyda Ci się trochę wagi. Kanapeczki i herbatka malinowa na rozgrzanie. A może syrop klonowy?
- Tylko nie to...
- Nie rozumiem.
- Babciu, mieszkamy w Kanadzie. Mam już dosyć tego syropu klonowego- spojrzałam na nią, a ona się roześmiała.
- Faktycznie, masz rację- odparła i włożyła naczynia do zmywarki. Wyciągnęła torebkę z herbaty i podsunęła mi ją pod nos razem z kanapkami.- proszę, ja idę dalej patrzeć. Całkiem ciekawe te dokumenty.
Po przyjściu do swojego pokoju otworzyłam lekturę, którą powinnam była przeczytać tydzień temu, ale jakoś nie miałam na to czasu. Puściłam po cichu muzykę i rozluźniłam się.
Około drugiej w nocy skończyłam czytać. W całym domu panowała idealna cisza. Ściągnęłam szlafrok i wskoczyłam pod kołdrę. Wydobyłam swój telefon i wystukałam smsa.
Wiadomość tekstowa do: Jeydon
Proszę, nie znikaj...
*********************************************************************************
No wreszcie skończyłam ^^
XOXO♥
P.S. Dziękuję za te wszystkie komantarze! Jesteście świetne ! : * ♥♥♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Niech Amy będzie z Jeydonem, poza tym świetnie <3
OdpowiedzUsuńPopieram, niech do siebie wrócą! Ah, powinnam się uczyć, ale te rozdziały tak wciągają ;)
OdpowiedzUsuń"Proszę, nie znikaj...", intrygująco. Czyżby Amy nie mogła wytrzymać bez Jeydona? W sumie jej się nie dziwie, kto na dłuższą metę by wytrzymał bez miłości swojego życia? Nie lubię momentu Chazem czy Rayanem, nudzi mnie to. Wole jak opisujesz bardziej myśli Amy, na pewno nie jest proste to wszystko, w czym ona się znalazła. Mówiąc prosto "w niezłe gówno wlazła". Mam nadzieje, na szczęśliwe zakończenie i czekam z niecierpliwością na newsa. Pozdrawiam i weny. Ola
OdpowiedzUsuńA ja mam nadzieję,że napiszesz też drugą część bloga.
OdpowiedzUsuńNa pewno bym go przeczytała ;) I poleciła innym :)
Ps. Super notka kiedy napiszesz nową ? Nie mogę się doczekać <3 Odpisz :) :D
Na razie nie zamierzam go kończyć :) Oglądalność wzrosła tak diametralnie, że chyba nawet nie mogę tego zrobić :D
UsuńKiedy nowa notka? Nie mam pojęcia. Za dużo obowiązków, bym mogła skończyć rozdział :C
Zajebiste jak zawsze to chyba jedyny twój blog o Jeydonie Wale. <3 Kocham twój blog <3 Pozdrawiam Ala.
OdpowiedzUsuńNo tak, chyba jedyny :) Mam nadzieję, że jedyny, niepowtarzalny i najfajniejszy
Usuńnajlepszy <3
UsuńI najfajniejszo-zajebisty ;D heh :D
UsuńJasne,że tak :) ejj .. już jest weekend dodaj nowy nn. :D :)
OdpowiedzUsuńJeny <3 Wez dodaj dwa rozdziały od razu pliska :)
OdpowiedzUsuńDziewczyny, gdybym miała czas, to dodałabym nawet 10 rozdziałów.
UsuńNo,ale jest weekend :D dodaj dzisiaj w sobotę ;)
OdpowiedzUsuńPs. Świetny rozdział,mam nadzieje,że Amy i Jeydon wrócą do siebie <3
Hej ktoś mieszka z was w Opolu ? :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wera.
Świetny rozdział! ♥
Niestety nie :(
UsuńLil' Monster ♥
Hah szkoda ;D tak z ciekawości pytam. :)
OdpowiedzUsuń