niedziela, 7 października 2012
Rozdział 52
Siedzieliśmy jeszcze w recepcji około piętnastu minut, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Chaz spojrzał na mnie, a ja wygrzebałam z torebki telefon.
- Halo?
- Amy, gdzie Ty jesteś? Wszyscy są już na miejscu.
- Jak to gdzie? W hotelu, czekamy na Was.
- Jak w hotelu? Wszyscy już dawno jesteśmy w restauracji... Justin poczekaj...- Zwróciła się do Jusa, a potem znowu do mnie- Czekamy tylko na Was.
- Przecież siedzę tutaj z Chazem, pod recepcją. Dokładnie tak, jak kazał nam Justin.
- Mieliście czekać godzinę temu.
- Justin powiedział, że mamy tu być o...
- Justin!- Cait przerwała mi, wydzierając się do telefonu.- O której kazałeś czekać Amy?... No super, to teraz sam po nich pojedziesz... Amy- Cait zwróciła się do mnie- dam Ci Justina.
- Amy?- Zapytał Justin, odbierając Cait telefon.- Sorry, pomieszałem godziny. Zaraz po Was kogoś przyślę, ok?
- Jasne. Tylko szybko.
- To oczywiste. Nie wiem, Browna albo kogoś tam.
- Ok. Do zobaczenia- rozłączyłam się i schowałam telefon do torby.
- I co takiego znowu namieszał?- Zapytał Chaz, który przez cały ten czas mnie obserwował, marszcząc brwi.
- Mieliśmy tutaj czekać godzinę temu.
- Ja go kiedyś zabiję- odparł i podrapał się po głowie.- To dlatego wywalili mnie ostatniego do łazienki- dodał, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.- Powiedział, kogo po nas przyśle?
- Skąd wiesz, że kogoś przyśle?- Zapytałam, uśmiechając się słodko.
- Hmmm... Chyba nie zaprosił nas po to, żebyśmy akurat my siedzieli w pokojach hotelowych, a jak znam Justina, sam nie pofatyguje się, żeby po nas przyjechać. To kogo przyśle?
- Chrisa albo kogoś innego.
- Chrisa?- Zdziwił się Chaz.- Przecież on nie ma prawa jazdy... Aaa, już wiem- dodał, uśmiechając się lekko.- TEGO Chrisa.
- Coś nie tak?- Zapytałam, próbując odgadnąć, co przedstawia w tym momencie jego mina.
- Powiedzmy, że nie przepadam za tym Chrisem- odparł, bawiąc się ulotką reklamującą hotel, którą trzymał w ręku.
- Jakiś konkretny powód?- Spojrzałam na niego i szybko dodałam- oczywiście, nie musisz mówić. Zapytałam czysto teoretycznie.
- Jasne, jesteśmy przecież przyjaciółmi. Nie przepadam za nim, bo w jakimś sensie tego słowa odebrał nam kumpla, z którym przyjaźniliśmy się od dzieciństwa. Mieliśmy kiedyś naprawdę zgraną paczkę.
- Przyjaźniliśmy?- Zapytałam, nieco zszokowana.
- No, nadal się przyjaźnimy, ale chyba każdy z nas wie, że nie będzie tak, jak kiedyś. Nie zaufamy już Justinowi tak na 1000 procent, bo zawsze będziemy bali się o Cait, która też jest dla nas bardzo ważna. I nie chodzi teraz o to, co wydawało mi się, że czuję do Cait, absolutnie nie. Po prostu chyba wszyscy mamy do niego żal o to, że tak postąpił. Ogólnie, że zranił Cait i wystawił nas do wiatru. Tak jak teraz z Jeydonem... Niby nic się nie zmieniło, ale teraz mamy do niego dystans.
- Chaz, nie chciałabym, żeby przeze mnie coś się zmieniło... W sumie doszłam do Was jako ostatnia, nie powinnam tak mieszać...
- Amy, przestań- przerwał mi Chaz.- To nie chodzi o to. Wszyscy bardzo Cię polubiliśmy i przecież jesteś teraz jedną z nas- uśmiechnął się.- Chodzi o to, że niby nic się nie zmieniło, ale jednak. Ryan na pewno długo nie odezwie się do Jeydona, a poza tym Ty i Jeydon nie jesteście już razem. Jeydon postąpił nie fair i każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę i chyba dlatego nie mamy teraz takich idealnych kontaktów jak przed tym feralnym wydarzeniem.
- Jeśli Jeydon byłby dobrym przyjacielem, nigdy by tak nie postąpił, prawda?
- Nie, to nie tak. Moim zdaniem, Jeydon uległ temu tak, jak wszyscy. Sława, pieniądze... To go trochę zmieniło. To nie tak, że nie jest i nie był dobrym przyjacielem. Trochę mu odbiło i chyba się pogubił. Gdyby nie to, pewnie w życiu nie pomyślałby, że może uderzyć Ryana. On nawet nie pomyślałby, że między Tobą a Ryanem może coś być. Nie, żebym teraz go bronił, bo uważam, ze to , co zrobił, było po prostu idiotycznie głupie, ale dosyć długo się nad tym zastanawiałem. Próbowałem popatrzeć na tę sprawę pod całkiem innym kątem. No i trochę go zrozumiałem, bo gdybym był w innym kraju, a moja dziewczyna zostałaby w Stratford, w dodatku z chmarą chłopaków i kumplami, którzy są z nią na co dzień, to oszalałbym chyba po tygodniu z zazdrości.
- Tylko że z mojej strony to wygląda tak, jakby nie miał ani do mnie, ani do Ryana zaufania.
- Rozumiem, ale Ty też zwariowałabyś, gdybyś się na przykład dowiedziała, ze Jeydon współpracuje z kilkoma ślicznymi dziewczynami, prawda?
- Pewnie tak- odparłam.
- Nie pewnie tak, tylko na pewno tak- uśmiechnął się.- Będzie dobrze. Musi.
- Musi- powtórzyłam szeptem i wlepiłam wzrok w swoje buty. Po około minucie przeniosłam go na drzwi i wpatrywałam się w nie dłuższą chwilę. W końcu wszedł przez nie Chris, który na nasz widok uśmiechnął się od ucha do ucha.
- No i przyszedł Pan Gwiazda- westchnął Chaz i wstał, podciągając spodnie, które w tamtym momencie były opuszczone aż za bardzo.
- Hej- rzuciłam w stronę Chrisa i zabrałam z małego stolika swoją kopertówkę.
- Cześć- uśmiechnął się jeszcze szerzej i podszedł do mnie, po czym mocno mnie uścisnął.- Jak noga?
- W porządku, coraz lepiej- odparłam, uśmiechając się.
- Cześć- Chris podszedł do Chaza i uścisnął mu rękę.- W porządku?
- A dlaczego miałoby nie być w porządku?- Zapytał Chaz i uniósł pytająco brew.
- Nie wiem. Dlatego pytam- odparł Chris i odwrócił się do mnie.- Idziemy?
- Jasne- odparłam i zaczęłam powoli iść.
- Pozwolisz, że Ci pomogę- powiedział Chris i uprzedził Chaza, który również chciał mi pomóc. Podszedł do mnie i szybkim ruchem wziął mnie na ręce. Chaz spojrzał na nas, Chris wyszczerzył swoje zęby w idealnym uśmiechu, a ja zrobiłam tylko przepraszającą minę. Zrobiło mi się głupio, bo Chris dosłownie pędził do swojego samochodu, a Chaz ciągnął się za nami, rozglądając się za bryką Chrisa. W końcu doszliśmy do czerwonego sportowego ferrari Chrisa. Z tyłu była mini kanapa, a z przodu dwa skórzane wygodne siedzenia. Chris otworzył drzwi i „odgiął” przednie siedzenie, jednak nie puścił mnie, tak jak się tego spodziewałam, tylko patrzył na Chaza, który stał nadal w miejscu. W końcu Chris przemówił:
- Pozwolisz, że Amy usiądzie z przodu. Z tyłu jest strasznie mało miejsca. Nie wypada, żeby się gniotła.
- Jasne- odparł Chaz i spiorunował go wzrokiem. Gdy usiadł, kolana miał dosłownie przy brodzie. Było mi go strasznie żal. Chris zaraz po tym, jak Chaz usiadł, przywrócił przednie siedzenie do poprzedniego stanu i posadził mnie na miękkim fotelu. Zapiął mnie pasem, okrążył samochód i usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. Chaz miał znudzona minę, a ja wręcz wbiłam się w fotel, trzymając się go z całych sił. Chris spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął. Dojechaliśmy na miejsce w pół godziny, która chyba była najbardziej niebezpieczna w moim życiu. Chris każdy zakręt ścinał, wywołując przy tym moją panikę. W dodatku jechał z nadmierna prędkością, a całą jego nazwę można było nazwać niebezpieczną i nieprzepisową, Wysiadłam, zanim Chris zdążył wyjść z samochodu. Zaczęłam powoli iść w kierunku sali, skąd dochodziły dźwięki. Chris poczekał, aż wyjdzie Chaz i dogonił mnie.
- Pozwól, że Ci...
- Nie- przerwałam mu.- Pozwolisz, że Chaz to robi- dodałam, oglądając się do tyłu. Chaz usłyszał to, co powiedziałam i po chwili niósł mnie na rękach.
- Nie rozumiem...- Chris spojrzał na mnie,
- Prawie umarłam ze strachu. Już nigdy więcej nie wsiądę z Tobą do samochodu- odparłam.
- Przecież jechałem normalnie...
- To chyba idiota dał Ci prawo jazdy.
- Chris, po prostu swoim popisywaniem się nie zrobiłeś na Amy wrażenia. Wręcz przeciwnie, tylko ją do siebie zraziłeś- skomentował Chaz i przyspieszył kroku. Chris parsknął pod nosem i poszedł okrężną drogą. Chaz puścił mnie przed wejściem na salę i uśmiechnął się.
- Gotowa?
- Jasne- odparłam i odwzajemniłam uśmiech. Ujęłam ramię Chaza i weszliśmy na salę. Stoły były tak rozłożone, że właściwie siedzieliśmy w grupkach. Justin siedział na samym środku, a po jego prawej stronie Cait, po lewej zaś Usher. Obok Ushera Chris Brown, a naprzeciwko Browna Sean Kingston. Naprzeciwko Cait było wolne miejsce, które było zarezerwowane dla mnie, obok niej siedział Ryan. Obok mnie siedział Chris, a obok Chrisa Chaz. Obok Chrisa było puste miejsce, a obok Seana siedziała Selena. Przy osobnym stoliku siedziała mama Justina, jego babcia, dziadek i jakieś ciotki. Taty Justina ani jego przyrodniego rodzeństwa niestety nie było.
- No to niestety nie siedzimy obok siebie- stwierdził Chaz, odsuwając mi krzesło.
- Niestety- odparłam, robiąc przepraszającą minę.
- Ale masz za to Chrisa- szepnął mi na ucho Chaz i poszedł usiąść na swoje miejsce. Odruchowo spojrzałam w stronę Jeydona i nasze spojrzenia się spotkały. Odwrócił zażenowany głowę i przywitał się z Brownem, który właśnie przyszedł. Omiotłam wzrokiem stół i urwałam winogrono.
- Żebyś się nie przejadła- powiedział z uśmiechem Justin, który właśnie siadał.- Taka ciężka i gruba nie dasz rady zatańczyć- dodał.
- Ale śmieszne, Ideale- uśmiechnęłam się i spojrzałam na Cait, która była pogrążona w rozmowie z Ryanem.
- Cait, czy ja jestem idealny?- Zapytał Justin, przerywając im rozmowę.
- Ty?- Cait spojrzała na niego i parsknęła śmiechem.- Chyba żartujesz.
- No widzisz, grubasie?- Justin zwrócił się do mnie.- I tak Ci nie odpuszczę, więc lepiej tyle nie jedz.
- Ciekawe jak Ty wyobrażasz sobie to, że będę tańczyć ze złamaną nogą.
- Normalnie. Kto powiedział, że ze złamaną nogą nie można tańczyć? W razie czego Chris ci pomoże- odparł i wybuchnął śmiechem.- Idę na chwilę do mamy, muszę przekonać ich do tego, żeby opuścili tę salę za jakieś pół godziny.
- Justin, to będzie niegrzeczne- upomniała go Cait, chwytając za rękę.
- Może i tak, ale chcesz się z nimi tutaj męczyć? Bo ja zamierzam się dzisiaj świetnie bawić- odpowiedział Justin, delikatnie wyrwał Cait rękę i poszedł do stolika, gdzie siedziała jego mama.
- Co tam?- Zapytał Chris, odwracając się do mnie. Ryan, Chaz i Cait zaczęli rozmowę na całkiem inny temat, więc chwilowo nie mieliśmy co robić.
- W sumie ok. A u Ciebie?
- Też- odparł z uśmiechem.- Jak z... Jeydonem?
- Musimy o tym rozmawiać?
- Nie, jasne, że nie...- Odparł, po czym zapanowała chwila ciszy. Przerwał ja Brown, który podszedł do mnie.
- Możemy chwilę pogadać?
- Jasne- odparłam.
- Ale tak na osobności- dodał.
- Ach, ok- wstałam i podreptałam pod okno. Brown szedł za mną.
- Przepraszam, że próbowałem zaszpanować tym autem. Naprawdę, zachowałem się nieodpowiedzialnie.
- Nieodpowiedzialnie to za mało powiedziane. Po prostu nie rób tego więcej, ok?
- Jasne. Mam nadzieję, ze jeszcze kiedyś wsiądziesz ze mną do samochodu.
- Nie chcę być wredna, ale może lepiej będzie, gdy to się już więcej nie powtórzy.
- Jasne- odparł i spojrzał za okno.- Przejdziemy się?
- Hmmm, brzmi fajnie, ale po pierwsze nie wzięłam niczego na górę, a po drugie w mojej sytuacji to, że z Tobą rozmawiam, wygląda... dziwnie.
- Jasne, rozumiem. Szkoda, że Ty i Jeydon... Nieważne. Zawsze wiedziałem, że na Ciebie nie zasługuje.
- A kto zasługuje?- Spojrzałam na niego zaciekawiona.
- No... Nie wiem, ale... Nieważne. Po prostu przykro mi, że Wam nie wyszło.
- Taaak- odparłam.
- Wszystko ok?
- Chyba tak. Wracamy?
- Oczywiście- odparł.- Zatańczysz dzisiaj ze mną?
- Hmmm, nie wyobrażam sobie mojego tańca z tym gipsem na nodze- uśmiechnęłam się.- Nie obiecuję wolnego, ale może tak.
- Super- Chris odwzajemnił uśmiech i pomógł mi dojść do stolika. Zasunął za mną krzesło i poszedł na swoje miejsce. Nałożyłam sobie trochę sałatki na talerz i wzięłam od kelnera jakiegoś dobrze prezentującego się fioletowego drinka.
- Jeśli nie chcesz się opić, lepiej to odstaw- poradziła Cait i wylała mojego drinka do wazonu z kwiatkami.- Justin wymyślił „fioletowego borsuka”. To ma takiego kopa, że wystarczyłby Ci jeden, żeby leżeć pod stołem. Pamiętaj: nie bierz dzisiaj nic fioletowego.
- Cait, wiesz co? Jak mogłaś? Wylałaś mojego najlepszego drinka- oburzył się Justin, który właśnie podszedł do naszego stolika.
- Justin, proszę Cię... Upijaj sobie tych swoich baranów, a nie nas.
- Idziemy tańczyć?- Justin zmienił temat, patrząc na mnie wymownie.
- Chyba nie myślisz, że...- Zaczęłam, ale Jus mi przerwał.
- Myślę- wyszczerzył się i zawołał Browna.
- O co chodzi?- Zapytał Brown, podchodząc do naszej części stolika.
- Amy chciałaby potańczyć, ale nie bardzo ma z kim- Jus spojrzał na mnie, powstrzymując śmiech. Zapewne zrobiłam się w tym momencie czerwona.
- Nie, Chris, wcale nie chcę, Justin po prostu...
- Wstydzisz się?- zapytał Brown, uśmiechając się.- Przecież nie ma czego. Chodź- odparł i pociągnął mnie za rękę.
- Nie, proszę, Chris...- Zaczęłam się wyrywać i kurczowo trzymałam się stołu.
- Jakiś problem?- Zapytał Ryan, który pojawił się obok mnie.
- Nie, chcemy tylko zatańczyć- odparł Brown, siląc się na normalny ton głosu. Gdybym go nigdy nie poznała, powiedziałabym, że jest opanowany,
- Jakoś mi się nie wydaje- powiedział Ryan i spojrzał na moją rękę, która nadal była uczepiona stołu. Żeby załagodzić sytuację przemówiłam:
- Wszystko jest w porządku- zdobyłam się na ciepły uśmiech i puściłam stół. Powoli wstałam i (prowadzona przez Chrisa) dotarłam na sam środek parkietu. Chris cały czas szczerzył się i rozglądał po sali.
- Możesz przestać? Wszyscy się na nas gapią- syknęłam i celowo pomyliłam kroki. Tańczyliśmy ( a w zasadzie tylko się bujaliśmy, przestępując z nogi na nogę) w rytm jakiejś radiowej piosenki.
- Ale co?- Zapytał Chris, przyciągając mnie do siebie.- Jeydon na nas patrzy. Wiesz, że pod kulą trzeba się pocałować?- Mruknął.
- Nawet nie próbuj tego robić. Wcale nie chciałam z Tobą tańczyć, więc nie myśl sobie... Jeydon na nas patrzy?
- Kontynuujemy tradycję?- Chris mruknął mi wprost do ucha i musnął ustami moją szyję.
- Jesteś skończonym frajerem- odepchnęłam go od siebie i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się, oczekując mojej dalszej reakcji. Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do stolika, by wziąć swoją torebkę. Wypiłam duszkiem „fioletowego borsuka” i wyszłam przed budynek. Usiadłam na ławce i ukryłam twarz w dłoniach. Strasznie kręciło mi się w głowie. Po chwili oparłam się o oparcie ławki i okazało się, że nie jestem sama. Około stu metrów od ławki stał Ryan i Chaz, a jeszcze dalej Jeydon. Gdy wszyscy trzej zorientowali się, że ich zauważyłam, podeszli bliżej ławki. Oczywiście, nie mogło obyć się bez kłótni.
- Nic Ci nie jest?- Zapytał Jeydon drżącym głosem. Powstrzymywał się, zaciskając szczękę.
- Można wiedzieć, po jaką cholerę tu przyszedłeś?- Zapytał Chaz, patrząc na niego wymownie.
- Według Twoich przypuszczeń Amy udowodniła Ci, że się nie myliłeś. Możesz już iść, chyba, że znowu chcesz dać mi w mordę- syknął Ryan i stanął między mną a Jeydonem.
- Odwieźć Cię do hotelu?- Zapytał Jeydon, nadal patrząc na mnie, jakby nie dostrzegał, że Ryan i Chaz tutaj są.
- Jeśli to wszystko, możesz już iść- Ryan spojrzał na niego, przygotowany na jakikolwiek ruch. Jeydon spuścił wzrok, potem ponownie spojrzał na mnie i otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale odwrócił się i wrócił na salę.
- Amy, wszystko w porządku? Nie podoba mi się ten Brown- Ryan usiadł obok mnie, zerkając na Chaza.
- Jest ok- odparłam, patrząc w niebo.
- Odwieźć Cię?- Zapytał, próbując spojrzeć mi prosto w oczy.
- Ryan, nie gniewaj się, ale wolałabym tutaj chwilę posiedzieć sama. No i chyba lepiej by było, gdyby odwiózł mnie Chaz albo Chris...
- Jasne, rozumiem. Możesz mi coś obiecać?- Zapytał, kładąc mi rękę na kolanie.
- Co takiego?
- Gdyby się coś działo, zadzwonisz do mnie, ok?
- Ryan...
- Proszę. To dla mnie bardzo ważne.
- Ryan, myślę, że Amy ma rację- wtrącił Chaz.- Byłby niezły kwas, gdyby Jeydon zaczął Was jeszcze bardziej o coś podejrzewać.
- Amy z nim nie jest- warknął Ryan, wstając.
- Ale...
- Ryan!- Krzyknęłam, a on odwrócił się.- Zadzwonię. Obiecuję.
Uśmiechnął się i wrócił na salę.
- Mam sobie iść?
- Dlaczego?
- Przed chwilą mówiłaś, że chcesz być sama...- Chaz lekko się zmieszał.
- Nie, chciałabym raczej być już jak najszybciej w hotelu.
- Jasne- Chaz uśmiechnął się, wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu Justina. Posadził mnie na fotelu pasażera, a sam usiadł na miejscu kierowcy i odjechaliśmy. O dziwo, nie zasnęłam w samochodzie i gdy weszliśmy do mojego hotelowego pokoju, również nie byłam śpiąca. Padłam na łóżko i wlepiłam wzrok w Chaza.
- To ja spadam, nie chcę Ci przeszkadzać...
- Chaz, możesz zostać, dopóki nie zasnę?
- Jasne- odparł, zdziwiony moją prośbą. Usiadł w fotelu, a ja nakryłam się kołdrą. Po dziecięciu minutach trochę żałowałam swojej prośby, bo Chaz spał w fotelu, posapując, a ja przez to jego posapywanie nie mogłam zasnąć. W końcu poszłam pod prysznic. Gdy wyszłam, Chaz chrapał już jak traktor; przykryłam go kocem, a sama wsunęłam się pod kołdrę. Włączyłam muzykę na swoim odtwarzaczu i w końcu zasnęłam.
********************************************************************************
Napisany byle jak, przyznaję się, ale nie miałam pomysłu, jak to wszystko rozwinąć :C
Dziękuję, że jesteście! Ja Was muszę chyba zacząć straszyć, bo od razu wzrasta statystyka i ilość dodanych komentarz ♥
XOXO
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Suuuper <3 Kocham twoje opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńProooooszę Cię chce żeby Amy była znowu z Jeydon'em :)
Ala.
Kiedy następna notka ? ^^
OdpowiedzUsuńProszę o opowiedz!
Co do opowiadania zajebiste jak zawsze :D
Tylko wkurza mnie Ryan... ale to mały szczegół <3
~~Ola~~~~
Następna notka około piątku ♥
UsuńNie da się szybciej? :D
UsuńMam nadzieje że wrócą do siebie Amy i Jeydon. ;D
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogę doczekać piątku! xD
Możesz szybciej dodać notkę? Proszę bo ja tutaj umrze z ciekawości co będzie dalej.. ;D
OdpowiedzUsuńCzy jak skończysz to opowiadanie to napiszesz 2 część tego bloga? Zrobisz to dla mnie? Plisss :D
Ps. Poleciłam Cię na na twitterze i na innych stronkach.
2-gie. PS. Odpisz :D
Czytelniczka :*
Wooooow, naprawdę, strasznie się cieszę, że ktoś mnie poleca :)
UsuńP.S. Dodam notkę najszybciej jak się da, ale naprawdę, musicie dać mi trochę czasu! Muszę się uczyć, jestem w technikum i nie ukrywam, że poziom jest znacznie wyższy niż w gimnazjum :/
Heeeej! Jestem tu od niedawna. Weszłam na twój blog przypadkowo i wciągnęło mnie twoje opowiadanie. Jest jeszcze ciekawsze ponieważ występuje tu Jeydon Wale,którego ubóstwiam :D:D:D Klaudia.
OdpowiedzUsuńHej! : * ♥ Bardzo sie cieszę, że zyskałam nową czytelniczkę :) + następna fanka Jeydona! :) Pozdrawiam, LM ♥
UsuńMasz rację jestem jego fanką ;D
OdpowiedzUsuńKlaudia.
A ty jesteś jego fanką ? :P
OdpowiedzUsuńFanką to może za dużo powiedziane, ale interesuję się Jego życiem : )
UsuńNoo miałaś dodać w piątek rozdział a już jest piątek wchodze sobie na twój blog i mnie zawiodłaś ;'( Mam nadzieje,że dzisiaj jeszcze się pojawi.
OdpowiedzUsuńMarta.
I wiecie co, dziewczynki? Ja też się zawiodłam :C Nie zabezpieczyłam dysku, a trzeba było to zrobić, bo komputer mi padł, a ja nie mam swoich postów na bloga, zdjęć, klipów, filmów itd. Przepraszam :( Muszę napisać wszystko od nowa :C
UsuńHeejjj kiedy napiszesz tą notke :( !!!!
OdpowiedzUsuńKiedy nn? :(
OdpowiedzUsuńSzczerze? Nie wiem :C Zajrzyjcie do aktualności
UsuńKocham twój blog !!! Nie kończ go plisss :)
OdpowiedzUsuń:( Nie mogę się doczekać nn !!!
OdpowiedzUsuńKocham twój blog XD ^^ :)
OdpowiedzUsuń