sobota, 29 września 2012
Rozdział 51
- Amy, nie jesteś już z Jeydonem?- Zapytał postawny dziennikarz z aparatem w ręku. Za nim stało jeszcze kilkoro takich typków.
- Nie- odparłam i owinęłam się szczelniej kurtką, która pozostawała rozpięta.
- A może...- Zapytał kolejny dziennikarz, ale Cait nie dała mu skończyć.
- Nie odpowie już na ani jedno pytanie- wysyczała i przebiła się przez tłum dziennikarzy, ciągnąc mnie za sobą do szkoły.
- Cait, ja już nie mogę... Oni są wszędzie- powiedziałam do Cait, gdy zniknęłyśmy za pierwszym zakrętem.
- Amy, wyglądasz jak siedem nieszczęść. Weź się jakoś ogarnij! To dla nich sensacja. Przecież widzą, że to przeżywasz.
- Dlaczego nie atakują jego?
- Bo jego trudno jest namierzyć. Nigdzie go nie ma. Zaszył się jak szczur.
- Ciekawe, jak ja teraz pojadę na urodziny Justina...
- Normalnie. Skończ już panikować. Lepiej zacznij się przejmować tym, jak będziesz tańczyć- odparła i uśmiechnęła się szeroko.
- O której będziesz?- Zapytał tata, gdy przebierałam się w stary rozciągnięty dres. Jakby ten kamuflaż miał coś pomóc- pomyślałam. Przed moim domem stał tłum paparazzi.
- Tato, przecież Ci mówiłam, że wszyscy nocujemy w tym hotelu. Justin wszystko załatwił.
- Ok. No to w takim razie o której mam po Ciebie przyjechać?
- Tatooo, proszę Cię. Odwiezie mnie Cait, ok?- Spojrzałam na niego jak na niedorozwiniętego i wywróciłam oczami.
- Ok, ok. Idę już, idę- mruknął i zszedł na dół. Wzięłam torbę z ciuchami na zmianę i zeszłam ostrożnie na dół. Poruszałam się już swobodniej, bo na dwóch nogach. Z pomocą kul, oczywiście, i gipsem na nodze, ale zawsze to jakiś postęp. Chaz i Chris czekali już na mnie w salonie.
- Gotowa?- zapytał Chris, wstając z kanapy.
- Tak- odparłam, zdobywając się na uśmiech,
- To super- uśmiechnął się i podszedł do mnie, by wziąć mnie na ręce. Przez te wszystkie wydarzenia nie zauważyłam, kiedy tak urósł. Jego postura też nie była taka jak kiedyś. Był teraz o wiele bardziej umięśniony i silniejszy. Wyszliśmy drzwiami od strony ogrodu i weszliśmy do garażu. Cait już czekała na nas w samochodzie.
- Cześć- uśmiechnęłam się i usadowiłam na kanapie z tyłu.
- Hej. Gotowa?
- Jasne.
- Chris, zapinaj pasy- nakazała Cait, uważnie go obserwując.
- Dobra, gadasz do mnie, jakbym był dzieckiem- oburzył się i zapiął pasy.
- Bo jeszcze jesteś- odparła i spojrzała na mnie w lusterku wstecznym.- Schowaj się. Wyjdziesz, jak dam Ci znać- puściła do mnie oczko i wyjechała z piskiem opon. Flesze rozbłysły a Cait dodała gazu. Chaz miał wyjechać dwadzieścia minut po nas. Sam cztery godziny temu pojechał do Ryana, a dwie godziny temu pojechali na imprezę Justina. Układaliśmy plan przez trzy dni, tak, żeby paparazzi nie połapali się, że wychodzę z domu. Według mnie mało skuteczny był ten plan, ale na nic było moje gadanie. Sam, Chris, Chaz, Ryan, tata i Cait twierdzili, że nikt nie wymyśliłby czegoś lepszego.
Dojechaliśmy na miejsce półtorej godziny później, bo mieliśmy „ogonek”, który skutecznie zgubiliśmy, krążąc po parkingu pobliskiego centrum handlowego. To miała być mała impreza, ale ze względu na to, że najważniejsza była nasza prywatność, Justin wybrał mało znane miejsce. Wjechaliśmy na podziemny parking i Cait zaparkowała samochód.
- Chris, torby- rozkazała i odpięła pasy.
- Ale Amy...
- Zaraz będzie Ryan- odparła i posłała mi ciepły uśmiech.
- Dlaczego akurat Ryan?- oburzyłam się.- Potrafię sama wyjść z samochodu- poczerwieniałam i już miałam wstawać, ale pasy, które nadal były zapięte, przyciągnęły mnie z powrotem do kanapy z tyłu samochodu.
- Na przykład dlatego- odparła rozbawiona Cait i otworzyła mi drzwi. Zręcznie odpięłam pasy i wyskoczyłam z samochodu Cait.- Poza tym, przecież jesteście przyjaciółmi, prawda? Nie chcę, żebyś po powrocie musiała chodzić jeszcze z tym gipsem. Ryan Ci tylko pomoże- Wyszczerzyła się i ruszyła przed siebie. Chris wyjął torby i wyminął mnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i odwróciłam się.
- Cześć- zobaczyłam uśmiechniętego Ryana.
- Hej- odparłam, zdobywając się na nieśmiały uśmiech. Ryan uniósł mnie takl\ jakbym nic nie ważyła i przytulił do siebie.
- Jak tam?- Zapytał, nie przestając się uśmiechać.
- Ok, tylko... Zaraz mnie zgnieciesz.
- Och, przepraszam- spochmurniał i zwolnił ucisk, nadal bezpiecznie mnie trzymając.- Ostatnio nie mam wyczucia- dodał i wskazał głową na swój samochód. Jego maska była lekko wgnieciona pod wpływem czyjegoś nacisku. Mogłabym przysiąc, że Ryan zrobił to, kiedy wracał tamtego feralnego dnia.
- Ryan, ja naprawdę...
- Amy, proszę- spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się łagodnie, jakby chcąc powiedzieć „nie ma tematu”.- Jest ok. Musimy wypowiadać zbędne słowa? Nie gniewam się na Ciebie. Jest tak jak dawniej. A nawet lepiej- uśmiechnął się łobuzersko i przyspieszył. Dotarliśmy do recepcji, przy której stał niewysoki mężczyzna, z łysiejącą głową.
- Borsuk- zwrócił się do niego, a ten zniknął na chwilę w pokoju obok. Spojrzałam na niego pytająco.- Och, solenizant wymyślił sobie hasło- odparł, rozbawiony moją miną.
- Aha- szepnęłam. Pojawił się mężczyzna i podał Ryanowi różowy kluczyk. Ryan przeczytał numer pokoju i ruszyliśmy schodami na pierwsze piętro.
- Ciekawe z kim będziesz mieć pokój- zaczął, swobodnie idąc po schodach. Zachowywał się tak, jak gdybym nic nie ważyła.
- Jak to z kim? Z Cait...
- I tu się mylisz- przerwał mi.- Cait ma pokój z Justinem. Ja z Chazem, Chrisem i Samem. Wychodzi na to, że będziesz albo z Samem, albo...- nie dokończył, bo drzwi z identycznym numerem jak na kluczyku otworzyły się i wyszedł Jeydon.
- O Boże- jęknęłam, a Ryan ścisnął mnie mocniej.
- To jakieś nieporozumienie. Zadzwonię do JB- Ryan powiedział do mnie łagodnym tonem i uśmiechnął się sztucznie, próbując mnie uspokoić. Moje serce biło jak szalone. Nogi miałam miękkie, zdawało mi się, ze zaraz upadnę. Jeydon stał jak wryty, wpatrując się we mnie. Ryan wykręcił numer Justina, ale ten nie odebrał. Zobaczyliśmy go po kilku sekundach po drugiej stronie korytarza.
- Justin!- Krzyknął Ryan. Ten odwrócił się i szybko do nas podszedł.
- Cześć- uśmiechnął się i stanął między mną a Jeydonem. Byłam mu za to dozgonnie wdzięczna.
- Jus, prosiłam bez numerów- zwróciłam się do niego, a on spoważniał.\
- O co chodzi?- Zmarszczył brwi.
- Amy ma być w pokoju z Jeydonem?- Zapytał Ryan, a Jeydon się lekko skrzywił. Widziałam, jak zaciska szczęki, żeby nie powiedzieć czegokolwiek.
- Co? Nie, to znaczy... och, za co ja zapłaciłem?- Mruknął i spojrzał na mnie.- Miałaś być w pokoju z Samem, a chłopaki razem. Wszystko pomieszali. A może to Ca... Nie, to niemożliwe. Dobra, robimy tak: Jeydon pójdzie do chłopaków, a ja pójdę po Sama.
- Mam być w pokoju z Jeyd...
- Nie- przerwałam Ryanowi.- Jeydon już się przecież rozpakował. Wezmę sobie tylko pościel i pójdę do chłopaków- oznajmiłam. Jeydon spojrzał na mnie smutno, a ja zręcznie go wyminęłam. Gdy wyszłam z pokoju, Jeydona i Justina już nie było. Czekał na mnie Ryan z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Mogę podzielić z Tobą łóżko- zaoferował ze śmiechem.
- Dzięki, wywalę Sama na podłogę- odparłam.
- Chciałem być miły- spojrzał mi prosto w oczy i odebrał ode mnie pościel. - Z Jeydonem to już definitywny koniec?- Zapytało cicho.
- Chyba tak- odparłam i spuściłam głowę. Ryan podszedł do mnie i pociągnął mnie lekko za podbródek.
- Będzie dobrze- uśmiechnął się i odwrócił tyłem.- Wskakuj- rozkazał.
- Nie wiesz, jak mam to niby zrobić ze złamaną nogą?- Odparłam.
- Fakt. Zaczekaj, zadzwonię do Chrisa.
- Ok.
Po pięciu minutach byłam w pokoju razem z chłopakami. Trwała zacięta kłótnia między mną a Samem o łóżko gdy do naszego wspólnego pokoju wszedł Jeydon.
- Coś się stało?- Zapytał Sam, gwałtownie wstając. Ryan spojrzał na nich, a jego mina nie wyrażała dosłownie nic. Chaz i Chris też obserwowali wszystko w napięciu.
- Nie, pomyliłem pokoje. Wiecie może, gdzie jest Justin?
- Na pewno nie tu- odparł Sam i poruszył się nerwowo.
- Sam...- Upomniałam go, ale ten nawet na mnie nie spojrzał.
- Powinien być w szesnastce- odparł Chaz, który rozłożył się na swoim łóżku.
- Dzięki- Jeydon przybrał na chwilę coś na kształt uśmiechu i wyszedł, cicho zamykając drzwi.
- Ej, co się właściwie stało wtedy u Amy? Bo już się nie potrafię w tym połapać- Chris spojrzał na mnie pytająco.
- Proszę, nie każ mi tego opowiadać- odparłam, wlepiając wzrok w podłogę.
- Ryan dostał od Jeydona, a z kolei Amy z nim zerwała. Ot co, cała historia- odparł Sam i usiadł na łóżku.
- No ale dlaczego?- Dociekał Chris.
- Bo Jeydon to zazdrosny dupek, który nie zasługuje na moją siostrę. A Ty- Sam zwrócił się do mnie- jeśli z nim kiedykolwiek jeszcze będziesz, to każę tacie Cię wydziedziczyć- dodał, a Ryan i Chaz cicho się zaśmiali.
- Bardzo śmieszne- odparłam i spojrzałam na Sama.
- I tak śpisz na podłodze- wyszczerzył się i zniknął w łazience. Ryan, Chaz i Chris w tym samym czasie spojrzeli na mnie.
- No co?- Zapytałam, krępując się ich spojrzeniami.
- Nic- odparł Ryan i wyszczerzył się. Chaz zrobił to samo.
- To czemu się tak patrzycie?
- Wiesz, że jesteś w pokoju z samymi chłopakami?- Zapytał Chaz, zabawnie poruszając brwiami.
- I jest wolna- dodał Chris.
- O Boże, jakie z Was dzieciaki- odparłam i rzuciłam w Chaza poduszką.
- Dzieci, nie dzieci, to nadal nie zmienia stanu rzeczy- Chaz spojrzał na mnie i znowu się wyszczerzył.
- Sam, oni próbują się do mnie dobrać!- Krzyknęłam.
- Nic Ci nie zrobią! Nie mają odpowiedniego... uzbrojenia!- Odpowiedział ze śmiechem. Chaz spojrzał na Ryana, Ryan na Chrisa, Chris na Chaza i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Co za debile- skomentowałam i wyszłam z pokoju. Wpadłam od razu na Justina.
- Widziałaś gdzieś Jeydona?
- Szukał Cię. Coś się stało?
- Nie, nic takiego- uśmiechnął się.- Pójdę go poszukać.
- Jus?
- No?
- Nie dałoby się czegoś dla mnie załatwić?- Spojrzałam na niego błagalnie.
- Kurde, nie chciałem, żeby to tak wyszło. Wszystko przekręcili. Chodź, zobaczymy co się da załatwić- popchnął mnie lekko w kierunku schodów. Pomógł mi po nich zejść, znosząc mnie z nich i udał się do recepcji. Wrócił do mnie po dwóch minutach z kluczem w ręku.
- Udało Ci się?- Zapytałam, uśmiechając się.
- Zostawiłem tutaj już tyle kasy, że powinienem mieć wszystko w standardzie. Amy, mam dwójkę, ale możesz nie musisz nikogo ze sobą brać. Jak chłopakom tam dobrze, to ok. Tylko jest jeden problem...
- Problem? Jus, załatwiłeś mi osobny pokój!- Rzuciłam mu się na szyję.
- Tak, ale ten pokój jest obok pokoju Jeydona.
- Aha- odparłam i odsunęłam się od niego. Mój humor uległ natychmiastowemu pogorszeniu. Justin też posmutniał.- Ale chyba przeżyję, nie?- Dodałam, po czym wzięłam od niego klucz.- W końcu nie jesteśmy w tym samym pokoju, nie jest tak źle- uśmiechnęłam się cierpko.
- No pewnie. Nie gniewaj się, Amy, ale muszę lecieć. Mam jeszcze kilka spraw. Do zobaczenia- powiedział i pognał schodami na górę. Wspięłam się po schodach i wróciłam do pokoju chłopaków.
- O, wróciła nasza księżniczka- Chris wyszczerzył się i rzucił we mnie poduszką.
- Wyprowadzam się- odparłam słodko i wzięłam swoją torbę.
- Co?- Zapytał Sam, podnosząc się na łokciach.
- Justin załatwił mi osobny pokój- uśmiechnęłam się i pomachałam w górze kluczem.
- No i dobrze- odparł i położył się z powrotem.
- Na razie- dodałam i poszłam do swojego „nowego” pokoju. Rozpakowałam kosmetyki i wyciągnęłam sukienkę, którą miałam ubrać. Szczerze mówiąc, będę w tym wyglądać jak pokemon, bo ten cholerny gips psuje cały efekt plus to, ze nie mogę ubrać szpilek. Odpędziłam od siebie myśl o tym, ze Jeydonowi na pewno się nie spodobam. W ogóle bezsensowne było to całe rozstawanie się. Może postąpiłam pochopnie? Tak, Jeydon zachował się jak idiota, ale może to, co zrobiłam, było zbyt surową karą? Ok, może i miałam teraz poczucie winy i wątpliwości, ale kto by ich nie miał na moim miejscu? Nadal kocham Jeydona i chyba minie sporo czasu, aż moje uczucia ulegną zmianie. Po raz kolejny odpędziłam od siebie myśl typu „co by było gdyby...” i weszłam do łazienki. Rozebrałam się, odkręciłam kurki z wodą, spięłam włosy w wysoką kitkę i zaczęłam zmywać makijaż. Gdy już prawie kończyłam, ktoś zapukał do drzwi. Owinęłam się szybko w ręcznik, odłożyłam trzymane w ręce płatki kosmetyczne nasączone płynem do demakijażu i poszłam otworzyć drzwi. Ledwie zdążyłam je uchylić, Sam wpakował się do środka.
- Jesteś sama?- Zapytał, rozglądając się po pokoju.
- A niby z kim mam być?
- No nie wiem.
- Co chcesz?
- Amy, zapomniałem wziąć majtek...- Powiedział zmieszany Sam, lekko czerwieniejąc.
- Co?- Spojrzałam na niego, a moje kąciki mimowolnie wygięły się w uśmiechu.
- No ale śmieszne... Co ja mam teraz zrobić?
- Kupić nowe?- Zasugerowałam.- Albo chodzić bez- dodałam ze śmiechem.
- Amy, ja mówię poważnie.
- Ja też.
- Dobra, wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć- odparł obrażony.- Jak powiesz chłopakom, to Cię zabiję. Będą się ze mnie śmiać do końca życia- dodał, marszcząc groźnie brwi i mierząc mnie wzrokiem.
- Hmmm... Wezmę to pod uwagę- roześmiałam się i oparłam o framugę drzwi.
- Dobra, nie przeszkadzam Ci. Widzimy się wieczorem- teatralnie wywrócił oczami i wyszedł. Weszłam z powrotem do łazienki, na wszelki wypadek zamykając drzwi na zamek. Zakręciłam kurki z wodą, zrzuciłam z siebie ręcznik i ostrożnie weszłam do wanny, żeby nie zamoczyć gipsu. Nie zdążyłam nawet wziąć gąbki z kosmetyczki, kiedy ktoś znowu zaczął pukać do moich drzwi.
- Sam, nie rób sobie ze mnie jaj!- Krzyknęłam, nasłuchując, co krzyknie w odpowiedzi.
- To nie Sam, tylko ja- odparł Ryan.- Sorry, że przeszkadzam. Jesteś w łazience?
- Jak słychać. Stało się coś?
- Nie, to znaczy... Zapomniałem żelu pod prysznic, a niestety mieszkam z samymi chamami i pomyślałem, ze może Ty mogłabyś mi pożyczyć...
- Och, jasne- odparłam i ostrożnie wyszłam z wanny. Owinęłam się ponownie ręcznikiem, który rzuciłam na ziemię i sięgnęłam po żel, którym zamierzałam się umyć. Trudno, zostało mi jeszcze mydło. Wyszłam z łazienki, tupiąc gipsem.
- Dzięki- Ryan uśmiechnął się, sięgając po żel.
- Nie ma za co.
- Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobił- wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Ryan, nie obraź się, ale chciałabym dokończyć to mycie.
- Jasne, jasne. Jeszcze raz przepraszam. Wrócę za piętnaście minut oddać.
- Nie trzeba, możesz potem. Chciałabym jeszcze tam posiedzieć.
- Ok. To do zobaczenia potem.
- Pa- zdobyłam się na uśmiech i zamknęłam za Ryanem drzwi. Wróciłam do łazienki i weszłam z powrotem do wanny. Umyłam się i rozpuściłam włosy, żeby móc je umyć, ale nie dane mi było tego zrobić, bo po raz kolejny ktoś dobijał się do mojego pokoju. Jak jeszcze raz ktoś tutaj przyjdzie, to chyba zabiję- pomyślałam, wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i poszłam otworzyć. Cait stała z ręcznikiem na włosach.
- Co się stało?- Zapytałam, stając w drzwiach.
- Amy, masz może jakieś zapasowe rajstopy? Puściło mi oczko- popatrzała na mnie błagalnie.
- Mogą być czarne?
- Jasne- odparła, uśmiechając się.
- To poczekaj- odwróciłam się na pięcie i poszłam wyjąć rajstopy z torby. Wróciłam i podałam je Cait.
- Dziękuję. Jesteś wielka- Cait uśmiechnęła się szeroko i musnęła mój policzek.- Nie przeszkadzam Ci już. Paaa- dodała i popędziła korytarzem, klapiąc przy tym kapciami z mordkami tygrysów na przodzie. Zamknęłam drzwi i wróciłam do wanny. Zmoczyłam włosy, umyłam je, wypuściłam wodę z wanny i wyszłam z niej. Starannie wysuszyłam włosy, a potem spięłam je w „niedbałego” koka, który, o dziwo, wyszedł mi za pierwszym razem. Owinęłam się ręcznikiem, bo mimo tego, ze w mojej łazience było jak w saunie, zaczęło mi być zimno. Wyszłam z łazienki i wzięłam swoją sukienkę. Wsunęłam nogi w miękkie kapcie i wróciłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ręcznik w tym samym momencie w którym ktoś znowu (co tym razem bardzo mnie zirytowało) zaczął pukać do drzwi mojego pokoju. Zignorowałam to i zaczęłam smarować swoje ciało masłem malinowym. Gdy chciałam przejść do spryskania się mgiełkom nabłyszczającą, pukanie do moich drzwi coraz bardziej się nasilało.
- Cholera!- Nakryłam się ręcznikiem i poszłam otworzyć.- Co znowu?- Mruknęłam do Chaza, który stał w progu.
- Amy, już myślałem, że Cię nie ma. Masz może plaster?
- Po co Ci plaster?
- Chris się skaleczył- odparł i pociągnął za rękę Chrisa, którego wcześniej nie widziałam. Z jego ręki kapała krew. Miał dużą ranę na przedramieniu.
- Na takie coś chcecie plaster? Tu potrzebny jest bandaż, a nie jakiś tam plaster- pokiwałam głową z politowaniem i gestem ręki przywołałam ich do środka. Sięgnęłam do torby i wyciągnęłam bandaż.
- Mówiłem?- Chaz zwrócił się do Chrisa.- Na Amy zawsze można liczyć, bo ona zawsze wszystko ma.
- Równie dobrze mogliście iść do recepcji. Co Wy znowu robiliście?
- Wpadłem przypadkiem na stół i stłukłem wazon.
- Co? Przypadkiem?
- Nooo...
- Ja go popchnąłem- przyznał Chaz.
- No to nieźle. Gratuluję wyobraźni. Nie masz tam szkła?- Zwróciłam się do Chrisa.
- Nieee, już wyciągnąłem- odparł Chris.
- Sam?!
- No.
- Jezu, gdzie Wy macie mózgi- westchnęłam i wylałam na ranę Chrisa sporą ilość wody utlenionej.
- Auuu- jęknął, chwytając się trochę niżej rany.- Boli.
- Ma boleć- odparłam, patrząc na niego wymownie.- Dawaj tą rękę- dodałam, rozwijając bandaż. Owinęłam nim rękę Chrisa i zapięłam zaczep.
- Już?- Zapytał Chris.
- Mhm.
- Sorry za najście. Zdaje się, że się szykujesz. Dzięki za pomoc. Na razie- powiedział Chaz na jednym wydechu i pociągnął Chrisa w stronę wyjścia. Wyszli, zanim zdążyłam odpowiedzieć. Wróciłam do łazienki i spryskałam mgiełką ciało. Ubrałam swoją fioletową sukienkę i spryskałam dekolt perfumem. Nałożyłam podkład na twarz i pociągnęłam różem policzki. Zrobiłam smooky eyes i starannie wytuszowałam rzęsy. Musnęłam usta błyszczykiem nadającym połysk i spryskałam włosy lakierem do włosów, dla utrwalenia efektu. Wyciągnęłam z pudła swoje balerinki i wsunęłam w jednego stopę, a na gips założyłam specjalnego „buta”. Przejrzałam się uważnie w lustrze, wyjęłam z torby kopertówkę, kupioną specjalnie na tę okazję i włożyłam do niej telefon, błyszczyk, chusteczki higieniczne i owocowe gumy do żucia. Ujęłam ją, wyszłam z pokoju, zamknęłam drzwi na zamek i ruszyłam pod recepcję, gdzie miałam czekać, aż ktoś po mnie przyjdzie. Pierwszy doszedł Chaz.
- Długo tu czekasz?- Zapytał, opierając się plecami o framugę. Miał na sobie czerwone buty supra, czarne spodnie z obniżonym stanem, Czarną koszulkę i luźną marynarkę z czerwonymi szwami. Włosy miał lekko postawione na żelu i obficie spryskał się perfumami.
- Nie, przed chwilą przyszłam- odparłam, siadając na kanapie, która stała w hallu tuż obok recepcji.
- Za chwilę ktoś powinien przyjść, bo tkwiłem tutaj dobre piętnaście minut. Sam, Chris i Ryan wyszli trochę wcześniej, a jak tu przyszedłem to jeszcze ich nie było. Może pojechali bez nas?- Uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
- Nawet sobie tak nie żartuj.
- Spokojnie- odparł.- Według tego, co mówił mi Justin, mamy jeszcze około pięciu minut.
- Obyś miał rację- oparłam się i przymknęłam powieki, a Chaz odwrócił wzrok w drugą stronę.
*********************************************************************************
Nowy ^^ Nie wiem, czy fajny, nie miałam pomysłu jak go rozwinąć : C
Kiedy NN? Nie wiem :C nie mam czasu pisać :C
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jeezuu świetny <3
OdpowiedzUsuńProszę dodaj nowy rozdział ! Świetnie piszesz a po za tym nie mam nic innego do czytania o Jeydonie Wale :D Chyba to twój jeden normalny blog,który pisze ktoś o Jeydonie :)
OdpowiedzUsuńMoże napiszesz coś w piątek (05.10.12r.) ? Plissss !!! Chyba nie chcesz stracić czytelnika ? =P Chociaż i tak będe go czytać(twojego bloga). Wiem,że jest szkoła i nie masz czasu pisać,ale byś mogła znaleść trochę czasu na bloga. Sorki,że tak sie rozpisałam,ale chce wiedzieć co będzie dalej.Oby Amy była znowu z Jeydon'em.
Ps. Podasz jakieś też inne blogi o Jeydonie? ^^
Pozdrawiam Czytelniczka :*
Uhuhuh nieźle :D Więc tak: mój laptop uległ zniszczeniu i jutro przychodzi fachowiec, by ocalić mój dysk twardy i całą zawartość komputera :C To okropne, ale ja wierzę, że uda mi się ocalić rozdziały, które napisałam na laptopie ^^ Więc jeśli to załatwię, na pewno dodam cos jak najszybciej
UsuńA co do blogów o Jeydonie... Hmmm... Chyba nie znam takiego drugiego opowiadania o Jeydonie... Wgl nie znam opowiadań o Jeydonie, więc nie wiem co mogłabym, Ci polecić :C
http://szofelyn.blogspot.com/
Adres bloga Szofelyn, ale chyba muszę ją pogonić, bo Ona nic nie pisze :C
Musisz dodać nowy rozdział! Najlepiej dwa na raz,albo 5 rozdziałów na jeden dzień ! :) Na pewno przeczytam :P :)
OdpowiedzUsuńCzytelniczka.
Zarąbiste pisz dalej i nie kończ!!! =)
OdpowiedzUsuńZ-A-C-Z-E-P-I-S-T-E :D
OdpowiedzUsuńProszę o następną nn ;*
Pozdrawiam Oli.