- Miło, że się cieszysz- powiedział Jeydon, patrząc na mnie z wściekłością.- Jechałem tutaj Bóg wie, ile czasu, a Ty...
- Myślałeś, że rzucę Ci się na szyję?- Przerwałam mu, podnosząc się do pozycji siedzącej. Jeydon wstał z mojego łóżka i przeszedł cały pokój. W końcu spojrzał na mnie, a ja wybuchnęłam płaczem.
- Amy...- Zaczął, próbując mnie przytulić.
- Zostaw mnie, rozumiesz? Zostaw! Najpierw oskarżasz mnie, o coś co w ogóle nie miało, nie ma i nie będzie mieć miejsca, a potem przyjeżdżasz i myślisz, że co? Zapomnę o wszystkim i tak po prostu będę się cieszyć, że przyjechałeś?
- Przyjechałem, żeby Cię przeprosić i to wszystko naprawić! Ale Ty oczywiście masz wszystko w dupie!
- Ja mam wszystko w dupie? To nie ja wyjechałam!
- Sama mnie do tego namawiałaś!
- Bo to nie miało tak wyglądać!
- A jak?!
- Całkiem inaczej!
- A Ty myślałaś, że to zawsze jest takie przyjemne, tak? Myślisz, że będąc tam sam, bez nikogo, jestem taki szczęśliwy?! Ty masz tutaj chociaż Cait i chłopaków, a ja jestem sam jak palec! Też mam tego dosyć! To wszystko niszczy! W dupie mam takie marzenia! Wszystko mam już w dupie!- Spojrzał na mnie, obawiając się mojej reakcji na jego słowa. W jego oczach momentalnie pojawiły się łzy. Podszedł do mnie i chwycił mnie za ramiona.
- Wyjdź- wyszeptałam, zamykając oczy, nie pozwalając moim łzom już swobodnie wypływać.
- Amy, przepraszam...
- Wynoś się stąd- podniosłam głos i odepchnęłam go. Jeydon puścił mnie, pozostał przez chwilę w moim pokoju, po czym wybiegł. Zaniosłam się płaczem i znowu wtuliłam twarz w poduszkę. Byłam na siebie wściekła, bo powiedziałam coś, czego nie powinnam powiedzieć, byłam zła na Jeydona, bo powiedział coś, co strasznie mnie zabolało... W środku byłam chyba rozsypana na tysiące kawałków. Leżałam tak strasznie dużo czasu. Słyszałam, jak babcia trzaska swoimi drzwiami, jak tata zamyka drzwi frontowe i wpisuje kod antywłamaniowy, jak Sam się kąpie i ostatecznie widziałam jak smuga światła, która pochodziła z pokoju Sama i była widoczna w moim, w końcu znika. Opatuliłam się kocem, który od dwóch dni służył jako podparcie dla mojej złamanej nogi... Nie odczuwałam nawet pulsującego bólu, który towarzyszył mi za każdym razem, gdy próbowałam się odprężyć. Nie obchodziło mnie w zasadzie nic, oprócz wydarzenia, które miało miejsce w moim pokoju. Myślałam o tym aż do świtu, gdy nie potrafiłam opanować swojej senności i w końcu zasnęłam...
Rano obudził mnie tata, który energicznie potrząsał moim ramieniem.
- Hmmm?
- Za piętnaście minut przychodzę tutaj po Ciebie i jedziemy do sklepu. Doprowadź się do porządku, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść. Ile spałaś?
- Nie wiem- odparłam szczerze.
- Rano był tutaj ten chłopak. Myślę, że nie masz mi tego za złe, że kazałem mu iść do domu- powiedział tata, podnosząc z podłogi poduszkę, która musiała spaść w nocy.- Piętnaście minut- próbował się uśmiechnąć, ale gdy znowu na mnie spojrzał, tylko spuścił głowę i zszedł na dół.
Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Moje zawsze lśniące loki teraz zupełnie nie przypominały loków. Owszem, lśniły, ale tylko dlatego, że były takie tłuste. Moja twarz była również przetłuszczona, a „wory” pod oczami nie poprawiały całego efektu. Przemyłam twarz zimną wodą i nałożyłam sporo podkładu, żeby wyglądać jak najbardziej normalnie. Co jak co, ale zapuściłam się przez tą złamaną nogę. Włosy spryskałam suchym szamponem i rozczesałam je. Starannie wyciągnęłam rzęsy tuszem do rzęs i zaczęłam poszukiwania gumki do włosów. Gdy ją wreszcie znalazłam, przypomniałam sobie o myciu zębów. Zarąbiście, już się pomalowałam. Starałam się zmazać jak najmniej podkładu, ale wyszło mi średnio, więc przypudrowałam całą twarz i dekolt. Spięłam włosy w idealny koński ogon. Ubrałam się w ciuchy, które miały iść do prania, ale stwierdziłam, że mogę w nich jeszcze iść (nie śmierdzą i nie są brudne. To chyba motto Sama). Użyłam antyperspirantu i poszłam do pokoju, w którym czekał na mnie tata.
- Gotowa?
- Tak.
- Zjesz jeszcze śniadanie.
- Muszę?
- Musisz- odparł tata tonem nieznoszącym sprzeciwu i zniósł mnie na dół. Babcia jak zwykle krzątała się w kuchni przy włączonym radiu.
- Dzień dobry- rzuciłam i usiadłam przy stole.
- Dzień dobry- babcia uśmiechnęła się do mnie i otworzyła lodówkę.- Co byś zjadła?
- Obojętnie.
- Omlet? Naleśniki?
- Może po prostu płatki?- Utkwiłam wzrok w stole i zaczęłam mazać po nim palcem.
- Amy, może trochę grzeczniej?- Zapytał tata, przeglądając gazetę.
- Zostaw ją. Nie warto...
- Jakoś przeszedł mi apetyt na cokolwiek- odparł tata i wstał.- Poczekam w samochodzie- dodał i wyszedł.
- Czyli płatki?- Zapytała babcia, siląc się na ciepły ton.
- Mhm- odparłam. Babcia zrobiła mi śniadanie, a ja usiłowałam je zjeść, ale nie bardzo mi wychodziło.
- Nie smakuje Ci?- Zapytała babcia, siadając na krześle obok mnie.
- Już nie mogę.
- Nie zjadłaś ani łyżki.
- Po prostu nie każ mi jeść, dobrze?- Poprosiłam błagalnym tonem.
- Leć do taty- odparła babcia i spojrzała na mnie troskliwym wzrokiem. Odsunęłam się od stołu i dostałam do hallu, gdzie ubrałam buty, bluzę, płaszcz i owinęłam się szalem. Przejrzałam się w lustrze i wyszłam z domu, przez przypadek trzaskając drzwiami. Doczłapałam do samochodu i wlazłam na przednie siedzenie.
- Zjadłaś?- Zapytał tata na wejściu, uruchamiając silnik swojego starego forda. Nowe lamborghini, które tata kupił, żeby móc dojeżdżać do pracy bez żadnych niespodzianek, stało w garażu tylko dlatego, że... było nowe i tata nie chciał nim jeździć. Tak więc jeździ dalej tym złomem.
- Prawie- odparłam, zapinając pasy.
- Amy, możemy pogadać?
- Tato...- Jęknęłam.- Musimy?
- Musimy. To znaczy...- Zmieszał się i ruszyliśmy.- Och, po prostu chciałbym z Tobą pogadać. Nie mam z Wami kontaktu. Moja córka kłóci się ze swoim chłopakiem, a ja nawet nie wiedziałem, ile ten chłopak dla niej znaczy. Mój syn znowu jest na siebie wściekły, bo nie dochodzi do porozumienia ze swoją dziewczyną... Chyba nie jestem ostatnio dobrym ojcem. Co ja mówię... Ostatnio? Czy ja w ogóle byłem dobrym ojcem? Zawsze zapewniałem Wam dach nad głową, a tak naprawdę chyba nigdy nie przejmowałem się tym, co czujecie. Babcia zawsze mówiła, że świetnie sobie radzę. Tylko dlaczego? Dlatego, że byliście czyści, nie zadawaliście się z nieodpowiednim towarzystwem, nie sprawialiście kłopotów i dobrze się uczyliście? Dosyć wcześnie zostałem ojcem i inaczej sobie to wyobrażałem. Nie wystarczy pracować...
- Tato, proszę...
- Nie, Amy. Nie o tym chciałem porozmawiać. Po prostu... Jest Ci dobrze z tym chłopakiem?- Zapytał w końcu, czerwieniąc się nieco. Pewnie nie chciał o tym rozmawiać tak samo, jak ja, a tym bardziej zadawać pytania.
- Tak- odparłam cicho.
- Jesteś z nim szczęśliwa?
- Tak.
- Czyli to coś poważnego?- Zapytał, zerkając w drugą stronę. Spuściłam głowę.
- Tak.
- Kochasz go?
- Bardzo- odparłam szeptem. Tata spojrzał na drogę i westchnął.
- Nie myślałem, że to coś poważnego. Amy, nigdy nie miałaś jakichś tam chłopaków, z którymi byś się spotykała. Moja Amy myśli o kimś poważnie...- Powiedział, a jego głos lekko się załamał.- Amy, posłuchaj: nie chcę, żebyś mnie miała za jakiegoś starego zgreda, który się wtrąca. Po prostu widzę, jaki wpływ ma na Ciebie ten chłopak.
Popatrzyłam na niego pytająco.
- Nie mam na myśli, że zły i nie chcę Ci zakazywać się z nim spotykać. Zawsze jesteś taka uśmiechnięta i zadowolona. Chyba po prostu szczęśliwa. A wczoraj... Chciałem wyjść i chociaż porządnie na niego nakrzyczeć. Wszedłem rano do Twojego pokoju i... chyba zrozumiałem, ze dorosłaś. Przykro mi, że Cię zranił.
- Tato...- Szepnęłam.
- Nie musisz nic mówić, czy się spowiadać, jak Wy tam mówicie. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że zawsze możesz przyjść do mnie. Ja nigdy się od Ciebie nie odwrócę. Zawsze będę z Tobą, będę stał za Tobą murem. Też kiedyś byłem młody, wiesz?- Uśmiechnął się cierpko i jeszcze bardziej wlepił wzrok w jezdnię. Utkwiłam wzrok w widok za szybą i starałam się o niczym nie myśleć, ale przed oczami znowu stanął mi wściekły Jeydon, stojący w moim pokoju.
- Tato, mama wspierała Cię na początku?- Zapytałam po chwili ciszy, jaka zapanowała w samochodzie.
- Na początku? To znaczy?
- No, jak zacząłeś projektować.
- No pewnie.
- I jak to wyglądało?
- No wiesz... Na początku nie było super kolorowo. Dosyć często nie było mnie w domu, a jak byłem, to tylko na chwilę. Nie poświęcałem jej zbyt wiele czasu. Kiedyś wyprowadziła się na tydzień do koleżanki, gdy miałem urlop, bo nie mogła znieść tego, że zamiast spędzić z nią ten czas wolałem leżeć na kanapie. Ja z kolei nie miałem na nic bardziej ochoty, jak po prostu poleniuchować przed telewizorem. Robiłem wtedy tyle projektów... Potem mama zaszła w ciążę, ja dostałem pracę i wreszcie nie czułem się w domu jak gość. Urodził się Sam, a potem Ty i zaczęliśmy być prawdziwą rodziną. A ja znowu nie miałem czasu dla mamy. Musiałem go dzielić na pracę, Was, odpoczynek, swoje potrzeby. Mama znowu była najzwyczajniej w świecie zaniedbywana. A potem...- Tata urwał.
- Zawsze jest tak, że na początku wszyscy się starają, a potem ktoś jest zaniedbywany?
- Amy, na to nie ma reguły. Gdybym miał inną pracę, pewnie spędzałbym z mamą dużo czasu i nie czułaby się samotna. Dlaczego tak wypytujesz?
- Tak tylko pytam...
- Czujesz się zaniedbywana przez Jeydona?- Zapytał tata, ale zaraz przybrał taki wyraz twarzy, jak gdyby chciał cofnąć pytanie.
- Sama nie wiem. Jest teraz taki... inny.
- Kochanie, chłopcy tak już mają. Spójrz na Sama. Na początku traktował Leah jak bóstwo, prawda? A teraz? Jak myślisz, kiedy się ostatnio widzieli?
- Nie wiem, ale... Czy to zawsze jest takie skomplikowane? Gubię się w tym wszystkim...- Westchnęłam i podparłam głowę ręką. Tata uśmiechnął się i z powrotem skupił się na prowadzeniu samochodu. Napięta atmosfera jakby wyparowała; zaczęłam czuć się w samochodzie bardziej swobodnie, jednak obecność taty za kierownicą dalej nieco mnie krępowała. Nie miałam z nim ostatnio fantastycznego kontaktu. Szczerze mówiąc, to nawet się nim nie interesowałam. Cały czas nie było go w domu, a ja jakoś też szczególnie nie miałam głowy do tej całej rodzinnej sielanki.
Tata zaparkował samochód na podjeździe dla klientów i wyłączył silnik.
- Jak mam iść kupić dla Ciebie kule?- Zapytał tata, stukając palcami w kierownicę.
- Normalnie?- Odparłam pytająco.
- To znaczy? Mam tam wejść i powiedzieć: „Dzień dobry, przyszedłem kupić kule dla córki, która złamała nogę”? Przecież to bez sensu.
- Ok, pójdę z Tobą- odpięłam pas i otworzyłam drzwi, czekając aż tata ruszy się, żeby mi pomóc.
- Jestem tatą- odezwał się po kilku sekundach- muszę dać sobie radę.
Wyszedł z samochodu i ruszył w kierunku sklepu. Zamknęłam drzwi i usadowiłam się wygodnie na swoim siedzeniu. Włączyłam radio i zaczęłam po cichutku podśpiewywać. To zazwyczaj poprawiało mi humor, ale gdy tylko puścili „Hurt” Christiny Aguilery od razu wyłączyłam te pudło. Kilka razy zastanawiałam się, czy w radiu nie siedzi jakaś wróżka i nie podpowiada, jakie piosenki mają puszczać, żeby kogoś jeszcze bardziej zdołować. W moim przypadku była nieomylna.
Tata wpakował nowy nabytek dla swojej „kaleki' (czyt. mnie) do bagażnika i wsiadł do samochodu.
- Masz ochotę na pizzę?- Zapytał, zapinając pasy.
- Nie wiem. Szczerze mówiąc chciałabym pojechać do domu. Cait ma przyjść z notatkami...
- Jestem pewien, że przyjdzie, ale po południu- przerwał mi tata.- Masz jeszcze sporo czasu.
- Ok- odparłam i zapięłam pas.
- A może ciastka? Albo kebab z jakiejś taniej budki?
- Mówisz serio?- Spojrzałam na niego pytająco.
- Jak najbardziej.
- Wow. Nie poznaję Cię... Może być ten kebab. Byle szybko.
Tata uśmiechnął się pod nosem i uruchomił silnik samochodu.
- I jak? Całe miasto już o Was huczy. Twój tata Was nakrył?- Zapytała Cait, gdy weszłyśmy do mojego pokoju i zamknęłam drzwi.
- Co?!- Zapytałam zdziwiona, kompletnie nie rozumiejąc, o czym ona do mnie mówi.
- Chaz widział wczoraj jak Jeydon wybiegał wieczorem z Twojego domu- powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy.
- No i?
- Co „no i”?
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. Mogłabyś przejść do sedna?
- Myślałam... Och, tylko mi nie mów... Ale to byłoby bez sensu.
- Jak mi zaraz nie powiesz o co Ci chodzi to Cię zabiję- zagroziłam i spojrzałam na nią morderczym wzrokiem.
- Był u Ciebie wczoraj Jeydon?
- Tak, był.
- I wybiegał wieczorem z Twojego domu?
- Wybiegał, bo nie chciałam go widzieć. O to Ci chodziło?
- Co?! Nie, nie o to. Cholera. Znowu się pokłóciliście? Amy...- Westchnęła i podeszła do mnie.
- Cait, zerwaliśmy...
- Myślałam, że... Och. Będzie dobrze. O co znowu tym razem poszło?- Zapytała i przytuliła mnie mocno.
- W sumie to tylko moja wina. Bo nawrzeszczałam na niego. Ale... Najpierw robi mi chore wyrzuty, nie ma do mnie ani grama zaufania, a potem przyjeżdża znienacka i oczekuje, że rzucę mu się na szyję... Boże, jakie to jest głupie.
- Dlaczego zawsze jest tak, że nie możemy być w tym samym czasie w pełni szczęśliwe? Bo kiedy mnie się dobrze układa z Jusem, to Ty kłócisz się z Jeydonem, a kiedy między Tobą a Jeyem jest w porządku, to Justin znowu wykręca jakiś numer... Mamy chyba jakiegoś cholernego pecha.
- Chyba tak... Cait, mogę Cię o coś zapytać?
- No jasne.
- Myślisz, że nadal powinnam być z Jeydonem?
- Słucham?- Cait oderwała się ode mnie i spojrzała mi prosto w oczy.
- Jest coraz gorzej. Coraz częściej się kłócimy, więcej nas dzieli niż łączy...
- Słonko, Wy się kochacie! Każda para się kłóci. A Wy nie jesteście zwykłą parą. Twój chłopak jest sławny! Poza tym nigdy nie widziałam między tak młodymi ludźmi takiej chemii. Przestań się na niego obrażać i jak przyjdzie tutaj następnym razem, to po prostu pogadajcie. Amy, nie zmarnuj tego.
*********************************************************************************
Ok, jest nowy ^^
Piszemy do 60 Rozdziału i kończymy? Czy ciągniemy dalej? Napiszcie, bo nie wiem, czy mam dla kogo :(
#Swag Lil' Monster♥
Pisz z tysiąc tych rozdziałów a może jeszcze więcej, ja nigdy nie będę miała dość! Możesz dodawać częściej jak masz czas ;p
OdpowiedzUsuńNie przerawaj ! Kocham twoje opowiadanie . Rozdial swietny , zreszta jak zawsze . Czekam na nastepny . ♥
OdpowiedzUsuńNie kończ! Kocham to opowiadanie, jesteś naprawdę świetna. Czekam z niecierpliwością na nn! Mam nadzieję, że będzie szybko, nie mogę się doczekać. :)
OdpowiedzUsuńWow, nareszcie się coś zaczyna dziać! Tylko czy musiałam Was do tego zmuszać...?
OdpowiedzUsuń