czwartek, 3 maja 2012
Rozdział 32
- Jej, Jeydon, przestraszyłeś mnie!
- Nie krzycz, wszyscy pewnie śpią- Jeydon podszedł do mnie i musnął mój policzek.
- Jak Ty tu znowu wszedłeś?
- Tak jak zawsze. Powinnaś coś zrobić z tymi drzwiami- Jeydon wskazał skinieniem głowy na drzwi.- Każdy może się tu włamać. Otwierają się za pierwszym pchnięciem.
- Zwariowałeś. Wiesz co by było, gdyby ktoś Cię usłyszał? Mielibyśmy obydwaj przechlapane.
- Nie wytrzymałbym bez Ciebie nocy. Za bardzo mnie rozpieściłaś. Już się przyzwyczaiłem- uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.
- Jeszcze teraz mi powiedz, że samochód stoi na naszym podjeździe.
- Przecież nie przyjechałem samochodem do rodziców.
- To Ty nie byłeś jeszcze w domu?
- Nie. Przyszedłem tu prosto od rodziców. A tak nawiasem mówiąc, to strasznie długo się kąpiesz. Zdążyłem ściągnąć nasze zdjęcia z gali, zmienić Ci tapetę w komputerze i wynudzić się na śmierć.
- Jesteś nienormalny. Chciało Ci się tu tyle czekać? W ogóle chciało Ci się przychodzić?
- No , już mówiłem, że nie wytrzymałbym nocy bez Ciebie.
- Aha, czyli mam rozumieć, że zostajesz na noc?- Uśmiechnęłam się szeroko. Nieźle to sobie wykombinował.
- Tak- musnął moją szyję.- No ale jak nie chcesz... To sobie pójdę- odparł smutno.
- Nie powiedziałam, żebyś sobie poszedł. W czym będziesz spał?
- W bokserkach? Jakiś problem?
- Żadnych problemów.
- Tyle razy już razem spaliśmy, a Ty teraz robisz problem z tego, że nie mam piżamy? Nonsens.
- Dobra, nie gadaj tyle, tylko idź pod prysznic. I nie zapomnij po sobie umyć kabiny, bo potem nie da się zmyć osadu z mydła. Czyste ręczniki są na regale za tymi białymi rozsuwanymi drzwiami. W reszcie powinieneś się połapać.
- Jak nie będę wiedział, to oczywiście zawołam Ciebie- wyszczerzył się.
- Dobrze wiesz, że i tak nie przyjdę. Idź już, bo chce mi się spać, a potem znowu mi przejdzie i nie będę mogła w ogóle zasnąć.
- Ale...
- Jeydon, proszę Cię, no...- Przerwałam mu.
- Dobra, już idę- odparł i zniknął w łazience.
W międzyczasie pościeliłam łóżko, usadowiłam się w nim i zadzwoniłam do Cait.
- Cześć Cait. Dziękuję za prezent. Jest śliczna.
- Twoja też. Dziękuję.
- Nie ma za co.
- Co tam?
- Żyję. Te święta w ogóle mnie nie cieszą. Chcę być jak najszybciej w domu... Albo nie, Tam wszystko przypomina mi o Justinie. Jak on mógł mi to zrobić drugi raz?
- Myślę, że to nie Ty powinnaś się nad tym zastanawiać... Zmieńmy temat.
- Ok.
- Chrisowi chociaż trochę podobał się mój mały prezent?
- Żartujesz, prawda? Jak tylko zobaczył, że prezent został kupiony w sklepie 50 Centa to oszalał z radości. Nie wiem, jak biały człowiek może darzyć czarnoskórego kolesia taką „sympatią”. No a jak otworzył i zobaczył wisior, to nie wiedział czy go założyć, czy włożyć do pancernej szafy, żeby nie przyszły po niego zombie.
- Nie wiedziałam, co mu kupić. Po prostu jak przechodziłam obok tego sklepu, to od razu pomyślałam o Chrisie, bo on cały czas gada o 50 Cencie, no i kupiłam ten wisior.
- Dzisiaj kłócił się z babcią, bo ona powiedziała, że rap to nie muzyka.
- O, to wesoło. Hailey podarowała mi na gwiazdkę koronę, wstęgę i moje zdjęcia. Stwierdziła, że jestem najpiękniejszą księżną.
- Ale słodko.
- No.
- A ja dostałam od babci takie śliczne kolczyki.
- Musisz mi pokazać, jak przyjedziesz. W ogóle musimy gdzieś razem iść. Dawno nie gadałyśmy.
- Nom.
- Głównie przeze mnie...
- Przestań, przecież mogłam po Ciebie zadzwonić, albo przyjść po Ciebie. Obijemy sobie.
- Jasne. Nie powiedziałaś mi, że Christian ma dziewczynę.
- Bo dowiedziałam się dopiero jak przyjechałam. Chris jest strasznie nieśmiały.
- Chris? Nieśmiały?
- No. Mama mówi, że jak Robyn u nas była kilka razy, to Chris za każdym razem albo rozlewał sok, albo stłukł szklankę, albo potykał się o własne nogi, a potem, jak już poszła, chodził po domu i wyzywał się od głupków, idiotów i tak dalej.
- Wow, nieźle.
- No. Dobrze, że nie zapomina języka w gębie. A ta cała Robyn to siostra Micka.
- Micka?
- No, tego lowelasa z naszej klasy.
- Tego, co pytał, czy pójdę z nim na imprezę?
- No.
- Nie lubię go.
- Ja też nie. Jest ohydny. Nie wiem, co te wszystkie laski w nim widzą.
- Może to, że jego starzy mają kasę.
- Chyba tylko i wyłącznie kasę. Amy, muszę kończyć, bo babcia goni wszystkich do spania.
- Jasne. To pa.
- Pa. Zadzwonię jutro.
- Spoko- rozłączyłam się.
Wygładziłam pościel wokół siebie i rozpuściłam swoje włosy, które przy kąpieli spięłam w niedbałego koka. Położyłam się i włączyłam lampkę nocną. Zawsze, gdy się kładę, mam wrażenie, że każda część mojego ciała właśnie tego pragnie. Tak było i tym razem. Skuliłam się automatycznie i zaczęłam bawić się swoim kosmykiem włosów. Po jakimś czasie z łazienki wyszedł Jeydon.
- Chcesz już iść spać?- Spytał, susząc włosy ręcznikiem.
- Nie, jeszcze nie.
- Spoko.
- Obejrzymy te zdjęcia z gali?
- Ok. pójdę tylko powiesić ręcznik- odparł. Włączyłam laptopa i weszłam w plik ze zdjęciami, które ściągnął Jeydon.
- To co, oglądamy?- zapytałam, gdy Jeydon położył się obok mnie.
- Jasne.
Wyświetliłam pierwsze zdjęcie na którym wysiadaliśmy z limuzyny.
- Wow, nie wyszły mi majtki- uśmiechnęłam się.
- No. A ten kierowca był nawet spoko.
- Mhm.
Następne pięć zdjęć ukazywało mnie i Jeydona idących na czerwonym dywanie. W sumie nic szczególnego. Jeydon trzymał mnie w pasie i machaliśmy z uśmiechem do fotoreporterów. Kolejne trzy zdjęcia pokazywały, jak witamy się z Justinem i Cait, a dwanaście pozostałych mnie i Jeydona, podczas pozowania na tle sponsora gali. Na dwóch uśmiechamy się, na trzech Jeydon mnie całuje, na jednym muskam policzek Jeydona, a reszta pokazuje, jak się obejmujemy albo trzymamy za ręce z uśmiechem.
- Justin miał fajną fryzurę- stwierdziłam.
- Możemy o nim nie gadać? Myślałem, że to mój najlepszy przyjaciel. Ale taki naprawdę najlepszy z najlepszych, bo przecież jest jeszcze Ryan, Chaz, Sam i Chris. A on odwalał jakieś szopki z tym całym ogromnym uczuciem do Cait, a za jej plecami migdalił się z Seleną. Nie wiem, jak mógł tak postąpić. W dodatku nic mi nie powiedział. On nawet nie wspomniał, że chce zerwać z Cait. Nie wiem dlaczego, ale to z Justinem zawsze najbardziej się dogadywałem. Mamy taki sam gust i nadajemy na tych samych falach. Tylko ostatnio to on musi być najlepszy, mieć najlepsze ciuchy, występy, rzeczy, a nawet dziewczynę. Frajer. Kasiasty frajer. Bo niby na co poleciała ta jego cała Selencia? Nie powiesz mi, że na jego słodkie oczka, bo na to nabierają się nastoletnie fanki... Dobra, koniec jego tematu, bo tylko niepotrzebnie się wkurzam.
- Wspomniałam tylko o jego fryzurze, a Ty się już nabzdyczasz. Wyluzuj. Też mam mu dużo do zarzucenia, ale się tak nie bulwersuje. Widocznie tak musiało być.
- Mhm, postaw się na miejscu Cait.
- Nie potrafię, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. No chyba, że też chcesz mnie tak rzucić. Powiedz od razu, to może zdążę się przygotować.
- Co Ci znowu odbija? Chcesz się koniecznie pokłócić, czy jak?
- Nie, to Ty się od razu sapiesz...- Odparłam i zamknęłam laptopa.- Te oglądanie zdjęć to chyba była najgorsza rzecz, na jaka mogłam wpaść- odłożyłam laptopa na stolik nocny i położyłam się.- Dobranoc- przekręciłam się na drugi bok i głośno westchnęłam. Mogłabym przysiąc, że Jeydon właśnie wpatruje się we mnie z otwartą buzią i usiłuje mnie rozgryźć.
- Hej, mała, przepraszam. Słyszysz?- Jeydon pogładził mnie czule ręką po głowie.
- Nie musisz się na mnie od razu wyżywać. Nic Ci nie zrobiłam. Powiedziałam tylko, że miał fajną fryzurę. W ogóle to przepraszam, że żyję. Więcej się nie powtórzy.
- Co Ty wygadujesz? Chodź do mnie- pociągnął mnie za rękę. Usiadłam naprzeciw niego, ale nie spojrzałam mu w oczy.
- Nie wiem, po co wymyśliłam to całe oglądanie zdjęć. Niepotrzebnie się tylko pokłóciliśmy.
- Kotek, oglądanie zdjęć było doskonałym pomysłem. Po prostu się nakręciłem. Przepraszam. Obiecuje, że nigdy więcej nie będziemy się kłócić o Justina i Cait, ok? To nie nasza wina, że się rozstali. Co najwyżej może nam być przykro i możemy im współczuć- podniósł moją głowę za podbródek. Po prostu zmusił mnie do tego, żebym spojrzała mu w oczy. Nie mogłam teraz z nich niczego rozszyfrować.- Przepraszam- mocno mnie przytulił.
- Nie traktuj mnie tak więcej. To nie jest miłe.
- Bywam okropny, często się wściekam, nie jestem idealny, a Ty nadal ze mną jesteś. Jak to możliwe?
- Bo Cie kocham, głupku.
- Przepraszam. Naprawdę Cię przepraszam. Jestem głupkiem.
- Przestań.
- No ale przecież sama mi to przed chwilą powiedziałaś.
- Kocham Cię- pocałowałam go.
- Ja Ciebie bardziej. Przepraszam.
- Nie przepraszaj, tylko nie rób tak więcej.
- Dobrze. Obiecuję- musnął moje usta i spojrzał mi prosto w oczy.- Wiesz, że w tej sukience wyglądałaś mega seksownie? Musisz ją jeszcze kiedyś dla mnie założyć- uśmiechnął się łobuzersko.
- Jesteś niepoprawny- uśmiechnęłam się.
- To nie moja wina, ze Cię pożądam. Ale to chyba dobrze, prawda?
- No nie wiem. Nie mam kształtów jak Beyonce.
- Dla mnie Twoje kształty są odpowiednie.
- Taaa, małe i grube uda?
- Cała jesteś mała i gruba. I chamska, wiesz? Ja tu wyznaję, że jesteś dla mnie idealna, a Ty krytykujesz moje bóstwo- udał obrażonego.
- Pocałuj mnie- odparłam. Spojrzał na mnie i to zrobił.- No widzisz? Nie dość, że głupi, to jeszcze tresowany- wyszczerzyłam się.
- Taka mądra, a za mną lata- odgryzł się.
- Latam za Tobą?- Zaśmiałam się.- To Ty włamałeś się do mojego pokoju.
- Jesteś nienormalna- uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie.- Idziemy spać?
- Mhm.
- Mogę Cię pocałować?
- Nie rozumiem Twojego pytania. Przecież już Ci mówiłam, że masz to robić zawsze, bez pytania.
- Wolałem zapytać.
- To więcej nie pytaj.
- Dobrze. Skończ już- rozkazał i pocałował mnie namiętnie.
- Mieliśmy iść spać- zaśmiałam się, gdy skończył.
- A tam- uśmiechnął się i oparł swoje czoło o moje.- Jeszcze rok temu nie pomyślałbym, że w tym opuszczonym domu będzie mieszkać taka wspaniała dziewczyna.
- Jeszcze rok temu nie pomyślałabym, że się przeprowadzę i będę mieć swojego wymarzonego chłopaka, którego będę kochać nad życie.
- Jestem wymarzony?
- No. Zawsze chciałam chłopaka, który będzie mnie akceptował taką, jaką jestem, który będzie chciał spędzał ze mną każdą wolną chwilę, z którym będę się czuć bezpiecznie, który nie będzie się mnie wstydził przed kolegami, który będzie mnie kochał i najlepiej na świecie przytulał.
- I że niby ja taki jestem?
- No pewnie.
- No to dobrze- musnął moją szyję.- A ja zawsze chciałem mieć dziewczynę, która wytrzyma ze mną przynajmniej miesiąc, którą będę się mógł pochwalić przed kolegami- wyszczerzył się- i która będzie mnie kochała tak samo, jak ja kocham ją. No i spełniło się nawet w nadmiarze niektórych pozytywnych cech. Proszę bardzo- leży obok mnie, a na dodatek w każdej chwili mogę ją przytulić, pocałować...
- Kocham Cię- wyszeptałam.
- Ja Ciebie bardziej, Skarbie- odszepnął.
- Czasami mam wrażenie, że jestem w jakimś miłym śnie i że za chwilę się obudzę, no i nie będzie już tak miło.
- Dlaczego?
- No popatrz: jesteśmy razem, w sumie zaczęliśmy być parą nawet bardzo szybko. Właściwie od początku oboje wiedzieliśmy, że to jest to. Kochamy się, słodzimy sobie... Ani razu nie pokłóciliśmy się tak, żebyśmy musieli nie odzywać się do siebie przez kilka dni... Brzmi jak cholernie słodkie romansidło.
- A miało być inaczej? Bo nie rozumiem...- Jeydon podrapał się po głowie, z zakłopotaną miną.
- Nie, nie o to mi chodzi. Mam tylko czasami takie głupie przeczucia, że to się skończy tak szybko, jak się zaczęło.
- Wiesz co? Zwariowałaś- uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.- Chodźmy już spać, bo teraz to ja mulę.
- Ok.
- Buziaka na dobranoc dostanę?
- Mhm- odparłam, zgasiłam światło i pocałowałam Jeydona.- Mogę się do Ciebie przytulić?
- Musisz? Oczywiście, że możesz- wtuliłam się w niego, a on opatulił nas kołdrą.
- Ta bransoletka jest śliczna- stwierdziłam, dotykając po omacku zawieszki na bransoletce.
- Nie, mój wisior jest zdecydowanie lepszy- pocałował mnie w czubek głowy.- Dobranoc Amy.
- Dobranoc Jeydon.
Rano Jeydon ubrał się w swoje ciuchy i zeszliśmy na dół, zanim wszyscy spali. Zrobiłam na śniadanie płatki, a Jeydon w tym czasie powiesił kurtkę w holu i zostawił buty przy drzwiach, żeby wyglądało tak, że dopiero przyszedł. Siedzieliśmy w kuchni przy blacie, gdy dumnym krokiem weszła Vanessa i usiadła obok nas.
- Zrób mi płatki- rozkazała i zaczęła bawić się kosmykiem włosów.
- Tu leży miska, a mleko i płatki leżą obok Ciebie. Proszę sobie zrobić- odparłam. Jeydon spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.- Vanessa, moja kuzynka. Córka siostry mojego taty.
- Aha.
- Ty mi zrób- wtrąciła Vanessa.
- Nie jestem Twoją służącą. Zrób sobie sama.
- Powiem mamie.
- To leć już,bo ci ucieknie.
- I wujkowi.
- No to idź.
- Amy, daj spokój. Ja jej zrobię.
- Nie, Jeydon. Niech zrobi sobie sama.
- Przecież ona jest w wieku Hailey.
- Jest starsza o rok. Poza tym to jest diabeł w skórę wcielony, a nie dziecko. Nie mam zamiaru jej usługiwać. Niech zrobi sobie sama.
- Jak chcesz- odparł i wziął się za jedzenie swoich płatków.
- Zrobisz mi śniadanie, czy nie?- Zapytała Vanessa, patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
- Już zrobiłam. Wyciągnęłam z lodówki. Nasypać sobie możesz sama.
- Sama tego chciałaś- odparła. Nasypała sobie płatków do miski, a mleko oczywiście rozlała.
- Tam jest ścierka- wskazałam głową na zlewozmywak, a potem spojrzałam na nią.
- Ups, chyba rozlałam. I tak musisz mi zrobić śniadanie. Jak będzie gotowe, to mnie zawołaj, idę patrzeć na bajki. Ciao!- powiedziała i z wysoko podniesioną głową wyszła z kuchni.
- Zabiję tego bachora! Przysięgam, że ją zabiję!- Wydarłam się tak, żeby słyszał mnie cały dom i zaczęłam sprzątać rozlane mleko.
- Nieźle- skomentował Jeydon.
- To był tylko taki mały wybryk w porównaniu z tym, co potrafi zrobić. Mały potwór.
- Amy, czemu tak krzyczysz?- Tata ziewnął wchodząc do kuchni. Gdy zobaczył Jeydona trochę się speszył.- Ojej, przepraszam. Cześć Jeydon.
- Dzień dobry- Jeydon uśmiechnął się,
- Kiedy ciocia wyjeżdża?
- Jutro- odpowiedział tata.
- Dopiero jutro?
- Amy, o co Ci znowu chodzi?
- Przecież ja nie wytrzymam z nią jeszcze jednego dnia. Niech ona się stąd wynosi.
- Czym tym razem Ci podpadła?
- Specjalnie rozlała całe mleko.
- Super- odparł tata i usiadł na krześle.- Nie powinienem tak mówić o siostrzenicy, ale ja też najchętniej bym się jej pozbył. Jest nieznośna. Moja siostra powinna brać przykład z Twoich rodziców, Jeydon. Hailey to przy Vanessie najgrzeczniejsze dziecko świata. Jest miłą i uroczą dziewczynką, nie to co Vanessa...
- Dziękuję- odparł Jeydon- ale Hailey tez ma swoje humorki. Czasami nie chce jeść obiadów, założyć czapki, albo ściągnąć kostiumu pszczoły.
- Jeydon uwierz mi, że ta diablica mogłaby chodzić przez cały rok w kostiumie pszczoły, gdyby tylko była grzeczna- odparł tata.- Dobra, koniec tematu. Jeydon jesteś może samochodem?
- Nie.
- A masz przy sobie prawo jazdy?
- Jasne.
- A mógłbym mieć do Ciebie prośbę?
- Oczywiście.
- Pojedziesz z Amy do sklepu? Musimy mieć to mleko i kilka innych rzeczy.
- Jasne.
- Oczywiście odwdzięczę się.
- Ale nie ma takiej potrzeby- uśmiechnął się.- Tylko musi mi pan dać dokumenty i kluczyki.
- Naturalnie. No i Amy musi się ubrać.
- Tato, byłbyś chory, gdybyś pozwolił mi chodzić w piżamie, prawda?
- Wcale nie- uśmiechnął się.
- Jasne- odparłam i poszłam się ubrać.
Całe popołudnie spędziliśmy przed telewizorem. My to znaczy Ja, Jeydon, Hailey, Sam i Vanessa. Rodzice Jeydona siedzieli z moim tata, wujkiem, moją ciocią i babcią w naszej jadalni, rozmawiając na różne tematy. Sam wybrał jakiś film familijny i siedzieliśmy teraz pościskani jak sardynki na jednej kanapie, bo Hailey i Vanessa miały bawić się lalkami Barbie, ale stwierdziły, że ten film jest fajniejszy, więc Hailey wepchnęła się pomiędzy mnie, a Jeydona, a Vanessa prawie cała leżała na Samie, który szukał sposobów, jak ją z siebie zepchnąć. Za każdym razem, gdy tylko mu się to udawało, Vanessa wołała babcię. Która kazała Samowi wziąć ją z powrotem na kolana. W końcu wkurzony Sam poszedł na drugą kanapę, a Vanessa zaczęła rozkładać się na Jeydonie, spychając Hailey na mnie.
- Nie spychaj mnie! Ja chcę leżeć pośrodku!- Oburzyła się Hailey, która siedziała już u mnie na kolanach.
- Ale teraz ja leżę u Jeydona- Vanessa pokazała jej język i jeszcze bardziej się rozłożyła.
- Jeydon- Hailey zrobiła słodkie oczka. Jeydon tylko spojrzał na mnie bezradnie.
- Vanessa albo siadasz normalnie, albo pójdziesz siedzieć na podłodze- oznajmiłam wstając. Przesadziłam ją na koniec kanapy obok Jeydona, a Hailey posadziłam po jego drugiej stronie.
- Ale ja chcę tam.
- A ja chcę w hamaku. Przestań wymyślać, bo Sam zaraz zaniesie Cię do mamy i już tu nie wejdziesz- spojrzałam z uśmiechem na Sama.
- No, mała, pilnuj się- Sam spojrzał na Vanessę morderczym wzrokiem. Mała od razu przeniosła wzrok na telewizor. Usiadłam po drugiej stronie Hailey. Vanessa do końca filmu nie odezwała się ani słowem, a gdy tylko zaczęły się napisy końcowe, pobiegła do mamy.
- Nieźle.
- Co nieźle?
- No Vanessa się Ciebie boi- przewróciłam teatralnie oczami.- Ciekawe, co jej zrobiłeś- uśmiechnęłam się.
- Widziała w telewizji walkę. No i jej powiedziałem, że to samo robię z dziewczynami, jak mnie wkurzają.
- Super- wtrącił Jeydon.- Hailey, nie słuchaj go, on tylko żartuje- uśmiechnął się do Hailey, która wysłuchała tego z przerażeniem.
- Tobie nigdy bym niczego nie zrobił- uśmiechnął się Sam do Hailey, która słysząc to, spokojnie poszła bawić się lalkami.
*********************************************************************************
Przypominam o pozostawianiu swojego numeru gg osobom, które chcą być informowane o NN.
Swag ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
świetnie <3 szofelyn.
OdpowiedzUsuńprześwietne! ;P
OdpowiedzUsuńPfff co to ma być? Totalny chłam -.- Jak można tak gnoić Bieber'a?
OdpowiedzUsuńNikogo nie gnoję. Jeśli Ci się nie podoba, wcale nie musisz tego czytać.
UsuńPffff,ciekawe czy piszesz lepiej :) Gnoić? Akurt Bieber to zwykła POSTAĆ w tym opowiadaniu,co nie oznacza,że Little Monster ma takie wyobrażenie o nim w relanym życiu.I chyba dokładnie nie czytasz :> Jest wyjaśnienie,bądź co bądź,że Justin nie zdradził Cait.A czy to prawda jeszcze nie wiadomo,także pozdrawiam.
UsuńŻeby to czytać trzeba mieć nieźle zrytą psychę... Bieber Fever Forever! ♥
OdpowiedzUsuńByłoby miło, gdybyś nikogo nie obrażał(a). Jeśli jesteś fanką Bieber'a to jedź na koncert, a nie wygłaszaj tutaj swojej "miłości". Przecież tutaj tego nie zobaczy...
Usuń"Żeby to czytać"..Ty to przeczytałaś czyli jest z tobą coś nie tak...Nie ma to jak obrażanie samej siebie :3 ♥
UsuńZrytą psyche to trzeba mieć żeby pisać takie komentarze jak ty..:) WALIEN4EVER! <3
UsuńA tak btw. to szofelyn,jak coś :*
UsuńA co do rozdziału jest ŚWIETNY :D.
OdpowiedzUsuńJej, jak ja Was kocham : *
OdpowiedzUsuńMoje lwice ♥
Walien4Ever ♥
Jeju.. Jak ja to cholernie kocham, wiesz? To niesamowicie wciąga i przeklinam że to takie krótkie, no:c Mogłabym to czytać godzinami. Dzięki temu opowiadaniu, jeszcze bardziej żałuje że Jeydon jest dla mnie nieosiągalny:c Całuje, Ola <3
OdpowiedzUsuńWiesz, staram się jak mogę : ) Największym i chyba najbardziej przeze mnie pożądanym komplementem jest to, że to opowiadanie jest wciągające♥ Nie chcę pisać czegoś w styku "masło maślane"...
UsuńDziękuję : * ♥
Boże, uwielbiam tego bloga. Uzależniłam się, serio. :) nigdy w życiu nie waż się go kończyć/przerywać/usuwać, bo się zabiję o,o serio. Piszesz bosko, a to jest BOSKI BLOG, i nie przejmuj się nikim, kto gada, że tak nie jest- zazdrości, albo jest chory psychicznie. ;) kocham Jeydona, mr, i wynagradzam sobie jego brak tym blogiem, normalnie moje marzenie, dziękuję. :D
OdpowiedzUsuńNawet nie wiedzie, jakie to jest motywujące, miłe, i wgl... Dziękuję, że jesteście : * I nie, nie zamierzam tego kończyć, przerywać i usuwać co najmniej do... Wooow, tak długo, jak to będzie możliwe, i tak długo, jak ktoś będzie tu zaglądał : )
UsuńLittle Monster chyba warto było czekać by usłyszeć(przeczytać)takie słowa :D.Ojj chyba miałam rację że będziesz mieć wiele fanek ^^ :*:*
OdpowiedzUsuńChyba tak : ) Dziękjuę, Tobie w szczególności : * Jesteś ze mną od samiuteńkiego początku ♥
UsuńDziękuję *
UsuńNie masz za co :p.To nie ja pisze tak świetne rozdziały :D
OdpowiedzUsuńTo ja tobie Dziękuję za te opowiadanie :** JEST GENIALNE :)
Dzięki : *
UsuńJa będę zawsze tu zaglądać, inaczej bym umarła, na prawdę. :P Bogu Dzięki, że nie będziesz kończyć.
OdpowiedzUsuń