piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział 31


-Dzień dobry, ja tylko tak na chwilkę. Chciałam dać prezenty, wiem, że państwo za chwilę wyjeżdżacie.
-Tak, dzień dobry. Wejdź- pani Beadles uśmiechnęła się i wpuściła mnie do środka. Weszłam niepewnie. W przedpokoju stały dwie walizki.
-O, cześć Amy- przywitał mnie Christian.
-Cześć. Cait jest u siebie?
-Taaa.
-Dzięki- uśmiechnęłam się i poszłam do pokoju Cait. Zapukałam lekko w drzwi i weszłam do środka.
-Cześć.
-Cześć- Cait przywołała na swoją twarz uśmiech.- Co Ty tu robisz? Zaraz wyjeżdżamy.
-Tak, wiem. Przyszłam złożyć życzenia i dać Ci prezent.
-Nie musiałaś...
-Ale chciałam- przerwałam jej.- Wesołych świąt- wręczyłam jej małą paczuszkę.
-Dziękuję. Ja też mam coś dla Ciebie. Chciałam Ci to dać po moim przyjeździe, ale skoro już tutaj jesteś...- Wstała i wyciągnęła z szafki mały pakunek.- Wesołych świąt.
-Dzięki. Jesteś kochana- przytuliłam ją mocno.
-Tylko otwórz po wieczerzy. To u nas taki zwyczaj.
-Dobrze, obiecuję. Cait nie gniewaj się, ale pójdę jeszcze do Chrisa, ok? Jakby co, to możesz do mnie zawsze zadzwonić. Choćby tylko po to, żeby się wypłakać. Trzymaj się- musnęłam jej policzek i weszłam do pokoju obok. Chris siedział na łóżku i odbijał piłeczkę od ściany.
-Wow, chyba po raz pierwszy w życiu weszłaś do mojego pokoju, niczego nie komentując.
-Bo chyba po raz pierwszy jest tutaj czysto- uśmiechnęłam się.- Wesołych świąt- wręczyłam mu paczuszkę.
-O kurde... Ja nic dla Ciebie nie mam. Dlaczego nie powiedziałaś, że chcesz mi dać prezent?
-Bo się przyjaźnimy?
-Wróć. Przyjaźnisz się z moją siostrą i jesteś dziewczyną mojego kumpla.
-Oj przestań, przecież wiesz, że Cię lubię. Czasami mnie wkurzasz, ale to taki szczegół- wyszczerzyłam się.
-Taaa- odwzajemnił uśmiech.
-Otwórz po wieczerzy.
-Spoko. Dzięki- przytulił mnie.
-Wow. Zdaje mi się, czy na komodzie leży zdjęcie jakiejś dziewczyny?- Spojrzałam na niego, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
-Zdaje Ci się- Chris podszedł szybko do komody i postawił ramkę zdjęciem do blatu tak, że już nie mogłam go oglądać.
-Nawet się nie pochwaliłeś. Nie ładnie- zaśmiałam się.- Trudno, chyba nie dostanę buziaka za prezent gwiazdkowy- uśmiechnęłam się. - Powiedz chociaż, jak ma na imię ta niebieskooka piękność.
-Robyn- zaczerwienił się.
-Dobra, już sobie idę. Wesołych świąt.
-Nawzajem- odparł, a ja zeszłam na dół.
-Wesołych świąt, Amy.
-Dziękuję, wzajemnie- uśmiechnęłam się do taty Cait i Chrisa i wyszłam.
   Ciekawe czy Cait i Chrisowi spodobają się prezenty. Cait dostała bransoletkę Lilou z zawieszką w kształcie laleczki, a Chris wisior ze sklepu 50 Cent'a.
   Byłam też ciekawa tego, co podarowała mi Cait, ale nie zamierzałam łamać obietnicy. Przynajmniej będę mieć niespodziankę.
   Po drodze weszłam również do domu Chaza i domu Ryana, bo dla nich też miałam prezenty. Jak się okazało na miejscu, oni również o mnie nie zapomnieli. Chaz dostał ode mnie grę na konsolę, a Ryan kolczyki, bo podczas naszego wyjazdu do Atlanty przekłuł sobie uszy, czym pochwalił się, przesyłając nam zdjęcie. Chłopakom też obiecałam, że nie otworzę prezentu aż do „gwiazdki”.
   Gdy weszłam do domu, trwała kłótnia między tata a babcią, kto gdzie ma siedzieć. Oprócz mnie, Sama, taty i babci na kolacji miała być jeszcze ciocia Ellie z moją pięcioletnią kuzynką Vanessą. Szczerze mówiąc nie znosiłam tej kilkulatki. Była tak strasznie rozpieszczona... Jej rodzice kupują jej dosłownie wszystko. Na piąte urodziny zażyczyła sobie konia... Więc ciocia Ellie i jej mąż wynajmują w pobliskiej stajni boks dla konika, opłacają stajennych a Van? Van nie jeździ na koniku, bo konik „cuchnie koniem”. Za to teraz chce pieska, bo wszyscy mają pieska, a ona nie ma. Ma konia, ale on nie jest tak fajny jak pies. Poza tym zachowanie Vanessy jest karygodne. Na przykład, gdy Vanessa nie może wziąć w sklepie nowej lalki, kładzie się na środku sklepu, tupie nogami, piszczy, płacze... przysięgam, że nigdy w życiu nie dopuszczę do tego, by moje dziecko się tak zachowywało. Bo to nie jest wina Van, tylko cioci i wujka. Oni po prostu ją tak wychowali...
-Może Amy nam coś doradzi, bo Ty mi w niczym nie pomagasz. Cały czas coś paskudzisz. Amy? Amy?
-Co?- Spojrzałam na babcię.- To znaczy przepraszam, zamyśliłam się. Mogłabyś powtórzyć?
-Mogłabyś mi doradzić, po której stronie lepiej posadzić Vanessę? Pośrodku rodziców, czy koło Ellie i -mnie?
-Myślę, że między rodzicami. Znając życie i tak coś pobrudzi, rozbije czy coś w tym stylu...
-Amy- babcia skarciła mnie.
-Przepraszam, ale to nie moja wina, że ona tak się zachowuje. Zawsze jak u Ciebie jest, to traktuje Cię jak swoją służącą. I to jest wina cioci, bo to ona nie uczy jej szacunku. Mały gówniarz... Wcale nie zamierzam udawać, że ją lubię. W zeszłym roku specjalnie pobrudziła mi całą pościel burakami i wysypała cukierki w łazience, a Samowi zepsuła konsolę, „przypadkiem” zrzucając ją z komody. Niech ten mały potwór nawet nie wchodzi do mojego pokoju- zrobiłam minę, która miała wyrażać moje niezadowolenie z tego, że święta musimy spędzać z Vanessą, a babcia nie wytrzymała i się roześmiała.
-Och, dziecino- przytuliła mnie do siebie.- Jakoś sobie poradzimy. Jesteśmy rodziną- uśmiechnęła się.
-Terroryzowaną przez tego małego potwora.
-To tylko szczegół. Pomożesz mi w kuchni?
-Babciu nie gniewaj się, ale chciałabym się trochę ogrzać, a potem przebrać. Może zawołam Sama?
-Jak on wpadnie mi do kuchni, to nie zostanie nic do zjedzenia. Zawsze zastanawiam się, gdzie on to mieści...
-Tutaj- odparł Sam schodząc ze schodów i pokazując na swój biceps.
-No tak- babcia zaśmiała się i poszła do kuchni, a Sam rozłożył się na kanapie
-Tato, idziesz zagrać meczyk?!
-Zaraz!- Odkrzyknął tata z przedpokoju.
-Ok! Wybiorę drużynę!
-Kanada!
-Dobra!
   Uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Opadłam na łóżko i gapiłam się w sufit. Nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
-Proszę.
-Mam, zdążyłem- do pokoju wpadł zdyszany Chris.- Nie otwieraj przed gwiazdka. Wesołych świąt- musnął mój policzek.
-Chyba powiem Robyn- wyszczerzyłam się, a Chris się zarumienił.- Żartowałam.
-To dobrze. Muszę iść, rodzice czekają w samochodzie.
-Ok. To pa.
-Pa- odparł i zniknął za drzwiami.
   Weszłam do garderoby i stwierdziłam... że nie mam się w co ubrać. Ale tak na serio. Nie ubiorę sukni, w której byłam na gali i nie ubiorę również klasycznej małej czarnej, bo na kolację wigilijną po prostu nie wypada. Usiadłam po turecku i zaczęłam gapić się w podłogę, szukając w niej natchnienia. Nic nie przychodziło mi do głowy, a po paru minutach już leżałam, wlepiając wzrok w wieszaki z ubraniami... Dostrzegłam w kącie zwisającą różową wstążkę i doznałam olśnienia. W rogu szafy wisiała cielista tunika, którą dostałam w tamtym roku od babci. Nie była jakaś ekstrasuperfajna, ale pamiętam, jak bardzo się cieszyłam, gdy ją dostałam. Miała prosty krój, a na w lewym dolnym rogu była przyczepiona mała, różowa kokardka. Postanowiłam, że ubiorę tą sukienkę, grube, szare rajstopy i założę kolczyki wkrętki z różowymi kamyczkami. Przebrałam się w łazience, ułożyłam swoje loki, poprawiłam delikatny makijaż i zeszłam do salonu, w którym rządziła moja kuzynka Vanessa. Żeby tradycji stało się zadość, Van musiała oczywiście stłuc wazon ze sztucznym igliwiem. Babcia niczego nie skomentowała, tylko od razu wzięła się za sprzątanie, tata wyszedł do kuchni, żeby się nie denerwować, Sam pokręcił głową, a ciocia zachowywała się tak, jakby tłuczenie wazonów było codziennością i rozsiadła się na kanapie. Ja postanowiłam się zbuntować.
-Babciu nie sprzątaj tego. Vanessa rozbiła, więc niech posprząta. Z tego, co wiem, pięcioletnie dzieci potrafią po sobie posprzątać, a jeśli nie, robią to za nich ich rodzice- spojrzałam an ciocię wymownym wzrokiem.
-Vanessa posprzątaj- zaczęła ciocia Ellie.
-Nie.
-Van, proszę Cię. Jesteśmy u wujka.
-No i co z tego? Nie będę tego sprzątać.
-Vanessa.
-Nie!- Mała tupnęła nogą.
-Van, słyszałaś, co powiedziała mama?
-Nieeeee!- Van zaczęła piszczeć.
-Zostaw, ja to posprzątam- ciocia wzięła od babci miotłę i zaczęła zamiatać igliwie z podłogi. Spojrzałam na tą smarkulę morderczym wzrokiem i poszłam do kuchni.
-Nie podoba mi się Twoje zachowanie, Amy.
-A mnie nie podoba się to, że ten potwór tutaj jest. Tato, ona do kolacji zniszczy cały dom.
-Nie przesadzaj, Amy.
-I niech tylko wejdzie do mojego pokoju. Wyrwę jej wszystkie kłaki z tego pustego łba. Matko, jak ja jej nie cierpię- wywróciłam oczami. Do kuchni wszedł Sam, a za nim Vanessa i jak gdyby nigdy nic zaczęła wygrzebywać palcem czekoladę z ciasta.
-Zostaw to ciasto- Sam chwycił ją za rękę.
-Puszczaj, bo zawołam mamę- zagroziła i pokazała mu język.
-To sobie wołaj- Sam podniósł ją do góry i wyniósł z kuchni.
-Widzisz? Ja nie przesadzam. Ona rozniesie nam cały dom.
   Tata pokręcił tylko głową i wyszedł z kuchni.

-No jedzcie kochani- babcia ponaglała nas przy wieczerzy. Wszyscy byli już najedzeni do syta, a nawet lekko przejedzeni, ale ona jak zwykle nie dawała sobie tego powiedzieć.- Zostało jeszcze tyle ciasta. Dlaczego nikt tego nie chce jeść?
-Myślę, że wszyscy się najedli, a Van czeka już na prezenty- odparła ciocia.
-No dobrze, chyba już czas najwyższy. Vanessa, chcesz rozdawać prezenty?- Zapytała babcia.
-Nie, chcę dostać swoje prezenty- powiedziała naburmuszona. Babcia westchnęła i wstała.
-Pierwszy prezent jest dla...- Babcia otworzyła karteczkę i przeczytała- … Vanessy.
-Mała wstała od stołu, podeszła do choinki, wzięła prezent od babci i wyszła z nim do kuchni. Ciocia wstała od stołu.
-Ellie, zostaw ją. Zaraz przyjdzie- tata chwycił ją za ramię, a ona usiadła z powrotem.
   Babcia rozdała wszystkie prezenty i wszyscy zabrali się za rozpakowywanie. Dostałam od babci książkę pięciuset najmodniejszych haseł minionego roku, od cioci i wujka bluzkę w kwiatowy motyw i zestaw peelingów, od taty zestaw kosmetyków i kupon rabatowy do mojej ulubionej sieciówki, a od Sama dwie zawieszki do bransoletki: jedną w kształcie ciasteczkowego potworka, a drugą w kształcie buta. Spojrzałam na Sama i uśmiechnęłam się do niego. Wszyscy inni zajęci byli oglądaniem swoich prezentów. Babcia dostała ode mnie płytę Elvisa Presleya, ciocia poradnik radzenia sobie z niesfornymi dziećmi, tata dostał kilka par ciepłych skarpet, bo zawsze narzeka, że ma tylko cienkie, a w zimę można zamarznąć, wujkowi podarowałam krawat, Vanessie lalkę barbie, a Sam dostał ode mnie pytę Eminema wraz z autografem. Przypomniałam sobie, że mam jeszcze prezenty od chłopaków i Cait. Okazało się, że Cait podarowała mi bransoletkę, do której mogę przyczepić zawieszki. Chris podarował mi zawieszkę w kształcie czterolistnej koniczyny, Chaz zawieszkę w kształcie turkawki, a Ryan okrągłą zawieszkę z uśmiechniętą buzią.
   Te prezenty były dla mnie najważniejsze na świecie. Były od osób, które śmiało mogę nazwać przyjaciółmi. Chociaż znam ich od niedawna, mogę tak o nich powiedzieć. W sumie tyle się wydarzyło od tej przeprowadzki... To było chyba najbardziej stresujące wydarzenie, jakie przeżyłam. Zostawiałam w Ottawie wszystko. Ulubione miejsca, wspomnienia, rodzinę, koleżanki, kolegów, dom, mój pokój. Przyjechałam tutaj i...? Poznałam chłopaka, z którym jestem i najchętniej spędziłabym z nim każdą sekundę swojego życia, poznałam przyjaciół, mam fajną szkołę, dogaduję się z tatą i Samem, mamy fantastyczny dom, nie brakuje nam jedzenia i pieniędzy... Powinnam to nazwać prawdziwym szczęściem. Jestem straszną szczęściarą.
-Co tu robisz, tak całkiem sama?- Zapytał Jeydon, obejmując mnie od tyłu.- Ooo oglądasz prezenty. To musisz jeszcze zobaczyć ten ode mnie.
-Co Ty tu robisz? Przecież to ja miałam już do Ciebie przyjść.
-No tak, ale nie mogłem się już doczekać- usiadł obok mnie i musnął moje usta.
-Idealnie pod jemiołą- uśmiechnęłam się i spojrzałam na sufit. Tata rozwieszał rano jemiołę chyba w każdym pomieszczeniu.
-Widzisz, ja zawsze wiem gdzie jest najlepsze miejsce.
-Tsaaa- uśmiechnęłam się.
-Wesołych świąt- mruknął Jeydon i znowu musnął moje usta.- Proszę- spojrzał w moje oczy, potem na moje usta, znowu je musnął, po czym podał mi małe pudełeczko.
-Co to?
-Zobacz- uśmiechnął się. Rozwiązałam powoli niebieską kokardkę i otworzyłam pudełeczko. W środku spoczywała niebieska bransoletka Lilou. Na zawieszce było wygrawerowane imię Jeydona.
-Jest śliczna- uśmiechnęłam się i mocno przytuliłam Jeydona.
-Cieszę się, że Ci się podoba. Teraz jesteś cała Jeydonowa- musnął moje usta- i to dosłownie.
-Ja też mam coś dla Ciebie- wstałam i wyciągnęłam z szafki nocnej prezent.- Wesołych świąt- uśmiechnęłam się.
-Dziękuję- Jeydon pocałował mnie w usta, a zaraz potem otworzył swój prezent.
-Tylko się nie śmiej. To wcale nie jest proste. Kupowanie prezentu facetom, a co dopiero własnemu chłopakowi jest okropne.
-Jest cudowne- Jeydon pocałował mnie.
-Ale jeśli nie chcesz, to nie musisz, to nie musisz tego no...
-Przestań- przerwał mi.- Będę się z tym nawet kąpał i spał- odparł i założył nieśmiertelnik z wygrawerowanymi moimi inicjałami.
-Naprawdę?
-Tak- przytulił mnie mocno.- Dziękuję. Bardzo Cię kocham.
-Ja Ciebie też- pocałowałam go.- Mam jeszcze prezent dla Twoich rodziców i Hailey.
-No Ty chyba zwariowałaś. Nie masz na co wydawać pieniędzy? Ja Ci zaraz znajdę źródło inwestycji... Już wiem, możesz mi kupować rzeczy, w których będę cały Amy- uśmiechnął się.
-Dla mnie bez niczego jesteś mój- musnęłam jego usta.
-Czyli mam się rozebrać?- Wyszczerzył się.
-Świnia- klepnęłam go w ramię, weszłam do garderoby, wzięłam płaszcz i torbę z prezentami, i wróciłam do pokoju.
-Możemy iść.
-Ok- odparł Jeydon i zeszliśmy na dół.

-Dziękujemy za prezenty, Amy- babcia uśmiechnęła się i przytuliła mnie.
-Nie ma za co, ja też dziękuję- odwzajemniłam uśmiech.- Tato, idę do Jeydona. Będę za pół godziny, chcę dać Hailey i państwu Wale prezenty.
-Ok, nie ma sprawy. Przekaż im świąteczne życzenia.
-Spoko.
-A całowaliście się już po jemiołą?- Zapytał Sam, który uśmiechał się w wymowny sposób.
-Eee- zaczął Jeydon.
-Sam, skończ- zmierzyłam go wzrokiem.
-No co?
-Sam ma rację, to jest bardzo ważna sprawa- wtrącił tata, który zaczął się śmiać.
-Tato...
-No co?
-Piliście coś, czy jak?- Zapytałam mocno zarumieniona. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Wszyscy się w nas wpatrywali.
-John, przestańcie sobie żartować. Amy, idźcie już. Nie przejmujcie się- babcia uśmiechnęła się do nas szeroko.
-To było dziwne- stwierdziłam, gdy ubieraliśmy buty.
-Tata ma dzisiaj wyjątkowo dobry humor- odparła babcia i podeszła do Jeydona.- Wesołych świąt- powiedziała babcia i przytuliła Jeydona.
-Dziękuje, wzajemnie- Jeydon odwzajemnił uścisk i uśmiechnął się.

-Babcia Cię polubiła- uśmiechnęłam się do Jeydona, gdy szliśmy do domu jego rodziców.
-Tak myślisz?
-Przecież to było widać.
-Masz bardzo sympatyczną babcię- stwierdził z uśmiechem.- Nie ma Ci zimno?
-Trochę- odparłam.
-Ok- Jeydon wziął mnie na ręce i ruszył szybkim krokiem.
-Zwariowałeś chyba do reszty.
-Być może. A to wszystko przez Ciebie- uśmiechnął się.
-Taaak, ja też Cię bardzo kocham- musnęłam jego usta.
-Przestań, bo już mi gorąco.
-Wariat- odparłam.
-Tak, powyzywaj sobie jeszcze trochę. Masz jeszcze czas, zanim dojdę do drzwi. 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1..- Jeydon postawił mnie na ziemi i otworzył drzwi.- Jesteśmy!- Krzyknął i wziął ode mnie kurtkę, którą zdążyłam zdjąć.
-Nareszcie- odparła mama Jeydona stając w przedpokoju.- Hailey już wariowała. Strasznie stęskniła się za Tobą, Amy.
-Naprawdę?- uśmiechnęłam się, ściągając buty.
-Tak- odwzajemniła uśmiech.- Josh, chodź tutaj!
-Idę!- Odkrzyknął tata Jeydona i przyszedł do przedpokoju.- Cześć Amy- przywitał mnie.
-Dzień dobry- odparłam.
-No wchodźcie dalej, przecież nie będziecie stali w przedpokoju- ponagliła nas mama Jeydona. Weszliśmy do salonu. Usiadłam na kanapie, a Jeydon rozłożył się obok mnie. Rodzice Jeydona siedzieli obok, na drugiej kanapie.
-Hailey! Szybko!- Zawołał Jeydon, a Hailey zaraz potem zbiegła po schodach z okrzykiem: „Amy!”.
-Cześć- przytuliłam ją mocno, gdy do mnie podbiegła.
-Amy, mam dla Ciebie prezent- podskoczyła z radości i pociągnęła mnie za rękę.
-Hailey, Amy dopiero weszła- zaczęła mama Jeydona.
-Jest w porządku- uśmiechnęłam się i poszłam z Hailey do jej pokoju. Mała weszła pod łóżko i wyciągnęła spod niego koronę, długą wstęgę i kilka zdjęć.
-Proszę- wyszczerzyła się i wręczyła mi to do ręki.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się.- Co to?
-Prezent dla najładniejszej księżnej świata- odparła.- Ja też będę księżną, wiesz? Ale na razie jestem małą księżniczką. Tata tak mówi.
-Aha- uśmiechnęłam się ponownie i obejrzałam swój prezent. Dostałam papierową  koronę, wstęgę księżnej, taką samą, jakie dostają miss oraz plik moich zdjęć. Ciekawa byłam, skąd je ma.
-Podoba Ci się?
-Jasne. Ja też mam dla Ciebie na dole prezent.
-Naprawdę?
-Mhm. Chodź- chwyciłam ją za rękę i zeszłyśmy na dół.
-O, Amy dostała swój zabójczy prezent- Jeydon wyszczerzył się.
-Jeydon...- jego mama spojrzała na niego karcąco. Podeszłam do torby i wyjęłam z niej największy prezent.
-Proszę- wręczyłam Hailey prezent. Mała od razu zabrała się za odpakowywanie.
-Dziękuję- podbiegła do mnie ze swoją nową lalką Barbie-księżniczką i mocno się do mnie przytuliła.- Poprosiłam o nią w liście do świętego Mikołaja.
-Tak, wiem, mówił mi- odparłam.
-Widziałaś świętego Mikołaja?- Hailey wytrzeszczyła oczy.
-No tak, ale tylko przez chwilkę. Prosił, żebym Ci to od niego przekazała. Nie mógł sam przyjechać, bo...
-Bo był chory, przecież Ci mówiłam Hailey- dokończyła mam Jeydona. Uśmiechnęłam się do niej.
-Dla państwa też mam skromne prezenty. Tylko nie wiem, czy trafne...
-Dziękujemy Amy. My tez mamy dla Ciebie taki mały prezent. Mamy nadzieję, że się spodoba- tata Jeydona wstał i podał mi spod choinki ostatni prezent.
-Dziękuję- odwzajemniłam uśmiech i rozpakowałam prezent. To były perfumy Beyonce.
-Jak ja  bym chciał dostawać takie fajne prezenty od was...- Westchnął Jeydon.- Jak myślisz, tato, na co przyda mi się kolejny krawat?
-Jak go nie chcesz, możesz dać mnie.
-Taaa... Amy, wpadniesz do mnie jutro?
-Nie wiem... Jak znajdę czas to ok.
-Spoko- odparł. Zapanowała głucha cisza.
-Dlaczego nic nie mówicie?- Zapytała Hailey, siadając mi na kolanach.
-Tak jakoś- odparł Jeydon.
-Ojej, zapomniałam o cieście- mama Jeydona zerwała się z kanapy i pobiegła do kuchni.
-Z serii : Na Święta Cię Utuczę- zaśmiał się tata Jeydona i również wstał.- Amy, nie gniewaj się, ale muszę dokończyć ważną rzecz na jutro do pracy. Chętnie bym tu z Wami został, ale...
-Tak, jasne- uśmiechnęłam się.
-No to na razie. Jeydon odprowadź potem Amy.
-No raczej.

   U rodziców Jeydona zjedliśmy jeszcze ciasto, pogadaliśmy z mama Jeydona i bawiliśmy się tak długo z Hailey, że w końcu zasnęła. Jeydon odprowadził mnie do domu.
-Miałaś być za pół godziny- zaśmiał się, obejmując mnie.
-A tam. Trudno. Przecież wiedzą, gdzie byłam.
-No tak. Kocham Cię wiesz?
-Wiem- odparłam i pocałowałam go w usta.
-Amy, do domu!- Krzyknął Sam z okna.
-Spadaj!
-Ale tata każe!
-Jasne!
-Chyba musisz już iść- stwierdził smutno Jeydon.
-Może się jutro zobaczymy...
-Moźe... Zadzwonisz do mnie wieczorem?
-Jasne.
-Ok. No to... pa?
-Pytasz czy żegnasz się ze mną?
-Nie wiem. Przez ten wyjazd przyzwyczaiłem się, że jesteś cały czas ze mną. I teraz ciągle mi Ciebie brakuje.
-Oj, biedactwo- wyszczerzyła się.- Kocham Cię- spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go. Ten pocałunek trwał chyba pięć minut. W życiu się jeszcze z nim tak długo nie całowałam.
-Amy!- Krzyknął po raz drugi Sam.
-Idę!
-Nawiązując do tematu, ja też bardzo Cię kocham.
-Wiem. Muszę iść.
-No tak. Powiedz Samowi, że go zabiję.
-Ok- przytuliłam się ostatni raz do Jeydona i weszłam do domu.
-Ooo, już jesteś- Sam stał w przedpokoju i szczerzył się jak głupi do sera.
-Jeydon powiedział, że przy najbliższej okazji Cię zabije- uśmiechnęłam się słodko i poszłam do swojego pokoju.

********************
No więc jest : ) Trochę nieczasowy, minęły święta wielkanocne :D
Po egzaminach, powiedzmy, że jestem zadowolona :)


Swag ♥

5 komentarzy:

  1. Pff, szkoda że nie opisałaś ich wyjazdu. No ale cholernie mi się podoba i chce nowy :) Powodzenia, pozdrawiam. Ola.

    OdpowiedzUsuń
  2. UWIELBIAM <3 szofelyn.

    OdpowiedzUsuń
  3. KOCHAM KOCHAM KOCHAM KOCHAM x100 ♥ !!!
    czekam na nn :*
    A co do egzaminów nie były takie straszne :p

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW 😲 jesteś niesamowita. Gratuluję pomysłu i wyobraźni. ❤

    OdpowiedzUsuń