niedziela, 22 kwietnia 2012
Rozdział 30
-Cait, spokojnie, zaraz zawołam Amy- Jeydon wszedł po chwili do sypialni.
-Amy...
-Idę- powiedziałam troskliwie i ubrałam szlafrok.
Cait stała zaraz za progiem drzwi i trzęsła się od płaczu. Była cała rozmazana, przemoczona, zmarznięta, a jej suknia była w opłakanym stanie.
-Caitlin, co się stało?- Zapytałam, obejmując ją ramieniem i prowadząc na kanapę. Cait tylko zaniosła się jeszcze głośniej. - Cait, błagam, uspokój się. Jeydon, zaparzysz herbaty?- Zwróciłam się do niego.
-Oczywiście.
-I przynieś jakieś koce. Albo nie. Nalej do wanny gorącej wody. Ona musi się zagrzać.
-Nie...- Wyszlochała Cait.- Wy-wystarczą... Ko-koce.
Jeydon popatrzył na mnie zmieszany.
-Przynieś te koce i nalej gorącej wody do dużej miski. Stopy musi wymoczyć.
-Ok- odparł Jeydon i zniknął w kuchni.
-Cait, spokojnie- zaczęłam- wdech i wydech. Musisz się uspokoić i powiedzieć mi co się stało, bo wyglądasz jakbyś stamtąd uciekła. Ktoś próbował Ci coś zrobić? Coś się komuś stało?
-Nie, tylko on... On znowu... Po co ja mu znowu zaufałam...?- Kolejny wybuch płaczu. Uruchomiłam swój mózg na tyle, by zacząć powoli weryfikować fakty.
-Chwila... Jaki on?
-No Justin...
-Co znowu zrobił?
-On... On... No znowu...- Cait znowu zaniosła się płaczem. Jeydon przyniósł nam gorącą herbatę i poszedł do łazienki nalać wody do miski.
-Tylko nie...
-On całował się z Seleną- Cait zaczęła teraz szlochać tak, że już nie wiedziałam, co mam zrobić. Próbowałam ją uspakajać, pocieszałam, ale wszystko było syzyfową pracą. W końcu wyszłam do kuchni, gdzie siedział Jeydon.
-Cait zostanie u nas, ok?
-No jasne. Przecież wszystko słyszałem. Co za palant... A ja go ostrzegałem przed tą żmiją...
-Dobra, nie ważne- przerwałam mu.- Trzeba coś wymyślić.
-Ja już wiem, co zrobię. Ubieram się i jadę mu porządnie przyłożyć w gębę.
-Zwariowałeś? Pojedziesz tam, wpieprzysz mu i będzie po sprawie? Nie. Zostajesz tutaj, bo Cię potrzebuję.
-Masz rację, biciem sprawy nie załatwię.
Zapanowała chwila ciszy.
-Pojedziesz do apteki po jakieś środki nasenne? Ona nie zaśnie. Nie dzisiaj.
Jeydon chwilę intensywnie przemyślał to, co powiedziałam.
-Jesteś pewna?
-Tak.
-Ok. Będę za 15 min- odparł i poszedł się ubierać, a ja wróciłam do Cait.
-Cait, już ok?- Usiadłam obok niej i mocno ją przytuliłam.- Nie płacz, mała. Jeydon pojechał po jakieś tabletki, żeby Ci się lepiej spało. Zostajesz u nas, wiesz? Niczym się nie przejmuj. Jestem przy Tobie- głaskałam Cait po głowie i mówiłam bardzo spokojnym tonem, by chociaż trochę ją uspokoić. Kołysałam nas lekko, dzielnie znosząc to, że Cait wyciera swój makijaż w mój ulubiony fioletowy szlafrok.
Jeydon wrócił po 30 minutach z tabletkami. Miał lekko rozciętą wargę, z której leniwie sączyła się krew. Wzięłam od niego tabletki i tylko zmierzyłam go karcącym spojrzeniem.
-Chodź, Cait. Będziesz się myć?- Spytałam, podnosząc ją z kanapy. Pokręciła przecząco głową.- Ok, przebierz się w mój szlafrok- zdjęłam go z siebie i wręczyłam jej. Cait posłusznie weszła do łazienki.
-Co się stało z Twoją wargą?- Zapytałam Jeydona, ściszonym głosem.
-Nic- odwrócił wzrok.
-Jeydon... Proszę- podeszłam do niego.
-Byłem u Justina...
-Dobra, powiesz mi potem- zmieniłam temat, bo Cait wyszła z łazienki.- Cait idź do sypialni, a ja zaraz do Ciebie dojdę.
-Poszłam do kuchni, nalałam do szklanki wody, wzięłam tabletki i poszłam do sypialni. Cait siedziała na łóżku.
-Cait, mam tabletki, które pomogą Ci zasnąć. Połknij ok?- Podałam jej jedną tabletkę, zgodnie z etykietką wewnątrz opakowania i wodę. Cait łyknęła tabletkę.
-Już- podała mi szklankę.
-Jak coś, to ja i Jeydon będziemy w salonie.
-Dziękuję.
-Nie ma za co- zmierzałam ku drzwiom.- Aha, gdyby Justin przyjechał... Cait, jesteś tutaj bezpieczna.
-Dziękuję Amy- odparła i położyła się do naszego łóżka.
-Jeydon, to powiesz mi, jak to się stało, że masz rozciętą wargę?
-Amy...
-No co?
-Nie zdążyłem zrobić uniku i dostałem. Proste. Kładźmy się już spać- odparł i położył się na kanapie, przykrywając się po sam noc kołdrą, którą znaleźliśmy w szafie.
-Jak chcesz. Dobranoc- wślizgnęłam się do łóżka i odwróciłam do Jeydona plecami.
-Nawet się do mnie nie przytulisz? Będziemy się teraz kłócić przez to, że Justin znowu lizał się z Seleną?
-Przestań, wcale się z Tobą nie kłócę. Pomyślałeś, jak poczuje się Cait, gdy tu wejdzie, a my będziemy spać przytuleni?
-Aha, to teraz nie będę Cię mógł w ogóle dotknąć w obecności Cait, bo ona się będzie głupio czuć? To jest jakiś absurd. Dobranoc- odwrócił się na drugi bok i głośno westchnął.
Szczerze mówiąc wolałabym już jechać do domu. Poczuć magię świąt, móc cieszyć się, że jestem z bliskimi, którzy naprawdę mnie kochają, radować się z tradycji rozdawania sobie prezentów, jedzenia tych pysznych potraw przygotowanych przez babcię... A zamiast tego Justin wywinął nam niezły numer z tą całą Selenką. Musimy wszyscy przeżywać to, co przeżywa Cait... I absolutnie nie mam teraz pretensji do Cait, tylko do Justina. Moja cała sympatia do niego chyba znowu gdzieś wyparowała. Naprawdę marzyłam o tym, by ten ostatni dzień był tutaj tylko dla mnie i dla Jeydona, żebyśmy mogli się nacieszyć tym, że jesteśmy tutaj sami, bez rodziców czy rodzeństwa.
-Jeydon, śpisz?- Szepnęłam, przewracając się na drugi bok.
-A co?
-Mogę się do Ciebie przytulić?
-A już się nie boisz o to, co pomyśli sobie Cait?
Nie odpowiedziałam, tylko przewróciłam się z powrotem. Przez chwilę panowała taka cisza, że bałam się poruszyć. Błagałam, żeby pierwszy zrobił to Jeydon. I poruszył się.
-Chodź tutaj- szepnął, a ja odwróciłam się do niego.
-Nie gniewaj się na mnie- przysunęłam się do niego i mocno się do niego przytuliłam.
-Nie gniewam. Kocham Cię, wiesz?
-Wiem. Ja Ciebie też.
-To świetnie- Jeydon pocałował mnie w czoło i zasnęliśmy.
Następnego ranka zdecydowaliśmy, że to ja pojadę do Justina po rzeczy Cait. Jeydon mógł mu znowu coś zrobić, a Cait nie chcieliśmy po prostu narażać na spotkanie z Justinem. Około 9 rano Jeydon zabrał Cait na miasto, żeby mogli kupić prezenty dla rodziny. Ja natomiast pojechałam taksówką do apartamentu Justina. Klucze dała mi Cait, więc weszłam bez najmniejszego problemu.
W całym mieszkaniu panował niesamowity bałagan. W salonie był włączony TV i leżało pełno opatrunków z lodem. Podłoga z prawej strony stolika była brudna z krwi. Obrzuciłam to wzrokiem i poszłam prosto do sypialni. Dobrze, że Cait opisała mi cały wygląd mieszkania, bo nie chciałabym zwiedzać każdego pomieszczenia, w którym panuje taki nieporządek.
Otworzyłam szeroko drzwi sypialni w której... Spał Justin. A raczej drzemał, bo gdy tylko weszłam, obudził się,
-Co ty tu robisz?- Zapytał, podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Przyjechałam spakować rzeczy Cait- odparłam i otworzyłam wielka walizę Caitlin.
-Co?! Jak to spakować?!
-Tak zwyczajnie. Spakować, bo wyjeżdżamy. Tobie nie będą potrzebne, a Cait nie stać na to, żeby kupić sobie całą szafę nowych ubrań- odpowiedziałam. Nie spojrzałam na niego ani przez moment, tylko pakowałam w spokoju rzeczy Caitlin.
-Amy, ja...
-Nie obchodzi mnie, co Ty. Dla mnie jesteś skończonym dupkiem. Zachowujesz się jak nieodpowiedzialny gówniarz, którego bawi to, że ktoś przez niego cierpi.
-Ja...
-Tak, masz rację. Odwaliła Ci taka sodówa, że już nic nie jest w stanie Ci pomóc. Gdzie są Twoi przyjaciele? Kiedy ostatnio spotkałeś się z Ryanem, Chazem? Kiedy ostatnio dogadałeś się ze swoją mama? Kiedy byłeś u dziadków?! Kiedy byłeś odwiedzić swojego tatę i młodsze rodzeństwo?!
-Nie wiem...
-No właśnie. Myślisz, że Jeydon jest szczęśliwy z tego, że jesteście sławni? Pewnie, cieszy się, ze spełniacie swoje marzenia, ale nie jest zadowolony z tego, że tak bardzo się zmieniłeś. Drogie samochody, nowi przyjaciele z branży, super wakacje, ekstra ciuchy, imprezy, wywiady, tatuaże... A gdzie w tym wszystkim dawny Justin? Odszedł i nie wiadomo dlaczego, odcina się od świata zwykłych ludzi... Pomyśl nad sobą, zanim zranisz resztę osób. Pa- odparłam, zamknęłam walizkę, do której spakowałam chyba wszystkie rzeczy Cait i zwróciłam się w kierunku drzwi wyjściowych.
-Amy, błagam- stanął przede mną ze łzami w oczach.- Błagam, błagam nawet na kolanach- klęknął przede mną i popatrzył mi w oczy.- Wysłuchaj mnie. Nie mam z kim o tym pogadać. Ta... Ona mi czegoś dosypała do drinka, rozumiesz? Byłem w szpitalu zaraz po tym, jak to się stało. To znaczy w sumie nie wiem, co się stało. Miałem totalną fazę. Myślisz, że byłbym na tyle głupi, żeby nawet nie wybiec za Cait? Ja nie wiedziałem co robię. To było coś w stylu pigułki gwałtu, rozumiesz? Moja mama będzie tutaj za pięć minut z wynikami. Zobaczysz, że nie kłamię. Szpital św. Patryka.
Stałam przez chwilę i gapiłam się na niego, jak na kosmitę. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że mam otwartą buzię i szybko ją zamknęłam. Nie chciało mi się w to wierzyć, ale z drugiej strony mówił o tym tak przekonująco, że byłam gotowa tam zostać.
-Jeśli myślisz, że uwierzę w te Twoje bajeczki, to się mylisz. Ludzie się nie zmieniają. Jeśli zdradziłeś raz, zrobisz to po raz drugi.
-Amy... Amy błagam- powiedział łamiącym się głosem a po jego prawym policzku popłynęła łza- uwierz mi. Ja naprawdę nie kłamię.
-A od Jeydona kiedy dostałeś? Przenosisz się w czasie, tak? Najpierw zdradzasz Cait, zaraz potem jesteś w szpitalu, a chwilę później Jeydon tutaj przyjeżdża? Jesteś żałosny.
-Amy usiądź, to wszystko Ci wytłumaczę. Błagam. Jeśli ty mi nie zaufasz, to już nikt nie może mi pomóc.
-A niby co z tego będę mieć? Bo jakoś nie zauważyłam, żebyś żywił mnie sympatią.
-To prawda. Myślałem, że podburzasz Cait przeciwko mnie, bo jesteś...
-No dokończ. Jaka?
-Bo jesteś o mnie zazdrosna.
-Chyba kpisz, chłopcze. Zazdrosna o Ciebie?
-No dobra, mówię, że myślałem. Czas przeszły. Teraz już wiem, że jesteś spoko. Więc proszę Cię, daj mi szansę.
-Masz pięć minut. Potem już nic mnie nie obchodzi.
-Dobrze. Tylko usiądź.
Grzecznie usiadłam.
-Znasz całą historię. Tak, zawiodłem Cait, ale potem już naprawdę nic nie zrobiłem. Selena chciała ze mną być, ale ja kocham Cait. I dlatego teraz się mści, rozumiesz? Na wszystkie możliwe sposoby klei się do mnie, stwarza jednoznaczne sytuacje. Na zdjęciach zawsze stoi obok mnie i zawsze stara się mnie dotknąć, objąć, pocałować w policzek. Ona to robi specjalnie. Żeby Cait uwierzyła, że ją zdradzam, a wcale tego nie robię. Wczoraj na tej gali znowu próbowała mnie omotać. Dlaczego mnie przytulała tak długo, a Jeydonowi ledwie zarzuciła rękę na szyi? Żeby wyglądało tak, że jesteśmy ze sobą bliżej. Kiedy tańczyliśmy z Cait na tym przyjęciu wolnego, kilka razy zrobiła „odbijanego”. A potem zaproponowała, że przyniesie mi drinka... A ja głupi to wypiłem. Nie wiedziałem co się dzieje, rozumiesz? Tańczyłem z Cait i nagle ona coś powiedziała i na chwilę odeszła. Nie wracała, więc zacząłem się za nią rozglądać, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Wszystko zaczęło wirować i wtedy Selena chwyciła mnie za rękę i pocałowała. Nawet nie wiedziałem, kiedy to się stało. Potem wszystko zaczęło jeszcze bardziej wirować i przyjechała po mnie mama. W drodze do domu strasznie na mnie krzyczała, a gdy tylko weszliśmy do domu wpadł Jeydon i walnął mi w ryj. Pamiętam tylko tyle, że wcale go nie poznałem i natychmiast mu oddałem. Moja mama zaczęła krzyczeć i wyrzuciła Jeydona, a chwilę potem pojechaliśmy do szpitala. Reszty nie pamiętam. Obudziłem się teraz. To było jak w jakimś amoku. Im więcej czasu upływa, tym więcej szczegółów sobie przypominam. Nie wiem, czego mi dosypała, ale to musiało być coś mocnego, skoro nie poznawałem Jeydona...
Zapanowała chwila ciszy. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
-Teraz już mi wierzysz?- Zapytał Justin.
-Gdzie Twoja mama?
-Powinna już tutaj być.
-Jakoś mało prawdopodobne... Myślę, że Twój czas minął. Muszę już iść.
-Amy, proszę...- Chwycił mnie za ramię,
-Nie- odparłam stanowczo, chwyciłam walizkę Cait i wyszłam.
-I jak? Przeżyłaś?- Zapytał Jeydon przez telefon.
-Tak, jakoś tak. A jak Cait?- Odparłam.
-Trochę przeżywa, ale jest ok.
-Gdzie jesteście? Może do Was dojadę? Musiałabym coś kupić...
-Jasne, jesteśmy w tej małej kawiarence na rogu Dziesiątej i Kwiatowej. Poczekamy na Ciebie.
-Super, złapię taksówkę i jadę do Was. Pa.
-Pa.
Zawiozłam walizkę Cait do sypialni, która chwilowo była pokojem Cait , ubrałam płaszcz, zamknęłam drzwi i wyszłam na ulicę. Było tak zimno, że oczy same mi łzawiły. Na całej ulicy nie było ani jednej osoby, przejeżdżało tylko kilka samochodów. Nie mogłam złapać taksówki, więc szłam powoli w stronę głębi miasta.
Zastanawiałam się, jak Justin może tak wszystkich okłamywać. Dopiero teraz się przekonałam, że przecież w ogóle go nie znam. Wiem o nim tyle, co zwykły człowiek. No może troszeczkę więcej. Był chłopakiem mojej przyjaciółki. Myślałam, że ja kocha, że jej potrzebuje. Że jest przyjacielem mojego chłopaka i jego przyjaciół, a tymczasem on już dawno wymienił ich na kumpli przekroju Seana Kingstona czy Chrisa Browna. Zamiast spędzania czasu z Christianem, Chazem, Ryanem i Jeydonem, on wolał wakacje na wyspach egzotycznych ze swoim menadżerem i jego przyjaciółmi. Zamiast rozmowy ze swoją mamą, która kompletnie go nie rozumie, woli kolejną wizytę w salonie tatuażu z tatą. W oczach fanek jest perfekcyjny. Grzeczny chłopak, dający przykład innym. W dodatku genialnie śpiewa, tańczy... I nagle przez myśl mi przeszło, że to przecież sława go tak zmieniła. Pieniądze i to, że jest rozpoznawalny nawet w maskach i różnych przebraniach. Jego otoczenie się zmieniło. Wszyscy od niego wymagają, ale przecież to na jego widok fanki piszczą, to on uwielbia stać przed nimi na scenie, to on uwielbia udzielać coraz bardziej szczerych wywiadów, to na niego wszyscy czekają. Jest gwiazdą.
A co jeśli Jeydon też tak się zmieni? Zamieni swoją rodzinę, mnie na pieniądze, drogie wakacje, „prawdziwych” przyjaciół... Sławę? Nie, Jeydon taki nie jest... Ale przecież każdy z nas ulega różnym bodźcom, więc dlaczego nie Jeydon?
Jak najszybciej odrzuciłam od siebie tą myśl i przyspieszyłam kroku. Z daleka nadjeżdżał jakiś samochód, który na moje szczęście, okazał się taksówką. Wyciągnęłam rękę i pokazałam, żeby kierowca się zatrzymał. Wsiadłam do taksówki i rozsiadłam się wygodnie.
-Na Dziesiątą- rozkazałam i schowałam swoje nogi pod przednie siedzenie, bo tam było cieplej.
-Straszny dzisiaj mróz, prawda?- Zagadnął kierowca.
-Tak, ma pan rację.
-Ostatnie zakupy?- Zerknął na mnie w lusterku.
-Bingo- odparłam z uśmiechem.
-Wy, młodzi, cały czas się gdzieś spieszycie- stwierdził.
-Może po prostu wszyscy myślimy, że trzeba korzystać z życia?
-No tak, ale gdzie czas na odpoczynek?
-W końcu śpimy do południa- powiedziałam ze śmiechem.
-Jesteśmy na miejscu.
-Ile płacę?
-Dla tak miłej młodej pani to prezent przed gwiazdkowy.
-Proszę się nie wygłupiać.
-Mówię całkiem poważnie.
-To proszę chociaż przyjąć to- wyciągnęłam z torby małą srebrną zawieszkę w kształcie czterolistnej koniczyny.- Dostałam kiedyś kilka takich od mamy. Podobno przynoszą szczęście. Miałam podarować je komuś, kto na pierwszy rzut oka wydaje się nam bliski. Z kimś, kto rozmawia z nami jak ze znajomym. Jeśli kiedyś pan kogoś takiego pozna, proszę też mu ją podarować- wręczyłam mu zawieszkę i wyszłam.
-Dziękuję- rzucił taksówkarz.- Wesołych świąt!
-Wzajemnie- uśmiechnęłam się i weszłam do kawiarenki.
W samolocie Cait znowu nie siedziała obok nas, ale chyba bardzo tego nie żałowała, bo nie musiała siedzieć obok Justina. Całą drogę przespała. Za to ja nie mogłam zmrużyć oka nawet na minutę. Cały czas miałam w głowie myśl, że Jeydon też może się zmienić. Teraz spał, oddychając spokojnie. Zastanawiałam się, czy będziemy tak samo szczęśliwi za kilka miesięcy. Czy będziemy potrafili się sobą cieszyć. Czy będziemy mieli jeszcze tematy do rozmów. Czy nie znudzi nas wzajemne towarzystwo.
Gdy wylądowaliśmy, wszyscy jakoś rozeszli się w swoje strony. To znaczy po Cait przyjechali rodzice i Chris, a Justin odjechał z dziadkami. Tylko my wracaliśmy do domu sami samochodem Jeydona.
-Czemu nic nie mówisz?- Spytał Jeydon, gdy byliśmy już w połowie drogi.
-Obiecaj mi, że nie zrobisz tak, jak Justin, tylko powiesz mi wprost, gdy nie będziesz chciał już ze mną być- wydusiłam z siebie.
-Co Ty znowu wymyśliłaś?
-Nic, po prostu mi obiecaj.
-Nie mogę.
-Co?!
-No nie mogę, bo ja nie jestem taki jak on. Po pierwsze nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, a po drugie nie mógłbym Cię tak skrzywdzić nawet wtedy, gdybym już nic do Ciebie nie czuł.
-Jesteśmy jeszcze młodzi. Nie wiadomo, jak będzie.
-Ja wiem. Będziesz panią Wale i będziemy mieli zdrowe i śliczne dzieci.
-Jeydon...
-No co? Chciałbym być z Tobą do końca życia.
-Ja z Tobą też, ale... Jeszcze tyle może się wydarzyć...
-A ja myślę, że co ma być, to będzie. Ważne, żebyśmy przeszli przez to razem.
******************
Szczerze? Zmaściłam...
Przypominam, że jeśli ktoś chce być powiadamiany o nn, niech zostawi swój numer gg pod najnowszym postem.
Swag ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Prześwietne !!!!
OdpowiedzUsuńDziękuję, ale sądzę, że mogło wyjść lepiej... Tylko nie mam czasu, żeby pisać : /
UsuńNiesamowite. Właśnie przeczytałam calutkie 30 rozdziałów i jestem oczarowana. To jest boskie. Zwłaszcza Jeydon, ma fajny charakter i jest ogólnie słodki. Mam nadzieje że niedługo dodasz coś nowego bo nieźle się napaliłam. Możesz mnie informować o nowych? Jak coś moje GG : 40621456 Pozdrawiam Ola.
OdpowiedzUsuńCo ty gadasz ! jest fantastycznie !! czekam na następną notkę :*:*
OdpowiedzUsuńMmm cieszę się, że Wam się podoba : *♥♥♥
Usuńświetne!!
OdpowiedzUsuń