piątek, 18 maja 2012
Rozdział 34
- Jejciu, Cait, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że już jesteś! Tęskniłam za Tobą!- Wrzasnęłam, gdy zobaczyłam, że Cait wchodzi do kawiarni.
- Amy, błagam Cię, nie drzyj się tak. Wszyscy ludzie się na nas patrzą- skomentowała Cait z uśmiechem. Przytuliła mnie mocno.- Ja też za Tobą tęskniłam, debilu- powiedziała. Nie mogę opisać swojej radości w tym momencie. Wróciła moja dawna Cait. Ta, która na każdym kroku wyzywa mnie od debilów i idiotów. Oczywiście nie gniewam się na nią za takiego typu rzeczy. Bardzo często zwracamy się do siebie per Idiotko, czy per Debilu. Ale teraz to było wyjątkowym powodem do szczęścia. Zwłaszcza w tej całej sytuacji.
- Dobra, opowiadaj jak spędziłaś święta- ponagliłam ja, gdy tylko usiadłyśmy i zamówiłyśmy dwa czekoladowo-waniliowe shake'i.
- No było, jak było- wyszczerzyła się.- Jak widzisz, zmieniłam fryzurę- wskazała palcem na swoją równiuteńką grzywkę- odpoczęłam...
- A... Przepraszam, że o to zapytam... A co z Justinem? Odezwał się chociaż?
- Dzwonił przez cały czas, ale nie miałam odwagi, żeby odebrać i na niego nakrzyczeć. Nie potrafię...- Spuściła wzrok.- Amy, ja się nie potrafię na niego gniewać. Gdyby przyszedł i przeprosił, ja bym mu wybaczyła, rozumiesz? Nadal bardzo go kocham, tęsknię za nim... Chciałabym, żeby było jak kiedyś, ale boję się... W zasadzie to ja wiem, że on znów mnie zrani. Dlatego wolę go unikać na wszelkie sposoby, niż zrobić coś bardzo głupiego.
- Rozumiem. Nie musimy o tym gadać, jeśli nie chcesz. Po prostu byłam ciekawa...
- Amy- przerwała mi- z kim mam o tym pogadać, jak nie z Tobą? Jesteś moją najlepszą i jedyną przyjaciółką- uśmiechnęła się.- I bardzo się cieszę, że Ciebie mam.
- Ja też się cieszę, że jesteś. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
- Dobra, koniec z tymi głupimi rozczulaniami się. Lepiej opowiadaj jak Ty spędziłaś święta.
- Hmmm. Było całkiem miło- uśmiechnęłam się.- Dostałam najlepsze prezenty na świecie od moich przyjaciół i Hailey, spędziłam je w miłej atmosferze... No, może gdyby nie ta mała jaszczura Vanessa, to byłoby chyba bajkowo.
- To super. Ja za to myślałam, że oszaleję z Chrisem. Mogę nawet powiedzieć, że rzygam miłością- uśmiechnęła się.- Cały czas dzwoni do tej swojej Robyn, pisze z nią, gada na czacie... Normalnie masakra. Cały czas się z niego nabijałyśmy z babcią. Zadzwonił nawet do Chaza, żeby się zapytać, co ma jej kupić na gwiazdkę.
- Uuu Chaz- wyszczerzyłam się.
- Co?
- Nic, nic- zaśmiałam się.
- Amy...
- No co?
- No co co? Przecież dobrze wiesz... Ty i Chaz... Wy kręcicie czy coś?- Nie wytrzymałam i roześmiałam się.
- Nie wiem...- odpowiedziała wymijająco.- A choćby nawet, to co?
- No nic. Ja tylko tak pytam. Bo wiesz, Chaz jest raczej cichy, a poza tym nigdy nie widziałam go z dziewczyną.
- Chaz został kiedyś dosyć poważnie pobity- zaczęła.- Kręcił z dziewczyną, która go okłamywała. Miała chłopaka, ale chodziła też z Chazem. No i jak ten koleś się dowiedział, że ta laska jedzie na dwa fronty, to zamiast z nią zerwać, pobił Chaza ze swoją znakomitą paczką za to, że odbijał mu dziewczynę. To znaczy odbijał... No wiesz... Chaz nie wiedział, że ta laska ma chłopaka. Zabujał się w niej tak, że nawet ją o to nie podejrzewał. No i dążąc do tematu, Chaz został tak pobity, że przez tydzień był w śpiączce. Chłopak tej dziewczyny i jego koledzy są w poprawczaku, a ta dziewczyna przeprowadziła się do innego miasta.
- Jezu, to jest straszne.
- Straszne to jest to, że Chaz bardzo długo do siebie dochodził. Był połamany, posiniaczony... Masakra.
- Nigdy o tym nie mówił.
- Myślę, że chce o tym zapomnieć. Naprawdę się zadurzył. To pewnie bardzo boli.
- Pewnie tak. Ale wiesz, gdyby jednak coś z tego wynikło, to ja byłabym bardzo szczęśliwa- wyszczerzyłam się.- Pasowalibyście do siebie.
- Spadaj idiotko. Ty lepiej zajmij się tym swoim Jeydonem, bo już majstruje z kolegami- skinęła głową za okno, gdzie Jeydon, Chaz i Ryan szli z kubkami kawy w ręce, śmiejąc się tak, że wszyscy ludzie się za nimi oglądali.
- Taaa... On mnie pewnie ma dosyć. Cały czas spędzamy ze sobą.
- To dobrze. Przynajmniej mu się nie nudzi- uśmiechnęła się.
- Nie...
- Co nie?
- No popatrz... Oni tu idą...
- Super. Szybko, rozłóż tę gazetę\ i siadaj przodem do wejścia- powiedziała Cait i szubko przysunęła się obok mnie. Rozłożyłam gazetę i udawałyśmy, że czytamy ją. Drzwi otworzyły się, powiało zimnym powietrzem, chłopcy wgramolili się do środka z towarzyszącym im śmiechem i trzasnęli drzwiami.
- Mam nadzieję, że nas nie zauważą- szepnęła Cait.
- Rzeczywiście, to, że gazetę czytają dwie osoby ściśnięte za nią jak sardynki, w dodatku trzymając ją do góry nogami, wcale nie jest dziwne, a co za tym idzie, nie rzuca się w oczy, prawda, chłopaki?- Zapytał Ryan i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Cait rzuciła gazetą na stolik gazetę, rozsunęłyśmy się a chłopcy dosiedli się do nas.
- No i chyba nikt nie pije tutaj big shake'ów waniliowo-czekoladowych oprócz mojej dziewczyny i Cait- dodał Jeydon, zdejmując czapkę i szalik.
- Ale śmieszne- Cait udała obrażoną.
- Czemu się chowacie?- Zapytał Chaz, uważnie obserwując Cait.
- Tak jakoś- odparłam widząc, że Cait unika jego wzroku.- Myślałyśmy, że nas nie zauważycie.
- Z pewnością. Zwłaszcza po tym, jak prawie przyklejałyście się do szyby, żeby nas zobaczyć- Ryan znowu się roześmiał.
- Cait słyszałaś? On sądzi, że się za nimi oglądałyśmy.
- Ryan po prostu ma od dziecka za duże mniemanie o sobie- Cait odparła z uśmiechem.
- A tam, gadacie głupoty. Będziecie to jeszcze pić?
- Może...
- To dopiję- wyszczerzył się i wyżłopał shake'a Cait.
- A ten Amy?
- Pewnie Jeydon zaraz zrobi to samo- wyszczerzył się.
- Nie żyjesz- Cait zmierzyła go wzrokiem, ale zaraz po tym wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- Idziemy do mnie?- Zapytał Jeydon szeptem siadając obok mnie. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się znowu w ten dziwny sposób. Zawsze się tak uśmiechał, gdy chciał, żebym go pocałowała lub tym podobne.
- Teraz?- Odszepnęłam.
- A czemu nie?
- No nie wiem... Przyszłam tutaj z Cait.
- Zaraz znajdę Ci wymówkę- odparł i nachylił się lekko nad stołem.- Ryan, która godzina?- Spytał i wyciągnął rękę, popychając szklankę z moim napojem w moją stronę. Odruchowo pisnęłam.
- Jeydon- roześmiałam się.- Moje spodnie. Oblałeś mnie.
- Jeeej, nie dramatyzuj. Idź się umyć do łazienki. A jak chcesz, to możemy iść do mnie po jakieś spodnie. Te szare z dresu powinny być na Ciebie dobre, mają sznurek. Odwiozę Cię- odparł znowu z tym samym, dziwnym łobuzerskim uśmiechem.
- Wiesz co Ryan? Następnym razem możesz wypić każdy mój napój- powiedziałam i ruszyłam zmyć do łazienki olbrzymią plamę.
Gdy wróciłam, Cait, Chaza i Ryana już nie było.
- Gdzie oni poszli?
- Ryan zmył się pierwszy, bo miał obiad, a potem Cait i Chaz wyszli razem. Cait mówiła, że też musi iść na obiad, ale chyba kręciła.
- Aha- wyszczerzyłam się.
- Czy ja znowu o czymś nie wiem?
- Nie. Idziemy?
- Jasne- odparł i pomógł mi się ubrać. Zapłaciłam za swój napój i wyszliśmy. Każdy przechodzień patrzył na moja ogromną plamę na spodniach.
- Wiesz, co? Następnym razem wymyśl coś lepszego- chwyciłam go za rękę.- Wszyscy ludzie się na mnie dziwnie patrzą- stwierdziłam.
- To teraz już nie będą- odparł i wziął mnie na ręce.
- Jeydon, oni patrzą się teraz jeszcze bardziej.
- Lepiej, żeby patrzeli się na nas, a głównie na mnie. Przynajmniej potrafię Cię unieść. A tak nadal patrzeliby się na Ciebie jak na flejtucha.
- Jesteś nienormalny.
- Wiem- uśmiechnął się i pocałował czubek mojego nosa.
- Ej, w sumie fajnie gadało mi się z Cait, a Wy weszliście i wszystko mi popsuliście- powiedziałam oskarżycielskim tonem.
- To nie był mój pomysł- odparł z uśmiechem.
- Jasne, jasne. Niby czyj, jak nie Twój?
- No dobra, może po części mój, ale Chaz wpadł na to pierwszy.
- Chaz?
- No.
- Czy Chaz....
- Tak, Chaz chce się zbliżyć do Cait, jeśli o to Ci chodzi- przerwał mi.- Kurde, miałem nikomu nie mówić. Błagam Cię, nie mów nic Cait.
- Ok, nie powiem, ale musisz mi udzielić kilku szczegółów.
- Jezu, czasami jestem na ciebie zły- odparł.
- Zły? Na mnie? Niby za co?
- No bo nie potrafię przed Tobą niczego ukryć- wyszczerzył się.
- Zaczynasz mnie denerwować.
- Dlaczego?- Wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- No bo właśnie nie chcesz mi niczego powiedzieć.
- No Chaz chce się zbliżyć do Cait. Zawsze mu się podobała, ale zawsze była z Justinem. No i teraz chce spróbować, ale nie chce na razie tego pokazywać, żeby nie wyszło na to, że jest z nią tylko dlatego, że Justin z nią zerwał, rozumiesz?
- Mhm. Dlaczego nigdy jej tego nie powiedział?
- Jesteś ze mną szczęśliwa?
- No tak, po co pytasz?
- No to wyobraź sobie, że Ryan wyznałby Ci miłość. Co byś zrobiła?
- Nie wiem. Na pewno czułabym się zażenowana i chyba bałabym się go nawet przytulić, żeby nie robić mu nadziei czy czegoś w tym stylu.
- No właśnie, tylko by się wygłupił.
- No tak.
- Ryan zaczyna mnie coraz bardziej wkurzać.
- Dlaczego?
- No bo non stop się o ciebie wypytuje. Denerwuje mnie to. W ogóle, patrzy się na ciebie, jakbyś była diamentowym ferrari.
- Nie przesadzasz?- Zaśmiałam się.
- Nie- postawił mnie na ziemi, bo weszliśmy do klatki i staliśmy przed windą.- Wiem, że mu się podobasz i doprowadza mnie to do furii.
- Przestań- musnęłam jego usta.- Bo za niedługo nie będę mogła z nim rozmawiać.
- Pewnie przyświadczyłbym Ci tym przysługę- mruknął i wsiedliśmy do windy.
- Masz w domu herbatę?
- Mam. Babcia zaopatrzyła mnie chyba na cały miesiąc- odparł i zdobył się na uśmiech.
- Babcie są chyba lepsze od mam- stwierdziłam, wychodząc z windy.
- Tak, masz rację. O niebo lepsze. Nie krzyczą, na wszystko pozwalają, dają dobrze zjeść i znają się na dziewczynach.
- Aha- odparłam, nie do końca rozumiejąc co miał na myśli Jeydon, wypowiadając ostatnią część tego zdania.
- Wejdź do mego pałacu, księżno Amy- wyszczerzył się Jeydon, otwierając drzwi swojego mieszkania.
- Pałacu? Myślałam, że to porządne zamczysko chronione przez smoka, a tu jakiś pałacyk.
- Niestety, będziesz musiała zadowolić się moim, jak to powiedziałaś, pałacykiem, bo jestem Twoim księciem, a nie pozwoliłbym, żeby pilnował cię tylko jakiś nędzny smok w zamczysku, więc pilnuję Cię sam. W moim jakże fajnym pałacyku- uśmiechnął się, pocałował mnie w usta i zdjął ze mnie kurtkę, którą powiesił w szafie w przedpokoju. Swoją kurtkę również zdjął, powiesił, zdjął buty i poszedł do kuchni. Włączyłam dźwięk w telefonie, zdjęłam buty i dołączyłam do Jeydona.
- Jaką chcesz herbatę?- Zapytał, odwracając się do mnie.
- A masz zieloną?
- Mam.
- No to zrób mi zieloną. Zmarzłam.
- Zaraz zrobię Ci gorącej herbaty, podkręcę kaloryfery i może sam Cię trochę dogrzeję?- Przygryzł dolną wargę i spojrzał mi w oczy.
- Czy Ty chociaż przez chwilę możesz być poważny?
- Przecież jestem. Mówię absolutnie poważnie.
- Rób mi tą herbatę.
- Dooobra- odparł i zaparzył herbatę. Poszliśmy do salonu na kanapę i włączyliśmy telewizor.
- Możesz puścić coś normalnego?- Zapytałam, gdy zostawił na dłużej walkę jakichś dwóch czarnoskórych mężczyzn.
- No ale...
- Jeydon no...
- No ok- odparł i przełączył na jakiś program, gdzie leciał jakiś serial.- Jezu, jakie Ty masz mokre skarpety. Zwariowałaś? W jakich ty butach chodzisz, że tak Ci przemokły?
- W moich- zmierzyłam go wzrokiem.
- Zaraz Cię zabiję.
- No co? Rozkleiły się, jak wyjeżdżaliśmy z Atlanty. Nie miałam czasu kupić nowych.
- No jasne, lepiej chodzić w rozwalonych. Idę dać je na kaloryfer, żeby wyschły i po jakieś ciepłe skarpety, a ty zdejmij te mokre.
- Zachowujesz się jak mój ojciec.
- Czasami trzeba- dodał, wychodząc do przedpokoju. Za chwilę ponownie przeszedł obok, bo musiał iść na górę.
- Kurde, Amy, ściągaj te skarpety, ja nie żartuję. Będziesz chora.
- Dobrze- odparłam i ściągnęłam mokre skarpety. Gdy rzuciłam je na podłogę, słychać było, jak chlapnęły.
- O popatrz, jednak posłuchałaś- zakpił Jeydon.- Tutaj masz ręcznik, wytrzyj porządnie te nogi i załóż te skarpety- dodał i podał mi swoje grube skarpety. Wziął moje mokre i powiesił je na kaloryferze.
- Żartujesz? Masz stopę chyba dwa razy większą od mojej.
- Chcesz być chora?- Zapytał, siadając obok mnie. Spojrzał mi prosto w oczy.
- No... Nie.
- No to zakładaj- pokręcił głową. Ubrałam skarpety i usiadłam wygodnie. Jeydon wręczył mi pełny kubek zielonej herbaty.- Daj stopy.
- Co?
- No daj stopy.
- Po co mam ci dawać stopy?- Uśmiechnęłam się.
- Bo chce Ci je trochę rozgrzać. Daj je- rozkazał i złapał za moją prawą stopę. Położyłam obydwie nogi na udach Jeydona, a on zaczął je powoli mocno masować i pocierać, tak, że zrobiło mi się cieplej.
- Dziękuję- powiedziałam, gdy skończył.
- Jak Ty mnie denerwujesz. Nie możesz mnie chociaż raz posłuchać? Zawsze muszę to na Tobie wymuszać? Przecież nie chcę dla Ciebie źle, wręcz przeciwnie, chcę dla Ciebie jak najlepiej.
- Przepraszam- zabrałam swoje nogi i przysunęłam się bliżej niego, by móc się przytulić.
- Proszę- przyciągnął mnie do siebie bliżej i mocno przytulił.
-`Uwielbiam, jak mnie tak mocno przytulasz. Czuję się wtedy bezpiecznie- wyznałam, wtulając się w niego najbardziej, jak to możliwe.
- To chyba najlepsze, oprócz kocham cię, co od ciebie usłyszałem. No i oprócz tego, ze uwielbiasz mój kolczyk. Nawet nie wiesz, jakie to jest wspaniałe uczucie. Wiedza, że możesz dać swojej dziewczynie poczucie bezpieczeństwa. I nawet powiem Ci teraz, że powinnaś w tym momencie żałować, że nie jesteś chłopakiem.
- Niby dlaczego?- Zapytałam.
- Bo trzymam w ramionach cały swój świat- odsunął się lekko ode mnie i uniósł lekko moją głowę tak, bym na niego spojrzała.- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też- odparłam, a on wpił się w moje usta. Błądził dłońmi po moich plecach, a ja wplotłam swoje w jego włosy.
- Kto to znowu?- Przerwał, gdy zadzwonił mój telefon.
- Cait.
- Nie odbieraj- rozkazał i znów zaczął mnie całować. Telefon dzwonił siedem razy, aż w końcu zadzwonił telefon Jeydona.
- Możesz mi powiedzieć, co ja takiego komu zrobiłem, ze zawsze ktoś nie pozwala mi Cię porządnie wycałować? Już nie mówię o czymkolwiek innym, bo chyba miałbym tutaj pielgrzymkę w postaci chłopaków, babci, Hailey i rodziców. A no i z pewnością przyszedłby też Twój tata- powiedział wkurzony i zerknął na wyświetlacz.- Cait- przeczytał i rzucił telefon na stolik, po czym objął mnie i pocałował. Telefon zadzwonił po raz drugi.
- A może to coś ważnego, skoro dzwoni też do Ciebie?
- Dobra, odbiorę, ale jak to nie będzie nic ważnego, to serio dostanę ataku wścieklizny- odparł i odebrał telefon.
- Halo?- Warknął.- Jest u mnie... No bo ma telefon w kurtce, a siedzimy u mnie w sypialni. Coś się stało?... Dobra, już Ci ją daję- odparł i podał mi telefon. Nie potrafiłam nic wyczytać z jego twarzy.
- Cait, coś się stało?
- Amy, ja Was naprawdę przepraszam. Nie chciałam Wam nic psuć ani w niczym Wam przeszkadzać, ale... Justin był tutaj przed chwilą i groził mi, że się zabije... Amy, ja nie wiem co mam zrobić.
- Zaraz tam będziemy- odparłam i szybko się wyłączyłam.- Jeydon, ubieraj się- nakazałam.
- Co znowu się takiego stało, że musimy tam jechać jak do pożaru?
- Justin grozi, że się zabije.
- Szczerze mówiąc, może tak byłoby dla niego najlepiej- warknął i poszedł się ubierać do przedpokoju. Zmieniłam skarpety i poszłam się ubierać. Wyszliśmy w całkowitym milczeniu, z reszta w samochodzie też się do siebie prawie nie odzywaliśmy, ale musiałam przerwać tą krępującą ciszę.
- Możesz zwolnić?
- Przecież mamy tam być jak najszybciej, prawda?
- Chcę dojechać w jednym kawałku. To, że jesteś wkurzony wcale nie musi oznaczać, że masz wszystkich pozabijać, pędząc jak wariat.
Jeydon spojrzał na mnie, minimalnie zwalniając. Gdy dojeżdżaliśmy na miejsce, zauważyliśmy Justina idącego strasznie szybkim krokiem. Jeydon zatrzymał się i od razu wysiadł z samochodu, nie wyłączając nawet silnika
- Mam Cię tak cholernie dosyć, że nawet sobie tego nie wyobrażasz! To, że rozpieprzasz życie sobie i Cait nie znaczy, że Amy i ja też musimy cierpieć!
- O co Ci chodzi?!
- O to, ze ranisz wszystkich dookoła! Zastanów się, co Ty wyprawiasz ze swoim życiem! Po co tak zwodziłeś Caitlin, skoro i tak rąbnąłeś Selenę, co?! Co Ty w ogóle sobie wyobrażasz, że niby kim Ty jesteś?! Rozpieszczonym bachorem, który nie dorósł do bycia z kimś! Nie bierzesz za nic odpowiedzialności! I możesz już teraz sobie zrywać te Twoje debilne kontrakty! Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! Wszystkich nas oszukałeś! I może byłoby dla nas wszystkich lepiej, gdybyś się zabił!
- Jeydon, przeginasz- wtrąciłam.
- No i dobrze! Niech wie, co o nim myślę! Mam go już po dziurki w nosie! Jego i jego debilnych problemów!
- Chyba za daleko to wszystko zabrnęło. Scooter się z Tobą skontaktuje w moim imieniu, Jeydon. Pa, Amy- odparł ze łzami w oczach Justin i tak po prostu sobie odszedł.
- Nie powinieneś mówić tego, ze jego śmierć byłaby dla nas wszystkich korzystna. To było strasznie niemiłe i nawet jemu nie powinieneś tego powiedzieć.
- Ale powiedziałem i w dupie mam to, czy wziął to sobie na serio. Wsiadaj do auta. Jedziemy do tej Cait- odparł. Widziałam, jak po kryjomu ociera łzę spływającą po jego policzku. W życiu by się nie przyznał, że powiedział o parę zdań za dużo, że wcale tak nie myśli. Zachowanie Justina sprawiało mu ból, bo wszystkich cały czas okłamywał, ale nie chciał się do tego przyznać. W końcu to był jego najlepszy przyjaciel. Myślę, ze wybaczyłby mu nawet to, ale nie chciał się przed nikim przyznać, że żywi do Justina jeszcze jakąkolwiek sympatię.
Wsiadłam do samochodu. W jednym momencie popsuł mi się cały humor. Dojechaliśmy do Cait oczywiście w milczeniu. Jeydon wparował do jej domu i natychmiast usiadł na kanapie w salonie. Weszłam za nim, a za nami Cait.
- Widzieliśmy Justina- oświadczyłam Cait.- Jeydon trochę mu nagadał.
- Aha. A Wy jesteście na siebie obrażeni, bo...?
- Nie jesteśmy na siebie obrażeni- powiedziałam trochę za szybko, by zabrzmiało wiarygodnie.
- Przecież to widać z kilometra.
- No to źle widać- odparłam oschle.
- O co Wam poszło?
- Jego zapytaj- warknęłam.
- O co Ci chodzi?- Ożywił się Jeydon.- Skończ się o wszystko sapać.
- Ja się o wszystko sapię, tak?!
- Tak! Właśnie tak!
- Nie krzycz na mnie!
- To nie podnoś głosu!
- Nie mam zamiaru uczestniczyć w waszej kłótni- wtrąciła Cait i wyszła z pokoju.
- Wcale jej się nie dziwię. Też bym na jej miejscu wyszedł. Nieźle się wydzierasz.
- Ja się wydzieram? Jesteś bezczelny. Wyjeżdżasz na mnie, nawet nie wiadomo dlaczego. Mam Cię dosyć. Wychodzę.
- A idź. Mam to gdzieś- odparł, a ja wybiegłam z domu Cait ze łzami.
Super szybka wizyta. Nawet nie zdążyłam się rozebrać. Pobiegłam najszybciej jak się dało do domu. Gdy już do niego weszłam, zanosiłam się od płaczu. Zdjęłam buty i ruszyłam na górę. Sam siedział z Leah w salonie, oglądając telewizor.
- Młoda, co się stało?- Zapytał z troską w głosie.
- Odwal się.
- Ej, no przecież widzę.
- Zostaw mnie w świętym spokoju! Zostawcie mnie wszyscy!- Krzyknęłam i pobiegłam z jeszcze głośniejszym płaczem do swojego pokoju.
Trzasnęłam za sobą drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Wzięłam poduszkę i mocno się w nią wtuliłam. Pachniała zupełnie jak Jeydon... Nie, po chwili rzuciłam nią na drugi koniec pokoju. Co za debil. Ja się o wszystko sapię. Wjechał na mnie, bo pokłócił się z Justinem. Świetnie. Najlepiej wyżywać się z tego powodu na mnie.
Przerzuciłam się na drugi bok i zaczęłam powoli ocierać łzy. Nie będę przez niego płakać. Nikt nie jest wart moich łez. Nawet on. Powinien dawać mi powody do szczęścia , a nie do płaczu. Zakichany egoista. Po co w ogóle ze mną jest, skoro o wszystko się czepiam? Niech sobie zmieni na taką, której będzie wszystko pasować.
Do mojego pokoju zapukała babcia.
- Kochanie, co się stało?
- Nic.
- Przecież słyszę, że płaczesz.
- Chcę być sama!
- Jak Ci przejdzie... Jak będziesz jednak chciała mi powiedzieć, co się stało, albo po prostu się przytulić, to przyjdź- odparła i odeszła.
Wtuliłam twarz w pościel i zaczęłam się powoli uspakajać. Kiedy przestałam już szlochać jak jakaś debilka, włączyłam na całą głośność płytę z moimi ulubionymi piosenkami. To był chyba największy błąd, jaki mogłam zrobić. Trzecia piosenka na tej płycie była Jeydona. Gdy usłyszałam pierwsze dźwięki „Just Another Love Story” znowu zaczęłam beczeć. Nagle znienacka wszedł do mojego pokoju Ryan. Podszedł do odtwarzacza i wyłączył płytę.
- Co Ty tu robisz?
- Pomyślałem, ze będziesz potrzebować wsparcia. Cait mi powiedziała, że się pokłóciliście.
- Super. Czyli wszyscy już wiedzą.
- I tak byśmy się domyślili. Jeydon pojechał do swoich kolegów z osiedla. Oczywiście pełnoletnich, więc każdy wie, że chodzi mu tylko o to, żeby się nawalić. Gdyby chciał pogadać, przyjechałby do nas.
Spojrzałam na niego i znowu wybuchnęłam płaczem.
- Amy, błagam Cię, nie płacz. Już do niego kolejno dzwoniliśmy, dostał niezły opierdziel. Tak samo jak Justin. Nie zdziwiłbym się, gdyby z Jeydonem był JB. Jeydon wybaczy mu wszystko. W końcu są najlepszymi przyjaciółmi.
- To przez niego to wszystko.
- Wiem. Amy, nie ma sensu płakać. Przyjdzie Cię przeprosić, zobaczysz.
- Łatwo ci mówić.
- No to mi zaufaj. Mówię prawdę. Chodź, zapraszam Cię na dużą kawę i lody.
- Nie, jak ja mam tak wyjść.
- No to idź się ogarnąć i pojedziemy.
- Nie, Ryan...
- Amy, no proszę.
- Nie...
- Czyli, że się zgadzasz?
- Ryan...
- Ok, to zmykaj się umyć i jedziemy. Ja stawiam. Nie daj się prosić.
- Ale...
- No, Amy...
W końcu dałam się namówić Ryanowi. Ogarnęłam się, przebrałam i pojechaliśmy z Ryanem do kawiarni w centrum. Spędziliśmy w miarę miło czas, gadając o różnych rzeczach. Ryan dosyć umiejętnie odciągał mnie od tematów mogących mieć jakąkolwiek styczność z Jeydonem, więc mogłam przestać o tym tak intensywnie myśleć. Gdy wychodziliśmy z kawiarni, było grubo po 21. Wyraz twarzy Ryana momentalnie się zmienił. Nie mogłam z niej nic odczytać, więc spojrzałam w kierunku, w którym patrzał. I chyba nie chciałam zobaczyć tego, co zobaczyłam. Jeydon szedł z Justinem i jakimś kolesiem, kompletnie pijany. Zauważył nas i chyba nie do końca mu się to podobało, bo przyspieszył kroku, idąc w naszym kierunku. Ryan spojrzał na mnie i spokojnie oczekiwał tego, co się wydarzy.
- A więc to tak- zaczął Jeydon, zataczając się- ledwo co się z Tobą pokłóciłem,a Ty już poleciałaś do niego?
- Nie będę z Tobą rozmawiać. Spójrz, do jakiego stanu się doprowadziłeś. Jesteś pijany.
- Jestem w takim stanie, w jakim jestem. A Ty co?- zwrócił się do Ryana.- Nie ma mnie przez chwilę, a Ty już przystawiasz się do mojej laski?
- Przestań wygadywać takie bzdury. Amy wsiadaj, odwiozę Cię- odparł Ryan.
- Nigdzie z nią nie pojedziesz, ona jest moja. Amy wysiadaj.
- Jeydon przestań. Jesteś pijany.
- Przecież widzę, jak na nią patrzysz. Chciałbyś ją mieć, co?
- Przeginasz. Ryan, możemy już jechać?- Zapytałam.
- Możemy- odparł Ryan i wsiadł do samochodu.
- Proszę Cię, jedźmy stąd jak najszybciej- poprosiłam ze łzami w oczach.
- Ok- Ryan odjechał z piskiem opon. Nie widziałam, co zrobił Jeydon, nie chciałam się oglądać. Znowu się popłakałam. Pewnie wyglądałam w tej chwili jak wariatka. Ryan nie odzywał się przez całą drogę. No może z wyjątkiem tego, że co jakiś czas prosił, bym nie płakała. Powoli zaczynałam się uspakajać, aż w końcu moje powieki stały się ciężkie i zasnęłam.
Ocknęłam się pod domem, kiedy Sam próbował mnie wyjąć z samochodu. Przeprosił Ryana, mówiąc, że to był zły pomysł, by wyciągać go z domu, żeby mnie gdzieś zabrał. Oczywiście udawałam, że śpię, żeby nie zorientowali się, że wszystko słyszę. Sam zaniósł mnie do mojego pokoju, położył na łóżku, zdjął ze mnie kurtkę, buty i okrył kołdrą. Pocałował mnie delikatnie w czoło, pogładził przez chwilę moje włosy i wyszedł. Z moich oczu popłynęły łzy, ale mimo wszystko udało mi się w końcu zasnąć.
*********************************************************************************
No to jest kolejny :)
Przypominam o pozostawianiu swoich numerów GG pod NN :) Na pewno powiadomię :D
Kocham moje Waliens'y ♥ : *
Jesteście Meeega :D
P.S. Pozdrowienia dla "Anonimowy" za super komentarze :) Tylko mnie nakręcasz do pisania, Złotko : *
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Coś wspaniałego ! <3
OdpowiedzUsuńDZIĘKUUUUJĘ! Wiesz co, musze Ci powiedziec, ze jak czytam Twojego bloga, to mi dech zapiera :P serio! Co pare zdan musze przerywac, zeby zaczac oddychac, bo
OdpowiedzUsuńsie tak wczytuje, ze zapominam o tym xD dziekuje, dziekuje, dziekujeee, wreszcie rozdzial! I kolejna dawka narkotyku wzieta (to juz nie jest uzaleznienie, to jest doslownie obsesja, az sama sie siebie boje xd), teraz musze czekac
na nastepna ;) umieram z niecierpliwosci. Aha, i w razie, gdyby to nie bylo jeszcze oczywiste- ROZDZIAL JEST FANTASTYCZNY, a oddech musialam
brac okolo 50 razy, wierz mi na slowo, przestalam liczyc po 40 xd
Ojoj, od tego calego orgazmu spowodowanego nowym rozdzialem, sie troche rozpisalam, wybacz :P zapomnialam dodac, ze Cie za niego uwielbiam :D WALIENS FOREVER, WE'RE FAMILY!
OdpowiedzUsuńUwielbiam, gdy się rozpisujecie :) I bardzo się cieszę, ze Ci się podoba : *
Usuńmmm. to jest to co sprawia że po całym tygodniu monotonni mam dobry humor i chęć wyjścia i spotkania się ze swoim lubym XD szkoda że nim nie jest taki słodki, uroczy, kochany Dżidyn jak w Twoim opowiadaniu. chyba wspominałam już że uwielbiam jego postać, jest moim bogiem, lol. ma zajebistą osobowość, chociaż w sumie Amy mnie z deka denerwuje, tą swoją niedostępnością i ogólnie, no ja rozumiem... ale jak go kocha to powinna chcieć aby jemu też było przyjemnie, prawda? no, mam nadzieje że będą kiedyś małe Dżidynki a ja będę miała potrójny orgazm. mrrr. a co do rozdziału, bo trochę odbiegałam od niego to podoba mi się, cholernie. szkoda że Ryan się przyplątał do Amy, bałam się trochę że ona zdradzi z nim Dżidyna pod wpływem wszystkich emocji. muszą się pogodzić, bo się pogodzą, prawda? mam nadzieje że długo nie każesz czekać na newsa. kocham Twoją twórczość, Ola.
OdpowiedzUsuńWłaśnie o to chodzi z niedostępnością Amy, żeby wszyscy czekali na coś więcej :D A co do małych "Dżidynków"... Hmmm, nie myślałam jeszcze o tym, ale pomyślę. Na razie to jeszcze takie duże dzieci, jeszcze trochę muszą przeżyć, żeby byli pewni swoich uczuć : )
UsuńGdzie następny? Jejku ale się niecierpliwię teraz taki jest ważny moment że ja się muszę dowiedzieć co będzie dalej bo zaraz zwariuję :) to takie słodkie że Jeydon jest zazdrosny o Amy, uwielbiam to <3 ale ciekawe kiedy się pogodzą bo pewnie teraz Amy będzie zła ze się upił, o rany. I ciekawe co w końcu z Ryanem. No i oczywiście z Caitlin i Justinem, nie wiem czemu ale mam nadzieję że będą jeszcze razem ^^ pisz dalej czekam nn ♥ boski blog!!!
OdpowiedzUsuńJejuuu, Miśki :( Nie mam weny : /
Usuń;( gdzie rozdział następny;( ;( :(
UsuńUmieram! zagladam tu co godzine ale nie ma nic nowego :( blagam pisz cos nowego bo zaraz nie wytrzymam i oszaleje ja musze wiedziec co bedzie z jeydonem z amy i oczywiscie z justinem i cait
OdpowiedzUsuńMam to samo! Dodaj coś!!. ;(
UsuńCudny rozdział !!!!!! Dech mi zaparło !!:p
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział aż dech mi zaparło !! :)
OdpowiedzUsuń