niedziela, 27 maja 2012
Rozdział 35
- Co Ty tu robisz?- Zapytałam Jeydona, który siedział na moim łóżku, przypatrując mi się.
- Przyszedłem Cię przeprosić. Nie powinienem tak na Ciebie naskakiwać. Nie powinienem był upijać się, a potem nie powinienem wygadywać tych głupot. Nie wiem, jak mogłem podejrzewać Ciebie i Ryana o... O to, ze Was coś łączy. To znaczy, wiem, że podobasz się Ryanowi, ale... Przecież Ci ufam. Przepraszam, Amy.
- To boli... Mówiłeś don nas tak, jakbyś przyłapał nas w łóżku. Wiesz jak głupio się poczułam?
- Wiem, nie powinienem tak mówić. Po prostu...
- Nie jestem jak inne dziewczyny- przerwałam mu.- Nie wpieprzam się każdemu do łóżka.
- Zrozum też mnie. Wygadałem się chłopakom, że nie chcesz się ze mną przespać... A potem doszedłem do wniosku, że może... Że skoro ze mną nie, to...
- Super. Świetnie. Wiesz co? Jesteś nienormalny.
- Amy, przepraszam. Błagam Cię, wybacz mi... Ja wiem. Po Ryana zadzwonił Sam... Amy, nigdy nie byłem z dziewczyną, która byłaby mi wierna.
- Aha, czyli ja też nie mogę być, skoro żadna nie była? Jesteś żałosny. Nie chce mi się z Tobą gadać.
- Amy, błagam Cię. Wybacz mi. Kocham Cię. Zrozum, jestem zazdrosny, bo Cię kocham. Jesteś tutaj cały czas z chłopakami. Każdy normalny koleś na moim miejscu już dawno by zwariował. Przepraszam. Obiecuję, że już więcej się to nie powtórzy.
- Nie tylko ja poczułam się beznadziejnie, wiesz? Ryanowi też pewnie było głupio. Po pierwsze, podejrzewasz go o coś, co w ogóle nie miało, nie ma i nie będzie miało miejsca, a po drugie, nie pogadałeś z nim, ani z Chrisem i Chazem, tylko poszedłeś do Justina, z którym wcześniej się pokłóciłeś. Nie uważasz, że to dziwne?
- Wiem, Amy, już go przeprosiłem.
- Na pewno?
- Tak.
- Mam do niego zadzwonić?
- Przecież Cię nie okłamuję.
- No nie wiem. Po wczorajszym „incydencie” mogę spodziewać się chyba wszystkiego.
- Naprawdę jestem taką świnią?- Zapytał, chowając twarz w dłoniach.
- Nie wiem. Kocham Cię, ale nie chcę, byś musiał odwalać takie chore sceny... Bo chyba nie daję Ci powodów do zazdrości, prawda?
- Prawda. Amy, przepraszam.
- Dobra, już nie przepraszaj, tylko nie odwalaj więcej takich przedstawień, ok?
- Ok. Nie bądź na mnie zła. Już więcej nie będę pił, przysięgam. Kocham Cię- wyznał i usiadł obok mnie.
- Ja Ciebie też. Tylko błagam Cię, nie odbieraj mojego szczęścia tego typu zdarzeniami.
- Przepraszam- przytulił mnie.- Jestem skończonym dupkiem, ale obiecuję, ze już nie będziesz musiała przeze mnie płakać...- - Wyszeptał i przytulił mnie jeszcze mocniej, przyciągając mnie do siebie całym ciałem.
- Teraz już jest ok?- Zapytałam szeptem.
- Tak- odparł i pocałował mnie w czubek głowy.- Amy, tak nawiasem pytając, to co z tym sylwestrem?
- A co ma być?
- No bo mieliśmy go robić u mnie, ale nie wiem...
- To trzeba zapytać resztę, co o tym myślą.
- Mhm. Cieszę się, że Cie mam.
- Jeydon, mogę mieć jeszcze jedną prośbę?
- Oczywiście.
- Bo wiesz... Mógłbyś nie mówić chłopakom o... O tym, że... Że nie spaliśmy ze sobą? W sensie, że... No wiesz...
- Tak, przepraszam. Nie wiem, dlaczego im to powiedziałem. Przepraszam- odparł i przytulił mnie mocno.
*Dwa dni później*
Wszyscy zgodzili się przyjść na sylwestra do Jeydona. Wszyscy, to znaczy Cait, Chris, Sam, Leah, Chaz i Ryan. Nie było nas dużo, ale miałam nadzieję, że wszyscy będziemy się świetnie bawić. Wstałam o 9, a teraz wylegiwałam się jeszcze w łóżku. Umówiłam się z Jeydonem o 12. Przyjedzie po mnie z Hailey, bo jego mama pojechała do dziadka, a jego tata jest w pracy. Musimy pojechać po jakieś dekoracje, napoje i jedzenie. Wstałam o 9:30, wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki się ubrać, umyć, uczesać i zrobić lekki makijaż. Kiedy byłam już gotowa, zeszłam na dół. Babcia zrobiła mi śniadanie i zasiadłam w salonie przed telewizorem. Oglądałam jakiś nudny film przyrodniczy o meduzach razem z Samem i Leah, gdy wpadł po mnie Jeydon.
- Hej- przywitał nas z uśmiechem, wchodząc do salonu.
- Cześć- odparli Sam i Leah zgodnym chórem.
- A co oni tacy zgodni?- Zapytał z jeszcze szerszym uśmiechem.
- Nie wiem- odparłam.- Gdzie Hailey?
- Czeka w samochodzie.
- Czemu nie wziąłeś jej ze sobą? Jest słodka- uśmiechnęła się Leah. Sam spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem i przeniósł wzrok z powrotem na ekran TV.
- Ale dzisiaj ma chyba zły dzień, bo nie chciała wyjść- odparł Jeydon.- Gotowa?- Zwrócił się do mnie.
- Mhm- odparłam i wstałam z kanapy.- Muszę się tylko ubrać.
- A nie bierzesz ze sobą żadnych rzeczy?
- Przecież pojedziemy odwieź Hailey.
- A no fakt. To co, zbieramy się?
- Mhm.
- No to pa- Jeydon pożegnał się z Samem i Leah.
- Pa- odparli ponownie chórem.
- Wow- powiedział Jeydon w przedpokoju.- Nie wiedziałem, że można być tak zgodnym.
- Wyspali się- odparłam, śmiejąc się.
- Wyspali się? Nie rozumiem.
- Powiem Ci za chwilę, ok?- Uśmiechnęłam się, ubrałam kurtkę, owinęłam się szalikiem i wyszliśmy przed dom. Auto Jeydona było zaparkowane na podjeździe, a w środku siedziała Hailey.
- No to o co chodzi?- Zapytał Jeydon, obejmując mnie.
- Sam spał z Leah. No, może spał to nieodpowiednie słowo określające to, co działo się w nocy za ściana mojego pokoju- wyszczerzyłam się.
- Aha, wszystko jasne- Jeydon odwzajemnił uśmiech i musnął moje usta.- Ja też już dosyć długo z Tobą nie spałem.
- A zasłużyłeś?
- Nooo... Nie bardzo, ale ja to naprawię.
- No ja myślę- odparłam i pocałowałam go.- Dobra, chodź, bo Hailey się tam zanudzi, a ja zaraz zamarznę- pociągnęłam go za rękę i poszliśmy do samochodu.
- Cześć Hailey- przywitałam małą, zapinając pas.
- Cześć- odparła z uśmiechem.- A wiesz, że dzisiaj nie będę musiała iść wcześnie spać? Bo dzisiaj jest sylwester. Tak powiedziała mama. I jutro przyjedzie do mnie tatuś.
- To super.
- Hailey, zapnij się- poprosił Jeydon.
- Ale ja nie potrafię...
- Ja to zrobię- odparłam, uśmiechnęłam się do Jeydona i pomogłam małej zapiąć pas.- Gotowe. A teraz chce buziaka- wskazałam na swój policzek, a Hailey musnęła mój policzek.- Dziękuję- uśmiechnęłam się i usiadłam na swoim fotelu.
- Już możemy jechać?- Zapytała Hailey.
- Tak, już jedziemy- odparł Jeydon i ruszyliśmy.
- Co tam?- Jeydon zapytał, przyglądając mi się.
- Nic się nie zmieniło przez te dwa dni- odparłam.- No, może to, że się stęskniłam. Ale nie patrz już na mnie,tylko na drogę.
- Ok, ok. Próbuję tylko się napatrzeć- uśmiechnął się.- Ryan odzywał się do Ciebie?
- Nie, po co miałby się odzywać? Przecież to ty go zaprosiłeś na sylwestra, a nie ja.
- Spoko, tylko pytałem.
- Znowu coś ci się wydaje?
- Nie. Tak tylko zapytałem.
- A choćby nawet, to co? Jesteśmy przyjaciółmi.
- Amy, już, wyluzuj. Tylko zapytałem- położył mi rękę na kolanie i spojrzał mi przez chwilę w oczy.- Będę w Kanadzie jeszcze tylko trzy dni.
- Co?
- No będę tutaj jeszcze tylko trzy dni, bo potem muszę lecieć do Atlanty. Wczoraj zadzwonił do mnie Scooter i zaproponował, że to on zajmie się moją karierą. Justin zerwał ze mną kontrakt. Stwierdził, że lepiej będzie, jak sam będę się promował.
- Jednak nie jest taką świnią- odparłam.
- Amy, proszę Cię...
- A no tak, zapomniałam. Z Tobą wystarczy się napić, żebyś o wszystkim zapomniał.
- Skarbie, naprawdę chcesz się teraz pokłócić?
- Nie chcę się z Tobą kłócić, ale denerwuje mnie Twoje zachowanie...
- Dobra, nie gadajmy już o tym... Hailey, czy Ty musisz mi mazać palcami po szybach?
- Nie- odparła mała.- Przepraszam, Jeydon. Nie gniewaj się na mnie- spojrzała na niego i zrobiła słodkie oczka.
- Nie gniewam się, Szkrabie- Jeydon uśmiechnął się do mnie.
- Amy, a kupimy cuksy?
- Hailey, a co o cuksach mówiła mama?- Zapytał Jeydon.
- Ale zawsze kupujemy- oburzyła się mała, a Jeydon się zaśmiał.
- Amy, cuksy to są cukierki. Hailey nie umiała wymawiać r i „ułatwialiśmy” jej wymowę wyrazów z tą literą. Wszystko jest już nazywane po imieniu, ale cuksy zostały.
- Awww, słodko- odparłam.
- To kupimy?
- Jak będziesz grzeczna.
- Ja zawsze jestem grzeczna. Tak mówi tatuś- powiedziała Hailey i znowu zaczęła bawić się końcami swojego szalika.
Dojechaliśmy do jedynego w naszym mieście centrum miasta. Nie było dosyć duże, ale miało chyba wszystkie sklepy, jakie posiadać miało. Najbardziej w całym tym centrum podobało mi się to, że był np. tylko jeden sklep z biżuterią, ale za to można by tam siedzieć cały dzień i wybierać. Żaden sklep, że tak powiem, się nie powtarzał.
Weszliśmy najpierw do sklepu spożywczego, bo stwierdziliśmy z Jeydonem, że Hailey nie wytrzyma bez cukierków. Kupiliśmy napoje, gotowe sałatki, składniki potrzebne do robienia pizzy i nóż do krojenia pizzy (Jeydon stwierdził, że takiego nie ma, ale na pewno mu się przyda) oraz Skittlesy dla Hailey.
Potem poszliśmy do sklepu z wszelkimi różnościami do włosów, bo nie miałam już żadnych gumek do włosów. Przy okazji kupiliśmy Hailey diadem.
Ostatnim sklepem, do którego się udaliśmy, był sklep z dekoracjami wnętrz (lampy, obrazy, balony itp.). Wybraliśmy kolorowe serpentyny i baloniki oraz szklanki w trzech kolorach: różowym, niebieskim i fioletowym. Gdy wychodziliśmy z tego właśnie sklepu, natknęliśmy się na... Selenę Gomez. Przywitała nas szerokim uśmiechem.
- O nie...- Zdążyłam tylko powiedzieć do Jeydona, zanim do nas podeszła.
- Hej Jeydi- cmoknęła Jeydona w policzek.- Ooo, a to Twoja dziewczyna, przyjaciółka BYŁEJ Justina, Caitlin Beadles.- Popatrzała na mnie ze zwycięskim uśmiechem.- No i mała księżniczka- przytuliła Hailey tak, że mała krzyknęła.
- Coś konkretnego, czy możemy już iść?- Zapytałam.
- Raczej wszystko- syknęła.- Jeydi, mam nadzieję, ze spotkamy się w Atlancie- uśmiechnęła się.
- Chyba nie. Nie współpracuję już z Justinem.
- Oj, szkoda. Amy pozdrów ode mnie Cait- zwróciła się do mnie najsłodszym tonem, na jaki mogła się zdobyć.
- Oczywiście- uśmiechnęłam się, chwyciłam Hailey za rękę i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
- Cześć Sel.
- Papatki Jeydi- znowu cmoknęła go w policzek i wyminęła go. Jeydon dobiegł do nas.
- Jeydon błagam Cię, nie dopuszczaj jej więcej do Hailey- poprosiłam, zatrzymując się i patrząc mu w oczy.- Pewnie uznasz mnie za wariatkę, ale muszę Ci to powiedzieć. Ja po prostu czuję że ona jeszcze sporo namiesza w naszym życiu. Proszę Cię, zerwij z nią wszystkie kontakty.
- Dobrze, obiecuję. Hailey, nic Ci nie jest?
- Nie. Jeydon, ja jej nie lubię- odparła mała.
- Wiem, Szkrabie. Ja też za nią nie przepadam- zawiązał jej szalik i wziął ją na ręce.- Już więcej Cię nie dotknie, obiecuję. Już więcej nic nam nie zrobi- uśmiechnął się, chwycił mnie drugą ręką i wyszliśmy z centrum.
- Amy, tak słodko razem z Hailey wyglądacie- zaczęła babcia. Oczywiście musieliśmy zostać na obiad razem z Hailey, bo babcia nie chciała nas wypuścić.
- Babciu, proszę, przestań. Jedzmy, ok?- Odparłam.
- Dobrze dobrze. Jeydon, chcesz dokładkę?- Babcia zwróciła się do Jeydona, który miał już pusty talerz.
- Nie, dziękuję. Było naprawdę pyszne, ale więcej już nie dam rady zjeść.
- A Ty, Amy?
- Babcia, ja już nie mogę. Kiedy Ty wreszcie zrozumiesz, że nie jem tyle ile Sam? Leah nie musi tak dużo jeść.
- Bo Leah wygląda normalnie, powtarzam normalnie. Nie wystają jej żadne kości. Jeydon, powiedz Amy, żeby zaczęła więcej jeść.
- Gdyby mnie słuchała, dawno byłaby grubsza- Jeydon uśmiechnął się.- Hailey, będziesz jeszcze jeść?
- Proszę pani, już nie mogę- Hailey zwróciła się do mojej babci.
- Jaka pani, mów mi babciu- Babcia uśmiechnęła się.
- Wcale się nie dziwię. Tyle mógłby zjeść tylko i wyłącznie Sam. Niemożliwe, że trzyletnia dziewczynka mogłaby zjeść taką porcję- wywróciłam oczami i zaniosłam brudne naczynia do mycia. Ubraliśmy się, a babcia poszła nas pożegnać.
- Amy, zadzwoń, jak będziesz wracać. Taty pewnie już nie będzie.
- Ok.
- I uważajcie na siebie. Te petardy są strasznie niebezpieczne.
- Babciu, proszę Cię...
- Ok, ok, już nie ględzę. Pa Hailey- babcia ucałowała małą.
- Pa pani babciu- odparła Hailey i wyszła.
- Czy ja aby nie mówiłam, że ona jest słodka?
- Tak, babciu, mówiłaś, będziemy jechać ostrożnie, zadzwonię, wszystko wiem. Pa.\- pociągnęłam Jeydona za rękę i wyszliśmy.
- Czasami mam dosyć tego, że babcia traktuje mnie tak, jakbym nadal miała dziesięć lat.
- Przecież Twoja babcia jest fajna- odparł Jeydon i pocałował mnie delikatnie.- nie miej jej tego za złe. Po prostu się martwi.
- Może masz rację.
- Nie może, tylko na pewno. Moja jest taka sama- uśmiechnął się.- Hailey, idziemy!- Krzyknął do małej, która robiła aniołki w śniegu.
- Dobrze.
Jeydon nagle zaśmiał się głośno.
- Jestem brudna?- Zapytałam, gdy spojrzał na mnie.
- Nie.
- No to z czego się tak śmiejesz?
- Hailey, robimy wojnę na śnieżki?
- Mhm- odparła mała.
- No to no Amy- wyszczerzył się i ulepił śnieżkę. To samo zrobiła Hailey.
- Nie, nie zgadzam się- zaprotestowałam z uśmiechem i zaczęłam uciekać.
- Trzy cztery!- Zawołał Jeydon i rzucili we mnie śnieżkami. Rzucali tak przez całą drogę do domu Jeydona, a ja nie potrafiłam powstrzymać śmiechu. Wpadliśmy do domu dosłownie jak trzy bomby.
- Wow, wejście smoka- przywitał nas tata Jeydona.- Cześć Hailey.
- Tata!- Zapiszczała mała i rzuciła się panu Wale na szyję.
- Już jesteś? Miałeś być jutro- Jeydon położył rzeczy Hailey na podłodze w holu.
- No tak, ale jakoś tak wyszło, że mogłem urwać się wcześniej.
- Aha. To my spadamy. Na razie- Jeydon przytulił Hailey i wyszedł.
- Do widzenia- uśmiechnęłam się i wyszłam za Jeydonem.
- Zupełnie nie wiem, co mam jeszcze zrobić z tymi serpentynami. No i zostało jeszcze tyle tych kolorowych balonów- jęknęłam i rzuciłam się na kanapę w salonie Jeydona.
- Kochanie, jest cudownie. Już nic nie trzeba robić. To nawet dobrze, że tyle tego zostało. Prawdopodobnie będziemy robić Hailey przyjęcie z okazji czwartych urodzin w domu, bo ona też chce zaprosić koleżanki- odparł Jeydon, rozkładając napoje na stole.
- Ja mam już pomysł- uśmiechnęłam się.- Zrobimy coś w stylu przyjęcia dla księżniczek.
- A Ty będziesz tam najpiękniejszą księżną- stwierdził Jeydon. Podszedł do mnie i pocałował mnie delikatnie.
- Nie żartuj sobie. Ja mówię serio.
- Pogadaj z moją mamą, ona ma hopla na punkcie przygotowywania przyjęć. Zresztą, to jej praca, nie ma się czemu dziwić- odparł, siadając obok mnie.
- Twoja mama organizuje przyjęcia?
- Mhm. Ale tylko dla kilkuletnich dzieci. Pamiętam, że miałem urodzinowe przyjęcie dla piratów, kierowców formuły jeden i takich tam badziewi- uśmiechnął się.
- Ale fajnie.
- To nie jest śmieszne.
- Przecież się nie śmieję.
- Amy, mogę zadać Ci pytanie?
- No jasne.
- Ale jeśli nie będziesz chciała, to nie odpowiadaj.
- No mów.
- Twoja mama... Dlaczego Twoja mama nie żyje?- Zapytał, a potem spuścił wzrok.
- Jeydon...- Zaczęłam.
- Ok, to było głupie. Nie musisz na nie odpowiadać.
- Moja mama uratowała mnie i Samowi życie. Wracaliśmy z parku, była jesień. Przechodziliśmy z Samem przez pustą ulicę, gdy nagle wyjechał samochód... Mama odepchnęła nas na bok, a sama wpadła pod koła. Nie miała szans na przeżycie.
- Przykro mi- Jeydon przytulił mnie.
- Nie, jest ok. To było dawno, zresztą byłam na tyle mała, że nie bardzo rozumiałam, jak mama zginęła. Po prostu musiałam się przyzwyczaić, że już nigdy jej nie zobaczę. Już się przyzwyczaiłam.
- Przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać. Naprawdę jest ok- uśmiechnęłam się.- Moja mama zawsze chciała, żebyśmy byli szczęśliwi. Na pewno nie byłaby dumna, gdybym cały czas chodziła smutna, bo nie mam mamy.
- Kocham Cię- Jeydon mocno mnie przytulił.
- Jeydon, czy teraz ja mogę o coś zapytać?
- Oczywiście.
- Nie musisz odpowiadać. Po prostu jestem ciekawa. Dlaczego Twoi rodzice, mimo tego, że się rozwiedli, gdy byłeś mały, są znowu razem i mają córkę?
- Mój tata zostawił nas, gdy byłem mały dla kariery. Z dnia na dzień przysłał pozew rozwodowy, tłumacząc się tym, że nie chce nas unieszczęśliwiać. I tak cały czas nie było go w domu, a małżeństwo moich rodziców istniało tylko na papierku. Mama nie była jakoś szczególnie załamana. Sama chciała coś w życiu osiągnąć, rozwinąć się, a przy tacie cały czas musiała siedzieć ze mną w domu. Rozwiedli się, mama założyła własną firmę... Nie przeszkadzałem jej, tak jak tacie, w spinaniu się po szczeblach kariery. Wręcz przeciwnie, pomagałem jej, bo mogła zrozumieć, jakie pragnienia mają kilkuletnie dzieci. Z tatą widywałem się kilka razy w roku. Potem coś mu nie poszło i sprowadził się z powrotem do miasta. Zacząłem się z nim coraz częściej widywać, wpadał do nas... Aż w końcu znowu pomiędzy nimi zaiskrzyło. Tata zamieszkał z nami, urodziła się Hailey, ale ślubu nie wzięli. Może to i lepiej. Może dzięki temu nie rozstaną się znowu.
- Wow, jak w historii romantycznej. Twój tata nie chciał unieszczęśliwiać Twojej mamy i wybrał tą gorszą drogę, ale nadal ją kochał...
- No, a ja miałem do niego żal, że jest takim dupkiem i nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoją rodzinę, dlatego spieprzył... Ale mama jest przy nim dużo szczęśliwsza.
- To dobrze- uśmiechnęłam się.
- Mhm. Dobra, zbieraj dupsko, bo sam wszystkiego nie zrobię. Trzeba zrobić coś do jedzenia, bo zanim zrobimy z nimi tą pizzę to Sam i Ryan umrą z głodu.
- No tak. Jeydon, cieszę się, że już jest dobrze.
- Ja też, Skarbie- odparł, pomógł mi wstać i pocałował mnie.
Zrobiliśmy z Jeydonem mnóstwo przekąsek, dokończyliśmy wszystko rozkładać, układać itd., przebraliśmy się, poprzestawialiśmy meble tak, by można było tańczyć na środku i czekaliśmy na gości. Gdy w końcu się zjawili, Jeydon puścił muzykę i wszyscy znaleźli sobie jakieś zajęcie. Ja, Leah, Cait i Robyn gadałyśmy na różne tematy, Sam Ryan rozmawiali o nowych deskach, jakie muszą mieć na wiosnę, a Jeydon i Chaz próbowali poskładać kolorowe dekoracji na słomki do napojów. Co trzecią udawało im się złożyć, a reszta (popsuta) lądowała na podłodze.
- No, Jeydon, muszę ci powiedzieć, że fajne masz te swoje cztery ściany- zaczął Sam.- Tylko takie mało męskie.
- Nie Tobie ma się podobać, tylko Amy- odgryzł się Jeydon i spojrzał na mnie z uśmiechem,
- Sam, mógłbyś skończyć się czepiać gustów i pomógł mi to przynieść?- zapytała Leah, stając z półmiskiem pełnym owoców.
- Oczywiście- odparł Sam, wstał z kanapy, wziął od Leah półmisek, musnął jej usta i postawił go na stole.
- Patrzcie, taki wygadany, a jednak pantoflarz- wyszczerzył się Ryan.
- Ty też byś sobie znalazł jakąś pannę, a nie cały czas komentował- Chris wstał i objął Robyn.
- A wyście się wszyscy zgadali, czy jak? Amy i Jeydon, Sam i Leah, Ty i Robyn... Tylko Chaz gdzieś zgubił swoją luby.
- Dobra, dobra, samotny jeźdźcu. Witaj w klubie- Chaz przybił piątkę Ryanowi.
- No. Tylko za naszą Cait musi się wziąć jakiś porządny kolo. Chaz, a może założymy razem biuro? No wiesz, takie które znajduje dziewczynom facetów- Ryan uśmiechnął się i zaczął podjadać chipsy.
- Jak otworzycie takie biuro, to będziecie chyba jedynym\i facetami, którzy będą gotowi na Wasze eksperymenty- zaśmiała się Cait.
- Widzisz, Chaz, już na starcie podcinają nam skrzydła- Ryan udał obrażonego.
- W końcu od czego ma się przyjaciół- dodał Chaz i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- To co? Komu soczku?- Zapytał Jeydon.
- Soku? Pff, sam sobie pij sok. My mamy coś lepszego- Ryan wyciągnął z torby czerwone wino.
- Nie, to nie.
- Jeydon, a tak a propos, to kto nas odwiezie do domu?- Zapytał Chris.
- Tutaj będziemy spać- odparł Jeydon, zupełnie poważnie.
- Na tej jednej kanapie?- Zdziwił się Sam.
- No jeszcze jest sypialnia...
- Ja, Ryan i Amy śpimy w sypialni, a Wy gnieciecie się na kanapie, nie?- Wyszczerzył się Chaz.- A no i Chris śpi w wannie- dodał i znowu wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Dalibyście już spokój. Chociaż... Z Robyn mógłbym spać- uśmiechnął się Chris.
- Tak, a ja będę spał obok Sama, Leah i Cait? Na pewno- Jeydon objął mnie ramieniem.
- No dobra, Ty i Amy w sypialni, Chris i Robyn w wannie, Ja i Chaz na kanapie... No, Cait może spać z nami. A gołąbki na podłodze- odparł Ryan.
- W sumie to ja mogę spać z Leah na materacu- całkowicie poważnie powiedział Sam.
- No i sprawa załatwiona- Ryan odkorkował wino i rozlał je do kieliszków.- Za nowy rok- podniósł kieliszek do góry i napił się. Wszyscy zrobiliśmy to samo.
- Ale i tak z Wami nie śpię- Cait wskazała kieliszkiem na Ryana i Chaza.
- Jak Ty mało jeszcze wiesz- Ryan rzucił się na kanapę obok Chaza i po raz kolejny zaczęliśmy się śmiać
*********************************************************************************
Taki mały apel dla niektórych... Chciałabym, żebyście nie oskarżały mnie na gg o to, że wciskam tutaj kit. Ten blog jest fikcyjny, tak, jak niektórzy bohaterowie. Fikcyjne jest to, że Jeydon ma siostrę Hailey i to, że kumpluje się z Justinem i jego świtą... Strasznie dużo wydarzeń jest fikcyjnych, więc sory bardzo...
Przepaszam, że tak długo mnie tutaj nie było. Wgl nie miałam pomysłów na nn... Ten rozdział był zmieniany pięć razy. Amy i Jeydon mieli się wgl nie pogodzić... Dobra, koniec
Wracam do formy!
Przypominam, że jeśli ktoś chce być informowany o nn, niech po prostu zostawi swój numer gg pod najnowszym rozdziałem.
Dziękuję za wsparcie : *
Swag ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nareszcie jest nowy rozdział! Od zmysłów odchodziłam. :P strasznie się ciesze ze go wreszcie dodalaś, normalnie aż zaczęłam piszczeć jak jakaś wariatka (która zapewne jestem, no bo która normalna dziewczyna traktuje tego bloga niczym rzecz uzależniającą bardziej od heroiny?). ;) no, a więc jest bosko. Znowu mi zaparło około stu razy oddech i musiałam sobie przypominać jak wypuścić powietrze z płuc, które było zatrzymane praktycznie od momentu, gdy zaczęłam czytać, co nastąpiło zaraz po standardowym "omdleniu" na widok nowej notki. Okej, konczę, bo chyba się ośmieszam. xd kocham tego bloga i oczywiście- WALEINS FOREVER.
OdpowiedzUsuńNieee, bardzo się cieszę, że się rozpisujesz :) Kocham czytać wasze komentarze : * Są strasznie motywujące :) Ale nie miałam zupełnie pomysłu na ten rozdział : /
UsuńAle i tak wyszedł Ci świetnie, jak zawsze. :) ja za każdym razem się tak rozpisuję, jakoś. ;) to dobrze, ze Cię motywują, mam nadzieję, że zawsze będą, bo bez motywacji byś nie pisała pewnie, prawda? No, więc ja Ci od razu mówię, że póki ten blog będzie istniał, i będziesz pisać, to ja będę go zawsze czytać :D to tak na zaś. ^^
UsuńGdybym wiedziała, że nikt tego nie czyta, to pewnie już bym nie pisała. Ale gdyby było tutaj ogromnie dużo anty a tylko jedna osoba nadal by to czytała, będę pisać ciągle i bez oporu. Nauczyłam się nie przejmować opinią "Amatorów" :)
UsuńNo ale w sumie sama jestem amatorką :D
Czyli masz załatwione. ;) Amatorką? Dziewczyno, chyba nie zdajesz sobie sprawy ze swojego nieziemskiego talentu. :D idę o zakład, ze kiedyś książkę wydasz normalnie. Kupię kilkaset egzemplarzy. ^^
UsuńTrzymam za słowo : )
UsuńNo i co ja piszę, rany. Narobiłam błędów od tej ekscytacji, ale trudno. Miało być- WALIENS* FOREVER. <3 ;]
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. ;P I bardzo dobrze że się pogodzili! ;D
OdpowiedzUsuńFantastyczny blog ciekawe co dalej czekam na nn
OdpowiedzUsuńświetny rozdział !!!:D
OdpowiedzUsuń