-Tak?- Spytał Jeydon, odbierając telefon.- Nie, teraz nie mogę... Nie... Naprawdę, może innym razem... Ok... Pa, Sel...
Spiorunowałam Jeydona wzrokiem. Nie odzywał się do mnie, dlatego, że panikowałam w samolocie, a z nią rozmawiał tak zupełnie na luzie. Rozsiadł się na fotelu, a ja poszłam do łazienki. Trzasnęłam za sobą drzwiami. Usiadłam na brzegu wanny i przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze. Po chwili usłyszałam kroki zbliżające się w stronę drzwi.
-Możesz mi powiedzieć, o co Ci chodzi?!- Krzyknął wściekły.
-Przecież to Ty się do mnie nie odzywasz! Lepiej Ty powiedz, o co Tobie chodzi!
-Jezu, o nic! Siedzisz nabzdyczona, zabijasz mnie wzrokiem... Co ja Ci zrobiłem?!
-Bałam się! Po prostu się bałam, że za chwilę się rozbijemy, spadniemy... Nie wiem, że stanie się coś złego! A Ty jesteś o to zły!- Jeydon nacisnął na klamkę, jednak ja wcześniej zamknęłam drzwi na klucz.
-Otwórz te cholerne drzwi!
-Niby po co?!
-Otwórz albo je wyważę!
Przez chwilę milczałam.
-Liczę do trzech! Jeden! Dwa!
-Dobra- odparłam i otworzyłam drzwi. Jeydon był wściekły. Odwróciłam się do niego plecami.
-Nie odwracaj się ode mnie!- Krzyknął.- Co ja ci zrobiłem?! Nie jestem na Ciebie zły!
-To dlaczego się do mnie nie odzywałeś?- Odwróciłam si do niego.- Z nią rozmawiałeś normalnie.
-Ok, byłem trochę wkurzony, że tak panikowałaś. I nie bądź zazdrosna o Sel! Kocham Cię!- Ujął moją twarz w dłoniach.- Nie przyjechałem tutaj, żeby się z Tobą kłócić. Proszę bardzo! Nie istnieję dla nikogo!- Wyjął z kieszeni telefon i rzucił nim o ścianę.- Zadowolona?!
-Nie! Nie musisz od razu wszystkim rzucać! I nie krzycz na mnie!- Z moich oczu popłynęły łzy. Odwróciłam się i próbowałam je pohamować. Jeydon przez chwilę gapił się na szczątki swojego telefonu.
-Dobra, już, cicho- Jeydon objął mnie od tyłu.- Skarbie, nie płacz. Nie przeze mnie. Przepraszam. Strasznie mnie poniosło- odwrócił mnie do siebie i otarł łzy z moich policzków.- Amy, proszę... Ja nie wytrzymam. Nie mogę patrzeć jak płaczesz. Przestań- przytulił mnie mocno do siebie i zaczął czule gładzić po plecach.- Już?
-Mhm...
-Nie chcę się z tobą kłócić. Przepraszam. Bardzo przepraszam...
-Zniszczyłeś swój telefon- zmieniłam temat.
-Trudno. Jakoś bez niego przeżyję. Przynajmniej nikt nie będzie nam przeszkadzał. Rozejm?- Spytał, patrząc mi w oczy.
-Tak- odparłam i wpiłam się w jego usta.
-Bardzo Cię kocham i chcę, żebyś o tym pamiętała... Nawet z tymi zapuchniętymi oczami wyglądasz pięknie- uśmiechnął się i wyniósł mnie na rekach z łazienki.
-Też Cię kocham- musnęłam jego usta. Jeydon usiadł na kanapie i posadził mnie na swoich kolanach.
-Co będziemy robić?
-Nie wiem... Nie chce mi się nigdzie iść. Jestem zmęczona...
-To może wspólna kąpiel?- uśmiechnął się łobuzersko.
-No nie wiem...- Odparłam.
-Jeeej, Amy, tyle czasu jesteśmy razem, a Ty nie chcesz się ze mną nawet pieścić...- Powiedział trochę z wyrzutem i założył mi kosmyk włosów za ucho.- Naprawdę jestem taki kiepski w te klocki?
-Po prostu... Nie chcę się z niczym spieszyć. Chcę, żeby wszystko było przyjemne dla nas obojga... A ja chyba nie jestem gotowa na niektóre śmiałe posunięcia...- Powiedziałam zmieszana.
-Rozumiem- musnął moje usta.- Ale na pewno mnie kochasz?- Uśmiechnął się.
-Oczywiście- odwzajemniłam uśmiech.
-To dobrze.
-Ta kąpiel to dobry pomysł... Mogę iść pierwsza?
-Jasne...- Odparł lekko zawiedziony. Poszłam do łazienki. Nalałam gorącej wody po brzegi wanny i weszłam do niej. Początkowo woda bardzo mnie parzyła, ale po chwili przyzwyczaiłam się do jej ciepła. Położyłam się i przez chwilę wsłuchałam się w dźwięki dochodzące z dużego pokoju naszego apartamentu. Jeydon oglądał mecz koszykówki. Umyłam się i wyszłam z wanny. Sięgnęłam ręką po ręcznik... którego nie wzięłam.
-Jeydon!- Zawołałam.
-No?
-Mógłbyś mi przynieść ręcznik?
Jeydon przez chwilę się zastanawiał.
-Poszłaś się kąpać bez ręcznika?
-No... Tak jakoś wyszło.
-Ok, powiedz mi tylko, gdzie go zostawiłaś.
-Bo ja wiem... Gdzieś po drodze z pokoju do łazienki.
-Spoko- odparł, a po chwili nacisnął na klamkę. Drzwi były zamknięte.
-Aż tak mi nie ufasz?- Zaśmiał się Jeydon.
-Och- westchnęłam- przestań. Otworzę drzwi a Ty grzecznie wystawisz łapkę z ręcznikiem, tak?
-Nie.
-Słucham?!
-No tak. Otwórz już te drzwi.
Schowałam się za drzwiami i lekko je uchyliłam.
-No dalej.
-Tyle wystarczy. Ręcznik.
Jeydon próbował otworzyć szerzej drzwi.
-Jeydon... Ręcznik!- Warknęłam i Jeydon podał mi ręcznik.
-A wiesz, ze widzę Cię w lustrze?
-Co?!
-Dobra, żartowałem.
-Zachowujesz się jak napalony dzieciak.
-Nie moja wina, że tak na mnie działasz. Owinęłaś się już tym ręcznikiem?
-Tak.
-Czyli mogę wejść- Jeydon otworzył drzwi.- Wow...- Spojrzał na mnie.
-Co?
-Nic. Zrobiłaś to specjalnie.
-Albo powiesz o co Ci chodzi, albo wyjazd z tej łazienki... Wepchnąłeś się.
-Wcale nie...
-Wcale tak.
-Już, wyluzuj- złapał mnie w pasie i przyciągnął mnie do siebie.- W mojej wyobraźni już jesteś naga...
-Chciałbyś...
-Oczywiście, że bym chciał. A wiesz, że mogę to zrobić- mruknął i lekko pociągnął za ręcznik, ale trzymałam go tak, że odsłonił tylko plecy i pośladki. Zresztą, stałam tak blisko Jeydona, że nie mógłby spaść. Owinęłam się z powrotem.
-No, to teraz możesz już wyjść...- Lekko napierałam na niego w stronę wyjścia.
-Jak ja Cię nie lubię- jęknął i podniósł mnie.
-Jeydon zwariowałeś? Puść mnie.
-Czy Ty zawsze musisz być taka rozsądna, niedostępna?- zatrzymał się.
-Puść.
-Nie.
-Jeydon no... Naprawdę nie mam ochoty. Jestem zmęczona. Wolałabym teraz grzecznie się przebrać i wtulić się w mojego faceta. Tak ciężko to zrozumieć? Mówiłeś, że rozumiesz...
-Dobrze, przepraszam. Po prostu nie tak sobie to wyobrażałem- postawił mnie na ziemi.- Przepraszam. Pójdę do salonu- oznajmił. Zamknęłam za nim drzwi. Super. Niech się jeszcze teraz obrazi... Założyłam swoją „piżamę” (w rzeczywistości były to majtki bokserki koloru brązowego w różowe serduszka i różowa koszulka za duża o co najmniej jeden rozmiar, z wizerunkiem ciasteczkowego potwora) i wyszłam z łazienki. Jeydon leżał na sofie.
-Skarbie, gniewasz się na mnie?- Zapytałam, kładąc się obok niego.
-Nie...- Odparł trochę mało przekonująco.
-Nie bądź na mnie zły... Miałam chyba bardzo dużo wrażeń jak na dzisiejszy dzień. Nie chce, żeby to tak wyglądało.
-Ja też nie... Kurcze, zrozum, że z punktu widzenia faceta to wygląda tak, jakbyś nie chciała, żebym się do Ciebie zbliżał. To jest dołujące. Bardzo mi się podobasz i mam na Ciebie ochotę. Nie mam zamiaru tego ukrywać. Też chcę, żeby było fantastycznie, cudownie, nawet romantycznie. I chciałbym to zrobić, bo Cię kocham, a nie po to, by Cię zaliczyć. Pierwszy raz zawsze jest ważny. Tylko nie rozumiem, czego się obawiasz. Nie chce Cię skrzywdzić, bo mi na Tobie zależy. Nie będzie tak, że Cię przelecę a potem zostawię, aż taką świnią nie jestem.
Rozumiem, aczkolwiek nie chcę, byś czuł się... Niespełniony? Nie wiem, czy tak to można ująć...
Bardzo Cię kocham- Jeydon musnął moje usta.- Pójdę się umyć, ok? Szczerze mówiąc, to też jestem padnięty. Jak tak panikowałaś w tym samolocie, to chyba bałem się jeszcze bardziej od Ciebie.
-Z powrotem wracamy czymś innym, nie samolotem.
-Chyba zwariowałaś. Z powrotem dam Ci jakieś środki nasenne, tak żebyś przespała moment, w którym wnoszę Cię do samolotu.
-Idź już się myć, Wale, bo zaczynasz mnie wkurzać- uśmiechnęłam się i musnęłam jego policzek.
Jeydon siedział w łazience około 20 minut. W tym czasie zjadłam ostatnią kanapkę, której nie pochłonął Jeydon i poszłam do sypialni. Usiadłam po turecku na łóżku i zadzwoniłam do taty.
-Cześć, tatku.
-No hej skarbie. Nareszcie. Już zaczynałem się martwić.
-Zupełnie niepotrzebnie. Jeszcze żyję- zaśmiałam się. Na pewno nie wspomnę tacie o locie samolotem.
-No i jak Ci się tam podoba?
-Jest super. Mamy duży apartament, widzieliśmy się z Justinem i jego mamą. Teraz szykujemy się powoli do spania.
-My też. To znaczy Leah, ja i Sam na razie oglądamy jakiś horror...
-Oglądasz horrory?- Przerwałam mu.
-No... Sam i Leah mnie zawołali, bo siedziałem przy projekcie. Zrobiłem sobie małą przerwę.
-Aha. To świetnie.
-Ok, nie przeszkadzam Wam. Leah mi tu pokazuje, że posyła całusy.
-Ok, powiedz Samowi, żeby ją porządnie wyściskał. I Sama też oczywiście. Kocham Was.
-My Ciebie też. Dobranoc.
-Pa- rozłączyłam się. Jeydon suszył włosy ręcznikiem.
-Dzwoniłaś do taty?
-Mhm.
-Kurde, ja też będę musiał- rzucił ręcznikiem na fotel przy biurku i usiadł na brzegu łóżka.- albo nie, wyślę sms'a- sięgnął po telefon. Napisał sms'a i odłożył go na stolik nocny.- Nie kładziesz się?
-No już, już- wsunęłam się pod kołdrę. Jeydon zrobił to samo.- Mogę się do Ciebie przytulić?
-To pytanie nie było na miejscu. Oczywiście, że możesz. Zgasić światło?
-Jeśli możesz- odparłam, a Jeydon wyłączył lampki nocne. Wtuliłam się w Jeydona.
-Mogę teraz powiedzieć, że trzymam swój cały świat w ramionach- stwierdził Jeydon, przyciągając mnie jeszcze bardziej do siebie. Czule gładził mnie po plecach.
-A ja mogę powiedzieć, że czuję się tak bezpiecznie, jak jeszcze nigdy. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też- musnął moje usta.
-Dobranoc.
-Dobranoc- odparł i pocałował mnie jeszcze w czoło. Bawił się kosmykami moich włosów tak długo, dopóki nie zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz