-Amy Wyse, czy mogłabyś się skupić na lekcji?- zapytał Spring basem. Gdyby Cait nie kopnęła mnie pod stołem, pewnie w ogóle nie wiedziałabym, że do mnie mówi. Oderwałam wzrok od okna i spojrzałam na niego.
-Proszę?
-Chciałbym, byś wreszcie zaczęła uważać, bo jak na razie, to cały czas patrzysz w te okno jak zaczarowana.
-Przepraszam, profesorze Spring. Zamyśliłam się.
-Mam nadzieję, że takie zamyślenia nie będą już miały więcej miejsca na mojej lekcji- zmierzył mnie wzrokiem.- A wracając do tematu lekcji...
I na tym zakończyło się słuchanie profesora Spring'a. Historia była moją ostatnią lekcją. Wpatrywałam się za okno, czekając na samochód Jeydona. Wreszcie podjechał.
-Jest!- Zawołałam szeptem do Cait. Wyjrzała za okno i uśmiechnęła się. Spring był odwrócony do tablicy.
-Jak się odwróci, to udawaj, że Ci słabo.
-Ale po co?
-Ratuję Ci tyłek, więc bądź tak łaskawa i się nie odzywaj.
Gdy Spring się odwrócił, ręka Cait natychmiast wystrzeliła prosto w górę.
-Czyżbyś miała do powiedzenia coś na temat, Beadles?
-Eeee... Profesorze, Amy źle się czuje.
-Wyse, co Ci jest?
-Jest mi słabo...
-Ryan, zaprowadź ją do pielęgniarki. Masz tutaj być za pięć minut, zrozumiałeś?- Zwrócił się do --Ryana. Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego nauczyciele mówią do Ryana po imieniu, nie po nazwisku.
-Oczywiście, panie profesorze- odparł Ryan. Szepnęłam do Cait: „Dzięki” i opuściliśmy klasę.
-Przysięgnij, że wyściskasz Cait.
-To nie jest Ci słabo?- Zapytał zdziwiony Ryan.
-Niee- odparłam z uśmiechem.- Pod szkołą stoi Jeydon- uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
-Jeydon przyjechał?
-Tak. To uciskasz ją?
-Jasne. Powinnaś nosić na rękach taką przyjaciółkę.
-Wiem- wyszczerzyłam się.- Ale to potem. Jak dorobię się porządnych bicepsów- oznajmiłam i wyszłam ze szkoły.
Jeydon stał oparty o samochód, wystawiając twarz do słońca. Zobaczył mnie, gdy minęłam stojak na rowery.
-Amy!- Krzyknął i zaczął biec w moją stronę. Zrobiłam to samo. Gdy już do mnie dobiegł chwycił mnie w ramiona i zaczął nas okręcać wokół własnej osi.
-Nawet nie wiesz, jak za Tobą tęskniłam- wyznałam i bardzo mocno się do niego przytuliłam.
-Ja za Tobą też- odparł i pocałował mnie.- Tak bardzo mi tego brakowało- przytulił swoją twarz do mojej.- Bardzo Cię kocham.
-Ja Ciebie też- musnęłam jego wargi.
-Jedziemy do domu. Jest strasznie zimno- oznajmił, widząc, że mam gęsią skórkę. Wyszłam z klasy w zwykłym T-shircie, biorąc kurtkę do ręki.
-Ok- uśmiechnęłam się.
-Nie rozumiem jak możesz być o mnie zazdrosna. Chyba nie daję Ci do tego powodów, prawda?- -Zapytał, gdy ruszyliśmy.- W dodatku zazdrosna o Selenę. Wczoraj pokłóciłem się o nią z Justinem. Uważa, że robi nam świetną reklamę... Dobra, nie ważne. Amy, kocham Cię i nie chcę, byś była zazdrosna o jakąkolwiek dziewczynę, rozumiesz? Bo nie ma o co.
-Dobrze, ale spróbuj postawić się w mojej sytuacji. Ona odebrała TWÓJ telefon i była w TWOIM pokoju.
-Kotku, gdybyś zauważyła, przez mój pokój non stop ktoś przechodzi- położył mi rękę na kolanie.- Nie rozumiem. Naprawdę chcesz się kłócić? Dopiero przyjechałem. Chciałbym się Tobą nacieszyć, a zamiast tego rozmawiamy na jakiś zupełnie chory temat...- Zapadła głucha cisza. Zrobiło się niezręcznie. Jeydon był skupiony na jeździe, a ja bawiłam się swoimi włosami. Gdy zaparkował samochód przed moim domem, poczułam się... Dziwnie. Po raz pierwszy kompletnie nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć, jak przerwać tę ciszę. Na szczęście Jeydon odezwał się pierwszy.
-Amy, jesteś na mnie zła?- Zapytał, łapiąc moją rękę i patrząc mi w oczy.
-Nie.Nie wiem dlaczego, ale się boję.
-Boisz się? Czego?
-Sama nie wiem. Mam takie przeczucie, że to, co jest między nami, powoli zaczyna się rozsypywać- odparłam prawie szeptem. Jeydon spuścił wzrok, a potem mocno mnie przytulił.
-Nie chciałem, żeby tak wyszło...- Oparł swoje czoło o moje.- Jesteś dla mnie cholernie ważna i chcę z Tobą być bez względu na to, jak daleko od siebie jesteśmy, jak często się kłócimy czy jak rzadko się widzimy. A jeśli ci to nie odpowiada, jestem gotowy zrezygnować ze wszystkiego, byle byś była szczęśliwa. Kocham Cię tak mocno, jak nikogo innego na świecie. Nie chcę, byś była zazdrosna. I nie mówię tego od tak sobie, tylko po to, byś wiedziała, co do Ciebie czuję. Może to głupie, ale czasami zastanawiam się, jak mogłaby wyglądać nasza córeczka... Nie, to było bez sensu. Ale chciałbym być z Tobą tak długo, na ile to możliwe. Bo bardzo cię kocham...
Nie wiem dlaczego, ale po prostu się rozpłakałam. Jeszcze w życiu nie usłyszałam takiego wyznania. Nigdy nie pomyślałabym, że Jeydon bierze nawet pod uwagę to, że moglibyśmy mieć razem dzieci. Chciałam w tej chwili zamknąć oczy i nigdy nie opuszczać Jeydona. Mogłabym zatrzymać czas, albo czas mógłby dla nas nie istnieć.
Jeydon chyba uznał to za zły znak, bo minimalnie się odsunął. Głęboko odetchnął.
-Amy, jeśli Cię w jakikolwiek sposób unieszczęśliwiam, to powiedz to teraz, zanim... Powiedz mi teraz, to mniej zaboli...- Spuścił wzrok, oddalając się ode mnie.
-Jeydon...- Złapałam go za rękę.- Jestem bardzo szczęśliwa... Kocham Cię- musnęłam jego usta. Miałam mokre policzki od \łez. Zapewne byłam w tym momencie cała rozmazana, ale to w tym momencie było najmniej ważne.
-To chyba dobrze- odparł ze szczerym uśmiechem na ustach i wpił się w moje usta.- Amy, wiesz, nie chciałbym tego przerywać, ale zaplanowałem popołudnie z Ryanem, Chazem i Chrisem, żeby wreszcie umeblować to mieszkanie. Wieczór chciałem spędzić z Tobą, ale Twój tata jest w domu... W sumie mogę to jeszcze odwołać...
-Nie- przerwałam mu.- Oni też się za Tobą stęsknili. Może Cait znowu mnie poratuje?
-Aha- Jeydon zaśmiał się.- więc tak to sobie zaplanowałaś. Niegrzecznie- delikatnie pocałował mnie w policzek.- Zadzwoń, czy się udało i o której mogę Cie porwać.
-Ok. Już za Tobą tęsknię.
-Nigdzie Ci nie uciekam. Jestem tu...- dotknął mnie trochę powyżej piersi- w Twoim sercu- mruknął i pocałował mnie.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też- odparł, a ja wysiadłam z samochodu.
Weszłam do domu. Usiadłam przy wyspie w kuchni i wpatrzyłam się w drzwiczki piekarnika. Po chwili przestraszyłam się małej biedronki, która niewinnie chodziła po mojej dłoni.
-Ej, mała, co tu jeszcze robisz? Zima zbliża się wielkimi krokami- powiedziałam do niej z uśmiechem. Przeniosłam ją ostrożnie do wazonu z kwiatami na przeciwnym blacie.
-Jeydon, moja siostra gada przez Ciebie do biedronki- Sam wszedł do kuchni.
-Co...? A to Ty.
-Bardzo miłe powitanie. Jak było w szkole?
-Nie mogłam doczekać się końca lekcji.
-A, no to tak, jak ja. Myślałem, że będziesz z Jeydonem.
-Tata jest w domu?
-Nie. Pojechał do miasta po jakieś papiery. Zapomniał zabrać ich z bióra.
-Sam... Mam do Ciebie sprawę...
-Już nawet wiem jaką- odparł z perfidnym us\śmieszkiem.- Bo niby dlaczego pytałabyś o tatę.
-Sam, to nie jest śmieszne. Muszę tylko jeszcze pogadać z Cait.
-No dobra o co chodzi?
-Chcę jechać na noc do Jeydona.
-Aaaa, a ja mam potem zostać wujkiem? Co to, to nie- wybuchnął śmiechem.
-A Ty tylko o jednym. Chcę z nim spędzić trochę czasu...
-Jasne- Sam wszedł mi w słowo.- Dobra, powiedz co planujesz, a ja Cię wytłumaczę.
-Po prostu powiesz tacie, że pomagam napisać Cait referat z historii. Tata wie, że Cait jest słaba z historii.
-Aaaaa... Ok. W sumie niezłe.
-Dzięki- wyszczerzyłam się.- Co na obiad?
-Makaron ze szpinakiem? Tylko to jest- odparł niezadowolony Sam, stając przed lodówką.
-Dobra, przeżyję. Zadzwonię do Cait, ok?
-Jasne.
Rzuciłam się na kanapę w salonie i wybrałam numer Cait.
-Halo?
-Cait, jesteś wspaniała. Dziękuję.
-Ależ wiem, jestem wspaniałomyślna, genialna...- Roześmiała się.- Żartuję. Nie ma sprawy.
-Tylko wiesz... Mam jeszcze jedna sprawę...
-Wal.
-Zapewnisz mi alibi?- Zapytałam prosto z mostu.
-Yyyy... No nie wiem, czy to się uda.
-Cait błagam...
-No dobra, ale jakie- zlitowała się.
-Będziemy grzecznie pisać referat z historii do co najmniej 3 nad ranem?
-Oczywiście, rozumiem- Cait roześmiała się.- Tylko nie spraw, bym została ciocią.
-Ha ha ha. Ja chce tylko z nim trochę pobyć.
-Ok, ok. To do zobaczenia wieczorem, tak?
-Jasne. Kocham Cię. Pa.
-Pa.
Weszłam z powrotem do kuchni.
-I co?- spytał Sam.
-Załatwione- wyszczerzyłam się.
-Leah przylatuje na weekend.
-Tak? Jeeej, super- ucieszyłam się.
-No- uśmiechnął się.- Dobra, to już jest gotowe. To znaczy, myślę, że wystarczająco to podgrzałem. Sprawdź- podsunął mi widelec z makaronem.
-Może być- stwierdziłam.
Leżałam na łóżku, gdy zadzwonił telefon. Jeydon- stwierdziłam z usmiechem.
-Co tam?- Zapytał, gdy odebrałam.
-W sumie nic.
-Skończyliśmy dużo szybciej, niż myślałem. Kochanie, ale mam teraz mięśnie- stwierdził Jeydon, a w tle usłyszałam śmiech chłopaków.
-To o której po mnie będziesz?
-Za godzinę?\ Odwiozę chłopaków, wpadnę na chwilę do rodziców przywitać się i jestem po Ciebie.
-Super.
-A załatwiłaś...?
-Mhm.
-To świetnie. Kocham Cię maluszku.
-Maluszku?
-No.
-Dobra, nie wnikam. Ja Ciebie też, koksie.
-Koksie?
-No.
-Dobra, nie wnikam. Pa- rozłączył się.
A więc masz godzinę, Amy- powiedziałam do siebie w myślach. Weszłam do garderoby. Wyjęłam czarne spodnie rurki, niebieska bokserkę i czarny kardigan i poszłam się przebrać do łazienki. Zrobiłam lekki makijaż a włosy spięłam w wysoki, niedbały koczek. Stwierdziłam, że wyglądam dosyć znośnie. Nigdy nie byłam jakoś szczególnie zadowolona ze swojego wyglądu. Zawsze przeszkadzała mi wydatna pupa, małe usta i kłopoty z cerą. I to, że jestem niska... Trudno, taka już jesteś Amy- powtórzyłam sobie w myślach.
Zeszłam na dół. Sam grał w kosza na konsoli.
-Mogę z Tobą?- Zapytałam.
-Jasne- odparł.- I tak Cię ogram.
-Taaa, jasne.
-O ile zakład?
-10 $. Więcej nie dam.
-Bo się boisz, że przegrasz.
-Wcale nie.
-To dlaczego nie chcesz dać więcej?
-Dobra. 50 $ i ani centa więcej.
-Stoi- podał mi rękę.- Przetnij.
I zaczęła się walka. \Graliśmy cały czas, dopóki ktoś nie zadzwonił do drzwi.
-Otwarte!- Krzyknął Sam.- Nie dam Ci wygrać- zwrócił się do mnie.
-Ooo, gracie- Jeydon objął mnie od tyłu.
-Co?! Czas?!- Krzyknął Sam.- Niemożliwe! Remis!
-Wisisz mi 50 $- stwierdziłam ze zwycięskim uśmiechem.
-Co?! Jest remis!
-Prowadziłam trzema punktami!
-Ale się odkułem. Gdyby nie czas, to byś przegrała- wystawił język.
-Jasne. To na razie- wstałam i pociągnęłam Jeydona za rękę.
-Pa. Tylko uważajcie. Nie chcę zostać jeszcze wujkiem!- Krzyknął, a ja mocno trzasnęłam drzwiami wyjściowymi.
-Sam ma dzisiaj to swoje świetne poczucie humoru?
-Mhm. Nie mówmy o nim. Gdzie jedziemy?
-Yyyy do mnie?
-Nie ma Twoich rodziców?
-Skarbie, do mojego mieszkania.
-A tak, zapomniałam. Co będziemy robić?
-Nie wiem. To na co masz ochotę.
-Może po prostu będziemy się sobą cieszyć?
-Co tylko zechcesz.
Posłałam mu uśmiech. Jeydon włączył radio. Leciało „Heart Vacancy” The Wanted. Zaczęłam nucić sobie w głowie. Ku mojemu zdziwieniu Jeydon zaczął śpiewać na głos, co chwila zerkając na mnie z uśmiechem.
-Znasz to?
-Jasne. To ja to dla nich napisałem.
-Naprawdę/
-Jaki miałbym powód, by kłamać?
-Nie wiem- odparłam z uśmiechem.
-No właśnie- położył rękę na mojej dłoni, która spoczywała na moim udzie i dalej śpiewał. Gdy piosenka się skończyła Jeydon wyłączył radio.
-Czemu wyłączyłeś?
-Tak sobie teraz pomyślałem, że może napisałbym coś dla Ciebie? Albo napiszemy razem?
-Żartujesz?`To ty masz talent, a nie ja.
-No ale mogłabyś mi trochę pomóc.
-No nie wiem...
-A potem ją razem nagramy.
-Mhm. I podbijemy świat.
-A jakby mogło być inaczej?- zapytał Jeydon z uśmiechem.- Ok, koniec żartów. Ale kiedyś to zrobimy, ok?
-Ok.
-Kocham Cię- Jeydon musnął mnie w policzek.
-Patrz na drogę, piracie. Zaraz kogoś rozjedziesz.
-Bez obaw, już jesteśmy na miejscu- zatrzymał samochód na parkingu przed domem. Wysiadł z niego i otworzył mi drzwi.
-Dzięki.
-Nie ma za co- uśmiechnął się. Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro czteropiętrowego domu (właściwie pięciopiętrowe, ale ostatnie dwa zajmowały dwu poziomowe mieszkania, m.in. mieszkanie Jeydona). Jeydon wziął mnie na ręce.
-Jeydon co Ty robisz?
-Wnoszę najważniejszą kobietę w moim życiu przez próg mojego, a być może kiedyś naszego wspólnego mieszkania- musnął moją szyję i otworzył drzwi.
Jego mieszkanie było cudowne. W wielkim skrócie: na panelach w każdym pomieszczeniu (oprócz dwóch łazienek i sypialni) były ciemnobrązowe panele, a ściany były beżowe. W łazienkach były prostokątne, brązowe panele i białe sprzęty. Całe mieszkanie było urządzone w nowoczesnym stylu. W salonie nad kanapą wisiał wielki plakat Spider-Man'a. Uśmiechnęłam się\ na jego widok. Sypialnia na piętrze była pomalowana na bardzo jasnobeżowy kolor, a panele na podłogach były również jasne. Na środku stało wielkie łóżko z białą pościelą, po dwóch stronach stoliki nocne. Naprzeciw na ścianie wisiał wielki telewizor plazmowy a pod nim stała komoda. Stało na niej kilka naszych wspólnych zdjęć, zdjęcie dziadków Jeydona, jego rodziców i Hailey. W sypialni były jeszcze drzwi do drugiej łazienki i garderoby. Wychodziło się też stąd na taras, gdzie stała duża huśtawka i stół. Na huśtawce, pod folią leżały dwa pledy.
-Jeeej, tu jest wspaniale- wtuliłam się w Jeydona, wdychając zapach jego perfum.
-Cieszę się, że Ci się podoba- pocałował mnie delikatnie w czoło.
-Idziemy do salonu?
-Mhm- odparłam. Jeydon wziął mnie na ręce i zszedł na dół. Posadził na kanapie i rozłożył się wygodnie obok mnie.
-Co oglądamy?- zapytał, włączając TV.
-Nie wiem. Zobacz, co leci na MTV- Jeydon przełączył kanał.
-No nie...- Westchnął i przełączył.
-Czemu mi to przełączyłeś?- Udałam obrażoną.
-Oglądasz „Nastoletnie Matki”?
-Tak.
-No ok, już przełączam- zrobił zdziwioną minę, włączył z powrotem MTV i przygarnął mnie do siebie.
Po piętnastu minutach zapytał śmiertelnie poważnym tonem:
-Chciałabyś mieć takiego bobasa?
-Teraz?- Zapytałam zdziwiona.
-No.
-Nie wiem... Nie myślałam o tym.
-Ja bym chciał. Śmigałby tu teraz mały Jeydon, z czapką ze Spider-Man'a na głowie i z samochodzikiem w ręku- odparł z uśmiechem.
-Jesteś niepoważny- uderzyłam go lekko w rękę.
-Wiem. I za to mnie kochasz- mruknął przy moim uchu i zaczął całować moją szyję.
-Strasznie za Tobą tęskniłam- przerwałam pocałunek i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Ja za Tobą też- musnął mój policzek.- Za każdym centymetrem Twojego ciała- pocałował mnie delikatnie w usta.
Jeydon wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Postawił tuż za progiem i lekko przyparł do ściany. Pocałował mnie w usta i wplótł swoje dłonie w moje włosy. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Ułożył ręce na moich biodrach i zaczął mnie delikatnie całować. Po chwili przerodziło się to w namiętny pocałunek. Nasze oddechy stały się bardziej płytkie. Jeydon popchnął mnie lekko w kierunku łóżka, n ie przerywając pocałunku. Położyłam się na łóżku a Jeudon na mnie. Wsunął mi ręce pod koszulkę i szybkim ruchem odpiął mi stanik.
-Jeydon... Nie mogę... Jeszcze nie...- Wydusiłam z siebie pomiędzy pocałunkami.
-Zrobiłem coś nie tak?- Spytał zdziwiony, patrząc mi w oczy.
-Nie... Po prostu... Nie jestem jeszcze na to gotowa...
-A więc o to chodzi... Naprawdę masz mnie za takiego zboczeńca? Myślisz, że ściągnąłem Cię tutaj tylko po to, by Cię przelecieć? Tak bardzo mi nie ufasz?- Spytał i usiadł obok mnie na łóżku.- Nie wiedziałem, że o mnie tak myślisz... Chciałem, żeby było przyjemnie. Żebyś czuła się komfortowo. Nie posunąłbym się nawet o krok za daleko, gdybyś mi na to nie pozwoliła. Chciałem sprawić Ci przyjemność... Mówiłaś, że Ci mnie brakuje... Mnie Ciebie też brakowało... Myślałem, że na to mogę\ sobie pozwolić. Znamy się dosyć długo. Boże, nie chciałem Cię od razu przelecieć!- Wstał.
Milczałam. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Kompletnie mnie zatkało. Jak mogłam pomyśleć, że Jeydon chce zrobić akurat TO?
Jeydon okrążył pokój i uklęknął przed łóżkiem, tuż przede mną.
-Amy, przepraszam. Nie powinienem od razu wybuchać- usiadł obok mnie i przytulił mnie.- Przepraszam.
-Nie, to ja przepraszam. Wszystko zepsułam...
-Nic nie zepsułaś. Zapomnijmy o tym, ok?
-Zaczniemy jeszcze raz?- Spojrzałam Jeydonowi w oczy. Uśmiechnął się, co uznałam za pozwolenie. Musnęłam lekko jego usta.
-Ale gdybym zrobił coś, czego jeszcze nie chcesz, to po prostu powiedz, dobrze?
-Dobrze- odparłam i popchnęłam go tak, żeby się położył. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam go całować, a on odwzajemniał każdy pocałunek. Po chwili przerwał, podniósł się lekko i ściągnął koszulkę. Położył się z powrotem i pociągnął mnie lekko do siebie. Błądził dłońmi po moich plecach, a ja całowałam go i jeździłam rekami po jego nagim torsie w górę i dół. Rozpływałam się pod jego dotykiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz