-Cześć. Co tam?- Spytał wesoło Jeydon przez telefon.
-Nic- odparłam bezbarwnym głosem.
-Coś się stało?- Zapytał tym razem poważnie.
-Chciałabym, żebyś był przy mnie. Bardzo mi Ciebie brakuje..
Jeydon westchnął.
-Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Bardzo Cię kocham i chciałbym być przy Tobie cały czas, ale po prostu nie mogę. Nie mogę sobie latać w te i z powrotem, kiedy tylko zechce, a chciałbym, żeby właśnie tak było.
-Wiem, ale po prostu tak bardzo chciałabym się do Ciebie chociaż przytulić...
-Pogadam dziś z JB.
-Jasne...
-Co u Sama?- Zapytał, zmieniając temat,
-Raczej dobrze. On, Chaz i Ryan mają misję.
-Misję?
-No. Szukają dziewczyn.
-Chaz szuka dziewczyny? Chyba będę musiał mu udzielić kilku wskazówek.
-Ty? Wskazówek?
-Czy Ty wątpisz w moje umiejętności?- zapytał.\Mogłabym przysiąc, że w tej chwili udaje obrażonego.
-Nie, ani trochę- uśmiechnęłam się.- Mam nadzieję, że gdy przyjedziesz, to wypróbujesz trochę tych sztuczek na mnie, bo Finn zaprosił mnie do kina.
-Co? TEN Finn? TEN który siedzi ze mną na francuskim?
-Mhm.
-Ale nie idziesz, prawda?
-A dlaczego nie?- położyłam się na łóżko, uśmiechając się do lustra.
-No bo ja jestem Twoim chłopakiem i... I... I po prostu nie pozwalam Ci z nim iść.
-Nie denerwuj się. Nie poszłabym z Finnem nawet wtedy, gdyby był ostatnim kolesiem na ziemi. -Jest okropnym nudziarzem. I zapewne opowiadałby mi o historii Kanady, i o tym, że jego babcia robi najlepsze na świecie omlety.
-Lubisz się nade mną znęcać, prawda?
Ja to uwielbiam.
-Jesteś zła.
-Ja Ciebie też bardzo kocham.
-Wejdź na Skype'a.
-Teraz?
-No.
-A nie może być za piętnaście minut? Tata przyjechał i chciałabym się z nim przywitać.
-Aha. Ale wtedy będziemy mogli pogadać tylko dziesięć minut, bo za jakieś pół godziny mamy -wywiad w radiu, czy coś takiego. Przynajmniej tak mówiła Selena.
-Selena? Dlaczego Selena jest z wami?- zapytałam poważnym tonem.
-Skarbie, Selena ten wywiad z nami przeprowadza.
-I dlatego musi być z wami?
-Zachowujesz się\jak Cait. Jej też ciągle nic nie pasuje. Nie rozumiem, dlaczego przeszkadza Ci Selena. Nie ufasz mi?
-Tobie tak, jej nie.
-Amy, obiecuję, że będę trzymał ręce przy sobie.
-Język też?
-Co język?
-Język też?- dziesięć sekund ciszy.
-Nie rozumiem.
-Czy język też będziesz trzymał przy sobie?
-Wszystko będzie tam, gdzie powinno być, a nie będzie tego tam, gdzie nie powinno być, ok?
-Ok. Muszę kończyć, tata mnie woła. Będę za dziesięć minut.
-Dobrze, czekam- rozłączył się.
Zbiegłam na dół . Sam rozlewał sok do szklanek, a tata wypakowywał zakupy.
-Nareszcie- skomentował Sam.- Ileż można Cię wołać?
-Przepraszam, rozmawiałam z Jeydonem. Cześć tatku- pocałowałam tatę w policzek.- Na długo przyjechałeś?
-W zasadzie będę w domu aż do świąt. Po świętach wyjeżdżam i zobaczymy się dopiero w nowym roku. Jestem tu tylko dlatego, że w Ottawie będą przebudowywać jakieś stare studio na pracownię jakiejś projektantki, a ja muszę przygotować projekt.
-To super. Stęskniłam się za Tobą.
-Ja za wami też- odparł tata i przygarnął do siebie Sama i mnie.
-Co będzie na obiad?
-Pizza?- Zaproponował tata.
-O nieee, znowu?- Jęknął Sam.- Myślisz, że jemy coś innego, gdy Cię nie ma?
-A no tak, macie rację. Chyba będę musiał ściągnąć przed świętami babcię...- powiedział bardziej do siebie, niż do nas.- To na co macie ochotę?- Zapytał, wiążąc na biodrach fartuszek.
Może żeberka w sosie miodowym, ziemniaki i surówka?
-Jak dla mnie może być. Ale wolę kurczaka.
-Ok, zrobimy to ,i to.
-Świetnie. Idę na górę się przebrać. Zawołajcie jak będzie gotowe.- oznajmiłam i wróciłam na górę. Włączyłam Skype'a i zadzwoniłam do Jeydona.
-Nareszcie. Już myślałem, ze w ogóle nie zadzwonisz.
-Obiecałam.
-Nie przejmuj się tym, jeśli ktoś wejdzie. Przez mój pokój cały czas ktoś przechodzi. Mogłem wybrać ten, w którym śpi teraz Scooter. Dobra, nie ważne. Amy...- zaczął. Zawsze, gdy wypowiadał moje imię i była chwila przerwy wiedziałam, że chce mi powiedzieć coś ważnego.
-Mhm?
-Wiesz... Chyba nie przyjadę na Wigilię... W ogóle nie wiem, czy uda mi się przyjechać na święta.- spuścił wzrok.
-Słucham..?
-No... Chyba... Chyba nie przyjadę na święta... Przepraszam, ale to naprawdę nie jest moja wina. Mamy z Justinem koncert bożonarodzeniowy, a potem...
-Ok.- Przerwałam mu.- Rozumiem. Muszę się zacząć przygotowywać do tego, że mój chłopak będzie mnie odwiedzał raz na pół roku...
-To naprawdę nie zależy ode mnie...- Przez pokój przeszedł Justin, który, kiedy tylko mnie zobaczył, mruknął: „Sory” i wyszedł.- Chciałbym być przy Tobie.
-Ok. Nic nie mówię.
-Ale dajesz mi do zrozumienia, że masz do mnie o to pretensje.
-Wcale nie mam.- nie patrzyłam ani w ekran, ani w kamerkę. Nie mogłam mieć o to pretensji, -przecież sama chciałam, by Jeydon spełniał swoje marzenia. A jednak miałam.
-Amy, Kocham Cię. Słyszysz?
-Mhm.
-Popatrz tu.
-Po co?
-No proszę popatrz.
Spojrzałam prosto w kamerkę.
-A teraz posłuchaj: nie chcę, byś była na mnie zła. Bardzo Cię kocham i nie chcę byś wątpiła w to, co mówię.
-Nie wątpię...- Spuściłam głowę.
-Amy... Jeśli coś... Jeśli coś się... Zepsuje... Nie wiem czy to odpowiednie słowo, ale... Jeśli cokolwiek się stanie, że nie będziemy razem, to sobie tego nigdy nie wybaczę...- Do pokoju Jeydona weszła Selena.
-Jeydon...- Zaczęła.
-Co?!
-Za pięć minut wychodzimy.
-Dobra, możesz wyjść?!- Krzyknął. Spojrzała na niego wystraszona.
-Ja tylko chciałam...
-Nie obchodzi mnie co chciałaś.- przerwał jej.- Po prostu wyjdź!
-Ok.- Odparła i wyszła. Jeydon odwrócił się w stronę komputera.
-Przepraszam...- Odparł po krótkiej chwili ciszy. W oczach miał łzy.
-Nie powinieneś się na niej wyżywać.
-Wiem. Przeproszę ją później. Przykro mi, że byłaś tego świadkiem. Nie powinienem się tak zachowywać. Ja tu bez Ciebie zwariuję, a oni każą mi tu zostać nawet na święta. Mam gdzieś to, że zerwą ze mną kontrakt. Byłbym szczęśliwy, gdybym dalej mógł tylko marzyć. Miałbym przy sobie kogoś, kogo kocham nad życie.
-Nie mów tak. Będziesz szczęśliwy, jeśli spełnisz swoje marzenia.
-Moim jedynym, największym marzeniem jest to, by móc Cię mocno przytulić i pocałować... Cholera, znowu mnie wołają... Chyba na prawdę muszę iść... Prześlesz buziaka?
-Jasne- odparłam i pocałowałam kamerkę.- Teraz Ty- uśmiechnęłam się.
-Oczywiście- odwzajemnił uśmiech i również pocałował kamerę tak, że widziałam na ekranie jego usta.- Kocham Cię
-Ja Ciebie bardziej- posłałam mu kolejny uśmiech, a Jeydon wyłączył kamerę.
Siedziałam przez chwilę przed komputerem, myśląc o zachowaniu Jeydona. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego tak potraktował Selenę. Oczywiście nie oznacza to, że zaczęłam ją\ lubić, lub coś w tym stylu, ale zrobiło mi się jej żal. A z drugiej strony, to nie dawało mi spokoju to, że cały czas przebywała z Justinem i Jeydonem.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Cait.
-Tak?
-Cześć. Co powiesz na babskie pogaduszki z czekoladkami i Chrisem?
-Dlaczego z Chrisem? Zmienił płeć?
-Nie, jest w domu.
-To wpadnij do mnie. Sam raczej nie będzie się nami zajmował.
-Ok, o której?
-Za godzinę?
-Spoko. To do zobaczenia.
-Pa.- rozłączyłam się.
Weszłam do garderoby, ubrałam leginsy, luźny T-shirt i bluzę, wzięłam z łazienki gumkę do włosów (tata dostaje szalu gdy moje włosy leżą w talerzu zupy, lub gdy ich końcówki całkiem przypadkiem lądują w sosie) i zeszłam na dół.
-Właśnie miałem Cię wołać. Musisz mi pomóc. Kompletnie nie potrafię się połapać gdzie co leży.
-Aha- uśmiechnęłam się.- Gdzie Sam?
-Poszedł do Ryana po jakiś płyn, bo coś mu się dzieje z łańcuchem w rowerze. Zaraz wróci.
-Pewnie z Ryanem- dodałam, uśmiechając się.
-Co się dzieje?- Zapytał tata.
-A co ma się dziać?
-Cały czas się uśmiechasz. Zawsze uśmiechasz się gdy coś Cię gryzie. Mi możesz powiedzieć.
-Jeydon chyba nie przyjedzie aż do świąt. Chociaż na święta chyba też nie przyjedzie.
-Przykro mi- tata przytulił mnie.- Ale jestem pewien, że wszystko się jakoś ułoży.
-Pewnie tak.- westchnęłam i wyjęłam talerze.
Do domu wpadł Sam, Ryan i Chris.
-O, cześć... Chłopaki- przywitał ich tata, gdy weszli do kuchni.- Myślałem, że przyjdziesz sam- rzucił Samowi wymowne spojrzenie.- Zostaniecie na obiedzie?- Spytał z uśmiechem Ryana i Chrisa.
-Ymmm... Nie chcielibyśmy się wpraszać...- Zaczął Ryan.
-Spokojnie, starczy dla wszystkich. To jak?
-Bardzo chętnie- odparł.
-Może w czymś pomożemy?- Zaproponował Chris.
-Hmmm... W sumie to poradzę sobie sam. Możecie pomóc Amy nakrywać do stołu.
Popołudnie minęło bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. Pozmywałam po obiedzie, zostawiłam chłopaków i tatę w salonie przed telewizorem i poszłam do Cait. Otworzyła jej mama.
-Dzień dobry, pani Beadles. Zastałam Cait?
-Jest u siebie- odparła z uśmiechem, otwierając szerzej drzwi, bym mogła wejść.
Uwielbiałam przychodzić do domu państwa Beadles'ów. W salonie zawsze stały świeże kwiaty, pan Beadles siedział za stertą papierów, pomagał pani Beadles w domowych obowiązkach lub po prostu siedział przed TV, pani Beadles krzątała się po domu, a Cait i Chris najczęściej siedzieli w swoich pokojach. Pachniało tu domowymi ciasteczkami i jaśminem. Wnętrze domu było niezwykle przytulne.
Weszłam po schodach na gore i zapukałam lekko w drzwi pokoju Cait. Kątem oka spostrzegłam, że w pokoju Chrisa był niezły bałagan, ale to bardzo podobne do Chrisa. Przypomniałam sobie słowa Justina: „Pamiętaj, tam, gdzie pojawia się Chris, tam jest bałagan”. Uśmiechnęłam się do siebie. Usłyszałam „Proszę” i weszłam do pokoju Cait.
-Ooo, Amy- uśmiechnęła się.- Właśnie o tobie myślałam. Dostałaś już zaproszenie?
-Yyy, jakie zaproszenie?- Spytałam zaskoczona.
-Na Bożonarodzeniową Galę Rozdania Nagród Dla Młodych Artystów Muzyki.
-Niee- pokręciłam przecząco głową.
-Ojej... Nic nie wiedziałam. Przepraszam. Nie przyszło mi do głowy, że Jeydon mógł Cię nie zaprosić- powiedziała zmieszana.
-Jeydon też tam będzie?
-No pewnie. Jest nominowany razem z Justinem. Jeydon nic ci nie powiedział?
-Nie. Rozmawiałam z nim dzisiaj, ale nic mi nie powiedział. Mówił tylko, ze nie wie, czy będzie mógł przyjechać z Justinem na święta.
-Amy...- Westchnęła Cait i przytuliła mnie.- Chyba się wygadałam.
-Co?- Zapytałam. Pogubiłam się w tym wszystkim.
-No... Chyba zepsułam Ci niespodziankę. Jadę do Atlanty tydzień przed Wigilią, a Ty najprawdopodobniej polecisz tam ze mną. Potem przylecimy tu i spędzimy tu czas aż do nowego roku. 3 stycznia chłopaki lecą do Atlanty, przylecą tydzień później i zostają aż do urodzin Justina.
-Aha. Ciekawe, dlaczego Jeydon nie mógł powiedzieć tego od razu.
-Przecież Ci mówię, że chyba chciał Ci zrobić niespodziankę. Boże, Justin mnie zabije. Miałam nic nie mówić. Amy nie wsypiesz mnie, prawda?- Zapytała, patrząc na mnie wyczekującym wzrokiem.
-O niczym nie wiem- odparłam z uśmiechem.
-Ok. no to mów, co u Ciebie.
-No w sumie to w porządku. Przyszłam pogadać o Jeydonie, ale teraz już wszystko wiem.
-Kompletnie nie wiem, jak mam się zabrać do tej pracy z historii- oznajmiła, zupełnie zmieniając temat.- Pan Spring chyba się na mnie uwziął. Skąd on wie, że nienawidzę historii?- Jęknęła.
-Być może dlatego, że na żadnej lekcji nie miałaś zadania inaczej napisanego niż ja lub Chaz. No i traktujesz go z przesadną uprzejmością- uśmiechnęłam się. Do pokoju Cait wpadł Chris.
-Cześć.
-Spadaj- Cait rzuciła w niego poduszką.- Za ten syf w moim pokoju powinieneś dostać.
-Ale ja tylko szukałem słownika. Nie moja wina, że położyłaś go na samym dnie szafki...
-Zjeżdżaj- przerwała mu Cait.- Chcę pogadać.
-Ja też- wyszczerzył się i usiadł obok mnie na łóżku.
-Przysięgam, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym opęta mnie jakiś demon i zabiję własnego brata.
Chris rzucił Cait mordercze spojrzenie, mruknął „ Dobra, już sobie idę” i wyszedł.
-Ciesz się, że nie masz młodszego rodzeństwa. To jest najgorsza rzecz na świecie.
-Ja tam lubię Chrisa.
-Bo z nim nie mieszkasz- uśmiechnęła się Cait.- Dzień z życia Beadles'ów- zaczęła.- Poranek: kłótnia o łazienkę. Wyjście do szkoły: kłótnia o drugie śniadanie. Chris zawsze jęczy, że przecież masło orzechowe jest dużo smaczniejsze od zielonego gluta, zwanego sałatą, a też jest zdrowe. W szkole po prostu staramy się unikać, ale nie zawsze nam to wychodzi, czego nie raz byłaś świadkiem. Po południu dochodzi do potyczek na sztućce, a potem kłócimy się z mamą o czas powrotu do domu, gdy gdzieś wychodzimy. Wieczorem rzucamy w siebie czym popadnie, wyzywamy się... Ale to w sumie normalka. I jeszcze ta mała glizda ma czelność wchodzić do mojego pokoju- skończyła z groźną miną.
-U mnie w sumie nie ma lepiej- uśmiechnęłam się.- Cait nie obraź się, ale muszę już iść. Ni powiedziałam tacie, że wychodzę na długo.
-Jasne- uśmiechnęła się.
Kiedy weszłam do domu, było baaardzo cicho. Sam siedział w swoim pokoju, a tata spał przed telewizorem. Przykryłam go kocem i poszłam do siebie. Rzuciłam się na łóżko i zadzwoniłam do Jeydona. Nie odebrał. Zadzwoniłam drugi raz, trzeci... dziesiąty... I nadal nic. Wysłałam sms'a : „Odbierz ten telefon albo oddzwoń, jak będziesz mógł”. Wzięłam ze sobą telefon i poszłam do łazienki. Wypełniłam wannę po brzegi wodą i weszłam do niej. Po raz kolejny wybrałam numer Jeydona. W końcu odebrał... Tzn. przynajmniej myślałam, że odebrał...
-Jeydon nareszcie. Próbuję się do Ciebie dodzwonić...
-Jeydon jest w łazience. Mam mu coś przekazać?- Spytał żeński głos.
-Słucham?!
-Ok, powiem mu, żeby potem oddzwonił. Pa.- Teraz domyśliłam się, kto odebrał telefon mojego chłopaka. Selena Gomez...
Miałam głowę pełną najgorszych myśli. Co ona robiła w JEGO pokoju? Dlaczego to ONA, a nie ktoś inny odebrał jego telefon?
Po chwili miałam swoje wyjaśnienia.
-Tak?- Zapytałam piekielnie słodkim głosem.
-Amy...
-O, zadałeś sobie trud, żeby oddzwonić.
-Amy...
-Co takiego robiłeś, że nie mogłeś odebrać? Dzwoniłam do Ciebie kilkanaście razy!
-Amy...
-Co ONA robiła w Twoim pokoju?
-Amy daj mi wreszcie dojść do słowa!- Krzyknął Jeydon. - przepraszam, byłem cały czas w łazience. Możesz wybaczyć mi to, że brałem prysznic, i nie słyszałem telefonu?
-Co ona robiła w Twoim pokoju?
-Nie odpowiedziałaś mi na moje pytanie...
-Powiesz mi wreszcie co robiła w Twoim pokoju czy na tym chcesz zakończyć naszą rozmowę? Może na tą super galę pójdziesz z Seleną, co?! Bo w końcu to ona spędza z Tobą więcej czasu niż Justin!
-Słucham?! Amy, Ty jesteś po prostu zazdrosna i robisz mi jakieś pomylone sceny!
-Ja? Zazdrosna? Chyba żartujesz...
-Chciałem Ci zrobić niespodziankę! Jutro do Ciebie przyjeżdżam! Ale oczywiście Justin musiał wszystko wypaplać Cait! A teraz Ty jesteś jeszcze zazdrosna o tę debilkę, która kompletnie nie umie śpiewać i wszędzie się wpycha!!!- Krzyknął tak, że wszyscy mieszkańcy Atlanty z pewnością to usłyszeli.
-Co? Ty... Przylatujesz? Jutro?- Zapytałam. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Boże...- Westchnął.- Tak. Jutro. Mam nadzieję, że chociaż trochę się cieszysz... Jak możesz być o mnie w ogóle zazdrosna? Czy ja Ci daję do tego powody? Amy...
-Przepraszam. Tak, jestem o Ciebie strasznie zazdrosna. Rano się pokłóciliśmy, potem Cait pytała, czy ja też dostałam zaproszenie, a teraz ten telefon, który odebrała Selena...
-Kocham Cię, głupku.
-Ja Ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo...
-Do której masz jutro lekcje?
-Do drugiej.
-Świetnie. Przyjadę po Ciebie. Co robisz?
-Teraz? Leżę w wannie.
-Oddałbym wszystko, bym mógł teraz siedzieć tam z Tobą... Rodzice dzwonili dzisiaj do mnie ze wspaniałą wiadomością.
-Jaką?
-Kupili meble do mojego mieszkania. Teraz muszę się tylko umeblować, więc może jutro...
-Mój tata jest w domu. Nie puści mnie nigdzie na całą noc.
-Cholera...- Jęknął.- Ale po co nam cała noc?
-Jeydon...
-Żartowałem. Muszę kończyć.
-Już?
-Mhm. Skarbie muszę się jeszcze spakować, trochę przespać, a rano mam samolot. Wytrzymaj jeszcze trochę. Jutro będę cały Twój.
-Mhm... Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Miłych snów. Pa.- rozłączył się.
Jeydon przyjeżdża! Jutro! Aaaaa! Tak się cieszę!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz