Po raz kolejny obudził mnie telefon. Nie miałam najmniejszej ochoty go odbierać, ale gdy dzwonił po raz szósty, spojrzałam na zegarek. 13:40. Trochę późno. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoni mama Jeydona. Przetarłam oczy i odebrałam.
- Tak?
- Dzień dobry, Amy. Mam nadzieje, że nie przeszkadzam.
- Nie, skądże.
- Amy, wiem, ze pewnie niedawno wstałaś, ale mam do Ciebie prośbę. Musimy jechać z Jeydonem do lekarza, on chyba się czymś zatruł... No i problem w tym, że nie chcę ciągnąc Hailey po szpitalach, a Terry za chwilę wyjeżdża do pracy...
Mhm, zatruł. Pewnie tak się wczoraj nachlał, że teraz nawet nie kontaktuje. Mimo wszystko postanowiłam im pomóc.
- Tak, rozumiem. Pewnie chce pani, bym popilnowała trochę małej?
- Tak, właśnie o to mi chodzi, ale nie chciałabym Ci sprawiać kłopotu.
- Ale to żaden kłopot.
- Jeśli będzie Ci tak wygodniej, mogę podrzucić ją do Ciebie...
- Nie ma takiej potrzeby. Proszę dać mi tylko piętnaście minut.
- Oczywiście. Amy... Dziękuje.
- Ale naprawdę nie ma za co.- rozłączyłam się. Wstałam, zrobiłam poranną toaletę ( po południu...), ubrałam się i poszłam do domu Jeydona.
W drzwiach powitała mnie mama Jeydona z bladym uśmiechem na twarzy. W tle było czuć zapach szarlotki i słychać było piszczącą Hailey.
- Dzień dobry. Dziękuję, że przyszłaś.
- Ale ja już mówiłam, że nie ma za co. To żaden problem.
- A więc tak.- zaczęła, zamykając za mną drzwi.- W salonie, w półce obok telewizora są bajki Hailey, na górze w jej pokoju w czwartej szufladzie komody od góry są czyste ciuchy. W łazience pod umywalką jest podnóżek do umywalki. W lodówce są soki, a ciasto się piecze. Za jakieś pół godziny powinna uciąć sobie drzemkę. Będziesz miała chwilę dla siebie.- uśmiechnęła się.-Jeśli będzie niegrzeczna, to do mnie zadzwoń. Dasz sobie radę?
- Jasne.- odparłam z uśmiechem. Weszłam do salonu. Jeydon leżał na kanapie, a Hailey po nim skakała, piszcząc. W tv leciała jakaś bajka.
- Cześć Hailey.- przywitałam małą. Natychmiast do mnie pobiegła i mocno mnie przytuliła.
- Amy.- krzyknęła. Mama Jeydona spojrzała na nim wymownym wzrokiem, a ta zmieszała się.- Przepraszam.- odparła do mamy.- Amy, musimy być cicho, bo Jeydon jest chory.
- Rozumiem.- odparłam, biorąc ją na ręce. Jeydon podniósł się z kanapy i spojrzał na mnie.
- Cześć.- wydusił. Nadal patrzał prosto w moje oczy. Nie odezwałam się ani słowem.
- Idziemy się pobawić?- spytałam małej i pocałowałam ją w czoło.
- Jasne. Zrobimy namiot?- spytała podekscytowana.
- Oczywiście.- odparłam i ruszyłam na górę.
Po dwudziestu minutach Hailey zachciało się pić, więc zeszłyśmy po schodach. Nie, zeszłyśmy to nieodpowiednie słowo. Hailey po prostu z nich zeskakiwała, a ja podtrzymywałam ją, żeby nie spadła. Jeydona i jego mamy już nie było. Nalałam Hailey soku i pokroiłam szarlotkę. Wzięłyśmy sobie po kawałku i poszłyśmy oglądać bajki. Mała po piętnastu minutach zasnęła. Poszłam na górę posprzątać zabawki, a potem zeszłam i oglądałam tv.
Chyba też zasnęłam, bo gdy się obudziłam, nadal leżałam w salonie Jeydona, z tą różnicą, że byłam opatulona kocem, a obok mnie oprócz Hailey leżał Jeydon.
Zauważył, że się przebudziłam. W salonie panował półmrok.
- Która godzina?- spytałam, podnosząc się.
- 18.00.- odparł.
- O kurcze, muszę się zbierać.- oznajmiłam i podniosłam się tak, by nie obudzić Hailey. Gdy przechodziłam obok Jeydona, złapał mnie za nadgarstek.
- Poczekaj.- wstał.- Nadal się na mnie gniewasz?- spytał, patrząc mi prosto w oczy.
- Musze już iść.
- Twój tata już pojechał. Nie kłam. Nie musisz iść do domu. Amy, porozmawiajmy. Nie chcę się z Tobą już nigdy kłócić. wiem, źle zrobiłem. Nie, zrobiłem bardzo źle. Ale już Cię przeprosiłem. Co mam jeszcze zrobić, byś nie była na mnie zła?
- Nie wiem.
- Amy, no... Kocham cię.- przytulił mnie.
- Twoja mama może nas zobaczyć.
- No i co? Mam prawo robić ze swoją dziewczyną co chcę. Poza tym nie będzie jej całą noc. Zostałem z młodą sam. Ma jakieś ważne spotkanie.Jej, proszę Cię... Nie bądź już zła.
- Jeydon, nawaliłeś się. A potem jeszcze pojechałeś Bóg wie gdzie, by się doprawić. Chciałam, byśmy ten dzień spędzili razem, w miłej atmosferze. A Ty tak po prostu si nawaliłeś. Tylko o to mi chodzi. Starałam się, by zrobić Ci niespodziankę, a Ty nawet nie okazałeś jakiejkolwiek radości. Dałeś mi tym samym do zrozumienia, że moje starania były bezsensowne.
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam.- objął mnie jeszcze bardziej.- Nie chcę się z Tobą kłócić. Wiem, nawaliłem. ale co mam teraz zrobić? Czasu nie cofnę. Przepraszam.- pocałował mnie w czubek głowy.- Kocham Cię.- spojrzał mi w oczy.
- Ja Ciebie też.- po prawym policzku spłynęła mi łza. Jeydon delikatnie ją otarł.
- Nie płacz. Nie przeze mnie. Boże, jestem totalnym debilem.
- Nie mów tak.
- Jaki normalny chłopak, który kocha swoją dziewczynę, doprowadza ją do łez? To wszystko jest takie popieprzone.
Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego plecy, splatając dłonie na jego brzuchu. Jeydon zaczął delikatnie je głaskać.
- Kocham Cię. I już się nie gniewam.- wyszeptałam w jego plecy. Odwrócił się, wplótł dłonie w moje włosy i delikatnie mnie pocałował.
- Fuuuuu.- Hailey skacząc po łóżku, udawała, że wymiotuje. Zaczęliśmy się z niej śmiać.- Wszystko powiem mamie.
- Oj, młoda.- westchnął Jeydon, biorąc ją na ręce.- Kocham Amy, dlatego ją całuję.- odparł.
- Jeśli kochasz też mamę, to... Dlaczego jej nie całujesz?- spytała całkiem poważnie.
- Bo to moja mama.
- A Amy to Twoja dziewczyna...
- Oj, Hailey, wytłumaczę Ci to, jak będziesz starsza.
- Ale ja chcę teraz.
- A może obejrzymy Barney'a?- wtrąciłam, tym samym ratując Jeydona od sterty dalszych pytań.
- Taaak!- krzyknęła Hailey, wygodnie rozkładając się na sofie. Włączyliśmy bajkę i usadowiliśmy się po dwóch stronach Hailey.
Gdy mała w końcu zasnęła, Jeydon zaniósł ją do jej łóżka.
- Zostaniesz na noc?- spytał, przyciągając mnie do siebie.
- Nie wiem...
- Mama przecież nie wróci. Proszę.- musnął moje wargi.
- Ok.- mruknęłam.
- Nie wykapałem młodej.- odparł całkiem poważnie.
- Jeśli raz się nie umyje, to nic się nie stanie.
- Fakt, masz rację. Kurde, jestem wykończony.- westchnął, mocno mnie przytulając.- Wezmę tabletki, zrobię coś do jedzenia i pójdziemy spać, ok?
- Ok. W ogóle po co Ty byłeś u tego lekarza?
- Miałem kaca i wymiotowałem. Przecież nie powiedziałbym mamie, że przez całą noc chlałem, prawda? Więc powiedziałem jej, że się czymś strułem.
- Aha. Wiesz chyba nie jestem głodna. Mogę wziąć Twoją koszulkę?
- Jasne.
- Idę pod prysznic.- odparłam i ruszyłam w stronę pokoju Jeydona. Wyjęłam koszulkę ze Spidermanem i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic i położyłam się w łóżku Jeydona. Po chwili wszedł z dwiema szklankami soku.
- Zaraz przyjdę, tylko zaniosę Hailey mleko, ok?
- Ok.- odparłam i wtuliłam się w jego poduszkę. Gdy wrócił wślizgnął się obok mnie pod kołdrę i przytulił mnie.
- Dobranoc.- mruknął i pocałował mnie.
- Dobranoc.- wtuliłam się w niego i zasnęliśmy.
W nocy obudził mnie płacz Hailey. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona i pobiegłam do jej pokoju. Siedziała na łóżku, ocierając łzy.
- Skarbie, co się stało?- spytałam, przytulając ją do siebie.
- Śnił mi się taki wielki potwór, co chciał zjeść Jeydona.
- Ojej.- pocałowałam ją w czoło.- Nie przejmuj się, to był tylko sen.- pogłaskałam ją po główce.
- Amy. mogę spać z Tobą?- spytała, patrząc mi prosto w oczy.
- Oczywiście.- odparłam, wzięłam ją na ręce i zaniosłam do łóżka Jeydona. Położyłam się obok niej i nakryłam nas kołdrą. Jeydon obrócił się na bok i otworzył oczy.
- Co ona tu robi?- spytał, patrząc na Hailey.
- Miała koszmary. Pozwoliłam jej spać z nami.
- O Boże. Nawet kanapa byłaby wygodniejsza.
- Nie przesadzaj.
- Zobaczysz, jak się potem rozwali. Może od razu pójdę na ziemię?
- Przestań.- mruknęłam i musnęłam jego usta.- Dobranoc wszystkim.- odparłam i zaczęłam głaskać małą po główce, by szybciej zasnęła. Udało się po piętnastu minutach. Jeydon przeniósł małą do jej pokoju i wrócił.
- No, odzyskałem swoje terytorium... I swoja dziewczynę.
- Jesteś okropny.
- Wiem.- musnął moje usta.- Mam nadzieję, że już nie przylezie.
- Jesteś naprawdę najbardziej kochającym starszym bratem.
- Każda mała dziewczynka chciała by mieć takiego brata.- odparł, zabawnie poruszając brwiami. Zaśmiałam się.
- Chyba kpisz. Dobranoc.- pocałowałam go delikatnie i wtuliłam w jego tors.
- Jeydon!- usłyszałam rano krzyk mamy Jeydona, dochodzący z dołu.
- O cholera.- westchnął Jeydon.
- I co teraz zrobimy?- spytałam spanikowanym tonem.
- Nic.- odparł całkiem poważnie.
- Jak to nic? Nie chcę by mój tata dowiedział się od Twojej mamy, że z Tobą śpię. Nie w taki sposób. Sama chcę mu o tym kiedyś powiedzieć.
- Dobra, mam pomysł. Leć do pokoju Hailey i udawaj, że śpisz, nawet jak wejdę, ok?
- Ale...
- Szybko, nie ma czasu.- Jeydon wypchnął mnie za drzwi. Słyszałam jak mama Jeydona wchodzi po schodach, więc wemknęłam się do pokoju Hailey i szybko wsunęłam się obok małej. Na moje szczęście pani Wale weszła najpierw do pokoju Jeydona.
- Jeszcze śpisz? Myślałam, że już buszujecie.
- Mamo, zostaw te rolety.
- Wstawaj. Idę obudzić Hailey.
- Nie!- krzyknął Jeydon.
- Jeydon, coś się stało? Mów natychmiast.
- Bo... Chodź , to ci pokażę.- słyszałam, jak mama Jeydona wzdycha, a po kilkunastu sekundach wchodzi razem z nim do pokoju Hailey.
- Ale słodko razem śpią...- szepnęła mama Jeydona.
- Mamo, młoda wczoraj nie chciała wypuścić Amy do domu. Musiała ją nawet kąpać.- odszepnął Jeydon.
- Chodź, nie przeszkadzajmy im.- Jeydon i jego mama wyszli z pokoju. Przez kilka sekund udawałam jeszcze, że śpię.
- Dlaczego Ty tu jesteś?- odparła po dłuższej chwili Hailey, przyglądając mi się.
- Spałam z Tobą, Szkrabie.
- Aaaa- ziewnęła. Stanęła na łóżku i szeroko się uśmiechnęła.- Kto pierwszy na dole, ten zjada płatki Jeydona.- krzyknęła i zaczął się wyścig. Po całej drodze piszczała, a ja udawałam, że ją gonię. W końcu wskoczyła na sofę.
- Wygrałam, wygrałam! Jeydon robi płatki!- krzyczała, skacząc i piszcząc.
- Dziękuję, Amy.- zaczęła pani Wale z uśmiechem.
- Ale naprawdę, nie ma za co.- odwzajemniłam gest.
- Jakie płatki?- zapytał Jeydon biorąc Hailey na "barana" i biegając z nią po całym salonie.
- Robisz płatki, robisz płatki!.- krzyczała Hailey.
- Jeydon, przestańcie, bo jeszcze coś się stanie.
- Mamo, nie przesadzaj.- jęknął Jeydon.- Dobra, jakie te płatki?- spytał Hailey, sadzając ją na blacie kuchennym.
- Czekoladowe!
- A zrobimy też Amy?
- Amy przecież przegrała.- uświadomiła go Hailey.
- Ale przegrany też musi mieć siłę.
- To ok.- uśmiechnęłam się Hailey.
- Mała Cię lubi.- stwierdziła mama Jeydona i lekko objęła mnie ramieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz