sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 22

 Czy ja naprawdę nigdy nie mogę się wyspać?!
 Po raz kolejny obudził mnie telefon. Nie miałam najmniejszej ochoty go odbierać, ale gdy dzwonił po raz szósty, spojrzałam na zegarek. 13:40. Trochę późno. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoni mama Jeydona. Przetarłam oczy i odebrałam.
- Tak?
- Dzień dobry, Amy. Mam nadzieje, że nie przeszkadzam.
- Nie, skądże.
- Amy, wiem, ze pewnie niedawno wstałaś, ale mam do Ciebie prośbę. Musimy jechać z Jeydonem do lekarza, on chyba się czymś zatruł... No i problem w tym, że nie chcę ciągnąc Hailey po szpitalach, a Terry za chwilę wyjeżdża do pracy...
 Mhm, zatruł. Pewnie tak się wczoraj nachlał, że teraz nawet nie kontaktuje. Mimo wszystko postanowiłam im pomóc.
- Tak, rozumiem. Pewnie chce pani, bym popilnowała trochę małej?
- Tak, właśnie o to mi chodzi, ale nie chciałabym Ci sprawiać kłopotu.
- Ale to żaden kłopot.
- Jeśli będzie Ci tak wygodniej, mogę podrzucić ją do Ciebie... 
- Nie ma takiej potrzeby. Proszę dać mi tylko piętnaście minut.
- Oczywiście. Amy... Dziękuje.
- Ale naprawdę nie ma za co.- rozłączyłam się. Wstałam, zrobiłam poranną toaletę ( po południu...), ubrałam się i poszłam do domu Jeydona. 
 W drzwiach powitała mnie mama Jeydona z bladym uśmiechem na twarzy. W tle było czuć zapach szarlotki i słychać było piszczącą Hailey.
- Dzień dobry. Dziękuję, że przyszłaś. 
- Ale ja już mówiłam, że nie ma za co. To żaden problem.
- A więc tak.- zaczęła, zamykając za mną drzwi.- W salonie, w półce obok telewizora są bajki Hailey, na górze w jej pokoju w czwartej szufladzie komody od góry są czyste ciuchy. W łazience pod umywalką jest podnóżek do umywalki. W lodówce są soki, a ciasto się piecze. Za jakieś pół godziny powinna uciąć sobie drzemkę. Będziesz miała chwilę dla siebie.- uśmiechnęła się.-Jeśli będzie niegrzeczna, to do mnie zadzwoń. Dasz sobie radę?
- Jasne.- odparłam z uśmiechem. Weszłam do salonu. Jeydon leżał na kanapie, a Hailey po nim skakała, piszcząc. W tv leciała jakaś bajka.
- Cześć Hailey.- przywitałam małą. Natychmiast do mnie pobiegła i mocno mnie przytuliła.
- Amy.- krzyknęła. Mama Jeydona spojrzała na nim wymownym wzrokiem, a ta zmieszała się.- Przepraszam.- odparła do mamy.- Amy, musimy być cicho, bo Jeydon jest chory.
- Rozumiem.- odparłam, biorąc ją na ręce. Jeydon podniósł się z kanapy i spojrzał na mnie.
- Cześć.- wydusił. Nadal patrzał prosto w moje oczy. Nie odezwałam się ani słowem.
- Idziemy się pobawić?- spytałam małej i pocałowałam ją w czoło.
- Jasne. Zrobimy namiot?- spytała podekscytowana.
- Oczywiście.- odparłam i ruszyłam na górę.
 Po dwudziestu minutach Hailey zachciało się pić, więc zeszłyśmy po schodach. Nie, zeszłyśmy to nieodpowiednie słowo. Hailey po prostu z nich zeskakiwała, a ja podtrzymywałam ją, żeby nie spadła. Jeydona i jego mamy już nie było. Nalałam Hailey soku i pokroiłam szarlotkę. Wzięłyśmy sobie po kawałku i poszłyśmy oglądać bajki. Mała po piętnastu minutach zasnęła. Poszłam na górę posprzątać zabawki, a potem zeszłam i oglądałam tv.

 Chyba też zasnęłam, bo gdy się obudziłam, nadal leżałam w salonie Jeydona, z tą różnicą, że byłam opatulona kocem, a obok mnie oprócz Hailey leżał Jeydon.
Zauważył, że się przebudziłam. W salonie panował półmrok.
- Która godzina?- spytałam, podnosząc się.
- 18.00.- odparł.
- O kurcze, muszę się zbierać.- oznajmiłam i podniosłam się tak, by nie obudzić Hailey. Gdy przechodziłam obok Jeydona, złapał mnie za nadgarstek. 
- Poczekaj.- wstał.- Nadal się na mnie gniewasz?- spytał, patrząc mi prosto w oczy.
- Musze już iść.
- Twój tata już pojechał. Nie kłam. Nie musisz iść do domu. Amy, porozmawiajmy. Nie chcę się z Tobą już nigdy kłócić. wiem, źle zrobiłem. Nie, zrobiłem bardzo źle. Ale już Cię przeprosiłem. Co mam jeszcze zrobić, byś nie była na mnie zła?
- Nie wiem.
- Amy, no... Kocham cię.- przytulił mnie.
- Twoja mama może nas zobaczyć.
- No i co? Mam prawo robić ze swoją dziewczyną co chcę. Poza tym nie będzie jej całą noc. Zostałem z młodą sam. Ma jakieś ważne spotkanie.Jej, proszę Cię... Nie bądź już zła.
- Jeydon, nawaliłeś się. A potem jeszcze pojechałeś Bóg wie gdzie, by się doprawić. Chciałam, byśmy ten dzień spędzili razem, w miłej atmosferze. A Ty tak po prostu si nawaliłeś. Tylko o to mi chodzi. Starałam się, by zrobić Ci niespodziankę, a Ty nawet nie okazałeś jakiejkolwiek radości. Dałeś mi tym samym do zrozumienia, że moje starania były bezsensowne.
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam.- objął mnie jeszcze bardziej.- Nie chcę się z Tobą kłócić. Wiem, nawaliłem. ale co mam teraz zrobić? Czasu nie cofnę. Przepraszam.- pocałował mnie w czubek głowy.- Kocham Cię.- spojrzał mi w oczy.
- Ja Ciebie też.- po prawym policzku spłynęła mi łza. Jeydon delikatnie ją otarł.
- Nie płacz. Nie przeze mnie. Boże, jestem totalnym debilem.  
- Nie mów tak.
- Jaki normalny chłopak, który kocha swoją dziewczynę, doprowadza ją do łez? To wszystko jest takie popieprzone.
 Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego plecy, splatając dłonie na jego brzuchu. Jeydon zaczął delikatnie je głaskać.
- Kocham Cię. I już się nie gniewam.- wyszeptałam w jego plecy. Odwrócił się, wplótł dłonie w moje włosy i delikatnie mnie pocałował.
- Fuuuuu.- Hailey skacząc po łóżku, udawała, że wymiotuje. Zaczęliśmy się z niej śmiać.- Wszystko powiem mamie.
- Oj, młoda.- westchnął Jeydon, biorąc ją na ręce.- Kocham Amy, dlatego ją całuję.- odparł.
- Jeśli kochasz też mamę, to... Dlaczego jej nie całujesz?- spytała całkiem poważnie.
- Bo to moja mama.
- A Amy to Twoja dziewczyna...
- Oj, Hailey, wytłumaczę Ci to, jak będziesz starsza.
- Ale ja chcę teraz.
- A może obejrzymy Barney'a?- wtrąciłam, tym samym ratując Jeydona od sterty dalszych pytań.
- Taaak!- krzyknęła Hailey, wygodnie rozkładając się na sofie. Włączyliśmy bajkę i usadowiliśmy się po dwóch stronach Hailey.
 Gdy mała w końcu zasnęła, Jeydon zaniósł ją do jej łóżka.
- Zostaniesz na noc?- spytał, przyciągając mnie do siebie.
- Nie wiem...
- Mama przecież nie wróci. Proszę.- musnął moje wargi.
- Ok.- mruknęłam.
- Nie wykapałem młodej.- odparł całkiem poważnie.
- Jeśli raz się nie umyje, to nic się nie stanie.
- Fakt, masz rację. Kurde, jestem wykończony.- westchnął, mocno mnie przytulając.- Wezmę tabletki, zrobię coś do jedzenia i pójdziemy spać, ok?
- Ok. W ogóle po co Ty byłeś u tego lekarza?
- Miałem kaca i wymiotowałem. Przecież nie powiedziałbym mamie, że przez całą noc chlałem, prawda? Więc powiedziałem jej, że się czymś strułem.
- Aha. Wiesz chyba nie jestem głodna. Mogę wziąć Twoją koszulkę?
- Jasne.
- Idę pod prysznic.- odparłam i ruszyłam w stronę pokoju Jeydona. Wyjęłam koszulkę ze Spidermanem i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic i położyłam się w łóżku Jeydona. Po chwili wszedł z dwiema szklankami soku.
- Zaraz przyjdę, tylko zaniosę Hailey mleko, ok?
- Ok.- odparłam i wtuliłam się w jego poduszkę. Gdy wrócił wślizgnął się obok mnie pod kołdrę i przytulił mnie. 
- Dobranoc.- mruknął i pocałował mnie.
- Dobranoc.- wtuliłam się w niego i zasnęliśmy.

 W nocy obudził mnie płacz Hailey. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona i pobiegłam do jej pokoju. Siedziała na łóżku, ocierając łzy.
- Skarbie, co się stało?- spytałam, przytulając ją do siebie.
- Śnił mi się taki wielki potwór, co chciał zjeść Jeydona.
- Ojej.- pocałowałam ją w czoło.- Nie przejmuj się, to był tylko sen.- pogłaskałam ją po główce.
- Amy. mogę spać z Tobą?- spytała, patrząc mi prosto w oczy.
- Oczywiście.- odparłam, wzięłam ją na ręce i zaniosłam do łóżka Jeydona. Położyłam się obok niej i nakryłam nas kołdrą. Jeydon obrócił się na bok i otworzył oczy.
- Co ona tu robi?- spytał, patrząc na Hailey.
- Miała koszmary. Pozwoliłam jej spać z nami.
- O Boże. Nawet kanapa byłaby wygodniejsza.
- Nie przesadzaj.
- Zobaczysz, jak się potem rozwali. Może od razu pójdę na ziemię?
- Przestań.- mruknęłam i musnęłam jego usta.- Dobranoc wszystkim.- odparłam i zaczęłam głaskać małą po główce, by szybciej zasnęła. Udało się po piętnastu minutach. Jeydon przeniósł małą do jej pokoju i wrócił.
- No, odzyskałem swoje terytorium... I swoja dziewczynę.
- Jesteś okropny.
- Wiem.- musnął moje usta.- Mam nadzieję, że już nie przylezie.
- Jesteś naprawdę najbardziej kochającym starszym bratem.
- Każda mała dziewczynka chciała by mieć takiego brata.- odparł, zabawnie poruszając brwiami. Zaśmiałam się.
- Chyba kpisz. Dobranoc.- pocałowałam go delikatnie i wtuliłam w jego tors.

- Jeydon!- usłyszałam rano krzyk mamy Jeydona, dochodzący z dołu.
- O cholera.- westchnął Jeydon.
- I co teraz zrobimy?- spytałam spanikowanym tonem.
- Nic.- odparł całkiem poważnie.
- Jak to nic? Nie chcę by mój tata dowiedział się od Twojej mamy, że z Tobą śpię. Nie w taki sposób. Sama chcę mu o tym kiedyś powiedzieć.
- Dobra, mam pomysł. Leć do pokoju Hailey i udawaj, że śpisz, nawet jak wejdę, ok?
- Ale...
- Szybko, nie ma czasu.- Jeydon wypchnął mnie za drzwi. Słyszałam jak mama Jeydona wchodzi po schodach, więc wemknęłam się do pokoju Hailey i szybko wsunęłam się obok małej. Na moje szczęście pani Wale weszła najpierw do pokoju Jeydona.
- Jeszcze śpisz? Myślałam, że już buszujecie.
- Mamo, zostaw te rolety. 
- Wstawaj. Idę obudzić Hailey.
- Nie!- krzyknął Jeydon.
- Jeydon, coś się stało? Mów natychmiast.
- Bo... Chodź , to ci pokażę.- słyszałam, jak mama Jeydona wzdycha, a po kilkunastu sekundach wchodzi razem z nim do pokoju Hailey.
- Ale słodko razem śpią...- szepnęła mama Jeydona.
- Mamo, młoda wczoraj nie chciała wypuścić Amy do domu. Musiała ją nawet kąpać.- odszepnął Jeydon.
- Chodź, nie przeszkadzajmy im.- Jeydon i jego mama wyszli z pokoju. Przez kilka sekund udawałam jeszcze, że śpię.
- Dlaczego Ty tu jesteś?- odparła po dłuższej chwili Hailey, przyglądając mi się.
- Spałam z Tobą, Szkrabie.
- Aaaa- ziewnęła. Stanęła na łóżku i szeroko się uśmiechnęła.- Kto pierwszy na dole, ten zjada płatki Jeydona.- krzyknęła i zaczął się wyścig. Po całej drodze piszczała, a ja udawałam, że ją gonię. W końcu wskoczyła na sofę.
- Wygrałam, wygrałam! Jeydon robi płatki!- krzyczała, skacząc i piszcząc.
- Dziękuję, Amy.- zaczęła pani Wale z uśmiechem.
- Ale naprawdę, nie ma za co.- odwzajemniłam gest.
- Jakie płatki?- zapytał Jeydon biorąc Hailey na "barana" i biegając z nią po całym salonie.
- Robisz płatki, robisz płatki!.- krzyczała Hailey.
- Jeydon, przestańcie, bo jeszcze coś się stanie.
- Mamo, nie przesadzaj.- jęknął Jeydon.- Dobra, jakie te płatki?- spytał Hailey, sadzając ją na blacie kuchennym.
- Czekoladowe!
- A zrobimy też Amy?
- Amy przecież przegrała.- uświadomiła go Hailey.
- Ale przegrany też musi mieć siłę.
- To ok.- uśmiechnęłam się Hailey.
- Mała Cię lubi.- stwierdziła mama Jeydona i lekko objęła mnie ramieniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz