sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 21

 Do 22 wynudziliśmy się śmiertelnie. Rozmawialiśmy głównie z rodziną Jeydona, to znaczy z Jego babcią, dziadkiem, tatą... Najlepsza była trzyletnia siostra Jeydona, Hailey, która gdy tylko usiedliśmy do stołu, wpakowała mi się na kolana. Była przesłodka. Cały czas szturchała Jeydona, kopała go, a gdy w końcu zwracał na nią uwagę, lub lekko łaskotał, piszczała i zanosiła się ze śmiechu.
 Ok. 22 mama Jeydona przerwała wszystkie tańce itp. i zabrała głos. 
- Wszyscy się chyba ze mną zgadzają. Ostatecznie stwierdziliśmy, że bez sensu, żebyśmy tutaj z Wami siedzieli. Większość z Was nie jest już małymi dzieciakami. Jeydon, babcia i dziadek maja dla Ciebie jeszcze jeden prezent.- mama Jeydona posłała szczery uśmiech, a babcia Jeydona weszła na parkiet, zabierając mikrofon.
- Jeydon, jesteś już na tyle dużym chłopakiem, że ja i dziadek...- po jej policzku spłynęła łza.- Przepraszam. Jeyduś, to dla Ciebie.- pomachała kluczykami przed swoim nosem.- Mam nadzieje, że będzie Ci służyć. Jak już się urządzisz, zrób porządną parapetówę.
- I nie zapomnij Nas zaprosić.- wtrącił dziadek Jeydona. 
 Jeydon wstał, powoli położył mi na kolanach śpiącą Hailey i podszedł do dziadków.
- Jej, babciu nie wiem, co powiedzieć. Dziękuję.- uścisnął staruszkę i poklepał po plecach dziadka.- Dziadku, czuj się zaproszony.- dodał z uśmiechem.
- My chyba będziemy się zbierać. Dobranoc. Bawcie się dobrze.- babcia Jeydona uściskała go i powoli zaczęła wychodzić. To samo zaczęli robić pozostali "starsi" goście. Na końcu wyszedł mój tata i rodzice Jeydona.
- Amy, o północy w domu.- powiedział surowym tonem.
- Tato no... Dlaczego?- burknęłam poirytowana.
- Żartowałem.- odparł z uśmiechem.- Bawcie się dobrze.- poklepał Jeydona po ramieniu. Hailey, która spała w ramionach taty Jeydona, otworzyła oczy.
- Już idziemy? Ja chcę zostać z Jeydonem.
- Hailey, musimy już jechać do domku. 
- Ale ja chcę zostać.
- Hailey, jutro pobawimy się w co tylko chcesz, ok? Ale teraz musisz jechać do domu się wyspać, bo nie będziesz mieć jutro siły.- odparł Jeydon.
- Ok. 
- Pa, Szkrabie.- Jeydon połaskotał Hailey, na co ta znowu zaniosła się śmiechem.
- Jeydon, uważajcie na siebie.
- Ok, tato. Jedźcie już.
- Bawcie się dobrze.- dodała mama Jeydona i opuścili lokal.
- Całkiem słodka ta Twoja siostra.- westchnęłam przytulając się do Jeydona.
- Zupełnie tak, jak Ty.- odparł muskając moje wargi. Nagle poczułam, jak ktoś wciska się między nas.
- Hailey? Co Ty tu robisz?- spytał zdziwiony Jeydon.
- Zapomniałam buziaka.- odarła z łobuzerskim uśmiechem.
- Oh, chodź tu, Potworku.- Jeydon wziął ją na ręce i chciał dać jej buziaka, ale Hailey tylko się wyginała.
- Ale nie od Ciebie... Od Amy.- burknęła zirytowana. Zareagowałam śmiechem, po chwili dając jej buziaka.
- Jeydon, od Ciebie też chcę buzi.- zakomunikowała cicho.
- A jednak.- Jeydon roześmiał się i pocałował ją w czoło.- Leć do mamy. I pamiętaj, kąpiesz się i idziesz spać, tak?
- A bajkę mogę?
- Nie u mnie w pokoju.
- Ale Jey...
- Nie.
- Obiecuję, że niczym nie nakruszę.
- Nie rozlejesz mleka?
- Nie.
- Obiecujesz?
- Słowo Hailey Wale.- odparła z rączką na serduszku. Jeydon się roześmiał.
- Ok. 
- A mogę z Tobą spać?- zapytała słodkim głosem. Jeydon postawił ją na ziemi.
- Leć do mamy.
- A będziesz ze mną spał?
- Zobaczę. Idź, bo jest już późno i mama nie pozwoli Ci oglądać bajki.
- Ok. Paaa.- pomachała nam rączką i pobiegła do mamy Jeydona, która posłała nam kolejny ciepły uśmiech i odjechali.
- To co? Jedziemy zobaczyć chatę? 
- Chcesz ich wszystkich tutaj zostawić?
- Ah, no tak... W takim razie idziemy tańczyć?
- Oczywiście.- odparłam z uśmiechem.
 Około godziny drugiej nad ranem część "kozaków" spała przy stołach. oczywiście od nadmiaru alkoholu. My za to szaleliśmy na parkiecie. Leah, ja i Cait na parkiecie dawałyśmy z siebie wszystko. Justin razem ze swoim DJ'em konsultowali się w sprawach puszczanych setów, Chaz rozmawiał na sofach z Hope, kuzynką Jeydona, a Jeydon i Ryan zażyle dyskutowali o czymś przy stole. Gdy Justin puścił remix piosenki Rihanny " We Found Love", wyciągnęłam Jeydona na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć jak szaleni, co sekundę wymyślając nowe ruchy. Wszyscy "przytomni" zebrali się wokół nas i też zaczęli podrygiwać w rytm piosenki. Zaczęły rozbłyskiwać flesze, a my nie robiliśmy sobie z tego absolutnie nic. Jeydon przyciągnął mnie do siebie.
- Myślisz, że znaleźliśmy swoją miłość w beznadziejnym miejscu?
- Nie. Uważam, że mogłaby być znaleziona wszędzie, w każdym możliwym miejscu. Ważne, by dotyczyła Ciebie.
- Tak bardzo Cię kocham.- musnął moje wargi.
- Piłeś.- stwierdziłam.
- Tylko trochę.
- Trochę? Będę Cię musiała odwieźć do domu.
- Nie przesadzaj.
- Nie pojedziesz pijany. Idę do Sama.
- Amy, zaczekaj...- chwycił mnie za nadgarstek.
- Puść.
- Nie bądź smutna. Przepraszam.
- Dobra, puść.- odparłam i poszłam do Sama, który siedział przy stole.
- Czemu nie tańczysz?- spytał, gdy usiadłam z boku.
- Nie mam już siły.- odparłam, podgryzając truskawkę.- Poza tym Jeydon pił.
- Dużo?
- Dosyć. Nie mam już chyba humoru.
- Mogę Cię odwieźć do domu, jeśli chcesz.
- Nie, jestem trzeźwa, a po drugie muszę tego przypilnować. Dajmy Leah trochę się pobawić. Właśnie... Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Dlaczego nie powiedziałeś mi, że pogodziłeś się z Leah?
- Bo sam do końca nie wiedziałem, czy przyjedzie. Trzymała mnie w niepewności. Tak bardzo się cieszę, że nie popełniłem więcej błędów. Teraz jestem już przekonany, że kocham Leah.
- Cieszę się z Twojego szczęścia, braciszku.- przytuliłam go mocno. Po chwili podszedł do nas Jeydon.
- Amy, możesz na chwilę?- spytał, drapiąc się po głowie?
- Co się stało?
- Chyba będziemy się powoli zwijać. Pół sali śpi.
- Też tak myślałam. Ty też nie jesteś w najlepszym stanie.
- Kochanie, znowu zaczynasz? Nie piłem dużo.
- Jasne. Chyba nie będziesz mógł spać z Hailey.
- Chyba nie... A z Tobą będę mógł?
- Chyba oszalałeś. Tata jest w domu.
- To co z tego? Mam się wiecznie ukrywać z tym, że śpię ze swoją dziewczyną? To chyba normalne, prawda?
- Przed moim tatą na pewno. I nie takim tonem.
- Dobra.- westchnął. Zapadła niezręczna cisza.
- Idę zebrać resztę.- oznajmiłam po pięciu minutach. Podeszłam do kelnerki, która próbowała zabrać talerz spod ręki jakiegoś śpiącego kolesia ze szkoły. 
- Przepraszam, chciałam zapytać, czy wszystkie rachunki zostały uregulowane?
- Tak, oczywiście.
- To super. my się będziemy powoli zbierać.
- W porządku. Czy mam wezwać taksówki?- spytała z uśmiechem.
- Tak, gdyby pani mogła.- odwzajemniłam uśmiech.- Co najmniej siedem.
- Da się zrobić.- znów się wyszczerzyła i  zniknęła za parawanem. Poszłam do Justina.
- Co się stało?- spytał.
- Nic, tylko będziemy kończyć.
- Amy, nie teraz. Zacząłem seta.
- Przykro mi Justin, ale sam zobacz. Oprócz nas nikt się nie bawi.
- Ok.- odparł, zdobywając się na lekki uśmiech.- Ostatnia piosenka i spadamy.
- Jasne. Mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę...
- Wal.
- Pomożesz mi z nimi?- spytałam, wskazując na salę.
- Oczywiście. Powiedz Ryanowi, Chrisowi i Chazowi. Też pomogą.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się i poszłam na parkiet. Justin puścił jakiś kawałek oznajmując, że kończymy tą zabawę. Wszyscy z parkietu spojrzeli na mnie jak na wariatkę, ale ja tylko wzruszyłam ramionami.

- Amy, no... Nie gniewaj się na mnie.
- Mógłbyś się tak na mnie nie pchać? Nie mam już czym oddychać.- syknęłam.
- Co Cie ugryzło? Nie bądź zła...- westchnął Jeydon, znowu pchając się na mnie.
- Ludzie, weźcie tego kolesia, bo zaraz mu coś zrobię.- warknęłam. 
- Amy, jeśli nie powiesz mi o co Ci chodzi, będę się pchał jeszcze bardziej.- syknął.
- O nic. Trzeba było się jeszcze napić.
- A więc o to ci chodzi?
- Daj mi spokój.
- Jesteś niesprawiedliwa.
- A Ty ględzisz i jesteś pijany.
- Jak chcesz.- odparł i odsunął się ode mnie.
- Nareszcie.- westchnęłam głośnym szeptem.
- Mówiłaś coś?
- Nie no coś Ty...
- Amy, nie kłóćcie się.- wtrącił Justin.
- Zamknij się. Nie prosiłam Cię o zdanie.- warknęłam i odwróciłam się do szyby. Kątem oka widziałam jak Sam wzrusza ramionami. 

 Gdy tylko weszliśmy do domu, od razu poszłam do swojego pokoju, nawet nie żegnając się z resztą. W łazience ściągnęłam wszystkie ciuchy, włączyłam muzykę, i weszłam do wanny pełnej gorącej wody. Leżałam tak bezczynnie chyba półtorej godziny. W końcu wyszłam, owinęłam się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Na moim łóżku siedziała Cait, Leah i Hope.
- Coś się stało?- spytałam zdziwiona. lekko się czerwieniąc. Nadal byłam tylko w szlafroku.
- Nic. Chciałyśmy tylko pogadać.
- O czym?
- O Tobie, Jeydonie...
- Jak macie jakieś dobre rady, to zostawcie je dla siebie.
- Amy, no... Chcemy, by było dobrze, a nie pouczać Cie... Ogólnie to i tak chciałyśmy pogadać, bo nam się nudzi.- odparła z uśmiechem Leah.
- Ok, idę coś ubrać.- znów zniknęłam w łazience. Ubrałam piżamę i szlafrok.
- Amy, nie gniewaj się na Jeydona... Justin też sporo wypił.- próbowała pocieszyć mnie Cait.
- Jakoś nie zauważyłam, by chwiał się na nogach.
- Może nie było po nim widać, ale pił. Poza tym nie przejmuj się. To tylko facet.
- No właśnie. Macie ochotę na słodkiego?- wtrąciła Hope.
- Jasne, że tak. Tylko skąd coś weźmiemy?- spytała Leah.
- Oj, już moja w tym głowa.- odparła i wzięła swoją torbę.- Może być?- spytała, wyciągając truskawki i wielką czekoladę.
- Jasne.- odparła Leah z uśmiechem.
- Wiesz, Leah, cieszę się, że pogodziłaś się z Samem. 
- Ja tez się cieszę.- zarumieniła się.
- W ogóle gdzie oni pojechali?- spytała Hope.
- Odstresować się.- odparła Cait.- Pewnie wrócą nad ranem.
- Taaak, już widzę, jacy będą zrelaksowani z tym kacem.- westchnęłam. 
- Amy, nie martw się na zapas. Wszystko będzie dobrze.
 Przegadałyśmy z dziewczynami chyba wszystkie możliwe tematy. Świetnie się wszystkie dogadywałyśmy. Wyszły dopiero o szóstej rano. W końcu położyłam się spać, zmęczona tym wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz