Dzień dobry :*
Kochanie, bardzo Cię przepraszam, ale musiałem iść do domu. mama przyjechała. Jak się obudzisz zjedz porządne śniadanie i napisz.
Kocham Cie najmocniej na świecie, Jeydon.
Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam do garderoby. Jak zwykle miałam dylemat, ale wzięłam ultrakrótkie czarne szorty, kolorowe rajstopy w kwiaty, buty emu, czarną bokserkę i szary kardigan. Poszłam do łazienki i wzięłam szybciutki zimny prysznic. Zrobiłam lekki makijaż, ubrałam się, związałam włosy w wysoką kitkę i założyłam kwiatową bandanę jako opaskę na głowę. Zeszłam na dół z uśmiechem na ustach. Sam grał na konsoli z Ryanem.
- Cześć chłopaki.- rzuciłam z uśmiechem.
- Cześć.- Ryan oderwał wzrok od ekranu.- Wow, świetnie wyglądasz.- dodał.
- Dzięki.- wyszczerzyłam się.- Jedliście już coś?
- Tak.- odparł Sam.
- Ok, rozumiem, że nic nie chcecie...
- Nie, czekaj!
- Czyli jednak.- uśmiechnęłam się.
- Zrobisz tosty?- Ryan posłał mi słodkie oczka.
- Rany, tosty? Niby z czym?
- Z nutellą.
- O Jezu, wiesz ile przy tym roboty?
- Amy, no...
- Ok, ok. Zaraz będą te Wasze tosty.- uśmiechnęłam się po raz kolejny i weszłam do kuchni. Zrobiłam tosty i grubo posmarowałam je nutellą, a dla siebie zrobiłam kanapkę razowego chleba z wędliną i sałatą. Do tego pyszny, truskawkowy jogurcik. Zaniosłam chłopakom tosty i dosiadłam się do nich.
- Gdzie się potem wybierasz?- spytał Ryan z pełną buzią.
- Hmmm... No , to było strasznie trudne pytanie stary.- burknął Sam.
- Sam, co Cię ugryzło?
- Nic.
- Przecież widzę.
- No mówię Ci, że nic się nie stało.
- Dobra, nie chcesz to nie mów.- odwróciłam się do Ryana. Sama miałam za plecami.- Idę po śniadaniu do Jeydona. Musimy jechać do jubilera.
- Po co?
- Po prezent numer jeden.- wyszczerzyłam się.
- To tych prezentów masz więcej? Ja kupiłem tylko jeden.
- No, tak jakoś wyszło.- odparłam, zrzucając okruszki ze swojego kardiganu na talerz.- Dobra, ja się zbieram. Pamiętajcie, o 18 w Copacabana.
- Jasne.
Odniosłam talerz, poprawiłam włosy i przed wyjściem rzuciłam:
- Tylko się nie spóźnijcie.
U Jeydona wysłuchałam chyba wszystkich historyjek z jego dzieciństwa, które opowiedziała mi jego mama. Gdy Jeydon w końcu się wyszykował, dziękowałam bogu za to, że ni muszę tam siedzieć ani minuty dłużej. Owszem, mama Jeydona była bardzo miłą kobietą, ale szczerze nie obchodziło mnie to, że Jeydon mając dwa lata, założył brudna pieluszkę na głowę, wysmarował się nią i biegał tak po całym domu... No więc, gdy zszedł wreszcie mogliśmy wyjść.
- Już myślałam, ze stamtąd nie wyjdziemy.- zaczęłam marudzić.
- A ja myślałem, że mama zje mnie wzrokiem, gdy Cię przytuliłem i chciałem pocałować.
- Aaaa, to dlatego tylko mnie cmoknąłeś.- uśmiechnęłam się.
- Mhm.- odparł i wpił się w moje usta. Po chwili oderwał się ode mnie i spojrzał w moje oczy.- Kurcze, muszę Ci coś pokazać.- rzucił i pociągną mnie za rękę.
- Jeydon, nie tak szybko.Stój!
- No chodź.- ponaglił mnie. Stanęliśmy przed garażem z tyłu domu. Jeydon zasłonił mi dłonią oczy i wprowadził mnie do garażu.
- Jeydon nie wygłupiaj się.
- Ok, możesz już zobaczyć.- odparł. Miałam przed sobą sportowe czarne Lamborghini.
- Wow, jest śliczne.
- No. Dostałem od rodziców. Mój pierwszy prezent.
- Hmmm... Myślę, że tym prezentem możesz się już przejechać. To znaczy przewieźć mnie.- uśmiechnęłam się.
- A gdzie chcesz jechać?
- Z Tobą nawet na koniec świata.- uśmiechnęłam się.- a tak szczerze to muszę wstąpić do jubilera po taką rzecz. Dawno to miałam zrobić, ale zapomniałam. Więc dzisiaj wykorzystam Ciebie.- musnęłam jego wargi.
- Oczywiście.- odparł z uśmiechem i otworzył mi drzwi.
- A więc to jest prezent numer jeden ode mnie.- oznajmiłam z uśmiechem podchodząc do znudzonego Jeydona.
- Dla mnie? Przecież mówiłaś, że czegoś zapomniałaś.
- No chyba nie myślałeś, że powiem Ci, że jedziemy po prezent.- uśmiechnęłam się.- Wszystkiego najlepszego, Kochanie.- musnęłam jego usta i podałam pakunek.
- To dla mnie?- spytał, wyciągając dwa nieśmiertelniki. Jeden miał wygrawerowane dane Jeydona, a na drugim były moje inicjały.
- Tak.
- Dziękuję.Kocham Cię.- musnął moje wargi.
- Nie ma za co. To tak dla pewności, żebyś zawsze o mnie pamiętał.
- Ja nie przestaje o Tobie myśleć, Skarbie.
- Cieszę się, że Ci się podoba.- chwyciłam Jeydona za rękę.- Dziękuję za fachową obsługę. Do widzenia.- zwróciłam się do sprzedawcy i wyszliśmy.
- Musimy jechać do domu?- spytałam. To był podstęp. Nie mogliśmy jechać teraz do domu. Była tam cała rodzina Jeydona, która została sprowadzona na Jego przyjęcie niespodziankę. Wszyscy mieli dopiero za pół godziny jechać do Copacabany zacząć pilnować, czy wszystko idzie zgodni z planem.
- Niekoniecznie. a co chcesz robić?
- Może spacer?
- Może być.- uśmiechnął się. Objął mnie ramieniem i poszliśmy do parku.
- Gdy byłem trochę młodszy, w wieku osiemnastu lat chciałem mieć już dom, samochód i żonę.- uśmiechnął się.- I co? Mam osiemnaście lat i nadal jestem gówniarzem. W sumie to nic jeszcze nie mogę.
- Miałeś super przemyślenia, będąc dzieciakiem.- uśmiechnęłam się.- Ja zawsze chciałam się spełnić zawodowo, a dopiero potem założyć rodzinę. Ale teraz wszystko się zmienia.
- to znaczy?
- To znaczy, ze sama nie wiem, kiedy chciałabym założyć rodzinę.
- Chciałabyś kiedyś założyć rodzinę ze mną?- spytał całkiem poważnie. Wyobraziłam sobie gromadkę małych dzieci podobnych do mnie i do Jeydona, biegających po całym domu. Zaczęłam się śmiać.- To było zabawne?
- Nie, tylko wyobraziłam sobie gromadkę dzieci, biegających po całym domu.
- Nie chciałbyś takiej gromadki? Biegałyby i krzyczały: Mamusiu, bardzo cię kocham.
- Może kiedyś.- odparłam całkiem poważnie.- Na razie chciałabym beztroskiego życia u Twoim boku.- Jeydon objął mnie i delikatnie pocałował.
- Burczy Ci w brzuchu?- spytał, przerywając pocałunek.
- Słyszałeś?
- Nie dało się tego nie usłyszeć. Jadłaś coś dzisiaj?
- Tak.
- Nie wierzę. A nawet jeśli, to pewnie coś lekkiego. Amy, śniadanie nie tuczy.
- Wiem.
- To dlaczego nie jesz? Nie musisz się odchudzać.
- Jeydon, ja się nie odchudzam...- próbowałam protestować.
- Idziemy coś zjeść.- wstał.
- Jeydon, nie...
- Idziemy. No już, wstawaj.- pociągnął mnie za rękę.
- Ok.- westchnęłam.
- Co chcesz?- spytał Jeydon przy kasie McDonalds'a.
- Cheeseburgera i colę.
- Dwa cheeseburgery i dwie duże cole poproszę.- zwrócił się do kasjerki.- Muszę iść do toalety.- szepnął mi na ucho.- Odbierzesz zamówienie?
- Jasne. Pędź. Tylko umyj ręce.- odparłam z uśmiechem. Korzystając z okazji napisałam wszystkim sms'y, że mają się nie spóźnić. Chciałam, żeby wszystko wyszło idealnie. W końcu przyszła kasjerka razem z naszym zamówieniem.
- Pani chłopak jest bardzo przystojny.- oznajmiła z uśmiechem.
- Wiem, dziękuję. Też tak sądzę.- odwzajemniłam uśmiech i poszłam do najbliższego stolika. Rozpakowałam kanapkę i zaczęłam powoli jeść, gdy ktoś mnie przestraszył.
- Leah?- po raz drugi krzyknęłam.- Leah, tak się cieszę! Co Ty tu robisz?
- Sam zaprosił mnie na urodziny Twojego chłopaka.- odparła.
- To znaczy, że się pogodziliście?
- Tak.- zarumieniła się.
- Jej, tak się cieszę.
- Ja też.
- Jesteś tu sama?
- Nom. Czekam na Sama.
- Jaki... Nic mi nawet nie powiedział. Świnia.
- Może nie chciał zapeszać.
- Ooo, widzę, że znalazłaś sobie lepsze towarzystwo.- Jeydon stwierdził z uśmiechem.- Cześć.- zwrócił się do Leah.
- Leah to dziewczyna Sama, jeszcze z Ottawy.- uśmiechnęłam się do Jeydona.- A Jeydon to mój chłopak.- zwróciłam się do Leah. Spojrzała na zegarek.- miło było Was spotkać, ale muszę już lecieć. Na razie.
- Pa.
- Miła ta dziewczyna.
- No. Bardzo ją lubię.
- Będziesz jeszcze jeść?
- Nie.
- Idziemy już?
- Jasne.
W domu Jeydon oczywiście nie miał się w co ubrać.
- Powiesz mi w końcu gdzie my idziemy?
- Nie.
- No ale w co mam się ubrać?
- Hmmm... W coś wyjściowego i wygodnego.
- Mam ubrać garnitur?
- Nie aż tak oficjalnie. Chociaż...
- Amy, no zlituj się.
- Ok. Ubierz jeansy, jakiś T-shirt, koszulę i buty. Koniecznie supra.
- I nad tym zastanawiałaś się tak długo?
- Mhm.
- Awww...- westchnął i wszedł do łazienki. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi wyjęłam telefon i zadzwoniłam do mamy Jeydona.- I jak? Wszystko gotowe?
- Oczywiście. Wszyscy już są. Brakuje tylko Was.
- Jasne. Jeydon się ubiera. Zaraz pojedziemy do mnie, ogarnę się i będziemy na miejscu.
- Dobrze. To do zobaczenia.- rozłączyła się. W głowie obmyślałam, co założę na siebie. Ta sukienka w kolorze nude z dużą kokardą powinna być dobra. Do tego szpilki, też w kolorze nude. Włosy rozpuszczę i pokręcę. Tak, to powinno świetnie wyglądać. Pojedziemy nowym samochodem Jeydona, więc nie zmarznę.
Jeydon wyszedł z łazienki. Wyglądał nieziemsko. Miał na sobie niebiesko-fioletowe buty supra, ciemnoniebieskie jeansy, fioletowy t-shirt i niebieską koszulę, przy której wisiała mała broszka-muszka.
- Wow, wyglądasz fantastycznie.- mruknęłam i podeszłam do niego. Przyciągnął mnie bliżej siebie i musnął moje usta. Zmierzwiłam mu ręką włosy.
- Wiem, ale to nie zmienia faktu, za nadal nie wiem, gdzie idziemy.
- Mhm, a to z kolei nie zmienia fakty, że i tak ci nie powiem.- uśmiechnęłam się.- Musimy jechać do mnie.
- Po co?
- Też muszę się przebrać.
- Amy...- zaczął marudzić Jeydon.
- Im szybciej pojedziemy, tym szybciej się przebiorę. To jak?
- Ok, chodź.- odparł i pojechaliśmy do mnie.
Gdy w końcu byliśmy na miejscu, Jeydon był nieźle znudzony.
- To tutaj? Po co przyjechaliśmy pod najlepszy klub pod miastem?
- Prezent numer dwa. Ode mnie i Twojej mamy.
- To znaczy?
- To znaczy, że musimy wejść do środka.- uśmiechnęłam się i pociągnęłam go za rękę.
W środku stał duży tort z napisem"Spełnienia marzeń, Jeydon" a wokół niego stali najbliżsi, przyjaciele, rodzina i znajomi. Po chwili zaczęli podchodzić po kolei i składać mu życzenia. Gdy zrobiło się trochę luźniej, DJ Justina puścił muzykę, a Jeydon pociągnął mnie za rękę i odeszliśmy na bok.
- Jak Ty to wszystko zorganizowałaś?- spytał z błyszczącymi oczami.
- Twoja mama mi trochę pomogła. Mam nadzieje, że chociaż trochę jesteś zadowolony.
- Zadowolony? Ja jestem zachwycony. Kocham Cię.- musnął moje wargi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz