- Amy, Justin... Nie wiem, co mam robić. Wyrzucił Selenę z domu.
- Poczekaj.- odparłam i lekko ziewnęłam.
- Przepraszam, ze Cię obudziłam.- wyszlochała, powoli się uspakajając.
- Nic nie szkodzi.- ruszyłam po Jeydona na górę. Jeydon oczywiście spał jak zabity. Nie chciałam go budzić, ale nie miałam innego wyboru. Ktoś musiał to wszystko wreszcie ogarnąć. Nachyliłam się nad Jeydonem i złapałam za jego ramię.
- Skarbie, przepraszam, ze cię budzę, ale mamy problem.- powiedziałam głośnym szeptem. Jeydon otworzył oczy.
- Co się stało?- spytał zaspanym głosem, podnosząc się na łokciach.
- Justin wyrzucił Selenę z domu.
- Jezu...- westchnął.- Już wstaję. Zadzwonisz po Ryana? Sam nie dam rady.
- Jasne.
- Dziękuję.- musnął moje wargi i wstał z łóżka.
- Zejdę już na dół, bo Cait na mnie czeka.
- Ok. Ubiorę spodnie i też schodzę.- odparł i zaszął rozglądać się za swoimi spodniami.- Amy...
- Są na oparciu krzesła, głuptasie.- przerwałam mu z uśmiechem.
- Dzięki. Kochana jesteś.
- Wiem.- odparłam i zeszłam na dół. Cait siedziała na sofie w salonie. Zrobiło mi się smutno na jej widok. Ta dziewczyna tyle ostatnio przeszła.
- Cait, Jeydon zaraz zejdzie...
- Myślałam, ze poszłaś po Sama... Ale to nawet lepiej.
- Nie poszłam po Sama, bo ten pewnie znowu pobił by się z Justinem. Trzeba to w końcu załatwić. Nie może tak być... Zadzwonię jeszcze po Ryana, ok?
- Ok.
Wzięłam domowy telefon i wybrałam numer Ryana.
- Halo?- odebrał dopiero po ostatnim sygnale.
- Ryan, mamy problem.
- Niech zgadnę... Czy ten problem nazywa się Justin?- zapytał kpiąco.
- No.
- Czy świat musi się kręcić tylko wokół niego? Mam tego powoli dosyć. Tym razem nieźle sobie nagrabił.- syknął.- Dobra, będę za dwadzieścia minut. Muszę się jakiś wymknąć z domu.
- Ok. Do zobaczenia.- rozłączyłam się. Jeydon rozlewał sok do szklanek, a Cait doprowadzała się do porządku w łazience. Podeszłam do Jeydona.
- Co zrobimy?
- Nie wiem, Skarbie.- przyciągnął mnie do sibie.- Ale wiem, że w końcu musimy doprowadzić go do porządku. Nie może się tak bawić, bo rani przy tym nnych. Najchętniej bym mu przywalił, żeby się opamiętał.
- Kotku, obiecaj mi, że będziesz trzymał łapki przy sobie.
- Obiecuję.
- Na pewno?
- Tak, na pewno.- musnął moje usta. W tym samym czasie z łazienki wyszła Cait.
- Przepraszam.- zaczęła lekko zmieszana.
- nie, to my przepraszamy. Wiemy, co teraz przechodzisz.- odparłam.
- Nie szkodzi. To, że Justin jest idiotą nie znaczy, że wszyscy musza traktować mnie jak jakąś inną!- wrzasnęła. Popatrzałam speszona na Jeydona, a on na mnie.
- Cait... Amy nie miała na myśli czegoś, co mogłoby Cię urazić.
- Jasne.
- Cait, naprawdę przepraszam.
- Ok, już ok. Zachowałam się teraz jak jakaś desperatka.
- Rozumiem. Nie gniewaj się.- przytuliłam ją.
- Amy, dzwoniłaś do Ryana?- zapytał Jeydon.
- Tak. Powiedział, że postara się być tutaj jak najszybciej, ale musi się jakoś wymknąć z domu.
- Aha. To pewnie zaraz będzie.
- No pewnie tak.
Ale zamiast Ryna zjawił się Justin, który zaczął się wydzierać. W końcu Jeydo wyszedł przed dom.
- Stary, jest trzecia w nocy. Przestań się drzeć.
- Daj mi porozmawiać z Cait.
- Justin, opanuj się. Dlaczego wyrzuciłeś Selenę?
- Bo jej nie cierpię! Kocham Cait, rozumiesz? I w dupie mam, co inni sobie pomyślą, albo, czy moja kariera legnie w gruzach. Rozumiesz?
- Jasne, tylko przestań się na mnie drzeć!- krzyknął Jeydon.
- Co się dzieje?- spytał Ryan, stając między nimi. Lekko z boku stanął Chaz.
- Ja już nie wiem co mam mu powiedzieć. Co to jest za debil! Marnuje sobie życie na jakieś miłosne gierki. Niech on się w końcu ogarnie, a nie wciąga w to wszystko swoich przyjaciół. I niech nie rani Cait. Ona też ma prawo do szczęścia.
- Ja jestem debilem?- oburzył się Justin.- Nie przypominasz sobie co było, zanim przyjechała tu Amy? Zanim ją poznałeś? A może to też taka puszczalska jak wszystkie Twoje byłe?
- Przegiąłeś.- Jeydon złapał go za bluzę i uderzył go pięścią w twarz. Wybiegłam przed dom.
- Jeydon obiecałeś!- krzyknęłam ze łzami.
- Amy, on obraził Ciebie.
- No i co z tego? Jesteś nienormalny? Obiecałeś?- Krzyczałam. Jeydon podszedł do mnie i mocno mnie objął.
- Dobra, pogadajcie z nim, a ja pójdę do domu.- odparł i poszedł. Zostałam na zewnątrz.
- Stary, opanujesz się w końcu? Nie widzisz, że wszyscy dookoła przez Ciebie cierpią?- Ryan złapał Justina za ramię.
- Widzę...- Justinowi do oczu powoli napływały łzy.- Ja się chyba pogubiłem. Chcę, żeby było jak dawniej. Nie chcę was wszystkich tracić. Muszę robić wszystko tak, jak chcą inni. Nie mam na nic czasu.
- I dlatego musisz ranić innych?- spytał Chaz.
- Proszę, dajcie mi porozmawiać z Cait. Tylko tyle.
- Pójdę po Cait.- odparłam i weszłam do domu. Cait stała w kuchni z Jeydonem.
- Cait, Justin chce z Tobą gadać.
- O czym?
- Nie wiem. Ale po tym jak Jeydon go walnął, chce Ci chyba powiedzieć coś ważnego.
- Nie pójdę do niego.
- Może jeśli teraz pójdziesz, wszystko się wyjaśni?
- Dobra, idę.- odparła i wyszła z domu.
- Jeydon, obiecałeś.
- Nie pozwolę, żeby Cię obrażał.
- Nie musiałeś od razu go bić.
- A co, miałem stać?
- Nie wiem. w każdym razie nie musiałeśgo bić.
- Dobrze, przepraszam. Chcesz się o to pokłócić?- spytał, przytulając mnie mocno.
- Nie. I to nie mnie powinieneś przeprosić.
- Amy, o co Ci chodzi?
- O nic.
- Jezu, stało się. Możesz już przestać?- spytał, patrząc mi w oczy.
- Mogę.
- Dziękuję.- musnął moje wargi.- Kłótnia z Tobą, to ostatnia rzecz, jakiej bym teraz chciał. Do domu wszedł Ryan i Chaz.
- I co?- spytałam.
- Co co?
- No, o czym gadają?
- No, nie wiem. Poprosili, byśmy zostawili ich samych.
- Aha.- odparłam i poszłam do salonu. Po jakimś czasie chłopaki doszli do mnie.
- Boże, co oni tam robią?- przerwałam niezręczną ciszę, która panowała od czterdziestu pięciu minut.
- Pewnie gadają.- odparł Ryan.
- No tak. ale ile można gadać?
- Nie wiem. Jak Ci się nudzi, to idź zobacz, co robią.
- Żebyś wiedział, że pójdę.- wstałam podekscytowana i podeszłam do okna.- Nie wierzę!- zapiszczałam.
- Co się stało?- chłopaki podbiegli do okna.- No nie. Wiedziałem, ze tak będzie.
Na zewnątrz Justin i Cait namiętnie się całowali.
- Co powiemy Samowi?- spytał Chaz, przerywając nasze rozmyślenia.
- Nic. Będzie się musiał z tym pogodzić.- odparłam.
- Myślisz, że przyjmie to jakoś łagodnie?
- Nie wiem. Ale od początku było wiadome, że Cait nic do niego nie czuje.
Rano wszyscy siedzieliśmy w kuchni, jedząc śniadanie i rozmawiając na różne tematy. Sam wiedział już o wszystkim i starał się udawać twardziela, ale zbytnio mu to nie wychodziło. Gdy Justin powiedział coś, z czego wszyscy się śmiali, on tylko kiwał przecząco głową. W sumie mógł się lepiej zachowywać przy stole.
W pewnej chwili nasz spokój przerwał dzwonek do drzwi. Sam wstał, by otworzyć, a my dalej zajmowaliśmy się jedzeniem. Do kuchni wparowała wściekła Selena.
- Jak sobie to dalej wyobrażasz? Co im wszystkim powiesz?- spytała, wskazując ręką na okno. Na zewnątrz stał tłum paparazzi.
- Nie wiem. Ty coś wymyśl. Jesteś taka inteligentna, i w dodatku jesteś ofiarą. Wymyśl coś. Powiedz, że jestem totalną świnią i że wyrzuciłem Cię z domu, albo coś. Dasz radę.
- Jeszcze gorzko tego pożałujesz.- syknęła i wyszła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz