-Halo?
- Dzień dobry.- w słuchawce usłyszałam miły głos mamy Jeydona.- Przepraszam, że przeszkadzam, ale nie mogę się dodzwonić do Jeydona. Jeremy powiedział, że pojechaliście gdzieś razem, więc...
- Tak. Jeydon śpi.
- To nawet dobrze się składa.- zaśmiała się.- Tak naprawdę to chciałam rozmawiać z Tobą.
- Ze mną?- spytałam zdziwiona.
- Tak. Za tydzień będą urodzinyChciałam ustalić szczegóły urodzin Jeydona. Wiem, że jest już za duży na przyjęcia dla przyjaciół i tym podobne, i że na pewno będzie chciał spędzić ten dzień z Tobą. Wiem, jaka jesteś dla niego ważna. A ja chciałabym urządzić dla niego coś w stylu przyjęcia niespodzianki. Najlepiej w jakimś lokalu. To są w końcu jego osiemnaste urodziny...
- No tak, tylko jaki ja mam w tym udział?
- Chciałabym zaprosić całą rodzinę, przyjaciół Jeydona... A Twoim zadaniem będzie to, by Jeydon o niczym się nie dowiedział.
- Tak, tylko... Ja jeszcze nawet o tym nie myślałam.
- No widzisz, dobrze, że pomyślałam ja.- roześmiała się.- Cieszę się, że Jeydon znalazł kogoś, na kim bardzo mu zależy. Dobra, nie przeszkadzam Wam już. Omówimy jeszcze szczegóły telefonicznie, dobrze?
- Oczywiście.
- Miłego dnia.
- Dziękuję, wzajemnie. Do widzenia.- rozłączyłam się. Jeydon siedział bezradnie na łóżku i szukał mnie wzrokiem. Weszłam do pokoju.
- Dzień dobry.- uśmiechnęłam się i podeszłam do łóżka. Jeydon przytulił się, a ja musnęłam jego usta.
- Z kim rozmawiałaś?
- Z Twoją mamą.
- Z moją mamą?- spytał zdziwiony.- Czego chciała? Była niemiła?- zaczął wypytywać.
- Nie, była bardzo miła. Chciała się dowiedzieć, dlaczego nie odbierasz telefonu.
- No własnie. Włączyłaś telefon.- odwrócił wzrok i udawał obrażonego.
- Przepraszam, ale musiałam napisać do taty.- musnęłam jego usta. Nadal na mnie nie patrzał.- Oj, nie obrażaj się już.- usiadłam na nim.- Wybaczysz mi?- pocałowałam go.
- Może...- odparł.
- Jesteś nieznośny. Co mam zrobić?
- Nie wiem.- odparł z uśmiechem.
- Jeydon.
- No co?- zaśmiał się. Musnął moje wargi i położył się na łóżku, ciągnąc mnie ze sobą tak, że leżałam na nim.- Chciałbym móc leżeć tak z Tobą w nieskończoność.- szepnął, bawiąc się kosmykiem moich włosów. Podniosłam głowę.
- Nie znudziłoby Ci się?
- A tobie by się znudziło?
- No... Nie wiem. Nieskończoność to strasznie dużo czasu.
- Hmmm... Może trochę brakowałoby mi kumpli i być może czasami rodziców, ale... Gdybyś była cały czas przy mnie pewnie by mi się nie znudziło.
- Taaak. Byłoby wspaniale do pierwszej kłótni.
- Jak do tej pory jeszcze się nie pokłóciliśmy i wolałbym się z Tobą nie pokłócić.- musną moje wargi.
- Kocham Cię wiesz?
- Ja Ciebie też.
Wracając do domu, byłam nieźle wkurzona. Okazało się, że Sam i Justin się pobili i siedzą w szpitalu. Cały czar spędzania wspólnego czasu z Jeydonem prysł w jednej chwili. Byłam naprawdę zła na Sama. Zachował się jak szczeniak.
- Skarbie, jesteś o coś na mnie zła?- spytał Jeydon, zatrzymując się na światłach.
- Nie, dlaczego?- próbowałam wydusić z siebie jak najmilszy ton.
- Przecież widzę.- zjechał na parking jakiegoś małego zajazdu.- Amy, powiedz mi co się dzieje.- położył dłoń na moim kolanie. Rozpłakałam się.- Skarbie powiedziałem coś nie tak?- spytał lekko zmieszany.
- Nie, tylko...- wyszlochałam.- Czy zawsze, kiedy jesteśmy sami, on musi nam przeszkadzać? Czy zawsze musi nam wszystko popsuć?
- Kotku, o czym Ty mówisz?- spytał, przytulając mnie.
- Nie o kim, tylko o czym.- znów zaszlochałam.
- Ok, no to o kim?
- O Samie. Znowu robi to samo. Znowu chce mnie ochraniać.
- Hmmm... Jeśli to ma Cię pocieszyć, to też mam dosyć ich problemów. Skarbie, nie płacz, bo już się cała rozmazałaś. Nie przejmuj się.
- Łatwo Ci mówić...
- Amy, proszę Cię no... Pojedziemy do szpitala, zabierzemy tych karateków, przyjedziemy do domu, zamówimy żarcie i będziemy cały dzień leżeć w łóżku, ok?
- Ok.- wyszlochałam w jego bluzę.
Ruszyliśmy. Jeydon włączył radio. Oczywiście na dłuższą metę nie dało się yego słuchać, bo dziennikarze cały czas mówili o dzisiejszym wydarzeniu, a mianowicie o bijatyce Justina Bieber'a.
- Sory, ale nie mogę tego słuchać.- odparł Jeydon i wyłączył radio.
- Jasne. W ogóle to co dalej z waszym duetem?
- Nie wiem. Selena cały czas się do wszystkiego przyczepia. To jest chyba najgorsza gwiazdka disneya. Mam jej totalnie dosyć. Nie wiem co Justin w niej widzi. Jest walnięta.
- Może on wcale nie jest z nią dla... miłości, jeśli tak to można nazwać.
- Co masz na myśli?
- To, o czym piszą gazety.
- Myślisz, ze Justin taki jest?
- Nie wiem jaki jest Justin. Nie potrafię go rozgryźć. Ale na pewno nie jest szczęśliwy z Seleną. On dalej czuje coś do Cait... a ona do niego. Niby wszystko fajnie, tylko co z Seleną i Samem.
- Szczerze mówiąc, mam tego dosyć. Niech układają sobie to między sobą, a nas do tego nie mieszają.
- No tak. Byłoby świetnie.
Jeydon zaparkował przed szpitalem. Ruszyliśmy szybkim krokiem do izby przyjęć. W środku zaczepiłam jakąś pielęgniarkę.
- Przepraszam, gdzie mogę znaleźć Sama Wyse?
- Kiedy go przywieźli?
- Dzisiaj.
- Hmmm... A ile ma lat?
- Prawie 18.
- Aha, to ten od pobicia gwiazdy.- westchnęła.- Czwarte drzwi po prawej.
- Dziękuję.- pobiegłam do wskazanej sali. Sam siedział na łóżku za zasłoną. Ocieraj krew z nosa, a Justin na drugim łóżku ocierał rozcięty łuk brwiowy. Czit stała naprzeciw zasłony i patrzała to na jednego to na drugiego.
- Powaliło Cię?- wrzasnęłam tak, ze Sam aż podskoczył.- Jesteś szurnięty. Zbieraj się.- syknęłam.
- Uspokój się.
- Nie. Ostatni raz wyciągam Cie z jakichkolwiek tarapatów. Jesteś totalnie nieodpowiedzialny. Zbieraj zabawki i idziemy.
- Jesteś walnięta.
- A Ty rąbnięty. I nie wnerwiaj mnie, bo zadzwonię do taty i załatw Ci opiekę dwadzieścia cztery godziny na dobę, jeśli nie potrafisz się sam sobą zająć.
- nie zrobisz mi tego.
- Przekonamy się?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz