- Jey, a może przełożymy te wakacje, hmmm?- Zapytał Sam szeptem.
- To nic nie da. Ona mnie w ogóle nie poznaje. Amy nie poznaje nawet własnego ojca, a co dopiero mnie! Stary, tylko Ty jesteś dla niej teraz bliski. Co to da, ze pojedziemy na wakacje?- Zapytał Jeydon. Jego głos się załamał.
- Moglibyśmy wszyscy razem polecieć na wakacje. Jak tylko Amy wyjdzie ze szpitala.
- I myślisz, ze to pomoże? To raczej w domu powinna dochodzić do siebie, a nie...
- Dom, to nie dom. Skoro Amy pamięta mnie i mamę, pamięta dom z Ottawy.
- Racja.
- Sam nie wiem. Może rzeczywiście gdyby miała sobie coś przypomnieć, to by sobie przypomniała.
Drzwi sali lekko zaskrzypiały i dla niepoznaki otworzyłam jedno oko.
- Tu jesteście chłopcy.
- Dzięki tato- Sam wziął od ojca kubek z kawą, i podeszli do mojego łóżka.
- Dzień dobry, Skarbie- powiedział ojciec z uśmiechem.- Jak się spało?
- Sam, zawołaj mamę- poprosiłam i odwróciłam wzrok w drugą stronę. Nie chciałam z nimi rozmawiać. Dlaczego nie mogli jej zawołać?
- Nie mogę- odparł Sam.
Podniosłam się ostrożnie i spojrzałam na niego.
- Podaj mi lusterko.
- Po co?
- Podaj mi te cholerne lusterko.
Byłam bliska płaczu. Nie panowałam nad emocjami.
- Najpierw powiedz mi po co?
- Chcę zobaczyć swoją twarz. Chcę zobaczyć, co takiego jest z nią nie tak, że mama nie chce tu wejść! Chce zobaczyć, dlaczego mnie unika. Dlaczego nie chcecie jej tu przyprowadzić? Chcę ją tylko zobaczyć! Dajcie mi mamę!- Wybuchnęłam płaczem.
- Amy, mama nie żyje! Nie przyjdzie tutaj, zrozum! Straciłaś pamięć! Skończ ją wołać! To jest nie do zniesienia!- Sam zaczął krzyczeć, a po jego policzkach pociekły łzy. Wybiegł z sali, a za nim ojciec. Tylko Jeydon wbił tępo wzrok w ścianę i próbował coś zrozumieć. Po kilku minutach, gdy wreszcie się uspokoiłam, usiadł na krześle obok mojego łóżka.
- Amy...- Szepnął i przytulił mnie.- Na prawdę niczego nie pamiętasz?
Pokręciłam przecząco głową. Puścił mnie i wyszedł. Bez słowa.
Przez następny tydzień odwiedzały mnie cztery osoby. Na przemian babcia, ojciec, Sam i Cait. To dziwne uczucie, bo tylko z Samem mogłam pogadać. Reszta była dla mnie obca. Nie pamiętałam żadnego zdarzenia, o którym mówili. Próbowali przypomnieć mi setki sytuacji, ale nieskutecznie. Któregoś dnia, za namowa lekarza, babcia przyniosła fotografie. Ucieszyła się, ale po paru minutach była jeszcze bardziej załamana. Potrafiłam na nich wskazać Sama, mamę i siebie. Nikogo poza tym.
Lekarze stwierdzili, że mój stan jest na tyle dobry, bym mogła wrócić do domu. Do jakiego domu, czułam się tutaj jak w domu koleżanki. Niczego nie poznawałam. Czułam się jak intruz. Przy posiłkach babcia, ojciec i Sam dyskutowali o faktach i ludziach, których nie mogłam sobie przypomnieć.
Tata załatwił mi wizyty u psychologa. Stwierdzili amnezję spowodowaną wypadkiem. Umiałam liczyć, wiedziałam, kto jest prezydentem USA, potrafiłam wymienić najwybitniejszych pisarzy, ich dzieła, sporo wiedziałam o życiu historycznych osobistości... Ale nie pamiętałam, że moja mama nie żyje, a ten facet i kobieta, którzy ze mną mieszkają w tym obcym domu, to tata i babcia. Nie poznawałam przyjaciół, ani swojego chłopaka. Nie wiedziałam, skąd go znam, czy go kochałam...
Widziałam, jak powoli wszyscy się poddają. Pierwszy zrobił to Sam, twierdząc, że jak będę sobie miała coś przypomnieć, to wkrótce to zrobię. Następny był tata. Już nie pokazywał mi zdjęć, nie próbował niczego mi przypominać... Po nim poddała się babcia. Ale Jedyon się nie poddał. To on pokazał mi spodnie, które zniszczyłam, upadając na ziemię przy naszym pierwszym spotkaniu. To on opowiedział mi o naszym pierwszym pocałunku. Próbował zbliżyć sie do mnie, byśmy mogli poczuć to, co przed wypadkiem. Zabrał mnie do Atlanty, pokazał mi miejsce, w którym odbywała się jakaś gala, gdzie występował i gdzie byłam też ja. Zabierał mnie w miejsca, gdzie lubiliśmy przychodzić. Zabrał mnie do swojego mieszkania i pokazał, że są tam też moje rzeczy. Ale ja niczego nie mogłam sobie przypomnieć. Poprosił nawet Selenę Gomez, by przyjechała. Mówił, że strasznie jej nie lubię. A ja po prostu patrzałam na obcą osobę i zastanawiałam się, dlaczego jej nie lubię?
To było koszmarne uczucie. Jak gra w chorym filmie, o nieskończonym scenariuszu i kiepskiej fabule. Jakby gonił mnie seryjny psychopatyczny zabójca, jakim był czas. Płynął nieubłaganie, a ja czułam się coraz bardziej samotna...
*********************************************************************************
XOXO
Little Monster ♥
Twoje opowiadanie mogłabym czytać bez końca <3
OdpowiedzUsuńNa pewno Amy wszystko sobie przypomni ... nie mogę się już doczekać kiedy dodasz 71 rozdział ! Nie wiem,który raz to z rzędu piszę,ale nie przestawaj pisać tego bloga !!! <3 <3 <3
Kocham twoje opowiadanie.
OdpowiedzUsuńJest najlepsze jakie czytałam ! *.*
Dodawaj szybko nn :)
Mam nadzieję że to nie koniec ;>
OdpowiedzUsuńProszę dodaj 71 rozdział,ale dłuższy ! :)
OdpowiedzUsuńPisz, pisz <3
OdpowiedzUsuńDodaj nn !
OdpowiedzUsuńświetne <3 kocham cie!
OdpowiedzUsuńTęsknimy dodaj następną notkę i dłuższą ! <3
OdpowiedzUsuńDodaj nn ! <3
OdpowiedzUsuńkiedy nn?
OdpowiedzUsuńDodaj nn <3
OdpowiedzUsuńDodaj wreszcie nowy rozdział !!!
OdpowiedzUsuń