17 wiadomości nieodebranych. 15 nieodebranych połączeń. Mój dzień zaczynał się świetnie.
Zaspałam, to było pewne. Niby nic takiego, ale ja po pierwsze nie miałam śniadania, bo babcia wyjechała na tydzień do Ottawy; po drugie nie miałam transportu, bo mój samochód sprawdzali policyjni śledczy, a Sam i reszta pojechali do szkoły wcześniej; po trzecie nie miałam pieniędzy na autobus, bo taty również nie było w domu (jak zwykle od rana siedział w biurze), a ja ostatnio świeciłam pustkami. Ostatecznie mogłam opchnąć swój pierścionek zaręczynowy, który starczyłby mi na autobus do końca życia, ale Jeydon by mnie wtedy zabił. Postanowiłam więc tego dnia słodko leniuchować i skorzystać z okazji, by przymierzyć ciuchy, jakie Caitlin przywiozła mi na wybory miss.
Po porannej toalecie odsłuchałam 16 wiadomości, każda tej samej treści, że zaspałam z winy taty i żebym wyciągnęła drobniaki z puszki w kuchni. Dla świętego spokoju poszłam sprawdzić, czy rzeczywiście takowe tam były, ale puszka świeciła takimi samymi pustkami jak mój portfel (można domyślić się, czyja to sprawka). Ostatnia wiadomość była od Jeydona. Prosił, żebym oddzwoniła w wolnej chwili. Postanowiłam zrobić to od razu.
- Halo?- Zapytał zdyszany.
- Hej.
- Amy- usłyszałam, że się ucieszył.- Zaczekasz pięć minut? Oddzwonię- powiedział i rozłączył się. Oczywiście, pomyślałam i wyjęłam z torby ciuchy od Cait. Znajdowały się tam tylko cztery sukienki, każda w innym kolorze, jednak wszystkie były bardzo podobne. Pomyślałam, że wystarczy, jak przymierzę jedną, w końcu wszystkie były w moim rozmiarze. Pierwsza, czarna, była zdecydowanie zbyt szeroka; w konsekwencji wyglądałam, jakby moja biodra gwałtownie poszerzyły się. Druga, liliowa, za bardzo opinała moją klatkę piersiową, czego efektem było to, że nie mogłam normalnie oddychać. Gdy w końcu oswobodziłam się z tego obcisłego czegoś zadzwonił Jeydon.
- Cześć- powiedział wesoło.- Jak tam?
- W porządku. Zaspałam dzisiaj do szkoły i leniuchuję w domu. Trochę mi się nudzi. A u Ciebie co tam?
- Szczęściara. Ja też dzisiaj zaspałem, ale nie mogłem sobie niestety tak leniuchować, a o nudzie nie było nawet mowy. Scoot tak mnie ochrzanił, że wszyscy tancerze patrzeli na mnie z przerażeniem. Co zamierzasz zrobić z taką ilością czasu?
- Na razie przymierzam sukienki na miss, ale żadna mi nie pasuje. Cait chyba znalazła je w sieci, bo są strasznie niewymiarowe.
- Może ja coś wypatrzę?
- Nie- odparłam.
- Ale dlaczego?
- A jak myślisz? Wtedy na pewno nie wygram tych wyborów. Wszyscy będą mówili, że wygrałam tylko dlatego, że kupiłeś mi sukienkę.
- Podobno nie zależy Ci na tych wyborach?
- No nie, ale...
- No właśnie.
- Mimo wszystko proszę Cię, żebyś nie kupował mi żadnej sukienki, ok?
- No dobrze, dobrze.
- Przylecisz w weekend?- Zapytałam z nadzieją.
- No właśnie...- Zaczął Jeydon.- Scoot się nie zgodził, a jak tylko usłyszał o tej oponie w Twoim samochodzie, zakazał mi wyjeżdżać z Atlanty do końca Twojego roku szkolnego.
- Co?!
- Ale może Ty przylecisz do mnie? Rozmawiałem już z Robem, przyleci po Ciebie, żeby znowu nie doszło do jakichś nieprzewidzianych sytuacji.
- Jeśli myślisz, że tata pozwoli mi teraz wyjechać, to chyba się mylisz.
- Amy, nie zrozum mnie źle, ale Twój tata jest trochę dziwny. Wtedy, gdy prosiłem go o Twoją rękę, wyglądał na naprawdę dumnego. Ale zaraz potem zachował się jak szaleniec. Zaczął prawić jakieś kazania... Nawet Twoja babcia się zdziwiła.
- Tak, wiem. Pytałam go, czy jest zły, ale on powiedział, że nie.
- Przecież jest.
- No i tak właśnie mu powiedziałam, a on odparł, że jesteśmy za młodzi na takie decyzje i że nie chce, bym popełniła te same błędy, co on. Ja naprawdę go nie rozumiem. Myślałam, że będzie się cieszył. Jeydon, on nawet na Sama jest zły.
- Amy, a może podpytasz babcię, jak było z tymi oświadczynami Twojego taty? To naprawdę jest dziwne.
- Spróbuję.
- Nie wytrzymam tu bez Ciebie. Poza tym, czeka tutaj na Ciebie Twój prezent. Przekonaj do tego mojego tatę.
- Okeeej.
- Co u Justina?
- Amy, możesz mi coś obiecać?- Zapytał Jeydon, przybierając poważny ton.
- A o co chodzi?
- Obiecaj mi coś.
- No ale jak mam Ci obiecać, jak nie wiem, o co chodzi.
- Obiecaj mi, że nie będziesz wierzyć w to, co napiszą, pokażą, albo powiedzą w mediach, ok?
- Ale o co chodzi?
- Byłem wczoraj z JB w jednym klubie...- Zaczął.
- I?- Zapytałam zniecierpliwiona.
- i poszliśmy też z Danem...
- Z jakim Danem?
- Gitarzystą Justina.
- I?
- I trochę za dużo wypiliśmy...
- I?
- Ale nie krzycz na mnie. Poszliśmy potem do drugiego klubu...
- I dlatego mam krzyczeć?
- To był klub dla gejów. Ktoś powiadomił paparazzi i zrobili nam mnóstwo zdjęć...
- Jeydon, czy Ty upadłeś na głowę?!
- Przykro mi, ale kluby dla gejów nie są oznakowane specjalnymi znakami!
- A nie przyszło Ci do głowy, że są tam sami faceci?!
- Proszę, nie krzycz. No, zorientowałem się po chwili, to nie moja wina, mówiłem, że trochę za dużo...
- To widać na pierwszy rzut oka!
- I wtedy zrobili nam te zdjęcia. Boże, co za upokorzenie...
- Własnie. Jutro cała szkoła będzie o tym grzmieć. Czy Wy pomyśleliście przez chwilę, jak ja i Cait będziemy się czuły?
- Ale skąd mieliśmy wiedzieć? Było drogo, nie przyszło nam do głowy, że to klub dla gejów...
- Dwaj kretyni- skwitowałam.
- Tak, masz rację, jesteśmy kretynami... Jesteś strasznie zła?
- Strasznie.
- Jak bardzo strasznie?
- Jeydon nie denerwuj mnie! Mój chłopak w klubie dla gejów!
- Narzeczony- wtrącił Jeydon.
- Jeszcze lepiej! Teraz przynajmniej nie będę się dziwiła Ryanowi, gdy znowu powie coś głupiego.
- Przecież on zawsze mówi coś głupiego, zawsze stajesz w jego obronie...
- Jeydon, nie przeginaj!
- Przepraszam... Przylecisz do mnie na weekend?
- Nie- odparłam.
- Ale...
- Możesz wyskoczyć w weekend do klubu.
- Nie bądź złośliwa.
- A jestem?
- Bardzo. Amy, nie złość się na mnie. To lepsze niż pójście do klubu, w którym...
- Dokończ.
- Nieważne.
- No dokończ.
- Nie. Przepraszam Cię bardzo za ten incydent.
- Powiedziałeś już Scooterowi?
- Nie.
- Jestem pewna, że będzie bardzo surowy i że w końcu skończy się Wasza swoboda w Atlancie. Ha, niech tylko Cait się o tym dowie.
- Chciałbym, żeby dowiedziała się o tym od Justina.
- Ok, od Justina też się dowie.
- To będzie cios poniżej pasa.
- Szkoda, że nie myśleliście o tym przed wejściem do klubu.
- Cait zabije Justina.
- To ciesz się, ze ja nie jestem Cait.
- Cieszę się- odparł.
- Powiesz teraz wszystko, co chcę usłyszeć, prawda?
- Eee...
- Ok, zadzwoń, jak będziesz wiedział, co u Justina.
- Przylecisz?
- Pogadaj z moim tatą...
- A Sam?
- Nie, Sam tego nie zrobi. Jak nie zadzwonisz to nie polecę. Pa.
- Kocham Cię.
- Mhm- odparłam i rozłączyłam się. Świetnie. Jak tylko tata włączy telewizor, to polecę, ale z hukiem na pierwsze piętro do własnego pokoju.
- Oglądałaś może dzisiaj TV?- Zapytał Sam, siadając między mną a Ryanem na kanapie.
- Nie- odparłam wymijająco, starając się, żeby mój ton brzmiał jak najbardziej naturalnie. W duchu modliłam się, żeby żaden z nich nie palnął jakiegoś głupiego tekstu na temat newsów ze świata gwiazd. Jeydon i Justin byli na każdym kanale.
- Kurcze, znowu nie wiem, jak grali Lakersi.
- Musze iść zrobić zadanie z historii- powiedziałam i niby od niechcenie zwlokłam się z kanapy, zmierzając do swojego pokoju.
- Amy, byłaś na zakupach?- Zapytał Sam, gdy wchodziłam już po schodach.
- Nie, zapomniałam. Mógłbyś pójść?
- Niech będzie- westchnął i wrócił na kanapę. Weszłam do swojego pokoju w momencie, gdy dzwonił mój telefon.
- Halo?
- Czy Ty widziałaś tych dwóch debili?! Ja go przecież zabiję!
- Cait?- Zapytałam, chociaż doskonale wiedziałam, ze to ona.
- No tak! Słyszałaś, co oni zrobili?!
- Niestety tak.
- W klubie dla gejów! Cały świat już o tym wie, są na okładkach gazet, w sieci, w TV...
- Wszędzie.
- I co z tym robimy?
- Nie mam pojęcia. Jak na razie nie lecę do Jeydona na weekend. Scoot zakazał mu jakichkolwiek wyjazdów z Atlanty do końca naszego roku szkolnego. Myślę, że to jest wystarczającą karą. Po prostu nie będę do niego latać.
- Dobry pomysł. Tylko znając Justina, on pewnie będzie się stawiał i na pewno tu przyleci.
- Spokojnie, wtedy my gdzieś pojedziemy- odparłam.
- Myślisz, że tak będzie dobrze?
- Myślę, że musimy ten plan wcielać w życie tak długo, aż w końcu zmiękną.
- Dobra, ok.
- Cait?
- No?
- Nie dzwoń do Justina. Jeydon już przewidział, że będziesz chciała zabić Justina, więc pewnie uprzedził go o Twoim telefonie.
- Ale jak mam do niego nie dzwonić?
- Normalnie. Olej to. Poczekaj, aż sam zadzwoni.
- Ok, dobry pomysł. Ja kończę. Muszę się trochę pouczyć.
- Spoko. Papa.
- No hej- odparła i rozłączyła się.
- Amy, o co chodzi z tym klubem?- Zapytał tata przy kolacji, uważnie mnie obserwując. Miałam nadzieję, ze ani on, ani Sam tego nie widzieli, lub nie słyszeli o tym, ale chyba niestety się pomyliłam.
- Z jakim klubem?- Spojrzałam na niego, udając głupią.
- Przecież dobrze wiesz- tata przejrzał mnie na wylot.
- Hmmm... Wiesz, tato, ja też do końca nie wiem, o co w tym chodzi. Podobno weszli tam tylko po to, by skorzystać z toalety.
- Ciekawe w jakim celu- skomentował z głupim rechotem Sam. Tata tylko spiorunował go wzrokiem.
- A mówiłem, żeby poczekać z niektórymi decyzjami?- Rzucił tata i odszedł od stołu. Spojrzałam na Sama, który wlepił wzrok w tatę, ten zaś poszedł do swojego gabinetu.
- A jak było naprawdę?- Zapytał Sam, gdy usłyszeliśmy odgłos zamykanych przez tatę drzwi.
- A naprawdę było tak, że Jeydon i Jus byli tak pijani, że nie połapali się w tym, że znajdują się w klubie dla gejów.
- No to nieźle musieli pójść po bandzie- odparł i upił swój sok.
- Widziałeś?
- Wszyscy widzieliśmy już w szkole.
- Ryan też?
- Nie chcieliśmy Cię wkurzać.
- Super. Jutro będę pośmiewiskiem całej szkoły.
- Wcale nie musisz.
- Jak to?
- Chcieliśmy jutro wyskoczyć z Ryanem za miasto. Dzień wolnego od szkoły w środku tygodnia.
- A co z nieusprawiedliwionymi godzinami?
- Tylko siedem.
- Moje czternaście.
- Przecież tata usprawiedliwi Ci dzisiejszą nieobecność. Zaspałaś z jego winy.
- No właśnie, a Ty jak wstałeś?
- Będziesz się ze mnie śmiać.
- Nie, obiecuję, że nie.
- Codziennie rano biegam- odparł szczerze.
- Co?- zapytałam ze śmiechem.
- Obiecałaś- powiedział zawiedziony.
- I po co tak biegasz? O ile wiem, co dwa dni chodzisz z chłopakami na siłownię.
- Założyłem się z Ryanem o to, kto pierwszy będzie miał kaloryfer. No, sam się nie zrobi, więc trzeba ćwiczyć, nie? Nie jestem taki sprawny jak on, no i trzeba się trochę bardziej postarać, żeby go prześcignąć.
- A ten kaloryfer potrzebny wam do...?
- Do znalezienia laski, to chyba jasne.
- Jak dotąd nie miałeś z tym problemu, nawet bez kaloryfera.
- Ty nic nie rozumiesz- odparł.- Jedziesz jutro z nami czy nie?
- Tata mnie zabije.
- Zawsze możesz zwalić winę na mnie.
- A Ryan nie będzie miał nic przeciwko temu?
- Żartujesz, prawda?
- Nie.
- Jeśli Ryan miałby mieć coś przeciwko, to pomyślałbym, że upadł na głowę. Wchodzisz w to?
- Wchodzę.
- No i super- powiedział z uśmiechem.
- Sam, mogę?- Zapytałam, stając w drzwiach pokoju mojego brata.
- Jasne, wchodź- powiedział i wrócił do gry na konsoli. Miał na sobie spodnie od pidżamy w piłki do kosza i jakiś T-shirt z logo LA Lakers.
- Co robisz?- Zapytałam i usiadłam na jego łóżku.
- Gram- odparł, wskazując głową na telewizor. Dokończył mecz i wyłączył grę.- Coś się stało?
- Nie, nie- odparłam i rozejrzałam się po jego pokoju. Na komodzie pod oknem miał postawione moje zdjęcie. Uśmiechnęłam się i zauważyłam, że na drugiej komodzie stało zdjęcie babci, rodziców, a na stoliku nocnym zdjęcie mamy i całej naszej paczki. Sięgnęłam po owe zdjęcie i uśmiechnęłam się. Cait stała w objęciach Justina z szerokim uśmiechem na ustach, Obok nich stał Chris i Ryan z deskami w ręce, na rowerze siedział Sam, a obok niego stałam ja, a za mną Jeydon, delikatnie mnie obejmując. Pamiętałam ten moment jaki dziś. Dopiero co zaczęliśmy być z Jeydonem parą. Poprosiliśmy wtedy takiego staruszka, żeby zrobił nam zdjęcie. Nie umieliśmy się potem uspokoić, tak strasznie się śmialiśmy, bo staruszek nie wiedział, jak zrobić nam zdjęcie i Sam tłumaczył mu przez dobre piętnaście minut, jak nacisnąć spust migawki, żeby zrobić zdjęcie.
- Chcesz o czymś pogadać?- zapytał Sam, przerywając mi moje przemyślenia.
- Nie wiem- odparłam.- Strasznie mi się nudzi... Chyba czułam się trochę samotna.
- Chcesz się przytulić?- Zapytał, odwracając się w moją stronę.
- A mogę?
- Czego nie robi się dla młodszej siostry?- Zapytał Sam z uśmiechem i rozłożył ręce. Wtuliłam się w niego mocno.
- Chyba mi tego brakowało- przyznałam.
- No, taka stara dupa z Ciebie, że już nawet nie masz czasu, żeby przytulić się do brata.
- Ha ha ha- odparłam.
- Muszę Ci powiedzieć, że ten pierścionek idealnie pasuje do Twojej dłoni.
- Przestań się zgrywać- powiedziałam ze śmiechem i odsunęłam się od niego.
- Ale na prawdę. Kurcze, jeszcze trochę i będziemy mieli inne nazwisko.
- Ale nadal te same inicjały.
- Fakt- odparł.
- Sam?
- Tak?
- Mogę Cię o coś zapytać?
- No jasne.
- Oświadczyłbyś się swojej dziewczynie, żeby ratować swój związek?
- A dlaczego o to pytasz?
- Czuję, że coraz bardziej oddalam się od Jeydona. Nie tęsknię za nim, tak jak kiedyś, już nie ciesze się tak bardzo, gdy jest w pobliżu... Wydaje mi się, że Jeydon czuje to samo i dlatego mi się oświadczył.
- Ojej, ale Ty jesteś dziwna. Oświadczył Ci się, bo Cię kocha. Faceci robią wszystko tak po prostu. Nie doszukuj się drugiego dna.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem- powiedział z uśmiechem.
- Chciałabym być jeszcze taka mała- powiedziałam i skinęłam głową na swoje zdjęcie, które stało na komodzie Sama.
- A kto by nie chciał? Fajnie było, nie?
- Jasne.
- I nie mieliśmy tylu problemów...
- No tak. Ogólnie było lepiej. Niczym nie musieliśmy się przejmować.
- Bo byliśmy dziećmi- skomentował Sam i uśmiechnął się.- Mówiłem Ci już, że jesteś najlepszą siostrą na świecie?
- Coś obiło mi się o uszy- odparłam ze śmiechem.
- Kocham Cię, siostra.
- Ja Ciebie też, mój wielki bracie- uśmiechnęłam się.
- Idziemy spać?
- A myślałam, że może w coś zagramy?
- Nie ma problemu, tylko bez płaczu proszę. Nie moja wina, że po prostu jestem lepszy- wyszczerzył się.
- Jaaaasne.
*********************************************************************************
Jest tu kto? :)
http://odpowie.pl/profil-LittleMonsterJW
Wesołych Świat życzy Little Monster ♥
Aaaa nareszcie nowy rozdział <3
OdpowiedzUsuńOby byli razem do końca ;)
Booosko <3
OdpowiedzUsuńJa chcę już 69 rozdział :3
Nudzi mnie to
OdpowiedzUsuńNareszcie jakaś opinia :)
UsuńCiągle ciągniesz to, takie masło maślane się robi, nie rozumiem, po co piszesz skoro jak widać nie masz pomysłu, droga autorko?:)
UsuńI właśnie dlatego, droga Czytelniczko, pojawi się epilog :)
UsuńA jeśli tak strasznie Ci się nie podoba, to może po prostu przestaniesz czytać tego bloga? :)
Pozdrawiam, Little Monster :)
Nie, nie przestanę:) Od dłuższego czasu czytam go i jestem ciekawa czy mnie czymś pozytywnym zaskoczysz:)
UsuńMam nadzieję, że zakończenie bloga będzie zaskakujące :)
UsuńKocham to opowiadanie !
OdpowiedzUsuńTylko fajnie by było jakbyś dodawała częściej notki i jeszcze dłuższe :3
Dawaj nn ! <3
OdpowiedzUsuńNic nie zmieniaj w tym blogu ! Jest mega.Zostaw tak jak jest tylko dodawaj dluzsze rozdzialy i czesciej ;D
OdpowiedzUsuńDoodaj nn dla NAS bo już miesiąc prawie nie dodajesz ;ddd
OdpowiedzUsuńNie kończ tego bloga tak szybko jak inne blogerki !
OdpowiedzUsuńNiestety, nie mam innego wyjścia, Same zauważyłyście już, że nie mam pomysłów na tego bloga; historia Amy i Jeydona jest po prostu nudna. Jest mi strasznie przykro, ale nie mogę pozwlić sobie na to, żeby wszystkie rozdziały wyglądały tak samo, a tak dzieje się już od dobrych kilku rozdziałów.
UsuńNie nie rób nam tego ! ;c
UsuńMogą być nawet nudne rozdziały,ale proszę nie kończ tego bloga!!! :)
Hej, proszę... zastanów się nad tym! Zrób sobie przerwę, nie wiem... Ale nie kończ tego wspaniałego opowiadania. Jest świetne <3 Luv u <3
OdpowiedzUsuń