niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 67


- Tato?
- Tak?
- Jesteś na mnie zły?- zapytałam, siadając na krześle w gabinecie taty.
- Nie, dlaczego?- Odpowiedział pytaniem na pytanie, nie odrywając się od pracy.
- Przecież widzę... Jesteś na mnie zły... Na Jeydona i Sama też- dodałam z przekonaniem.
- Amy, wiesz co o tym wszystkim myślę. Jesteście za młodzi na takie decyzje.
- To Twoje zdanie...
- Amy, nie chodzi o to, ze nie lubię Jeydona. Wręcz przeciwnie, uważam, że Jeydon jest bardzo miły, zabawny, szarmancki... Ale to nie o to w tym wszystkim chodzi. Masz siedemnaście lat, a już jesteś jego narzeczoną!
- Przecież się zgodziłeś- zaprotestowałam.
- A miałem jakieś inne wyjście?- Zapytał ostro i przekreślił swój szkic.
- Jest mi przykro, ze nie akceptujesz Jeydona... A powinieneś, wiesz? Jest bardzo odpowiedzialny, nie tak jak reszta małolatów, z którymi masz styczność.
- Amy, nie reaguj tak ostro...
- Nawet babcia jest po naszej stronie. Ty też byłeś bardzo młody, gdy oświadczałeś się mamie.
- I dlatego nie chcę, żebyś Ty myślała o poważnym związku w tak młodym wieku i uniknęła paru błędów- odparł szorstko.
- A więc uważasz, że popełniłeś błąd? Świetnie!- Rzuciłam i wybiegłam z gabinetu taty, zmierzając do swojego pokoju.
- Amy, to nie tak!- Zawołał za mną.
- Właśnie widzę!- Odparłam gniewnie i trzasnęłam drzwiami swojego pokoju. Spojrzałam na pierścionek, który tkwił na moim palcu i spojrzałam na zdjęcie mamy. Wydawała się taka szczęśliwa...


   Myślałam, ze eksploduję, gdy wchodziłam do stołówki. Cait już z daleka posłała mi pytające spojrzenie, choć tak naprawdę pewnie wiedziała, o co chodzi.
- A prosiłam- zaczęłam, kładąc swoją tacę na ,,naszym" stoliku.- Prosiłam, ale on jak zawsze musiał zrobić po swojemu!
- Co się stało?- Zapytał Chaz z przejęciem. Sam uważnie mnie obserwował.
- Nie widać?- Zapytałam zbulwersowana, odwracając się do tyłu. Prawie cała szkoła utkwiła we mnie swój wzrok.
- Aaa, o to Ci chodzi- zaśmiał się Sam.- Może po prostu pokaż im pierścionek?- Podsunął.
- Oczywiście- odparłam z sarkazmem.
- Nie ma się co dziwić- powiedział Chris.- Nie każda dziewczyna dostaje takie cacko- uśmiechnął się.
- Ale śmieszne, Chris, naprawdę. Gdyby Jeydon nie wrzucił tego zdjęcia, nikt pewnie by nie zauważył tego pierścionka.
- Nieee, co Ty- odparł Chaz.- Nikt nie zauważyłby diamentu na Twoim palcu.
- Smacznego- Cait przerwała nudną dyskusję i spojrzała na mnie. Uśmiechnęłam się lekko. Ciekawe, czy potrafiła czytać w moich myślach?
- Może skoczymy gdzieś po szkole?- Zapytał nieśmiało Chris, patrząc na nas.
- Oj, Chris... Masz jutro sprawdzian z matmy- przypomniała Cait, nabijając na widelec kawałek swojego ravioli.
- I?
- Jak to i? To, że Ty o nim zapomniałeś, to chyba normalne. Chris, masz najgorsze oceny z całej Twojej grupy. Mama mnie zabije.
- Jeden sprawdzian w te, czy we w te... Co za różnica?
- Duża- syknęła Cait.
- Dooobra- odparł Chris i wywrócił oczami.
- Ale jak już skończysz kuć, to możesz wpaść do nas- podsunął Sam.
- Babcia robi dziś lasagne- dodałam.
- Lasagne?- Chris wyszczerzył się.
- Mhm.
- No to widzimy się u nas po południu- rzucił Sam do pozostałych.
- Ale najpierw matma- przypomniała Cait.
- Oczywiście- odparł Chris, wrednie się do niej uśmiechając.

- No nie...- Jęknęłam, gdy wracając do domu swoim samochodem złapałam gumę, zaraz po wyjeździe z terenu szkoły. Za mną zatrzymał się granatowy samochód. Super, pomyślałam, ten kierowca zaraz się pewnie wścieknie. Ale drzwiczki samochodu otworzyły się i wyszedł z niego Ryan.
- Ryan?- Zdziwiłam się, gdy podszedł do mojego samochodu.
- No tak. Przyjechałem dzisiaj samochodem mamy, bo mój rozkraczył się na środku drogi. A co z Twoim? Usterka po pierwszej przejażdżce?
- Złapałam gumę- westchnęłam.
- No to mamy problem. Zostawiłem narzędzia w swoim wozie. Wysiadaj. Podrzucę Cię do domu.
- Nie trzeba, zadzwonię do Sama.
- Przecież oboje widzieliśmy, że się gdzieś spieszy. Nie przyjedzie szybko. Zjedź na pobocze i pozwól mi się odwieźć do domu- spojrzał na mnie niepewnie.
- Ok- odparłam i uruchomiłam silnik. Zjechałam na pobocze i wysiadłam z samochodu. Nacisnęłam guzik na pilocie i drzwi zamknęły się automatycznie.
- Wskakuj- powiedział zachęcająco Ryan i włączył cicho radio. Gdy wsiadłam i zapięłam pasy, zasunął szyby.
- Co tam u Ciebie?- Zaczęłam, próbując rozładować narastające napięcie.
- Amy, pytasz, co u mnie?- Zapytał, patrząc na mnie. Po chwili przeniósł wzrok z powrotem na jezdnię.- U mnie to, co zawsze. Noże z jednym wyjątkiem...
- Jakim?- Zaciekawiłam się, jednak nie dałam po sobie poznać, że mnie to interesuje.
- Amy, błagam, nie udawaj. Zaręczyłaś się z Jeydonem.
- Wiec teraz zamierzasz mnie unikać?
- Dlaczego od razu unikać? Amy, to nie jest dla mnie łatwe. Wszyscy wokoło są szczęśliwi. Ty, Cait... A ja darze uczuciem dziewczynę, która właśnie się zaręczyła- wyrzucił z siebie i przyspieszył. Jechał szybko, ale bardzo ostrożnie. Powinnam była coś powiedzieć, ale nie potrafiłam znaleźć w głowie żadnego sensownego zdania. Zapadła głucha cisza.
- A co u Ciebie?- Zapytał Ryan, przerywając niezręczną ciszę.- Jak Twój tata zareagował na to, że będziesz wychodzić za mąż?
- Nie jest z tego zbytnio zadowolony- odparłam szczerze. Ryan tylko się zaśmiał.
- To chyba niedobrze, prawda?- Zapytał po krótkiej chwili.- Powinien cieszyć się Twoim szczęściem. Chyba, że nie jesteś szczęśliwa- dodał.
- Jestem- odparłam i spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem. Po co zaproponował mi pomoc? Znowu chciał pokazać, że to on jest lepszy? Znowu chciał mieszać w naszym związku? A może chciał, żebym zaczęła nabierać obaw?
- Przepraszam- powiedział, gdy podjechaliśmy pod mój dom.
- Nie ma za co- odparłam i chwyciłam za klamkę.
- Poczekaj- poprosił. Odwróciłam się w jego stronę.
- Po co? znowu chcesz powiedzieć mi coś, bez czego nie będę mogła żyć?- Zakpiłam.- Nie wiem, po co mnie w ogóle podwiozłeś.
- Amy, Amy, proszę, nie wściekaj się na mnie. Wiem, zachowuję się jak ostatni palant. Ja sam nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie mogę dopuścić do siebie myśli, że Ty i Jey... Dobra, dobra. Już nic nie będę gadał na ten temat. Ważne, że jesteś szczęśliwa.
- Coś jeszcze?- Zapytałam, chyba trochę za szorstko, bo Ryan spuścił głowę.
- Nie, nie. Czy my... Możemy nadal się spotykać? To znaczy, tylko jako przyjaciele, oczywiście.
- Tak.
- Będzie jak dawniej?
- To wszystko zależy od Ciebie. Nie uważam się za winną całej tej sytuacji. To Ty robisz chore sceny.
- Dziękuję- uśmiechnął się.- Do dziś?
- Tak- odwzajemniłam, choć z lekkim wymuszeniem, uśmiech i wyszłam z jego samochodu.


- Ryan Cię podwiózł?- Zapytał Sam, gdy weszłam do domu.
- No tak- odparłam i zdjęłam buty.
- Ale jak to? Co z Twoim samochodem?- Zapytał zdziwiony i przepuścił mnie w drzwiach do kuchni.
- Złapałam gumę.
- Gumę? W nowym samochodzie?- Obserwował, jak rozlewam sok do szklanek.
- Tak.
- Nie, to jest niemożliwe. Gdzieś Ty jeździła? Po kolczatkach?
- Wyjeżdżałam ze szkoły. Mógłbyś się skończyć czepiać?- Włożyłam sok do lodówki i upiłam łyk ze szklanki.
- Amy, to jest niemożliwe, żebyś złapała gumę. Przecież ja sam sprawdzałem opony.
- Widocznie musiałam na coś najechać.
- Ryan Cię nie dręczył?- Sam zmienił temat.
- Nie bardzo.
- Czyli jednak męczył. Ja mu kiedyś coś zrobię, naprawdę. on za dużo miesza.
- Sam, przestań już z tym.
- A Ty zawsze będziesz go broniła, prawda?
- Będę go broniła, póki będę sądzić, że ma rację. Póki co ją ma.
- Oczywiście- odparł Sam i westchnął.
- A Ty? Dokąd się dzisiaj tak spieszyłeś?
- Aaa...- Sam się zmieszał.- Musiałem coś załatwić.
- I nie uchylisz rąbka tajemnicy nawet siostrze?- Uśmiechnęłam się.
- Odwoziłem Evę- powiedział i odwrócił głowę w drugą stronę, bym nie mogła zobaczyć jego twarzy. Usiadłam na krześle przy blacie.
- Będzie coś z tego?- Zapytałam, bawiąc się pustą już szklanką.
- Nie wiem- odparł i również usiadł, ale nadal na mnie nie patrzał.
- A chciałbyś?
- Co za pytanie? Wszyscy kogoś mają, tylko ja wiecznie chodzę z chłopakami.
- Chris, Chaz i Ryan też są sami.
- No tak, ale...
- Ale Ty musisz mieć kogoś, żeby nie czuć się samotny- przerwałam mu.- Ok, tylko dlaczego pierwsza lepsza?
- Eva nie jest pierwsza lepszą. Jest naprawdę fantastyczna.
- Ok, a co z Leah?
- A co ma być?
- Jesteś gotowy na związek?
- Sam nie wiem...
- W czym tkwi problem?
- W tym, że chyba z nikim nie będzie tak, jak z Leah.
- To prawda- odparłam.- Bo będzie znacznie lepiej. Nikt nie będzie Cię zdradzał. A, no i pewnie będziesz mógł mieć do niej zaufanie.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem- uśmiechnęłam się.
- Gdzie zostawiłaś samochód?
- Przy szkole.
- Może po niego pojedziemy? Tata chyba zostawił narzędzia w garażu. Koło zapasowe masz w bagażniku, więc spokojnie możemy je wymienić.
- Ok, ubieraj się- odparłam i poszłam ubierać buty.


- Ryan, jesteś w domu?- Sam stał oparty o maskę mojego samochodu i patrzał nerwowo na dziurawą oponę, leżącą przed nim.
- Super. Bo wiesz, mam tu sprawę niecierpiąca zwłoki. Jestem pod szkołą, przy samochodzie Amy. Mógłbyś podjechać?
- Sam...- Jęknęłam. Musiał dzwonić akurat do niego?
- Tylko Ryan zna się na tym lepiej ode mnie- wyjaśnił mi Sam, gdy skończył rozmawiać. Kopnął oponę i zaklął pod nosem. Westchnęłam i usiadłam na miejscu pasażera. Wystawiłam twarz do majowego słońca i wygrzewałam się, słuchając muzyki, dopóki nie przyjechał Ryan.
- Co jest?- Zapytał, wysiadając.
- Sam zobacz- Sam kopnął oponę w jego stronę. Ryan pochylił się i dokładnie obejrzał dziurę.
- Na milion procent rozcięta.
- Ha, wiedziałem!
- Trzeba zadzwonić na policję- dodał Ryan.
- Ale jak to rozcięta?- Ożywiłam się i wyszłam z samochodu.- Jaka policja? O czym Wy mówicie?
- Ktoś rozciął Ci oponę w samochodzie- powiedział spokojnie Ryan i jeszcze raz przyjrzał się rozcięciu w oponie.- Jakimś tępym nożykiem, bo zrobione dosyć nieudolnie.
- Ale po co ktoś miałby to zrobić?
- Może dlatego?- Wskazał głową na moją dłoń.
- To jest bezsensu.
- No właśnie- poparł mnie Sam.- Równie dobrze mógłby przeciąć przewody hamulcowe.
- A może nie chciał jej zabić, tylko postraszyć? Z gumą raczej by się nie zabiła- powiedział Sam.
- Ryan ma rację, musimy zadzwonić po policję- powiedział Sam i wyciągnął telefon.
- A ja byłam pewna, że na coś najechałam.
- Wtedy nie byłoby takiej dziury- odparł Ryan, patrząc na mnie.
- Zaraz będą- powiedział Sam i spojrzał pytająco na Ryana. Pokręcił tylko głową i urwał kontakt wzrokowy ze mną.
- Chyba nie będę Wam już potrzebny- powiedział i spojrzał na Sama.
- Chyba nie. Dzięki za pomoc.
- Nie ma za co. Jak będę Wam jeszcze potrzebny, to dzwoń.
- Ok. Na razie- Sam spojrzał na mnie i z powrotem usiadł na masce mojego auta.


- Ale jak to ktoś rozciął oponę?- Zapytał zdenerwowany Jeydon.
- Normalnie. Ktoś rozciął i już.
- Jak się dowiem kto to, to chyba zabiję.
- Jeydon, przestań już. To tylko opona.
- A następnym razem co? Przewody hamulcowe? Zdajesz sobie sprawę z tego, ze to mogła być jakaś psychofanka?
- Bez przesady.
- Bez przesady, bez przesady. Amy, ja się naprawdę o Ciebie martwię. Przeze mnie będziesz miała kłopoty...
- Nie będę mieć żadnych kłopotów. Sam jest ze mną.
- I Ryan, prawda? Chwalił mi sie dzisiaj.
- Podwiózł mnie tylko do domu.
- I jak ja mam nie być zazdrosny? On za niedługo stanie się ważniejszy ode mnie. A może już jest. Przecież to on zawsze jest rycerzem z bajki, prawda?
- Jeydon przestań!
- Przepraszam. On po prostu mnie wkurza. Obiecaj mi, że będziesz teraz ostrożniejsza, dobrze?
- ok.
- Amy, to nie sa przelewki. Ja naprawdę martwię się, że coś może Ci się stać. W dodatku jesteś tam beze mnie.
- Ale mam Sama, tatę, Cait, chłopaków. Naprawdę, nie musisz się tak denerwować.
- Kochanie, musze kończyć. Zadzwonię później. I od razu uprzedzam, że na pewno będe drążyć ten temat. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też- odparłam, a Jeydon się rozłączył.


*********************************************************************************

Przepraszam za błędy! Na szybko i tak jakoś wyszło... Niefajnie :/ NN pewnie długo się tutaj nie pojawi, więc proszę się na mnie nie gniewać, ale to naprawdę nie moja wina :(

7 komentarzy:

  1. Boski rozdział !
    Tylko proszę Cię żeby Amy nic się nie stało ... :D
    I dodawaj szybko nn bo nie mogę się doczekać już kolejnej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo.. zauważyłam,że masz nowy nagłówek bloga bardzo fajny.
    Mam nadzieje,że będziesz częściej dodawała nowe notki :) )
    Czekam na następną !

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodawaj szybko nn <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham twój blog !
    Poraz setny to piszę no,ale nic xdd
    Mam pytanko .. czy polecasz inne konta ?
    Ps. Gdzie można z tobą popisać na ''czacie'' ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inne konta? W jaki sensie? ;p
      Hmmm... W zasadzie nie jestem dostępna dla czytelniczek na żadnych czatach, o tym jeszcze nie pomyślałam :D Ale zawsze zostaje GG, wystarczy zostawić swój numer w komentarzu, na pewno się odezwę, a jeśli nie chcesz udostępnić go tutaj, możesz napisać go jako anonim na stronie: http://odpowie.pl/profil-LittleMonsterJW. Jestem też na Twitterze: @ACornflower :)
      No a jeśli nie pasuje Ci żadna opcja, możemy się oczywiście dogadać w jeszcze inny sposób :)

      Usuń
  5. Jejciu <3 Dodawaj szybko nn <3 <3 Ps. Proszę abyś dodała też następny rozdział na drugim blogu :D :D ;) )

    OdpowiedzUsuń
  6. Daj następny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń