niedziela, 10 marca 2013
Rozdział 66
- Ojej... Dawno się tak nie bawiłam- jęknęłam, ściągając buty. Rzuciłam je obok szafy w sypialni w mieszkaniu Jeydona i położyłam się, zamykając oczy. Jeydon poszedł do łazienki wrzucić do pralki koszulę, którą przypadkiem zalałam mu napojem.
- Śpisz?- Usłyszałam po kilku minutach, gdy położył się obok mnie.
- Nie- odparłam.- Muszę iść pod prysznic. W życiu tak nie szalałam na parkiecie. A to wszystko przez Ciebie- powiedziałam oskarżycielsko z uśmiechem. Otworzyłam jedno oko, żeby zobaczyć Jeydona. Nie spodziewałam się go... Tak blisko. Był centymetr nade mną.
- No tak, wiedziałem- powiedział i odsunął się lekko.
- Poczekasz minutkę?- zapytałam, podnosząc się.
- No, z tym to musiałbym się chwilę zastanowić. Chcesz zostawić mnie tutaj zupełnie samego.
- Idę tylko pod prysznic.
- ,, Tylko pod prysznic"- zacytował mnie Jeydon.- To brzmi jak ,, wyjeżdżam na tydzień, ale bez obaw, to tylko tydzień".
- Nie przesadzaj- powiedziałam i pocałowałam go czule.
- No, no, jeszcze kilka takich pocałunków, a nigdzie Cie nie puszczę- powiedział ze śmiechem.- Idź już, bo się rozmyślę.
Zaśmiałam się i poszłam do łazienki.
Gdy wyszłam, Jeydona nie było w sypialni. Zeszłam na dół, ale tam też go nie było.
- Jeydon? Jeydon!- Poszłam sprawdzić do pokoju, w którym Jeydon miał ,,gabinet", po czym jeszcze raz przeszukałam całe mieszkanie. Nigdzie go nie było. Pobiegłam ponownie na górę po telefon. Miałam dwa nieodebrane połączenia od Sama i jedną wiadomość, również od niego.
Daj znać, jak pojedziesz do domu. Nie chcę spowiadać się tacie, dlaczego nie wróciliśmy razem, i tak był pełny obaw :p ,,Bawcie" się dobrze :)
Strasznie śmieszne, pomyślałam i wybrałam numer Jeydona, ale ten nie odbierał telefonu. Miałam w głowie najczarniejsze myśli, jednak zmęczenie dawało mi się strasznie we znaki i nawet nie wiem kiedy zasnęłam...
Przebudziłam się dokładnie o siódmej nad ranem, a więc dwadzieścia minut po tym, jak ostatni raz sprawdzałam, czy Jeydon nie oddzwonił.
- Śpisz?- Zapytał Jeydon, kładąc się obok mnie.
- Nie, nie- odparłam lekko zaspanym głosem.
- Przecież widzę- stwierdził z uśmiechem.- Dawno wyszłaś z tej łazienki?
- Nie. Tak.
- To tak czy nie?- Zaśmiał się.
- Tak. Gdzie byłeś?
- W sklepie. Nie miałem nic do jedzenia.
- I dlatego nie mogłeś odebrać?
- Prowadziłem samochód, gdy dzwoniłaś. Tak długo tam siedziałaś...- Westchnął.- Idziemy spać?- Zapytał, głaszcząc mnie po głowie.
- Chyba mi się odechciało- odparłam, a Jeydon uśmiechnął się łobuzersko.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz?- Zapytał, przewracając się tak, żeby lepiej mnie widzieć.
- Bo dawno się tak nie uśmiechałeś- odparłam całkiem szczerze.
- Naprawdę?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Mhm- mruknęłam.
- Obiecuję poprawę.
- Kocham Cię- powiedziałam i musnęłam jego wargi.
- Niemożliwe- powiedział, uśmiechając się.
- Co niemożliwe?
- Kimkolwiek jesteś, oddaj mi moją Amy- powiedział ze śmiechem.
- O co Ci chodzi?
- O to, że dawno Cię takiej nie widziałem- powiedział.
- A może jaśniej?
- Oj, chodzi mi o to, że znowu jest tak fajnie, jak było na początku. Znowu tak dużo się uśmiechasz i w ogóle jest tak... fajnie- powiedział i mocno mnie przytulił.
- Kimkolwiek jesteś, oddaj mi mojego Jeydona- powiedziałam i odsunęłam się lekko.
- Słucham?
- Dawno Cię takiego nie widziałam- odparłam.- Mój Jeydon znowu uśmiecha się w sposób, jaki lubię najbardziej no i jest już prawie oficjalnie moim narzeczonym.
- Na śmierć zapomniałem- powiedział.- widziałaś, jak Ryanowi zrzedła mina? Zatkało go.
- A więc oświadczyłeś mi się po to, żeby zrobić Ryanowi na złość?
- Nie, to nie tak. Ale ucieszyłem się, że to ja mam nad nim przewagę. Z resztą, nie ważne, kto jest lepszy. Ważne, że jesteśmy szczęśliwi. Tylko to się liczy, prawda? Tylko Ty i ja.
- Oczywiście. Możemy nie poruszać tematu Ryana?
- Możemy. Przepraszam.
- I proszę Cię, skończ z tą chorą rywalizacją. To już nie jest ani zabawne, ani śmieszne... Powoli staje się wręcz nudne.
- Dobrze, nie denerwuj się już. obiecałem.
- Ok, ok.
- Amy Wale- powiedział Jeydon.- Całkiem ładnie brzmi. O wiele lepiej, niż z jakimkolwiek innym nazwiskiem. Jestem ciekawy, jak zareaguje Twój tata.
- Też jestem tego ciekawa. Boję się, że powie coś niemiłego.
- Dlaczego miałby coś takiego zrobić?- Zapytał Jeydon, bawiąc się moją dłonią.
- Nie wiem. Chyba dlatego, że zapewne nie przypuszczał, że jego córka ma już całkiem poważne plany na przyszłość. Spójrz na to z innej strony: jego starszy syn nie ma nawet dziewczyny, ba! on nawet z nikim się nie spotyka, a jego młodsza córka jest już zaręczona.
- No tak, ale chyba zależy mu na tym, żebyś była szczęśliwa, prawda?
- Chyba tak.
- No właśnie.
- A Twoi rodzice? Kiedy im powiemy?
- Oni już wiedzą- powiedział Jeydon z szerokim uśmiechem.
- Jak to?
- No, mama wiedziała o tym, że chcę Ci się oświadczyć tak oficjalnie już w tamtym roku, przed sylwestrem, ale bałem się, że możesz się nie zgodzić. Czekałem na odpowiedni moment i takim okazały sie Twoje urodziny. Z resztą, jak tylko powiedziałem jej, że wybrałem tę okazję, kazała napisać mi smsa, czy się zgodziłaś. Denerwowała się chyba bardziej ode mnie.
- A tata?
- Chyba nie chcesz usłyszeć, co powiedział.
- Właśnie, że chcę.
- Nie, Amy, nie chcesz- powiedział gniewnie i puścił moją dłoń.
- Jeydon- powiedziałam i uniosłam jego głowę, tak by spojrzał na mnie.- Spokojnie. Nie musisz się tak unosić.
- Przepraszam. Nie mam ostatnio z ojcem dobrego kontaktu. Nie akceptuje tego, że robię swoje, rozumiesz? On wymyślił dla mnie inny plan na życie.
- Ok. Rozumiem.
- Kocham Cię- powiedział Jeydon i przyciągnął mnie do siebie.- Chciałabyś wziąc ślub w Paryżu?
- Ślub?- Zapytałam zaskoczona.
- No tak, ślub. Jesteś moją narzeczoną, więc chyba logiczne, że myślę o ślubie.
- Jeydon, zwolnij. Przecież jeszcze nie powiedzieliśmy o tym tacie.
- Czy tata ma coś do gadania w kwestii naszego ślubu?
- Jeydon, poczekajmy jeszcze z tym ślubem, ok? Jest dobrze tak, jak jest. W pewnym sensie jestesmy nawet do przodu. Nikt z naszych znajomych nie jest zaręczony.
- Tak, masz rację. Skończmy najpierw szkołę. Ale Paryż byłby chyba odpowiedni, prawda?
- Dlaczego akurat Paryż?
- Jak to dlaczego Paryż? Nie chciałabyś wziąć ślubu w Paryżu? Najpopularniejszym mieście zakochanych?
- Równie dobrze moglibyśmy wziąć ślub w Veronie- odparłam.
- Amy...- Westchnął.- Może być i Verona.
- Nie chcę brać ślubu w Veronie.
- Las Vegas?
- Nie.
- Londyn?
- Nie.
- Hawaje?- Zgadywał.
- Nie.
- Yyy... Los Angeles?
- Nie.
- No to gdzie?- Zapytał zniecierpliwiony.
- Tutaj.
- Jak to tutaj?
- Tutaj. W Kanadzie.
- Naprawdę?
- Mhm. I wesele dla najbliższych.
- Naprawdę marzysz o takim ślubie?
- Tak, Jeydon. Nie potrzebuję życia w przepychu. Chcę, żeby zostało tak, jak jest. Bez kamer, bez fleszy, bez sławnych przyjaciół.
- Justin jest sławny- wtrącił Jeydon.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi...
- Ok, ok. Już wszystko wiem. Tylko trochę nie rozumiem.
- Czego tutaj nie rozumiesz?
- Tego, że nie chcesz pięknej scenerii, białej sukni...
- Kto powiedział, że tego nie chcę?
- Nooo...
- To wszystko można stworzyć tutaj. Jeydon, dla mnie liczy się tylko to, żeby to z Tobą wziąć ślub, i żeby byli przy tym nasi najbliżsi.
- Rozumiem- powiedział i pocałował mnie czule.- Razem do końca świata.
- I o jeden dzień dłużej- dodałam i tym razem to ja go pocałowałam.
- Hmmm... Skoro masz urodziny, to może taki mały prezent...- Szepnął Jeydon i przewrócił mnie na plecy.- To może...- Nachylił się nade mną z łobuzerskim uśmiechem.
- A ten prezent to dla Ciebie czy dla mnie?- Zapytałam ze śmiechem.
- No wiesz- odparł.- Jak możesz nie wierzyć w moje dobre intencje?- Zapytał i musnął nosem moją szyję.
- Mogę, mogę- zaśmiałam się i pocałowałam go.
- No to jak?- Zapytał, wplatając ręce w moje włosy.
- Chyba muszę się zastanowić- oznajmiłam i przypomniałam sobie, że Jeydon ma dla mnie w Atlancie niespodziankę, której nie chciał mi wyjawić.- Hmmm... Chcesz ofiarować mi prezent numer trzy, ale to będzie zupełnie nie po kolei.
- Jak to?- Zapytał Jeydon, patrząc mi w oczy.
- Prezent numer jeden przyjął postać pierścionka zaręczynowego- zaczęłam.
- No tak.
- Prezent numer trzy będzie... Będzie w zasadzie bez postaci.
- No, można tak powiedzieć- powiedział Jeydon ze śmiechem.
- A prezent numer dwa?
- Również będzie wspólny.
- Nic mi to nie mówi.
- Bo nie miało mówić- wyszczerzył się i musnął moje usta.
- O nie, nic z tego. Ja chcę otrzymać wszystkie prezenty po kolei.
- Koncert życzeń?
- A po drugie, to jest niesprawiedliwe.
- Niesprawiedliwym uważasz to, że dostajesz trzy prezenty od jednej osoby?- Zapytał, uśmiechając się szeroko. Nie zamierzał wyjawić mi tajemnicy.
- Niesprawiedliwym uważam to, że muszę dzielić się tymi prezentami z Tobą- uśmiechnęłam się.
- Jeśli to dla Ciebie taka tortura- powiedział i nie dotykając mnie, położył się obok.
- Nie o to mi chodziło- powiedziałam i położyłam się na jego klatce piersiowej tak, by móc patrzeć w jego oczy.- Powiedz mi- poprosiłam.
- I co z tego będę miał?
- Wspólny prezent numer trzy.
- Tak więc chyba będę trzymał Cię w niepewności, bo prezent numer trzy wcale nie musi być wspólny- powiedział Jeydon, próbując zamaskować rozbawienie.
- Jak to nie musi być wspólny?- Zdziwiłam się.
- Po części już masz prezent numer trzy. Całego mnie. I już z tego korzystasz- nie pohamował rozbawienie i wyszczerzył się.
- W jaki sposób?
- Leżysz na mojej super ekstra wyćwiczonej specjalnie dla Ciebie klacie.
- Jesteś bezczelny- odparłam i położyłam się do niego plecami.
- A więc wojna?- Zapytał, obracając mnie do siebie.
- Tak.
- Ok- wstał, po czym wziął mnie na ręce i wrzucił pod prysznic. Zamknął kabinę i puścił zimną wodę, ale tylko na chwilkę.
- Zwariowałeś?!
- Nie, wcale nie. To było na ostudzenie- wyszczerzył się i zdjął bluzkę, a w następnej kolejności spodnie i dołączył do mnie.
- Tylko nie zimny prysznic!- Pisnęłam, gdy zbliżył się do mnie.
- Nie ufasz mi?- Zapytał z uśmiechem.
- Zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy nie zaręczyłam się z psychopatą- odparłam.
- Przyszedłem Cię tylko ogrzać- powiedział spokojnie i puścił ciepłą wodę.- Mogę powiedzieć Ci, co to za prezent, ale pod warunkiem. że trochę zmienimy kolejność- mruknął i spojrzał na mnie. Wyglądał niesamowicie. Woda kapała mu z włosów, ciekła po twarzy, po klatce piersiowej i po wszystkich mięśniach brzucha.
- Mam Ci wierzyć po tym, jak wrzuciłeś mnie pod lodowatą wodę?- Zapytałam, ale ten tylko uśmiechnął się i zdjął ze mnie przemoczoną bluzkę, w której przywykłam chodzić, gdy byłam u Jeydona.
- No to jak z tym prezentem?- Wyszczerzył się i pocałował mnie czule.
- śniadanie do łóżka, pani Wale- szepnął Jeydon, stawiając tacę na stoliku nocnym.
- Która godzina?- Zapytałam, przeciągając się.
- Druga- odparł spokojnie i położył się obok mnie.
- Jak to druga?!
- Druga po południu. Coś nie tak?
- Matko, tata mnie zabije- jęknęłam.
- Spokojnie, przecież oficjalnie jesteś z Samem u mnie.
- Z Samem?- Zdziwiłam się.
- No tak. I od piętnastu minut jest to jak najbardziej prawdziwe.
- Sam tutaj jest?
- Mhm. Siedzi w salonie. Jedz, bo wystygnie- pospieszył mnie Jeydon.
- Muszę jechać do domu. O nie... Nie mam ciuchów- westchnęłam, a Jeydon spojrzał na mnie pytająco.
- Nie pojadę w Twojej bluzce- oznajmiłam.
- Nie, żebym miał coś przeciwko, no ale przecież możesz jechać w sukience, w której byłaś wczoraj.
- No tak. Gdzie ona jest?
- Wisi na krześle.
- No tak- odparłam spokojnie.
- Jedz- Jeydon uśmiechnął się.
- Może zejdziemy na dół do Sama?
- Nie trzeba. Ogląda mecz. Śniadanie tez już jadł, przed chwilą.
Uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść.
- Odwieziesz nas?- Zapytałam, patrząc na niego.
- Chyba nie sądziłaś, że puszczę Cie piechotą. Odwiozę- zapewnił.
- Dzięki.
- A o piątej jesteśmy umówieni na kolację- dodał. Spojrzałam na niego pytająco.
- Twoja babcia mnie zaprosiła.
- Babcia?
- Mhm. Ona też już wie.
- Boże, jaka Ty jesteś papla- westchnęłam.
- Jak Ty mało jeszcze wiesz- skomentował Jeydon i musnął moje usta.
- Taaak, całkiem romantyczne Jeydon. Całujesz mnie, kiedy jem.
- Tam był dżem- uśmiechnął się łobuzersko.
- Widzimy się o piątej, tak?- Upewniłam się, gdy Jeydon zaparkował na naszym podjeździe.
- Tak o piątej.
- Ok. To pa- powiedziałam i pocałowałam go.
- Sam?
- Co jest?- Zapytał Sam, który opuścił już samochód i czekał na mnie.
- Spróbuj jakoś nastawić ojca...
- Spokojna Twoja głowa, szwagier- Sam wyszczerzył się.
- Na razie.
- Nara- Sam pomachał mu i weszliśmy do domu.
*********************************************************************************
Schodzę na psy, znowu muszę Was przepraszać :(
A więc: PRZEPRASZAM
Która postać z mojego bloga podoba Wam się najbardziej?
O odpowiedzi proszę w komentarzach :)
No teraz następny post po 15 Waszych komentarzach :) Ciekawe, w jakim czasie tyle wyklikacie :)
+ Tym razem nie przewiduję żadnych spóźnień
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Omg ! :)
OdpowiedzUsuńNaprawdę boskie opowiadanie czy ten prezent numer trzy to coś szalonego ? XD :D
Ps. Wszyscy bohaterzy są super,ale oczywiście najbardziej fajni są Jeydon i Amy ;))) I czasem NIE rób tak żeby się pokłucili ...
Kiedy nn ? :D
Hmmm... Prezent numer trzy? Nie wiem, czy on jest szalony, chyba nie bardzo :)
UsuńP.S. Na razie kłócić się nie będą, co najwyżej będzie kilka różnic w zdaniach :D
NN pojawi się, gdy pod tym postem znajdzie się 15 Waszych komentarzy (czyli moje się nie liczą) :)
Pozdrawiam, Little Monster :)
Najbardziej chyba lubię Justina, Jeydona albo Cait. Amy jest nieco dziwna jak dla mnie, ale też oczywiście ją lubię. Świetny rozdział, jak każdy Twój, mam nadzieję, że szybko dobijemy tych komentarzy i dodasz nn niedługo. Będę niecierpliwie czekać. P.S. jeśli mogę spytać, teraz będziesz robić tak, jak niektóre dziewczyny, które piszą bloga tylko dla ilości czytelników i będą wymuszać komentarze? Nie, żebym Cię oceniała! Szanuję Cię, sądzę, że masz talent i w ogóle, ale nie lubię, gdy teraz coraz częściej się pojawia na różnych blogach takie coś, że dopiero po iluś komentarzach pojawi się rozdział. Jak dla mnie ważniejsza jest jakoś czytelników, ich wierność i tak dalej, a nie ilość. Ale może się mylę. Wymuszanie jest nieco nie fair, bo mi na przykład często komentarze się nie dodają i potem zapominam, wiele czynników może wpłynąć na to, że komentarza nie będzie mimo, że ktoś czyta. Ale to już Twój blog i Twoje wybory. Tak czy tak proszę, nie odbierz tego jakoś źle. Pozdrawiam, Karolina.
OdpowiedzUsuńNie, nie, nie, to nie jest na zasadzie wymuszania :) Pozazdrościłam blogerkom komentarzy pod blogiem i też chciałam raz mieć pod postem multum komentarzy :) Taka zasada coś za coś: Wy piszecie komentarze, ja dodaję notki, ale to oczywiście kończy się na tym poście. Statystyki spadły o 2/3 i trochę mi przykro, że jest nas tutaj tak mało i że pod niektórymi postami jest jeden komentarz, ale cieszę się, że jesteście ze mną, nawet w tak nielicznej postaci :) Uwielbiam dla Was pisać, a komentarze sprawiają, że czuję się doceniona :)
UsuńCałusy, Lil' Monster ♥
Zawaliste opowiadanie !
OdpowiedzUsuńJa chcę więcej !! ;D
Fajnie by było gdybyś dodawała częściej nowe notki ....
A tak poza tym to wszyscy bohaterowie są fajni.. ^^
Cudooooooo dodaj nn już czekam! Poleciłam twojego bloga paru osobom bo masz talent ; ) super rozdział!
OdpowiedzUsuńZajebisty blog ja chcę następną notkę ! :>
OdpowiedzUsuńCóż za ciekawy wyjątek, blog o Jeydonie Wale'u, niespotykane. Dobry pomysł, nie powiem. Przeczytałam wszystko jednym tchem. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń, zantrygowałaś mnie swym opowiadaniem.
OdpowiedzUsuńI to jest to co lubięę ! Dawaj już nn pliska ;3
OdpowiedzUsuńCudownie :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam twoje opowiadanie i twój styl pisania :)
OdpowiedzUsuńDodaj nn ! <3
OdpowiedzUsuńzarąbisty ♥
OdpowiedzUsuńNn nn nn nn nn nn teraz! <3 czekam! Boskie.
OdpowiedzUsuń