piątek, 22 lutego 2013
Rozdział 65
- Gotowe- Cait puściła do mnie oczko i spojrzała na efekt swojej pracy.
- Po co to wszystko?- Jęknęłam.
- Jak to po co?
- Nie rozumiem, po co to całe zamieszanie. To już nie są szesnaste, a siedemnaste urodziny.
W odpowiedzi usłyszałam śmiech.
- Dobra, już nic nie mówię. Ja po prostu nie lubię się tak stroić.
- To musisz polubić. Przygotowałam Ci przemowę na ten konkurs miss, więc musisz to kilka razy przeczytać, żeby wiedzieć, o co chodzi. Musisz go wygrać.
- Możesz mnie nie denerwować? Powinnam już dawno zabić naszych genialnych chłopaków za ten pomysł.
- Jeydonowi się spodobało- powiedziała Cait z uśmiechem. Wiedziała, że to najtrafniejszy argument przy moich sporach.- Poza tym, skoro jesteś taka kiepska, to czym się przejmujesz? Wejdziesz i wyjdziesz- dodała ze śmiechem i obróciła mnie w kierunku lustra.
- Wow- powiedziałam na swój widok.
- No i nie rozumiem, dlaczego Ty tak wątpisz w moje umiejętności?- Powiedziała z uśmiechem.
Smooky eyes w wykonaniu Cait było na prawdę mistrzostwem. Zawsze unikałam tego typu makijażu, bo miałam wrażenie, że mam oczy jak panda. Ale to...
- Cudowne- uśmiechnęłam się do Cait.
- Wiem, wiem- powiedziała ze śmiechem.- Ta moja skromność- uśmiechnęła się szeroko.
- Cait, dziękuję- powiedziałam i poczułam, że moje oczy robią się mokre.
- Tylko nie płacz, bo się rozmażesz. Amy... Wiem, mój makijaż jest wspaniały, ale nie musisz dziękować z płaczem...
- Nie, to nie o to chodzi. Dziękuję, że jesteś. Co ja bym bez Was wszystkich zrobiła?
- Zginęłabyś- odparła poważnie, ale po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Kurcze, znamy się niecały rok, a nie wyobrażam sobie bez Was życia...
- Tak samo, jak my bez Ciebie. Chodźmy już, pewnie wszyscy czekają. To Twój dzień.
Schodząc po schodach myślałam tylko o tym, żeby się nie potknąć. Moje niebotyczne szpilki wcale nie były idealnie stabilne, a i moja koordynacja nie była zadowalająca. Wszyscy patrzeli na mnie, a to nie dodawało wcale otuchy. Cait jak gdyby czytała mi w myślach, bo podtrzymała mnie przy samym końcu schodów, gdzie zakręcały się najbardziej.
- Wszystkiego najlepszego!- Krzyknęli wszyscy, gdy szczęśliwie zeszłam, a babcia podeszła z ogromnym tortem.
- Wow, przynajmniej nie jest różowy- powiedziałam ze śmiechem.
- Pomyśl życzenie- pospieszył mnie tata. Spojrzałam na wszystkich gości i właśnie wpadłam na to, że nie ma Jeydona. Moja mina uległa natychmiastowej zmianie, co nie umknęło badawczemu spojrzeniu Sama. Więc to będzie moje życzenie. Chciałabym, żeby Jeydon tutaj ze mną był- pomyślałam i zdmuchnęłam świeczki. otworzyłam oczy i usłyszałam energiczne pukanie do drzwi, a po kilku sekundach na środku salonu stał Jeydon.
- Ojej, chyba przegapiłem- powiedział zmieszany, czując na sobie spojrzenia wszystkich.- Przepraszam za spóźnienie.
- Przyjechałeś- pisnęłam i całkowicie zapominając o swoich szpilkach rzuciłam się do biegu. W ostatnim momencie tata uchronił mnie przed upadkiem.
- Wolniej, przecież on tutaj stoi- powiedział z uśmiechem i pomógł mi utrzymać równowagę. Uśmiechnęłam się lekko, czując, że jestem cała czerwona z zażenowania. Podeszłam do Jeydona i obdarzyłam go szerokim uśmiechem.
- Później- szepnął tylko i porozumiewawczo przewrócił oczami. Od razu zrozumiałam o co chodzi i odwróciłam się do pozostałych, nie przestając się uśmiechać.
- Czas na prezenty- powiedzaała Cait i wszyscy się ożywili.
- Cait, kiedy zamierzamy jechać do tego klubu?- Zapytał Chaz, lekko irytując się tym, że nadal siedzimy przy stole z moją rodziną i rodzicami Jeydona, których zaprosiła babcia.
- Spokojnie. Dziadkowie się rozejdą i wtedy noc nasza. Przestań marudzić. Zobacz. Zaraz nie będziesz się nudził- powiedziała i puściła do niego perskie oko. Justin zaśmiał się.
- O co Ci cho...- przerwał. Właśnie zmierzała ku niemu moja kuzynka Vanessa, która uznała, że Chaz jest zdecydowanie jej bratnią duszą. Przewrócił oczami, a ta znalazła się u jego boku.
- Lubisz One Direction?- Zapytała z uśmiechem, zupełnie nie przejmując się tym, że jej włosy łaskoczą po twarzy siedzącego obok Chaza Chrisa.
- Uwielbiam- burknął i odwrócił wzrok.
- Naprawdę? Ja też. Są świetni. Który z nich jest według Ciebie najładniejszy?- Zapytała i w tym samym momencie Chris płakał ze śmiechu, Jeydon zakrztusił się sokiem, a pozostali dostali ataku śmiechu.
- Co?- Zapytał Chaz, który zrobił się purpurowy.
- Który z nich najbardziej Ci się podoba?- Powtórzyła Vanessa, a Chaz tylko jęknął.
- Chyba nie gustuję w chłopakach- odparł i odsunął się znacząco. Tata spojrzał na mnie z uśmiechem i starał się zdławić śmiech.
- Szkoda. Idę po ciastko, za chwilę przyjdę- oznajmiła Vanessa i odeszła dumnym krokiem.
- Nie trzeba- burknął Chaz.
- Amy, co zamierzasz robić po zakończeniu szkoły?- Zapytał wujek.
- Ojej- powiedziałam zmieszana.- Jeszcze nie myślałam o tym poważnie.
- Julliard czeka z otwartymi ramionami- powiedział z uśmiechem. Super, pomyślałam. Zaczyna się.
- Nie wiem, czy znajdę coś dla siebie w Julliardzie. Myślałam raczej o czymś na miejscu. Tutaj też są świetne oferty.
- To co najbardziej by Ci odpowiadało?- Zapytała ciocia, zbijając mnie z pantałyku...
- Hmmm. Chyba psychologia.
W odpowiedzi otrzymałam sztuczny uśmiech cioci. Jak milusio.
- Już myślałam, że nigdy nie wyjdą- powiedziałam, rzucając się na łóżko.
- Wierz mi, ja też. Ale najbardziej zniecierpliwieni byli chyba moi rodzice. Hailey i Vanessa nie przypadły sobie do gustu- zaśmiał się.
- No tak, Vanessa to niezły potwór.
- Hailey też pokazała dzisiaj charakterek. Myślałem, że zabiją się o tę barbie.
- Na szczęście super bohater i starszy brat wkroczył do akcji i obiecał siostrze nową lalkę, jeśli tylko pokaże tej Vanessie, że ma jej lalki gdzieś- powiedziałam ze śmiechem. Jeydon usiadł obok mnie na łóżku.
- Mój prezent czeka na Ciebie w Atlancie- powiedział szeptem i musnął moją szyję swoim ciepłym nosem.
- Czyli to jest znowu obrzydliwie bogaty prezent, tak? Jeydon...
- Nie- przerwał mi.- Nie był obrzydliwie bogaty. Nic nie jest obrzydliwie bogate, jeśli chodzi o Ciebie. Gdybyś powiedziała mi, co chciałabyś dostać, to pewnie bym Ci to kupił, ale Ty jesteś tak cholernie uparta...- Musnął moją szyję nieco gwałtowniej, aż zadrżałam.
- Więc co to takiego?
- Hmmm. Jest ogromne, szare i nie dostałem pozwolenia na jego przewiezienie.
- Co?- Zapytałam zdziwiona, odsuwając sie, aby móc na niego spojrzeć.
- Tak, jestem szalony i kupiłem Ci słonia- powiedział z zadowoleniem.
- Że co?!
- Żartowałem- zaśmiał się.- Ale naprawdę nie mogłem tego przenieść. Gdybym mógł, nie przyjechałbym z pustymi rękami. A, nie do końca z pustymi- powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.
- Co takiego?- Zapytałam, nadal nie kryjąc zdziwienia. Nadal nie wiedziałam, co czeka na mnie w Atlancie i dlaczego akurat tam.
- Pomagał mi Rob, Scoot i Justin, więc nie miej mi za złe, jeśli Ci się nie spodoba. Wymienimy- uśmiechnął się i sięgnął do kieszeni. Wyjął małe pudełeczko.
- Chyba żartujesz- powiedziałam zaskoczona.
- Jutro wstawię się u Twojego ojca- powiedział i uklęknął przed łóżkiem.- Amy Wyse, jesteś wybranka mojego serca, zostaniesz ze mną na wieki?- Zapytał, starając się nie zaśmiać.
- Możesz jutro powiedzieć to bardziej normalnie? Nie chcę sceny ze zmierzchu- powiedziałam, schodząc z łóżka.
- Tak czy nie?- Zapytał zniecierpliwiony.
- Tak, tak- potwierdziłam ze śmiechem. Jeydon wstał i wsunął mi pierścionek na palec.
- Pasuje jak ulał- powiedziałam zadowolona.
- O, tego to byłem pewien. Powiedz mi tylko, czy Ci się podoba?
- Jest śliczny.
- To dobrze. Justin chciał większy diament.
- Jest z diamentem?!
- Nooo- odparł zmieszany. Natychmiast zdjęłam go z ręki.
- Jesteś nienormalny.
- O co Ci chodzi?
- Pierścionek z diamentem? Upadłeś na głowę! Idiota!
- Wściekasz się o to, że Twój pierścionek zaręczynowy jest z jakimś tam diamentem?
- Z jakimś tam diamentem?! Z jakimś tam diamentem! Ty zdajesz sobie sprawę, ile to musiało kosztować pieniędzy?
- Tak, sam za to płaciłem.
- Majątek! Nie mogę tego przyjąć.
- Amy, siedziałem w sklepie trzy godziny, głowiąc się nad tym, żeby kupić Ci taki pierścionek, żebyś nie była zła i żeby Ci się spodobał, a Ty mi mówisz, że nie możesz go przyjąć, bo jest z diamentem. Paranoja. Scooter wydał na pierścionek siedem razy więcej niż ja, a nie jest ani w połowie tak ładny jak Twój. Proszę Cię, nie rób problemów. Jesteś warta wszystkich pieniędzy świata. Wiedziałem, że będziesz zła. uwierz, że nie wydałem wszystkich pieniędzy na coś, co jest dla mnie ważniejsze, niż dla Ciebie- powiedział wściekły.
- Ok, to jest ten mój prezent urodzinowy, rozumiem. Nie zmienia to faktu, że jestem zła, ale nie mogę przyjąć prezentu z Atlanty.
- Amy, błagam, nie denerwuj mnie.
- Nie denerwuję. Nie mogę i już.
- Jezu, ja Cię kiedyś sprzedam- powiedział i podniósł mnie do góry.- Co mnie podkusiło, żeby godzić się na to, iż taka smarkula będzie mogła w przyszłości nosić moje nazwisko? Ledwo co od ziemi odrosła, a już tak pyskuje- powiedział i wpił się w moje usta.- Zostaniesz moją żoną?- Zapytał, patrząc mi prosto w oczy.
- Tak- odparłam, zaskoczona jego zachowaniem.
- Kłamiesz. Zmusiłem Cię do tego.
- Nie prawda. Kocham Cię- powiedziałam i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Ja Ciebie bardziej- powiedział i zaniósł mnie do łazienki. Wsunął mi pierścionek z powrotem na serdeczny palec i uśmiechnął się.- Zostawiam Cię na chwilę. Czekam na dole. I tak pewnie podejrzewają, że za długo tu razem jesteśmy.
- Ok. Piętnaście minut- uśmiechnęłam się i zamknęłam za sobą drzwi.
- Tato, nie czekajcie na nas. Będziemy pewnie późno- powiedział Sam, próbując już wyjść.
- Chyba raczej nad ranem. Sam, uważaj na was.
- Tak tato, wiem. Nie jestem dzieckiem.
- Ok. A, Amy!
- Tak?- Zapytałam, wracając się z hallu do salonu.
- Twój prezent czeka w garażu.
- Tato, prosiłam- jęknęłam.
- Nie mogłem się powstrzymać- powiedział ze śmiechem.- Łap- rzucił mi kluczyki.
- Dzięki- uśmiechnęłam się i wyszliśmy.
- Ja chcę się przejechać pierwszy- powiedział Sam i porwał mi kluczyki.
- Ja drugi!- Oznajmił Jeydon i pobiegł za Samem do garażu.
Cait, której Justin dzisiaj nie odstępował na krok, tylko się zaśmiała, a Chris, Ryan i Chaz popędzili za Jeydonem i Samem do garażu.
- Jak dla mnie za bardzo babski- stwierdził Sam okiem eksperta i spojrzał na Ryana.
- Ja tam nie widzę, żeby był babski.
- Dokładnie- potwierdził Chaz.
- A ja myślę, że on jest w sam raz dla Amy- powiedział Justin.
- A Ty Amy? Co o tym myślisz?- Zapytał tata, podziwiając najnowsze czarne volvo o opływowym kształcie.
- Jest idealne tato- powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję.- Mogę się przejechać?
- Przecież to Twój samochód. Ale wolałbym, żebyś zrobiła to jutro. Auto poczeka, przyjaciele... Cóż, też poczekają, ale mogą się zniecierpliwić.
- Ok. Jutro gdzieś razem pojedziemy- zapewniłam z uśmiechem.
- Myślę, że Sam z Tobą pojeździ- powiedział ze śmiechem.- Jeydon, jedźcie ostrożnie.
- Oczywiście- odparł.
- Bawcie się dobrze- tata ruszył do domu.
- Jaka jest największa słabość rodziny Wyse?- Zapytał Chris ze śmiechem.
- Samochody- odparł Chaz i ruszyliśmy do klubu.
- Aaaa! Nie wierzę! Justin!- Krzyczała Cait, gdy siedziałyśmy w klubie, podczas gdy reszta bawiła się na parkiecie.
- Co się dzieje?- Zapytał zdyszany, podchodząc do nas.
- Tylko zobacz!- Pisnęła i pociągnęła moją dłoń, żeby pokazać mu mój pierścionek.
- A to- powiedział z uśmiechem.- Już widziałem. Ale muszę przyznać, że na Twoim palcu prezentuje się lepiej niż na wystawie w Atlancie.
- Jak to: widziałeś?- Zapytała poirytowana Cait.
- No, nawet pomagałem wybierać- dodał z dumą.- Chciałem, żeby Jeydon wybrał większy, ale on uparł się, ze nie bo Amy to, Amy tamto... A przecież były mniejsze.
- Wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś? Ty świnio! Powinnam o tym wiedzieć pierwsza!
- Jasne i wszystko byś wypaplała. To Jeydon kazał nic nie mówić. Chłopaki!- Zawołał Justin i dołączyli pozostali.
- No, no. Niezłe cacko- skomentował Chaz.- Ale Amy warta jest każdych pieniędzy- dodał.
- Nie mówiłem?- Ożywił się Jeydon.
- Jeydon, przestań- upomniałam go, widząc minę Ryana.
- No ale co?- Zaśmiał się. Wpadł na to, ze obserwuję reakcję Ryana i zaczął go obserwować. Justin również to przechwycił.
- Ryan, zatkało Cię? Przecież to tylko pierścionek- powiedział Justin zaczepnie.
- Gratulacje- powiedział Ryan, siląc się na naturalny ton i nawet udało mu się uśmiechnąć. Jeydon uśmiechał się triumfalnie.- To kiedy wesele?- Rzucił. Reszta zaczęła się śmiać i poszliśmy bawić się dalej.
********************************************************************************
Dobijemy do 10 komentarzy pod postem? :)
Little Monster ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nareszcie nowa notka :>
OdpowiedzUsuńCzyli jak bd 10 komentarzy dodasz 66 rozdział ? :D
Tak, tak :) Nie liczą się moje komentarze :)
UsuńŁiii nareszcie nowy rozdział <3
OdpowiedzUsuńKocham twój blog.Nigdy nie przestawaj go pisać !! (ani nie zawieszaj bloga-w każdym razie nie radzę Ci XD )
Mam nadzieje,że dodasz rozdział w ten piątek ;)
Aww <3 Dobrze to wymyśliłaś ;)
OdpowiedzUsuńKocham twój blog jest zajebisty ;DD
OdpowiedzUsuńNiech coś zrobią szalonego w następnym rozdziale XD
Jejciu ja chcę nowy rozdział <3 Bosko piszesz ;D
OdpowiedzUsuńNie moge sie doczekac nastepnego rodzialu :D notka zajawna jak zawsze :D
OdpowiedzUsuńKocham twój blog . Już nie możemy doczekać się następnej notki. ;)
OdpowiedzUsuńChce newsa:c
OdpowiedzUsuńJa chce już nową notkę ! c=
OdpowiedzUsuńCudowny po prostu uwielbiam twoje opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńDODAJ NN !
OdpowiedzUsuńKiedy nn ?
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać.Fajne pomysły dajesz,ale niech następny rozdział będzie jeszcze dłuższy :)