wtorek, 12 lutego 2013
Rozdział 64
- Heej- powiedział uśmiechnięty Jeydon.- Jak było w szkole?- Zapytał.
- Normalnie- odparłam.- Straszny szum. Gdzie jesteś?
- Przepraszam, mamy próbę. Spróbuję przejść z laptopem w miejsce, w którym będzie nieco ciszej. Daj mi minutkę- powiedział i rozłączył się. Sięgnęłam szybko po lusterko i pociągnęłam usta błyszczykiem. Skończyłam akurat, gdy Jeydon ponownie nawiązał połączenie.
- Jak minął lot?
- Było całkiem przyzwoicie. Siedziałem obok dwójki dzieci. Całe szczęście, że przez cały lot były cicho. Pomalowałaś usta- stwierdził z uśmiechem.
- No co ty.
- Przecież widzę- roześmiał się.
- No, może trochę. Gdzie teraz jesteś? Nie słyszę już niczego.
- Przepraszam, że właśnie stąd- powiedział ze śmiechem. Znajdował się w publicznej toalecie.
- Całkiem romantycznie- przyznałam.
- Proszę nie czepiać się szczegółów. W sobotę przylatuję do Ciebie- powiedział z zadowoleniem.
- Na prawdę?
- Na prawdę.
- To super- uśmiechnęłam się.
- Co chciałabyś dostać na urodziny?
- Więcej czasu do spędzenia z Tobą.
- A tak realnie?- Zapytał.
- Jeydon, ja mówię poważnie. Nie chcę żadnych prezentów.
- Jasne. Wymyślę coś, nie bój się.
- Wiesz o tym, że zostałam zgłoszona do konkursu, z którego nie mogę się wycofać, a wkręcili mnie nasi super koledzy?
- Jaki konkurs?
- Miss szkoły- odparłam.
- Wow. Ale jak to Cię wkręcili?
- Normalnie. Caitlin nie chciała się zgodzić i powiedziała, że ja pewnie też się nie zgodzę, więc zapisali mnie bez mojej zgody.
- Zgłoś to.
- Już byłam. Nie da się tego odkręcić. Papiery już poszły.
- Ale fajnie. Moja dziewczyna zostanie miss szkoły.
- Przestań. Ja? Miss? Musiałabym powiększyć sobie biust i odessać tłuszcz z ud.
- Z mózgu sobie odessij. Jesteś nienormalna. Co będzie jak wygrasz?
- Nic nie będzie. Nie wygram.
- A co będzie, jak ktoś inny wygra?
- Będzie następny konkurs, miss stanu, a potem kontrakt z jakąś agencją modelek w Californi.
- Fajnie. Miss California. Fajnie brzmi, prawda? Wow, chodzę z modelką. Co ty na to, żeby zacząć pracować w Victoria's Secret?
- Jeydon, nie jestem Barbarą Palvin. A tak na marginesie, to słyszałam, ze Jus się z nią spotkał.
- A no spotkał. A Cait jest śmiertelnie obrażona.
- A no jest obrażona- odparłam.
- Obraziłabyś się o takie coś?
- Wiesz, gdyby moim chłopakiem był Justin Bieber, to pewnie tak.
- A gdyby Twoim chłopakiem był Jeydon Wale?
- Usunęłabym z jego życia Barbarę Palvin.
- Nie rozumiem dziewczyn.
- A ja facetów- oznajmiłam i zapadła niezręczna cisza.
- I co jeszcze powiesz?
- Hmmm... Wiesz o tym, ze Leah jest u nas w mieście?- Zapytałam.
- Sam się z nią pogodził?
- Nie, wręcz przeciwnie. Widzieliśmy ją wczoraj w supermarkecie z jakimś dzianym gościem. W dodatku dzwoniła do Sama, by ten pomógł jej w znalezieniu pracy.
- Pracy?- Zdziwił się Jeydon.- Nie wiem, nie znam jej, ale wydaje mi się, że na brak kasy nie może narzekać. Po co jej praca?
- Podobno jest w ciąży.
- W ciąży? Niby z kim?
- Na szczęście nie z Samem.
- Niezły ma tupet. Myślisz, że Sam jej pomoże?
- Na razie jest do niej wrogo nastawiony, ale nie wiadomo, ile ta wrogość jeszcze potrwa.
- Kurcze, naprawdę mu współczuję. Nigdy nie chciałbym znaleźć się w jego sytuacji.
- Niezłe ziółko z tej Leah. Nie wiedziałam, że będzie tak bezczelna w swoich działaniach.
- Pewnie nikt nawet tego nie przypuszczał. A ja mam w grupie właśnie nowego tancerza, który ma dziewiętnaście lat i trzymiesięczną córeczkę. Prześlę ci potem jej zdjęcie, jest z nami na próbie.
- Trzymiesięczne dziecko na próbie?!
- Spokojnie, jest w innym pomieszczeniu.
- Sama?
- Zwariowałaś? Załatwiłem nianię.
- Ty załatwiłeś?!
- Nie dramatyzuj. Trzeba sobie pomagać. Jest taka słodka. Ma na imię Stella.
- Co na to Scott?
- Nie ma go- wyszczerzył się.
- NO tak. Ty i ta miłość do małych dziewczynek.
- Do dużych też- uśmiechnął się i natychmiast się poprawił.- Konkretnie to do jednej.
- Tak, właśnie wyszło szydło z worka.
- Jeydon, zaraz wchodzimy!- Krzyknął ktoś po stronie Jeydona.
- Przepraszam, muszę iść. Zadzwonię potem. Kocham Cię!- Krzyknął i rozłączył się.
Po południu pojawił się duży szum w mediach w związku z Tweetem Jeydona. Mianowicie Jeydon umieścił wpis: Kocham moją nowa asystentkę Stellę ;*. Media oczywiście od razu przechwyciły tę informację i zaczęły się nieuniknione plotki. Dopiero koło dziewiątej wieczorem Jeydon wrzucił zdjęcie, na którym trzymał na rękach śpiącą Stellę, z popisem: Moja nowa asystentka Stella i ja.
Ten dzień należał do jednych z najnudniejszych w moim życiu. Jeydon w ciągu całego dnia tylko raz zadzwonił i wysłał zdjęcie Stelli. Sam zaraz po szkole pojechał razem z Chazem i Ryanem oglądać samochody, a Chris i Cait pojechali odwiedzić ciotkę, która leżała w szpitalu z ciężkim złamaniem nogi. Tata jak zwykle był w pracy, a babcia przez cały dzień siedziała w kuchni, studiując przepisy naszej sąsiadki. Siedziałam więc przed telewizorem, umierając z nudów. Odrobiłam lekcje z całego tygodnia, posprzątałam swój pokój, nawet poukładałam ubrania w garderobie, a łazienka wręcz lśniła. W końcu do domu wrócił sam, przyprowadzając ze sobą chłopaków.
- Amy, znalazłem samochód idealny dla Ciebie- oznajmił Sam, rzucając się na sąsiednią kanapę.
- Super. I tak nie chcę żadnego auta.
- Nie no, chłopaki, ona jest chyba nienormalna. Tata chce jej kupić wóz, a ona nie chce.
- Amy po prostu ma dobrych szoferów- wyszczerzył się Ryan.
- Właśnie, jutro moja kolej- Chaz uśmiechnął się.
- Taki wóz, taki wóz- lamentował Sam.- Cudeńko.
- Sam, to ma być samochód dla Ciebie czy dla mnie?
- Dla Ciebie, ale...
- Chłopaki, jak wyglądał ten samochód?
- Oj, Amy, nie chcesz wiedzieć. Mogę się założyć, że nie spodobałby się żadnej dziewczynie- powiedział Ryan.
- Dobra, zmieńmy temat. Co u Was?- Zapytałam.
- Spoko- odparł Chaz.
- Bywało lepiej- odparł Ryan.
- Coś się stało?- Spytałam zaniepokojona.
- Nie, po prostu chyba wstałem lewą nogą- uśmiechnął się.
- Aha- odwzajemniłam uśmiech. Poczułam wibracje w kieszeni i wyjęłam telefon.- Sorki, muszę odebrać.
- Jasne.
- Stella jest słodka. Widziałaś, jaką ma słodką minkę na tym zdjęciu?- Zapytał Jeydon gorączkowo.
- Tak, Jeydon, widziałam.
- I naprawdę nie chciałabyś takiej istotki?
- Chciałabym. Bardzo bym chciała, ale jeszcze nie teraz. I skończmy już ten temat. Nie rozumiem mody na nastoletnich rodziców.
- Ok, ok. Co u Ciebie?
- Od naszej ostatniej rozmowy chyba niewiele się zmieniło- odparłam.
- Ale jesteś oschła... Mam już dla Ciebie prezent urodzinowy- oznajmił.
- Będziesz przy mnie cały czas?
- Tego, niestety, nie mogę Ci ofiarować, ale mam coś innego. Stella pomagała mi wybierać- pochwalił się.
- Trzymiesięczne dziecko?
- Mhm. przecież jest moją asystentką.
- No tak, przepraszam, zapomniałam.
- Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Heeeej, Amy, jesteś tam?
- Tak, jestem.
- Dlaczego nic nie mówisz?
- A co mam mówić?
- Jesteś dzisiaj jakaś dziwna.
- Dlaczego dziwna?
- No nie wiem. Taka mało rozmowna i cały czas wkurzasz się, jeśli zaczynam opowiadać Ci o Stelli.
- Nie denerwuję się, tylko...
- Tylko co?
- Tylko denerwuje mnie to, że cały czas wałkujesz jeden i ten sam temat. Nie chcę mieć z Tobą dziecka.
- Dobrze to wiedzieć.
- Nie, to źle zabrzmiało, Jeydon... To nie tak.
- Przynajmniej wiem na czym stoję. Widocznie musiałem Cię zdenerwować, żebyś powiedziała mi prawdę, Amy.
- To nie jest tak...
- Beep, beep, beep...- usłyszałam w odpowiedzi.
- Dupek- syknęłam i wróciłam do salonu.
- Amy, coś się stało?
- Nie, nie. Dlaczego?
- Nic nie mówisz...
- Nie, nic takiego- powiedziałam i posłałam chłopakom nieco wymuszony uśmiech.
- Pokłóciła się z Jeydonem- stwierdził Sam.
- Co Ty gadasz- powiedział Chaz i przyjrzał mi się.
- Ma to wymalowane na twarzy- powiedział Sam.
- Pójdę do siebie- oznajmiłam i poszłam do swojego pokoju.
- Nie no, czekaj- zawołał Sam.- Pogadamy sobie spokojnie. Chodź. Nie warto się przejmować. To coś poważnego?
- Nie, ale...
- No to chodź- powiedział.- No chodź, przejdzie mu- zapewnił i uśmiechnął się.
- A pamiętacie, jak Chris spadł z tego płotu, gdy uciekaliśmy od starej McFoy? Leciał jak kot- Ryan roześmiał się.
- Ty za to nieźle spisałeś się na desce- zaśmiał się Chaz.
- Zleciał z góry, a deska została- wybuchnęłam śmiechem.
- Ale za to nikt nie przynosi tak małych napojów jak Ty, Amy- odparł Ryan.
- Bo tylko Amy zdąży wszystko rozlać po drodze- powiedział Sam uszczypliwie.
- Długo się jeszcze będziecie z tego śmiać?
- Dobrze mieć co powspominać- powiedział Chaz.
- Zobaczcie, ile razem już przeszliśmy- powiedział Ryan.- I nadal ze sobą wytrzymujemy- uśmiechnął się.
- Nie zamieniłabym Was na kogoś innego. Jesteście najlepsi na świecie.
- Ja bym się zastanowił nad zmianą Amy, a Wy?- Zapytał Chaz.
- czasami jest nie do wytrzymania- Stwierdził Sam.
- Tu się z Tobą zgodzę.
- Ale jesteście chamscy- wtrąciłam.
- Przecież żartujemy. Gdzie znalazłbym drugą taką Amy, która odrabia mi zadania z histy?- Zaśmiał się Ryan.
- Amy odrabia za Ciebie zadania z histy? Stary, tylko nie mów, że tego nie ogarniasz- wyśmiał go Sam.
- Ogarniam, ja po prostu mam za mało silnej woli, żeby je odrabiać.
- Ach tak, wiec od jutra wszystko robisz sobie sam- oznajmiłam, a Chaz i Sam zaczęli się śmiać.
- Chodźcie do stołu- powiedziała babcia.
- Co mamy dobrego?- Zapytał Sam w drodze do jadalni.
- Brownie. Myślę, że wyszło, to z przepisu tej sąsiadki. Podobno to przepis jej mamy.
- Babciu, jeśli Ty to piekłaś, to na milion procent jest pyszne- uśmiechnęłam sie i usiadłam obok Sama. Sam puścił do mnie oko. Wziął sobie jako pierwszy kawałek ciasta i jak gdyby nigdy nic zaczął jeść. Babcia nałożyła ciasto mnie i chłopakom i zabraliśmy się za jedzenie.
- Stój, nie jedz tego!- Krzyknął Sam do Ryana i zerwał się z miejsca. Babcia aż podskoczyła ze strachu, a Chaz i Ryan spojrzeli na niego zdziwieni.
- O co Ci chodzi?
- Nie jedz tego!- Powiedział z przerażeniem.
- Coś tam jest?
- Nie, po prostu... Powiem prosto z mostu: babciu, zrobiłaś najgorsze ciasto, jakie kiedykolwiek jadłem.
- Matko, to wszystko przez przepis tej starej jędzy, na pewno celowo dopisała jakiś składnik, którego w ogóle nie powinno tam być. Tak chwaliła się tym przepisem w radzie osiedla. Już nigdy nie pożyczę jej sokowirówki. Ani blendera. Ani niczego. Nawet grama soli, czy cukru. Bez przesady, ale do sklepu nie ma tak daleko. Ona chciała nas otruć! Co za stara czarownica. Ja od poczatku wiedziałam, że z nią jest coś nie tak. Zaraz... Nie wierzę, Sam. Znowu?- Zapytała i usiadła na krześle. Po chwili nie mogła już opanować śmiechu, z resztą jak my wszyscy.
- Babciu, to czwarty raz w tym tygodniu. Jak mogłaś się znowu nabrać?- Zapytał Sam.
- Ty urwisie. Powinni Cię zapisać do szkoły aktorskiej. A ja tak zwyzywałam tą biedną sąsiadkę... Powinnam mieć nauczkę po ostatnim razie.
- Babciu, to ciasto jest pyszne. Nie rozumiem, dlaczego w siebie nie wierzysz... Przecież Ty gotujesz najlepiej na świecie, nawet z zamkniętymi oczami.
- Sam, już nie przesadzaj.
- Taka prawda. Zostało coś jeszcze?
- Sam, zjadłeś siedem kawałków. To i tak o cztery więcej, niż my.
- Dlaczego mam nie jeść, jeśli mi smakuje? Mógłbym zjeść nawet całą blachę tego brownie.
- Tak, opróżniłbyś lodówkę i byłoby Ci mało.
- Bo ja idę na masę. Zobaczysz, jakie będę miał muły.
- Taaa, jasne.
- Właśnie chłopaki zapisujemy się na siłownię?
- Ja odpadam, nie mam kasy na siłownię- powiedział Chaz.
- Ale przecież nie musimy mieć kasy. Możemy zrobić siłownię u nas.
- Niby gdzie?- Zapytałam.
- U mnie w pokoju- wyszczerzył się.- Jestem bratem miss, muszę przecież jakoś wyglądać. Blednę przy Twoim chłopaku.
- Nie denerwuj mnie. Nie jestem żadną miss.
- Ale będziesz. To co chłopaki? Wchodzicie w to?
- Ja tak.
- Ja też- odparł Chaz.
- No i postanowione- Sam wyszczerzył się i zjadł ostatni kęs brownie.
*********************************************************************************
Przepraszam za błędy i długi czas oczekiwania
Zapaszam również na mojego drugiego bloga: howlm.blogspot.com
Na odpowie. pl: http://LittleMonsterJW.odpowie.pl
Oraz na Twittera: @ACornflower
XOXO
Little Monster ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Yeaa nareszcie nowy rozdział !
OdpowiedzUsuńFajnie,fajnie jakby też wygrała ten konkurs xd
I niech nie kłóci sie z Jeydonem bo zabije ! :D
Fajnie jak by Amy była w ciąży np. mając 18-19 lat :DDDD
Ps. Kiedy nowy rozdział ? :)))
Nie mogę się doczekać nowego rozdziału ! ;)
OdpowiedzUsuń