sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział 63


- Naprawdę bardzo się cieszę- powiedziałam do Ryana, gdy wracaliśmy z lotniska.
- Tak?
- Tak.
- W takim razie cieszę się razem z Tobą- powiedział z uśmiechem.
- Mam nadzieję, że już więcej nie będziecie mnie stawiać w takiej sytuacji.
- Przepraszam, Amy. To była głównie moja wina. Dopiero na tych kręglach uświadomiłem sobie, że jesteś świetną przyjaciółką. Tylko i wyłącznie przyjaciółką. To Jeydon na Ciebie zasługuje, nie ja. Za dużo już numerów wywinąłem. ale cenię to, że po tym wszystkim jeszcze ze mną rozmawiasz- powiedział i znowu się uśmiechnął.
- To nie była tylko Twoja wina. Jeydon też mnie zachowywał się w porządku.
- Amy, nie zwalaj winy na niego. Oboje wiemy, że na jego miejscu zachowalibyśmy się tak samo, albo nawet i gorzej.
Ja bym chyba oszalał, a ten gość, który znajdowałby się na moim miejscu, zapewne nie byłby do końca sprawny. Dobrze wiedziałem, że Jey szaleje z zazdrości, a mimo to dalej dolewałem oliwy do ognia. Niepotrzebnie go podburzałem. Ale już jest ok, prawda?
- Prawda.
- Nigdy nie pomyślałbym, że pogodzi nas sam Justin. Wiesz, mimo to, że wszyscy sie kumplowaliśmy, nie byłem z Justinem blisko.
- Zawsze myślałam, ze jesteście jak jedność. Tymczasem każdy z Was jest inny.
- Jesteśmy jak jedność, gdy chodzi o coś naprawdę ważnego- zaśmiał się Ryan.- Tak na co dzień jesteśmy zwykłymi świniami.
- Nie prawda. Lubię Was wszystkich- odparłam szczerze.
- To dobrze- uśmiechnął się i skupił się na drodze.- Jeydon przyjedzie na weekend?
- Nie wiem, może.
- Ej, nie smuć się. Mogłam w ogóle nie wchodzić na temat Jeydona.
- Nie, jest ok. Po prostu trochę ciężko mi się z nim rozstawać.
- Uwierz w to, ze jemu jest jeszcze ciężej. Owszem, robi to, co kocha, ale zobacz, ile już za to zapłacił. On tylko udaje, że jest taki twardy.
- Jak na początku zachowywał się Justin?
- Dlaczego nie zapytasz Cait?- zdziwił się.
- Bo trochę głupio mi ją o to zapytać.
- Jestem pewny, że odpowiedziałby na to pytanie, ale jeśli wolisz zapytać mnie... Justin był na początku trochę... dziki, ale równocześnie szczęśliwy.
- Dziki?
- Wiesz, jak przyjeżdżał do Kanady, zawsze chciał zrobić wszystko naraz. pamiętam, gdy wyjechał do Atlanty ze Scooterem do Ushera. Nie było go dosyć długo i gdy w końcu już przyjechał chciał jak najwięcej czasu spędzić z Cait, z dziadkami, z tatą, z nami. Chciał nam jak najwięcej pokazać i opowiedzieć. Chciał pójść z nami do kina, na lody, na kręgle, do szkoły... Zachowywał się, jakby wypuścili go z dziczy.
- Nieźle.
- A potem zaczął się od nas odcinać. Lepsi byli dla niego nowi kumple. Usher, Sean Kingston, Chris Brown, Tyga, jego ,, świta", czyli kolesie, którzy z nim tańczyli... Potem już w ogóle było do bani. Szczerze mieliśmy dosyć jego i Cait. Jus miał cały czas jakieś laski wokół siebie. To było tak chore, jak nasza sytuacja...- Powiedział i nieco zmieszany zawiesił na chwilę wzrok na drodze.- Ale nasze życie jest jak bajka, prawda? Wszystko kończy się happy endem- powiedział i spojrzał na mnie.
- Taa, jak bajka- powtórzyłam i oderwałam od niego wzrok. Nasza przejażdżka dobiegała końca, więc zapięłam bluzę. Za tydzień będą moje siedemnaste urodziny, a ja nadal nie czułam się jak siedemnastolatka. Dla mnie czas jakby się zatrzymał rok, może dwa lata temu. Wcale nie czułam się ,,dorosła'. Nadal nie byłam gotowa na wybór studiów, na jakieś poważniejsze decyzje... Czułam się po prostu jak zwykła nastolatka. Nie chciałam mieć upragnionego przez wszystkich wieku dojrzałości. Dla mnie dobrze jest tak, jak jest. Nie chciałabym niczego zmieniać.
- Jakie masz plany urodzinowe?- Zapytał Ryan, gdy stanęliśmy na podjeździe przed moim domem. Zupełnie jakby czytał w  moich myślach.
- Chyba żadne. Myślę, że posiedzimy sobie wieczorem u mnie. Taka mała kameralna impreza.
- Ty chyba żartujesz. Chcesz spędzić swoje siedemnaste urodziny w domu? Przecież to niedorzeczne.
- Ale niby co miałabym zrobić z tym fantem?
- Ok, w takim razie my coś wymyślimy.
- Nie, to jest bez sensu. Nie lubię przyjęć-niespodzianek.
- O nic się nie martw. Poproszę Cait, żeby nam trochę pomogła.
- Nie, naprawdę. Sama coś wymyślę.
- Jak chcesz. Do jutra?
- Do jutra- uśmiechnęłam się i wyszłam z jego samochodu.
   W domu było strasznie cicho i aż podskoczyłam ze strachu, gdy Sam krzyknął, że jest na górze.
- To tylko ja- rzuciłam i rozebrałam buty. Weszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę, w której tradycyjnie było tylko światło.
- Hej- rzucił wesoło Sam i usiadł przy blacie.- Nie uwierzysz, co się stało.
- No nie uwierzę. Sam, czy ty zrobiłeś dzisiaj zakupy?
- O cholera, zapomniałem.
- Super. Sam, ja też mam potrzeby fizjologiczne, wiesz? Między innymi głód.
- Zaraz coś zamówimy, albo pojedziemy. Amy, posłuchaj: dzisiaj dzwoniła do mnie Leah.
- Leah?- Zdziwiłam się.- Czego chciała?
- Chciała, żebym załatwił jej jakąś pracę.
- Pracę? Przecież ona jest w moim wieku.
- To jeszcze nic. Leah jest w ciąży.
- W ciąży?!
- Mhm.
- Tylko nie mów, że to jest twoje dziecko.
- Zwariowałaś? Wiem, ze jest moda na bycie nastoletnim tatą, ale ja chyba jestem staroświecki w tych sprawach.
- No, to już przynajmniej wiem, że nie jestem sama. Ale co teraz?
- Co teraz? No, jak to, co teraz? Nie wiem, co teraz. Proste, nie załatwię jej żadnej pracy.
- Nie sądzisz, ze powinieneś jej trochę pomóc? Jakby nie było, sporo czasu byliście razem.
- Aha, więc ma być tak, że ona zdradzała mnie na każdym kroku, a ja mam teraz latać i załatwiać jej pracę? A może mam jeszcze zostawać z jej dzieckiem?
- Myślę, że powinieneś zapytać taty, czy nie znalazłby czegoś w swojej firmie. Ale dlaczego ona ma w ogóle pracować? O ile wiem, to jej rodzice nie są biedni.
- Jej rodzice wyrzucili ją z domu. Przecież ona chciała, żebyśmy odstąpili jej pokój babci!
- Niezły tupet.
- Dokładnie. Wiesz, w sumie mogę zapytać tatę, czy coś dla niej znajdzie. Ale to tylko tyle. Jeśli będzie chciała u niego pracować, niech sama z nim pogada. Ja nie mam zamiaru mieszać się w jej życie.
- Masz rację. Kurcze, myślałam, że już nic mnie nie zdziwi. I wiesz, masz duży respekt u chłopaków.
- To JB ich pogodził.
- Ale gdyby nie ty, Jus nigdy by tego nie zrobił.
- A jak pożegnanie?
- Dzisiaj się na szczęście nie popłakałam. Jeydon mi na to nie pozwolił.
- Super. Mam nadzieję, że nie będziecie musieli się tak ciągle zegnać.
- Ja też mam taką nadzieję.
- Ubieraj się, jedziemy do sklepu.
- Ok- odparłam i poszłam na górę zmienić bluzkę i założyć spodnie. Mimo to, ze nadszedł maj, nie było wcale tak ciepło. Wieczory nadal były chłodne. Zbiegłam na dół, wzięłam swoją torbę i poszłam do garazu, gdzie w samochodzie czekał na mnie mój brat.
- Co z twoim przyjęciem urodzinowym?- Zapytał, gdy ruszyliśmy.
- Jak to co? Nic. Posiedzimy sobie u nas.
- Chcesz spędzić urodziny w domu?
- Następny. co w tym dziwnego?
- Dziewczyno, powinnaś zrobić imprezę jak w ,,projekcie x", a nie.
- Sam, nie kręcą mnie takie imprezy.
- Ale... Ach, z resztą, co ja się w ogóle mieszam. zrobisz jak chcesz. Ryan dzwonił tylko, żeby zapytać, czy pomogę mu trochę, ale skoro nie chcesz, to nic na siłę.
- Przecież wiesz, że nienawidzę przyjęć-niespodzianek.
- Trudno- wyszczerzył się i dodał gazu.
   Po drodze zgarnęliśmy Chaza, który zmierzał do supermarketu po mleko. Trzeba podkreślić to, ze Chaz nie potrafi wytrzymać bez płatków śniadaniowych.
- Sam, to ty miałeś robić zakupy- jęknęłam, gdy pchałam wózek, do którego tylko ja wrzucałam produkty.
- Ty jesteś w tym lepsza- wyszczerzył się, a Chaz tylko pokręcił głowa ze śmiechem.
- Widzisz, Chaz? Ciesz się, że nie masz rodzeństwa- westchnęłam.
- Przecież Sam chciał tylko powiedzieć, że jesteś w tym od niego lepsza.
- Taaak, o wiele.
- Skręć, szybko- warknął Sam i popchnął mój wózek.
- Co ty robisz?
- A teraz jeszcze raz wejdź w tą alejkę, ale bez wózka- syknął, odbierając mi wózek. Chaz spojrzał na niego, a potem na mnie, z nieco zdziwioną miną.
   Wyszłam wściekła w alejkę i nie wierzyłam w to, co widzę. Leah szła obok jakiegoś starszego faceta. Na oko można było powiedzieć, że do biednych nie należał. Cofnęłam się szybko i dogoniłam chłopaków.

- Nie, to nie mogła być ona- myślałam głośno w samochodzie.
- A kto? Jej sobowtór? Nigdy nie uwierzę w to, że jest taka poszkodowana. ofiara losu. I ona chciała, żebym ja jej załatwił pracę? Co za wstrętna... wywłoka.
- Stary, przecież ja na Twoim miejscu wróciłbym się i zapytał tego ziomka, czy w ogóle wie, z kim się zadaje- skomentował Chaz, który do tej pory w ogóle się nie odzywał.
- Nie, nie będę poniżał sie do jej poziomu. Nie chcę mieć z nia nic wspólnego.
- Tylko żeby nie było tak, że to ty będziesz tatusiem- powiedziałam do Sama.
- O ile ona jest w tej ciąży- dodał Chaz.
- Mam łeb jak sklep. Ta laska jest poniżej jakichkolwiek poziomów. Są jeszcze bardziej perfidne, niż myślałem.
- Odbij- odparłam i oparłam głowę o zagłówek.
- Dobra, nie powiedziałem, że wszystkie. Skończmy ten temat, bo robi mi sie niedobrze.
- A może ona po prostu się sprzedaje?- Podsunął Chaz.
- Po co miałaby to robić? Jej rodzice nie są biedni i nigdy nie skąpili jej kasy.
- To ja już sam nie wiem- powiedział zrezygnowany Chaz i podniósł swoje mleko, bo zbliżaliśmy się do jego domu.
- Wpadniesz jutro?- Zapytał Sam.
- Jasne. Z resztą, widzimy się w szkole. Rozkminimy to z Ryanem i Chrisem.
- Ok. Do jutra.
- Pa Chaz- rzuciłam.
- Pa Amy.

- Myślisz tak jak Chaz?- Zapytał Sam, gdy już siedzieliśmy w kuchni.
- Tak, ale to jest dziwne, bo niby po co miałaby to robić?
- Nie wiem. To jest dziwne- powiedział i podszedł do okna.- A najgorsze jest to, że wciąż ją kocham. A ona od początku taka była. Babcia i tata przyjechali- oznajmił i dokończył układać zakupy.
- Jesteśmy- krzyknął tata, gdy weszli do domu.
- Super- powiedziałam z uśmiechem.
- Ojej, Sam zrobił zakupy- powiedziała babcia z zachwytem.
- Skąd wiesz, że ja?- Zapytał Sam z uśmiechem.
- Na lodówce wisi kartka- powiedziała i położyła na blacie swój koszyk.
- Co tam?- Zapytał tata, siadając na stołku.- Gdzie macie Jeydona?
- Poleciał do Atlanty.
- A no tak, mówiłaś dzisiaj rano. Mogliście chociaż zaprosić chłopaków, albo Cait.
- Niestety, nie mieli czasu- odparł Sam.
- Ta młodzież taka zabiegana. Wybaczcie, ale pójdę do siebie. Jestem trochę zmęczona.
- Jasne. Dobranoc- powiedział tata.
- Dobranoc.
- Amy, co chciałabyś dostać na urodziny?
- Tato, naprawdę, nie mam zielonego pojęcia.
- Masz na oku jakiś samochód?
- A co z moim gruchotem?- Zbulwersował się Sam.
- To jak?
- No nie wiem... W sumie obojętne jest mi to, czym będę jeździć- odparłam.
- No chyba nie powiesz mi, ze chciałabyś dostać używany samochód?
- Sam, uspokój się już. Z tobą pogadam za miesiąc.
- Dobra, dobra- powiedział ucieszony Sam.
- Może pojedziecie jutro z Samem po szkole i pooglądacie sobie trochę?
- No... Nie wiem- powiedziałam zmieszana.
- Nie chcesz samochodu?
- Chcę, tylko... Och, tato. Samochód to drogi prezent. Nie chcę takich drogich prezentów.
- Ja nie rozumiem tej dzisiejszej młodzieży- westchnął tata.- Zastanów się, co chcesz dostać. A pooglądać samochody też nie zaszkodzi- powiedział i poszedł nalać sobie soku.
- Ja tam bym wolał samochód- powiedział z uśmiechem Sam.- Pomożesz mi z czymś?
- Z czym?- Zapytałam zaciekawiona.
- Mam kogoś na oku i sam nie odważę się napisać. Ty to zrobisz?
- Na pewno nie- wyszczerzyłam się.
- No proszę... Dobrze płacę.
- Ile?
- 20 dolców.
- 40, albo nigdzie nie idę.
- 30.
- Albo 40, albo nic.
- Dobra, 35, ale ani centa więcej.
- Stoi- uśmiechnęłam sie i ruszyłam do pokoju Sama.
*********************************************************************************

Założyłam bloga, bo chciałam sprawdzić, czy w ogóle będę w stanie go poprowadzić. Chodziło mi o to, by trafić do kilku, może kilkunastu osób i "wciągnąć" je w to. Nie chciałam przyzwyczajać do tego, że co tydzień, w danym dniu, pojawi się notka i tak musi być. Mam też własne życie i czasami naprawdę nie mam ani chwili czasu, by napisać kilka zdań. Chciałabym sprawić, by każdy, kto czyta mojego bloga, po wejściu powie "ale fajnie, nowa notka" a nie "mogłabyś już coś napisać". To tyle, jeśli chodzi o moje "tłumaczenie się". Nie będę odpowiadać na pytania "kiedy nowa notka". Teraz możecie hejtować, ale wiem, że jeśli ktoś naprawdę lubi tego bloga, będzie odwiedzał go równie często co dotychczas.

   Dziękuję za statystykę! Ostatnio pobiłyście rekord! ♥


Funkcjonuje coś takiego, jak Odpowie.pl, na którym możecie zadawać pytania, anonimowo :)
http://LittleMonsterJW.odpowie.pl

11 komentarzy:

  1. Ooo ! Nareszcie nowa notka xd Zaskoczyłaś mnie tym ;D Tylko trochę głupio bo będziemy teraz pewnie czekać na następną dosyć długo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie jestem w stanie się rozdwoić :( Ale własnie o to mi chodzi, aby każda kolejna notka była zaskoczeniem, a nie obowiązkiem :)

      Usuń
  2. Hej jesteś na ask(u) ?
    Jak nie to radzę ci założyć tam konto :)
    Mam pytanie polecisz mojego ask(a) ?
    I pozadawajcie wszyscy pytania :33
    Oto on : Crazynormalgirl linik : http://ask.fm/Crazynormalgirl ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, mam odpowie.pl i nie widzę powodu, dla którego miałabym zakładać różne konta tego typu. Ale owszem, mogę polecić :)

      Usuń
  3. Dzięki :]
    Ale szkoda,że tam nie założysz ;[

    OdpowiedzUsuń
  4. Ejj dodaj następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno nie komentowałam Twojego bloga, ale widząc notkę pod rozdziałem, tym razem się odezwę :) no więc, musisz wiedzieć, że mimo, iż się nie udzielam, nadal czytam Twojego bloga. Mam go w ulubionych i zaglądam do niego codziennie, czekając na nn z niecierpliwością. Zawsze będę go czytała, ponieważ jestem z Tobą od dawna i po prostu nie umiem żyć bez nowych rozdziałów tutaj :> rozumiem, że masz własne życie. Szkoda, że rozdziały są rzadko, lubię je czytać i wkręcać się w to, co piszesz. Ale w pełni rozumiem, że nie możesz dodawać tak często, jakbym chciała. Więc powiem tyle, masz ogromny talent- co już na pewno wiesz, kocham Twojego bloga i wszystko w nim, i będę go czytać zawsze. A co do samego rozdziału, jak zawsze super, jestem ciekawa, co Jeydon da Amy na urodziny :) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczekiwałam właśnie takiego wsparcia z Waszej strony : * Bardzo Wam dziękuję ♥

      Usuń
  6. Dodaj notkę 64 :D

    OdpowiedzUsuń