wtorek, 25 grudnia 2012

Rozdział 61


- Cait, co będziesz robić w weekend?
- A co?
- Proszę Cię, odpowiedz mi...
- Mieliśmy iść z Justinem do kina, ale można to przełożyć. Co się stało?
- Muszę jechać do Ottawy. Pojedziesz ze mną?
- A co, Jeydon nie może?
- Wyjeżdża.
- A no tak, faktycznie. Pogadam z Justinem, ok?
- Jasne. Wiesz, ta cała sprawa z Leah...Chciałabym to wyjaśnić. Trochę ciężko mi uwierzyć w to, że rozstali się tak po prostu, z powodu kłótni. Tu musi chodzić o coś innego. Sam był wpatrzony w nią, jak w obrazek, nie wierzę, że tak łatwo sobie odpuścił.
- Pewnie, ja też tak myślę. Zresztą, nie ma o czym gadać, Amy, jestem z Tobą.
- Dzięki, Cait. Cieszę się, że mogę na Ciebie liczyć.
- Nie ma sprawy. Dam Ci znać później, o której będę wolna, ok?
- Oczywiście.
- Pasuje Ci bardziej w piątek po szkole, czy w sobotę rano?
- W sobotę rano.
- Ok, da się załatwić. To do usłyszenia,
- Pa pa- rozłączyłam się. Miałam przed wyjazdem jeszcze kilka spraw do załatwienia. Musiałam przede wszystkim pogodzić się z chłopakami. I szczerze mówiąc, nie robiłam tego z tak zwanej „własnej woli,, tylko chciałam ich (niestety) wykorzystać. Gdyby nie Sam, poczekałabym jeszcze, żeby to oni pierwsi wyciągnęli rękę na zgodę, ale nie mogłam inaczej do niego dotrzeć. Znałam swojego brata na tyle dobrze, by móc powiedzieć, że walczy teraz sam ze sobą. Ukrywał wszystkie emocje i uczucia, maskując się doskonałą grą aktorską. Tylko zapominał o tym, że każdy, kto go zna, wie, że Sam nie zachowuje się teraz normalnie. Ciągłe zmienianie dziewczyn, luźne podejście do życia, traktowanie ludzi jak śmieci... To kompletnie do niego nie pasowało.
   Z przemyśleń wyrwały mnie (jak zwykle) głosy dobiegające z parteru, więc zeszłam, żeby zobaczyć, co się stało.
- Sam, mam już dosyć- oznajmił tata, spojrzał na mnie i poszedł do salonu. Sam stał na środku kuchni i wręcz kipiał ze złości.
- Ty masz dosyć? Ty? Ty masz dosyć?- Warknął i poszedł do salonu za tatą.- To ją zawsze faworyzowałeś. To ona zawsze wszystko dostawała. To ją zawsze wszędzie zabierałeś! A ja to co? Sierota? Od innego ojca? A może wpadka? Co ja Ci takiego zrobiłem, że od dziecka czujesz do mnie odrazę? Że tak bardzo mnie nienawidzisz? Wiecznie tylko Amy, Amy i Amy! A ja do cholery kim dla ciebie jestem? Kiedy ostatni raz powiedziałeś, że jesteś ze mnie dumny? Kiedy ostatni raz byłeś na moim meczu?
- Sam...
- Nie skończyłem. Zawsze, kiedy coś od Ciebie chcę, mówisz, że nie masz czasu. Kiedy ostatnio poświęciłeś mi chociaż chwilę? Nawet dla mamy nie miałeś czasu. Tylko ona mnie rozumiała... Własna dziewczyna zdradza mnie na prawo i lewo. A wy wszyscy jesteście cholernie niesprawiedliwi i tylko czepiacie się mojego zachowania. Wyprowadzam się.
   Sam przymknął powieki, a z jego oczu popłynęły łzy. Otarł je szybko, westchnął głęboko i pobiegł na górę. Tata siedział równie zbity z tropu co ja. Zerwał się z kanapy i pobiegł za Samem. Stałam nadal na parterze naszego domu i analizowałam to, co właśnie usłyszałam. Nie mogłam uwierzyć w to, że Leah zdradziła Sama. To nie miałoby najmniejszego sensu. A jeśli Leah nie była taka, za jaką ją uważałam? Jeśli, była, owszem, dobrą koleżanką (bo przyjaciółką nie mogę jej nazwać), to może nie była już taką dobrą dziewczyną? Poszłam do kuchni i nalałam sobie szklankę wody. Oparłam się o blat i wlepiłam wzrok w obrazek na ścianie i nasłuchiwałam odgłosów, jakie wydawały urządzenia domowe, usiłując przechwycić głos Sama lub taty, niestety, z mizernym skutkiem. Lodówka delikatnie brzęczała, z salonu dobiegał dźwięk telewizora, ale na górze było zupełnie cicho. Ruszyłam więc ostrożnie na górę, jakby krocząc po polu minowym. Gdy byłam pod drzwiami swojego pokoju, przestraszyłam się własnego telefonu. Zaczął dzwonić (jak zwykle) w najbardziej nieodpowiednim momencie. Jeydon dzwoni głosił napis na wyświetlaczu, więc szybko znalazłam się za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju i odebrałam połączenie.
- Tak?- Zapytałam cicho, podchodząc do okna.
- Hej, Skarbie. Mogę wpaść?
- Teraz?
- Mhm.
- Tylko wiesz, przed chwilą tata pokłócił się z Samem i nie wiem, czy powinieneś przychodzić...
- Obiecuję, że nic nie napaskudzę. Będę za pięć minut- oświadczył i rozłączył się. Westchnęłam głośno i zaczęłam zbierać bluzki, które leżały na krześle od wczoraj. Zeszłam na dół, by wrzucić je do kosza na pranie, następnie poszłam do kuchni rozlać sok do dwóch szklanek. Jeydona nie było, więc poszłam do siebie na górę. Zamknęłam drzwi i włączyłam po cichu telewizor, który tata sprezentował dla mnie (Sam też miał taki sam) przedwczoraj i usiadłam na łóżku. Słyszałam, jak tata lekko trzaska drzwiami pokoju Sama i schodzi na dół. Nie wiedziałam, co myśleć o zachowaniu Sama. Po chwili tata zawołał, że mam gościa, więc zeszłam na dół. Jeydon rozbierał buty, a tata stał oparty o framugę drzwi i przyglądał mu się.
- Hej- rzuciłam do Jeydona i spojrzałam na tatę.- Coś nie tak?
- Nie, wszystko w porządku. Zamówić wam pizzę?
- Nie, dzięki- odparłam, starając się, żeby mój ton zabrzmiał jak najbardziej naturalnie.- Jeydon, chodźmy do mnie- posłałam mu lekki uśmiech i ruszyłam na górę. Jeydon ustawił swoje buty równiuteńko na specjalnej wycieraczce i podążył za mną, a tata udał się do salonu. Zamknęłam za nami drzwi naszego pokoju i usiadłam na łóżku obok Jeydona.
- Co się stało?- Zapytał Jeydon, starając się mnie rozgryźć.- Wyglądasz, jakby Twój kot popełnił samobójstwo.
- No bo... Ja już nic nie rozumiem. Dlaczego świat musi być taki skomplikowany?- Zapytałam i położyłam głowę na kolanach Jeydona.
- Tak po prostu musi już być- odparł Jeydon i lekko pogłaskał mnie po głowie. Zapadła cisza, która dręczyła mnie jak nigdy. Ja skupiłam się na swoich przemyśleniach, a Jeydon na oglądaniu koszykówki. Nie wiedziałam, co powiedzieć, żeby przerwać tą ciszę. Nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Zaczęliśmy mówić jak zwykle w tym samym momencie.
- Ty pierwszy- rozkazałam i przywróciłam swoje ciało do pozycji siedzącej.
- Dlaczego wstałaś?- Zapytał.
- Nie wiem, tak jakoś.
- To wyglądało tak, jakbyś nagle się spięła. Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, wszystko jest w porządku- odparłam i przysunęłam się bliżej niego, żeby go przekonać, że naprawdę o nic takiego mi nie chodziło.
- Chciałaś chyba coś powiedzieć- powiedział i chwycił mnie za rękę.
- Chciałam zapytać, o której masz jutro samolot...
- Spokojnie, będziesz wtedy w szkole- odparł Jeydon, puszczając moją rękę.
- Chcę jechać z Tobą na lotnisko- oburzyłam się.
- Amy, błagam. Ja nie chcę, żebyś ze mną jechała.
- Dlaczego?
- Bo jeszcze trudniej będzie mi się z Tobą rozstać. Poza tym, nie chcę, żebyś znowu musiała płakać.
- A może ja chcę płakać? To dałoby mi dodatkowy czas spędzony z Tobą.
- Ale nie możesz przeze mnie olewać szkoły. Masz się uczyć, bo różnie może się w życiu potoczyć. Zrozumiano?
- Gadasz jak mój tata.
- Przynajmniej w jednym się ze mną zgadza- Jeydon uniósł zabawnie jedną brew i musnął moje usta.
- O której będziesz musiał iść się pakować?- Zapytałam. Znowu posmutniałam.
- Już jestem spakowany. Jak chcesz, to mogę zostać na noc.
- A tata? Przecież widziałeś...
- Kto powiedział, że tata musi wiedzieć? Nie wiem, czy zauważyłaś, ale Twoje okno znowu jest przy tym drzewie- Jeydon wskazał na drzewo rosnące tuż przy moim oknie. -Wystarczy, że zostawisz je otwarte albo jeśli mi je otworzysz. Pojadę zostawić samochód pod domem i przyjdę. Rano wyjdę, przyjadę po Ciebie samochodem i odwiozę Cię do szkoły, ok?
- Jasne. Jeydon, myślisz, że będziesz mógł przyjechać w następny weekend?
- Myślę, że tak. A jeśli nie, to Ty przyjedziesz do mnie- powiedział i pogłaskał mnie po głowie. Zapanowała idealna cisza. Słychać było nasze oddechy, bicie serca Jeydona...
- Jesteśmy zdolni do miłości dojrzałej?- Zapytał Jeydon, przestając na chwilę mnie głaskać.
- Co?- Zapytałam zdziwiona.
- No pytałem, czy jesteśmy zdolni do miłości dojrzałej?
- Słyszałam, co powiedziałeś, ale chyba nie do końca zrozumiałam.
- No bo skąd mamy pewność, czy to na pewno jest miłość, a nie zauroczenie? Tylko poczekaj- pospieszył Jeydon, widząc, że już chcą coś powiedzieć.- Nie ma tu żadnej aluzji. Tylko się zastanawiam. To wszystko tak szybko się toczy i po prostu mam czasami takie dziwne rozkminy. Na chwilę obecną chciałbym spędzić z Tobą całe swoje życie, ale skąd możemy mieć pewność, czy to się kiedyś nie zmieni. Popatrz ile jest małżeństw, które mają swoje pociechy, do tej pory uchodziło za szczęśliwe, ale rozstają się po kilku latach, bo uświadamiają sobie, że to co ich łączyło to zauroczenie i przywiązanie, a nie miłość. Zastanawiałem się, czy tak samo może być z nami.
- Co Ty znowu oglądałeś?- Zapytałam, zaczynając się śmiać.
- No nic.
- Jeydon, zawsze zaczynasz zadawać jakieś dziwne pytania, jak obejrzysz w telewizji jakiś idiotyczny program. Ja jestem pewna, że to jest miłość, a nie tylko zauroczenie i przywiązanie. Zresztą, w naszym przypadku chyba nie można mówić o przywiązaniu. Praktycznie wcale nie jesteśmy razem, w sensie dosłownym. Dzielą nas tysiące kilometrów. Gdyby to było zauroczenie, już dawno by minęło, zdążyliśmy chyba poznać swoje wszystkie wady.
- To ja mam wady?- Oburzył się Jeydon.
- Tak, Jeydon, masz. Poza tym, już trochę razem przeszliśmy. I gdybym w przyszłości wiedziała, że nie czuję do Ciebie tego samego, co kiedyś, albo że w ogóle nic do Ciebie nie czuję, to na pewno nie zakładałabym z Tobą rodziny. Nie chciałabym, żeby moje dzieci wychowywały się w rozbitej rodzinie, albo, nie daj boże, bez któregoś z rodziców.
- Cieszę się, że tak odpowiedziałaś.
- Co?
- No bo przynajmniej będę miał pewność, ze jak zajdziesz w ciążę, to będziesz mnie kochać.
- Jeydon, błagam Cię, skończ z tymi dziećmi.
- No ale co w tym złego, że o nich rozmawiamy?
- Bo ja na razie nie chcę mieć dzieci.
- Ale kiedyś będziesz chciała.
- Pewnie, że tak, ale najpierw muszę skończyć szkołę, studia, mieć własny dom, męża, stabilność finansową i stałą pracę, żeby móc zapewnić dziecku właściwe warunki. Temat zamknięty?
- Tak.
- Dziękuję.
- Hmmm... W sumie męża i stabilność finansową już masz. Dom też by się znalazł...- Jeydon uśmiechnął się.
- Nie mam jeszcze męża- powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- No dobra, powiedzmy, że niedoszłego narzeczonego. Może być?
- Powiedzmy.
- Ciężko się z Tobą dogadać- Jeydon westchnął, po czym uśmiechnął się.- Zwijam się powoli. Lepiej, żebym siedział tu po kryjomu, niż za długo z wiedzą Twojego taty. Ostatnio nie jestem chyba jego ulubieńcem.
- Nie dziw mu się. Nieźle nawywijałeś.
- Było, minęło. Liczy się tu i teraz. Ważne, że Ty nie jesteś na mnie zła. Kocham Cię- musnął moje usta i wyszedł.
   Sięgnęłam po telefon i wysłałam mu smsa:
      Wiadomość tekstowa do: Jeydon ♥
            Kup jakieś dobre chipsy :p :***

   Z nudy ogarnęłam pokój i zeszłam na dół, niosąc szklanki do mycia. Tata siedział w jadalni i chyba modlił się do jedzenia.
- Co jesz?- zapytałam, siadając naprzeciw.
- Zapiekankę makaronową. Zostało jeszcze, jak chcesz, to sobie nałóż.
- Nie, dzięki. Później sobie odgrzeję. To ta od Lucy?
- Nie, Lucy miała już zamknięte. Kupiłem w centrum, u Barts'a czy Bridgit. Coś takiego. Tez jest dobra.
- U Boba, tato. Sam jest u siebie?
- Tak, chyba tak.
- Pójdę do niego.
- Amy, nie jestem pewien, czy...
- Tato, nie będę mu się narzucać. Spokojnie.
- Dobrze.
- Smacznego.
- Dzięki- odparł i zabrał się do jedzenia, a ja poszłam do pokoju Sama. Zapukałam lekko w drzwi i uchyliłam je.
- Mogę?- zapytałam Sama, który leżał na łóżku. Podrzucał piłkę do kosza.
- Wchodź- powiedział, nie przerywając czynności.
- To prawda?
- Co?
- Leah...
- Czy to pierwszy raz? Wiesz co?- Sam podniósł się do pozycji siedzącej.- Jeydon ma cholerne szczęście. Jest skończonym dupkiem, ale ma kogoś, kto jest największym skarbem na świecie w jego życiu, w życiu jej taty i w życiu jej brata. Justin jest jeszcze większym padalcem, ale ma kogoś bliskiego, ma Cait i przyjaciół, którzy go wspierają. Ryan, Chaz i Chris mają cholerne szczęście, bo chociaż nie mają dziewczyn, mają siebie nawzajem. A ja?
- A ty masz mnie i chłopaków. Jesteś najfajniejszym bratem na świecie, Sam.
- Dlaczego nie mogę sobie znaleźć normalnej dziewczyny?
- Normalnej?- Zdziwiłam się.
- Jak już znajdę, to jest taka tępa, że w zasadzie do niczego się nie nadaje, albo szydło z worka wychodzi dopiero wtedy, gdy zacznę się angażować.
- Pamiętasz? Zawsze to ja przyciągałam kłopoty.
- Niestety pamiętam.
- Teraz chyba zamieniliśmy się rolami. Ale wszystko się ułoży. Przysięgam.
   Sam spojrzał na mnie i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam, że to wszystko tak wyszło. Ostatnio byłem nie do życia. Nie powinienem był się tak zachowywać.
- Rozumiem.
- Nie dawałem sobie z tym rady.
- Wiem, Sam. Znam cię lepiej, niż ktokolwiek. Jesteś moim bratem.
- Jesteś kochana- Sam znowu mnie przytulił.
- Lepiej idź przeprosić tatę. Uszy więdły.
- Ok- powiedział i ruszył na dół, a ja poszłam do swojego pokoju.


********************************************************************************
Chyba nie lubię świąt... Zawsze coś się psuje :c

http://LittleMonsterJW.odpowie.pl

Jeśli ktoś chce być informowany o NN, proszę o zostawienie swojego numeru GG lub Twittera pod postem :)


Pozdrawiam, Little Monster ♥

10 komentarzy:

  1. No nareszcie doczekałam się nowej notki ;)
    Fajnie jakbyś rozwinęła tą akcje ... no wiesz :D
    A kiedy następna ?

    Czytelniczka :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie coś dodałaś,ale szkoda,że przynudzasz te opowiadanie :( nic ciekawego się niedzieje ... niech Amy będzie w ciąży :D Bo jak nie będzie to zabije ! XD

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy nn ? Wez coś zrób żeby nie było aż tak nudno ... Ale nie to,że Jeydon się pokłóci z Amy albo zdradzą siebie ;/ to bez sensu .. wymyśl coś żeby nam się nie nudziło gdy czytamy twoje nowe rozdziały jest trochę kiepsko bo my czekamy kurczę z 2 lub tydzień a ty dodajesz takie coś .. nie mam nic do ciebie chociaż tak bardzo chcę następną notkę :)

    Ps. Zrób coś żeby Amy się pogodziła z chłopcami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Was doskonale rozumiem. I wiem, o co Wam chodzi, bo sama popełniam błędy, których tak bardzo chciałam uniknąć. Tylko musicie dać mi czas, bo naprawdę, w ostatnim czasie miałam trochę trudny czas i nie jest tak łatwo coś wymyślić. Myślę, że będzie ok, obejrzałam kilkanaście filmów, przeczytałam kilka ksiażek. Być może nie będzie tak nudno. A jeśli będzie, to cóż... Trzeba będzie zakończyć tą historię i skupić się na czymś innym.

      Usuń
  4. Nie proszę nie kończ swojej opowieści bo będzie mi trudno rozstać się z Amy i Jeydonem :PP
    Nie przejmuj się tamtymi dziewczynami nie jest aż tak nudno tylko troszeczkę ... :))),ale nie które dziewczyny cię prosiły abyś spełniła ich prośbę żeby Amy była w ciąży z Jeydonem :)



    Ps. I proszę Cię nie kończ tej opowieści :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko nie to ! Nie kończ tej historii. :)))
    Pisz dalej czekamy na 61 rozdział !!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Sorki 62 : DDDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczęśliwego Nowego Roku !!! <3 Pozdrawiam Wera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję! : * Wzajemnie życzę Wam wszystkim, oby 2013 rok był lepszy od poprzedniego i aby spełniło się Wasze każde marzenie oraz by ta 13 nie była pechowa :p Lil' Monster ♥

      Usuń
    2. Hej.Masz bardzo fajnego bloga <3 I też życzę Ci Szczęśliwego Nowego Roku. Mam nadzieje,że spełnisz nasze życzenia i dodasz następną notkę i poza tym jeszcze jedno życzenie tak jak pisałyśmy żeby Amy była w ciąży z Jeydonem :DDDDDD

      Ada.

      Usuń