piątek, 7 grudnia 2012
Rozdział 60 ze specjalną dedykacją dla Czytelniczki : *
- Caitlin! Nareszcie!- Krzyknęłam i pobiegłam w stronę Cait.
- Amy! Nawet nie wiesz, jak tęskniłam!- Cait mocno mnie przytuliła.- Chris dzwonił!- Powiedziała z uśmiechem.- Nawet nie wiesz, jak się cieszę!
- Ja też bardzo się cieszę- wyszczerzyłam się.- Hej, Justin- powiedziałam i pomachałam Justinowi, który wychodził z samochodu.- Jak Paryż?
- Hej- Justin uśmiechnął się i podbiegł do nas.- W sumie nie zrobił na mnie ogromnego wrażenia, byłem tam kilka razy. Ale Cait bardzo się podobało- Jus objął ramieniem Cait i wyszczerzył się.
- Musicie mi wszystko opowiedzieć.
- Jasne, pogadacie sobie z Cait. Jey jest w domu?- Zapytał Justin.
- Pewnie tak- odparłam.
- Pewnie tak? Coś się stało?- Justin spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nie, nie- zaprzeczyłam.- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jeydon dzisiaj odsypia.
- Odsypia?- Zapytała Cait i zaczęła się śmiać.
- Tak, odsypia- odparłam urażona.- Całą noc siedział z Hailey, bo jego rodzice gdzieś tam pojechali.
- Aaa- Justin uśmiechnął się i poszedł do garażu.
- Chodź, skoczymy na jakieś ciacho- powiedziała Cait i objęła mnie ramieniem.
- Znowu ciastka?
- Ok, mogą być lody- zaśmiała się Cait i ruszyłyśmy do miasta,
- Amy, obiecaj mi, że kiedyś pojedziemy tam w czwórkę. Albo najlepiej całą paczką. Nawet nie wiesz, jak tam jest cudownie. Byliśmy z Justinem chyba wszędzie: wieża Eiffela, katedra Notre Dame... No ogrom tego. Nie da się tego wszystkiego opisać, po prostu trzeba tam pojechać.
- Obiecuję- odparłam z uśmiechem.
- Justin się zmienił- powiedziała Cait, zmieniając temat.- Zrobił się bardziej czuły, nie boi się okazywania mi uczuć w miejscach publicznych. Amy, nie chcę zapeszać, ale jest cudownie.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że w końcu zaczęło Wam się tak fajnie układać. Justin to naprawdę świetny chłopak. Tylko, błagam Cię Cait, bądź ostrożna.
- Amy, proszę Cię. Jestem bardziej, niż zwykle. Dobra, zmiana tematu. Co u Ciebie?
- Chris, Chaz i Ryan są na mnie śmiertelnie obrażeni, Sam zadaje się z jakimiś blondynami, tata przebudował dom. Babcia jest nadal u cioci, Hailey jest najcudowniejszym dzieckiem na ziemi, a mama Jeydona chyba mnie docenia.
- To nieźle się zaczyna. Ale po kolei. Dlaczego chłopcy się na Ciebie obrazili?
- A jak myślisz?
- Nie, tylko nie mów, że... No nie. Co za dzieci!
- Nie, Cait, to nie jest ich jakieś tam widzi \mi się. Oni mają całkowicie rację. Jeydon nigdy nie był święty, zresztą pewnie nigdy nie będzie. Zawsze kumplował się z Ryanem, to przeze mnie tak „ześwirował”, jak pewnie myślą chłopcy. Nie dość, że go pobił, oczywiście przeze mnie, to przestali się przyjaźnić. Chłopcy słusznie stanęli po stronie Ryana. I teraz to ja jestem tą najgorszą, bo stoję po stronie Jeydona, a nie Ryana. Nie dziw im się.
- Ale przecież Jeydon to Twój chłopak, kochasz go. To oczywiste, że zawsze staniesz po jego stronie.
- Tak, ale Jeydon pobił Ryana, a w dodatku podejrzewał mnie i Ryana o coś więcej, niż przyjaźń.
- No tak. Nie mogą teraz pogodzić się z myślą, ze tak jakby ich zdradziłaś.
- Dokładnie.
- To jest niesprawiedliwe. W końcu jesteśmy przyjaciółmi, powinniśmy akceptować nawzajem swoje wybory. Przecież dzięki Jeydonowi jesteś szczęśliwa. To na Twoim szczęściu im, jako przyjaciołom, powinno zależeć najbardziej.
- Zgadzam się z Tobą, Cait. Ale nie dziwię się chłopakom. Jest mi po prostu przykro, no ale skoro tak wybrali...
- A co z Samem? Nie, źle to sformułowałam. Co z Leah?
- No i tu tkwi jak na razie mój największy problem. Leah nie odbiera telefonów, Sam ma codziennie inną dziewczynę. Co ja mówię, jaką dziewczynę. To są po prostu naiwne pustaki.
- Wiesz o co poszło?
- Nie. A Leah nigdy się tak nie zachowywała. Nawet jak już pokłóciła się z Samem, to odbierała telefon. A teraz nie daje znaku życia.
- Coś mi tu nie pasuje.
- Mnie też. Ale kompletnie nie wiem, co mogłabym zrobić a takiej sytuacji.
- Ok. Następny temat to... Co tam było?- Zapytała Cait i zaśmiała się.
- Tata, babcia, Hailey i mama Jeydona.
- No i jak nowy dom?
- Super. Zresztą, pewnie wpadniesz dzisiaj, więc co ja Ci będę gadać. Sama zobaczysz.
- Ok, ok. A co u Twojej babci?
- Nadal jest u cioci. Nie wiem, kiedy przyjedzie. Ale chciałabym, żeby jak najprędzej, bo inaczej Sam zrobi z naszego domu agencję towarzyską.
- Pogadam z Justinem, może on przemówi mu do rozsądku.
- Tak myślisz...? Sam nadal pamięta, że Justin zrobił, co zrobił. On trzyma się tylko z Ryanem, Chazem i Chrisem.
- No to wykorzystam swojego młodszego braciszka- Cait uśmiechnęła się.
- No tak- odwzajemniłam uśmiech, chociaż wcale nie było mi do śmiechu.- Co w ogóle mówił, jak do Ciebie dzwonił?
- Naprawdę chcesz to usłyszeć?- Zaśmiała się Cait.
- Ok, może niekoniecznie- uśmiechnęłam się.
- Tak w wielkim skrócie, to powiedział, że upadłaś chyba na głowę, wiążąc się z tym idiotą. Ok, a co z mamą Jeydona?
- Wydaje mi się, że zaczęła mnie w pełni akceptować. Bo zawsze traktowała mnie raczej jak zwykłą koleżankę Jeydona, a nie jak dziewczynę. A teraz... Nie wiem, jak to określić. Po prostu się zmieniła.
- Dobrze, że chociaż Tobie się układa w takich sprawach. Mama Justina nadal nie wierzy w to, że jej syn nie jest już małym dzieckiem i traktuje mnie jak intruza.
- To znaczy?
- Na każdym kroku próbuje pokazać, że dla Justina to ona jest ważniejsza ode mnie.
- Cait, ona jest po prostu zazdrosna- wyszczerzyłam się.
- Mogłaby mi go trochę odstąpić. Ale nie zapytałam jeszcze o najważniejsze- Cait spojrzała na mnie z wymownym uśmiechem.- jak sprawy sercowe?
- To chyba jedyne, co wychodzi mi, a w zasadzie mi i Jeydonowi najbardziej. Wiesz, Jeydon chyba trochę bardziej się stara. Ja też zrozumiałam, ze chyba nie do końca go doceniałam.
- I to jest najlepsza nowina, jaką usłyszałam po przyjeździe do Kanady. Naprawdę się cieszę, że znowu jesteście parą. Pasujecie do siebie, jak dwie połówki jabłka, brzoskwini, pomarańczy, czy co tam sobie wymyślisz.
- Nie przesadzaj.
- Naprawdę.
Spojrzałam na nią i zaczęłyśmy się śmiać.
- Nawet nie wiesz, jak mi Cię tutaj brakowało.
- Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie TAM brakowało.
- No to opowiadaj, co takiego robiliście, że nie szło się do Was dodzwonić.
- To, że nie mogliście się do nas dodzwonić, to akurat tylko i wyłącznie zasługa Justina. Najpierw zapomniał ładowarek do telefonów z domu, potem się po nie wrócił, wrzucił je w samochodzie do schowka i prawie spóźniliśmy się na samolot. Oczywiście dopiero w samolocie wpadł na to, że nie wyciągnęliśmy ich z tego schowka, ale wymyślił, że dokupimy je na miejscu. Koniec końców stwierdził, że szkoda kasy na takie błahostki, a do rodziców możemy zadzwonić z hotelu. Ale myślę, że zrobił to tylko ze względu na Pattie.
- Grubo. Nie wiedziałam, że Justin tak kombinuje.
- Nom, trochę kombinuje. W sumie nie robiliśmy tam nic ciekawego.
Spojrzałam na nią wymownie.
- To znaczy, wstawaliśmy, chodziliśmy na zakupy, wracaliśmy na chwilę do hotelu, trochę odpoczywaliśmy, chodziliśmy coś zwiedzać, znowu wracaliśmy i tak w kółko.
- Taaa, jasne, jasne. Już to widzę.
- Oj, nie czepiaj się szczegółów.
- Ok, wyluzuj- uśmiechnęłam się.- i zbieraj swój tyłek. Umówiłam się z Jeydonem, a mamy jeszcze kilka spraw do omówienia. Skoczymy do mnie.
- Spoko- odparła Cait i zaczęłyśmy się ubierać.
- Cześć Sam- Cait wydarła się na progu.- Już jesteśmy! Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy!
- Cait, zamknij się- uciszałam się, śmiejąc się,
- No co? Chyba nie chcemy mu przeszkodzić?
- Nie macie w czym- powiedział Sam, nagle pojawiając się znikąd.
- Cześć- powiedziałam zmieszana, a Cait zaczęła się śmiać.
- Dzwoniła może Leah?- zapytałam Sama, czekając na jego reakcję.
- Nie, a miała dzwonić?
- No tak. Umówiłyśmy się.
- Obawiam się, że zmieniła numer- powiedział Sam i poszedł do kuchni.
- O co chodzi?- Zapytała Cait szeptem.
- Nie wiem, ale się tego dowiem- powiedziałam i ruszyłyśmy na górę.
- Amy, możesz mi powiedzieć, gdzie Ty jesteś?- Zapytał zniecierpliwiony Jeydon przez telefon.
- No w domu- odparłam, powstrzymując śmiech. Cait stała przed lustrem w mojej łazience i śpiewała, traktując moją szczoteczkę do zębów jak mikrofon.
- Super. Czekam na Ciebie już 45 minut. Super, że dałaś chociaż znać. I nie musisz powstrzymywać śmiechu.
- Co jest?- Zapytała bezgłośnie Cait, przerywając śpiewanie.
- Jeydon, przepraszam. Na śmierć zapomniałam. Daj mi piętnaście minut, dobrze?
- To może wpadnę do Ciebie? Wiem, ze jesteś z Cait, Justin był u mnie.
- Ok. Skarbie?
- Mhm?
- Przepraszam. Nie gniewaj się na mnie.
- To było do przewidzenia.
- Być może.
- Za chwilę będę. Pa- rozłączył się.
- Co się stało?- Zapytała Cait, tym razem trochę za głośno.
- Miałam iść z Jeydonem. Będzie tu za chwilę.
- Faktycznie. Siadaj- rozkazała.- Zrobimy Cię na bóstwo.
- Cait, nie żartuj sobie.
- Czy ja wyglądam jak ktoś, kto sobie teraz żartuje. Siadaj kotku- Cait uśmiechnęła się i podstawiła mi krzesło.
- Tylko błagam Cię, nie przesadzaj.
- Misiu, piętnaście minut i będziesz gotowa- powiedziała i otworzyła moją kosmetyczkę.
- Wow, siedziałaś dzisiaj cały dzień w łazience?- Zapytał Justin, siadając na kanapie w salonie.
- O co Ci chodzi?- Zapytała Cait, mrożąc go wzrokiem.
- To, że Amy wygląda bosko.
- Czy Ty się przypadkiem nie zapomniałeś?
- Nie, anie trochę- Justin wyszczerzył się, a Cait uderzyła go w ramię.
- Bolało?- Zapytała Cait, gdy Justin rozmasowywał miejsce, w które uderzyła go Cait.
- Za co?
- Za żywota. I nie rozsiadaj się tak, bo właśnie wychodzimy- Cait puściła mi oko i pociągnęła Justin za rękę.
- Następnym razem zabiorę Cię w Himalaje. Może przestaniesz się na mnie wyżywać- powiedział i uśmiechnął się do nas.- Na razie, gołąbki- powiedział i oboje wyszli.
- Jedziemy gdzieś?- Zapytał Jeydon, przyciągając mnie do siebie.
- Co proponujesz?
- Kino? Pizzeria? Moje mieszkanie?
- Jakaś specjalna okazja?
- Bez okazji. Tak po prostu.
- Ty coś kombinujesz- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
- A Ty nie?
- Nie?
- Na pewno?
- Na pewno?
- Pytasz, czy twierdzisz?
- Nie wiem- zaśmiałam się.
- Gołym okiem widać, że spędziłaś w łazience trochę więcej niż piętnaście minut.
- Nie podoba Ci się?- Zapytałam i odsunęłam się trochę.
- Nie, nie, nie o to mi chodziło- zaprzeczył szybko.- Jest świetnie.
- To o co chodzi?
- Aj, o nic. Po prostu wyglądasz rewelacyjnie. I od razu uprzedzam, nie chodziło mi tu o to, że na co dzień nie wyglądasz rewelacyjnie. Po prostu dzisiaj jesteś... Piękniejsza niż zwykle- uśmiechnął się i delikatnie mnie pocałował.
- Może odpuścimy sobie to kino i obejrzymy coś u Ciebie?
- Ok- odparł Jeydon i uśmiechnął się.- Tylko będzie mały problem, bo ja w domu nic nie mam.
- To może po prostu pooglądamy telewizję?
- Nie ma problemu. Chodź- uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę.
- Amy, co byś zrobiła, gdyby okazało się, że Justin i Cait spodziewają się dziecka?- Zapytał Jeydon, gdy oglądaliśmy u niego „Szkołę uczuć”, siedząc pod ciepłym pledem na sofie.
- Słucham?- Zapytałam zdziwiona i spojrzałam na niego. Jego mina nie wyrażała niczego.- Jeydon, czy wiesz coś, czego ja nie wiem?
- Nie, zapytałem czysto teoretycznie.
- Cait jest w ciąży?
- Nie, Amy. Zapytałem z ciekawości.
- Normalnie nie zadajesz takich pytań.
- To co byś zrobiła?
- Nie wiem. Co niby miałabym zrobić?
- Byłoby nieźle, no nie? Media, rodzice Cait i Justina, chłopaki...
- Jeydon, albo powiesz mi, o co chodzi, albo nie odzywaj się wcale.
- No bo pomyślałem, że przecież to może się przytrafić każdemu. No i zastanawiam się, co by było, gdybyśmy tak wpadli...
- Jeydon, nie myśl już, bo myślenie Ci nie służy.
- Dobra, już się w ogóle nie będę odzywał.
- Nie o to mi chodzi, tylko... Nie wiem, co bym zrobiła. Nie pytaj mnie o takie rzeczy. Nie jestem jeszcze gotowa na tak poważne decyzje.
- Przecież mówiłem, że pytam czysto teoretycznie.
- Dopatrzmy do końca, ok?
- Przecież ona umrze- odparł Jeydon.
- Dzięki, jeszcze tego nie widziałam.
*********************************************************************************
Jak wyżej, rozdział ze specjalną dedykacją dla Czytelniczki : *
Naprawdę, przepraszam, jeśli nie spełniam Waszych wymagań, ale niestety , nie jestem w stanie wszystkiego ze sobą pogodzić.
Chciałabym, żebyście trochę mnie zrozumiały. Ja na prawdę robię, co mogę. staram się dodawać rozdziały jak najszybciej. Ale do tego wszystkiego przychodzą takie dni, w których po prostu nie mam weny i nie wiem, co miałabym napisać.
Po raz kolejny przypominam o tym, by zostawiać swoje nry GG i Twitty pod postem, jeśli chcecie być powiadamiani o NN
Lil' Monster :♥
P.S. Zapraszam do komentowania wszystkich czytających :)Byłoby mi również niezmiernie miło, gdyby każda osoba wstawiała na końcu komentarza swoje inicjały, nick itp. To pomoże mi sprawdzić, ile Nas tutaj jest :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Cholernie trudno jest mi to pisać,ale z rozdziału na rozdział jest coraz gorzej..:c Nie wiem dlaczego,jakość nic się nie dzieje w tych rozdziałach,nie wnoszą żadnych zmian,nowych historii.Lepiej posiedź dłużej nad rodziałem,a nie tak na szybko :( Chociaż serio chce nowy rozdział,popracuj trochę <3 xoxo
OdpowiedzUsuńE tam, jest dobrze : o Może Jeydon i Amy będą mieć juniora? ; > Haaha. Ola
OdpowiedzUsuńFajnie by było gdyby Amy była w ciąży <3 ;)
OdpowiedzUsuńDzięki za dedykacje ;D
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na następny rozdział a poza tym kiedy dodasz następny rozdział ^^
Czytelniczka :******
No w sumie to było by dobre gdyby Amy była w ciąży xD
OdpowiedzUsuń/JW
Kiedy nn ? o.O
OdpowiedzUsuńJeszcze tego nie wiem :(
UsuńHej. Jak masz na imię gdzie mieszkasz ? Ile masz lat ? (ja tak z ciekawości) :)
UsuńDominika.
Dominiko wlałaby, zostać przy Little Monster, chociaż moje imię jest poniekąd znane z Twittera :d Jestem Angela, mieszkam w Polsce (niestety, to musi Ci wystarczyć, bo nie chciałabym, żeby ten blog był o moim życiu, tylko o Amy i Jeydonie) no i wieku też wolałabym tu nie ujawniać
UsuńWolałabym*
UsuńCo się z tobą stało,że cíe nie ma 3 dni? .. szybko dodawaj następne rozdziały =P Bo my tu czekamy z niecierpliwością =d
OdpowiedzUsuńKiedy nn ? Wchodzę tu codziennie,ale widzę,że nic nie dodajesz ;( Chyba strata czasu...
OdpowiedzUsuńWez w końcu dzisiaj dodaj nową notkę :P
OdpowiedzUsuńHej !
OdpowiedzUsuńJeżeli lubisz Zmierzch zapraszam na niesamowitą historię wymyślonej przez jedną dziewczynę .. opowiada o Renesmee i Jacobie.
Oczywiście są też pozostali bohaterowie. Zapraszam wszystkich do czytania i komentowania ! ;)
Sama przeczytałam to opowiadanie jest super.
Jeśli znajdę chwilę czasu, to na pewno tam zajrzę :) Cieszę się, że polecacie także inne blogi :) A w pełni szczęśliwa byłabym, gdybyście polecały własne blogi :)
UsuńHM . Szkoda,że dopiero za tydzień dodasz notkę :(
UsuńAle szybko to zleci ja mam nadzieję,że dodasz w ten piątek...
Sara.
Ps. To jest te opowiadanie : dalsze-losy-renesmeecullen.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńHej.
OdpowiedzUsuńMasz talent do pisania :)
Ja popieram komentarze u góry ... niech Amy będzie w ciąży z JEYDONEM :DDD
Gosixs.
Hej to twój twitter : Little Monster ♥ @HausOfNinaa ???
OdpowiedzUsuńMój Twitter jest podany na blogu w informacjach "O mnie" :)
UsuńFajna notka,ale fajnie by było gdyby coś ciekawego się działo w nowych rozdziałach nie chodzi mi o to aby Amy z Jeydonem się pokłucili tylko to co wszyscy piszą u góry :DDD
OdpowiedzUsuńSandra.
Kocham twoje opowiadanie ! ( Nie tylko dlatego,że jest o Jeydonie),ale masz fajne pomysły co do rozdziałów. Ale ja popieram pierwszy komentarz na samej górze oraz pozostałe ;)
OdpowiedzUsuńJeny dodaj już notkę <3 Asia.
OdpowiedzUsuń