sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 58


- Tak?
- Amy, mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Od której zacząć?
- Tato, to chyba oczywiste. Od tej gorszej.
- Wyjeżdżam na tydzień do Stanów.
- I nie skończysz domu?- Zapytałam z nutką nadziei w głosie.
- Och, daj mi przejść do tej dobrej wiadomości. Dom jest skończony.
- Co?!
- Skończyliśmy wcześniej. Nie uwierzysz, co wymyślił Will.
- Nie mam zielonego pojęcia, tato- powiedziałam, a w środku czułam taką wielką radość, że nie mogłam się opanować i zaczęłam chodzić w te i we w te, zastanawiając się, gdzie leżą moje walizki. Przecież wprowadziłam się tutaj dwa tygodnie temu. Muszą być gdzieś na wierzchu.
- Oglądałaś pewnie „Dom nie do poznania”, prawda?
- Tato, kto tego nie oglądał?
- Will zorganizował podobna ekipę. Nasz dom pomagało budować siedemdziesiąt osób. To nie to samo, co w tym programie, bo tam było tysiące chętnych, ale to już coś. Chcemy stworzyć coś podobnego.
- To świetnie- mruknęłam.- Coś podobnego? Ale na jakiej zasadzie?
- Amy, słońce, czy Ty mnie w ogóle słuchasz?
- No tak.
- Chcemy, żeby domy, które projektuję, powstawały w tydzień przy pomocy kilku firm budowlanych. Czy Ty wiesz, co to by było? Dom marzeń w tydzień?
- Myślę, że to świetny pomysł, tatku. Mówiłeś już o tym babci?
- Tak, powiedziała, że to bardzo dobry pomysł. Słonko, muszę kończyć. Zadzwonię potem, dobrze? Spakuj się. Kocham Cię.
- Dobrze, ja Ciebie też- odparłam a tata się rozłączył. Pisnęłam i przebiegłam cały pokój z radości. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Jeydona.
- Halo?- Jeydon odebrał zaspanym głosem.
- Śpisz?- zapytałam zdziwiona. Była trzecia po południu.
- Spałem. Co się stało?
- Tata skończył dom. Dzisiaj wracam do siebie.
- To super.
- Nie cieszysz się, prawda?
- Nie, cieszę się, bardzo- odparł szybko. Za szybko.
- Wiedziałam.
- Skarbie, to nie tak, tylko... Biorąc pod uwagę to, że nie żyję w za dobrych stosunkach z Twoim bratem, to moje wizyty nie będą raczej zaliczone do udanych. Twój ojciec też pewnie nie będzie ucieszony moim widokiem.
- Oj, tata jakoś Cię zniesie, a Samem się nie przejmuj. Ważne, żebyśmy byli szczęśliwi, prawda?
- Prawda, skarbie. Pozwolisz, że trochę dośpię? Przyjadę po Ciebie za godzinę. Obiecuję. Byłem dzisiaj cały dzień z Hailey, bo jest chora.
- Ok, ale na pewno za godzinę?
- Na milion procent. Daj mi szansę.
- Dobrze.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też- odparłam i rozłączyłam się. Po pół godziny byłam już spakowana. Mój telefon zaczął dzwonić, więc rzuciłam się po niego.
- Tak?
- To ja- powiedział tata.- Z tymi babkami w akademiku wszystko załatwione- oznajmił, a ja zaczęłam się śmiać.- Coś nie tak?- Zapytał.
- Nie, tato, wszystko w porządku. Po prostu nie mogę uwierzyć w to, że powiedziałeś „babkami”.
- Nie łap mnie za słówka- powiedział łagodnie.- Poślę po Ciebie Sama, dobrze? Nie mogę po Ciebie przyjechać, ale obiecuję, że będę na kolację w domu.
- Nie trzeba tato, przyjedzie po mnie Jeydon.
- Kto?!
- Jeydon.
- Jeydon?
- Tak, tato, Jeydon.
- To Wy znowu jesteście razem?
- Mhm.
- No dobrze, może tak będzie lepiej... muszę kończyć. Widzimy się na kolacji- powiedział i rozłączył się. Rozejrzałam się i mój wzrok zatrzymał się na bukiecie fiołków, który niedawno dostałam od Love i Hope. Love i Hope... Love i Hope... Właśnie! Love i Hope! Prawie o nich zapomniałam. Szybko zadzwoniłam do Jeydona.
- Już wychodzę- oświadczył od razu.
- Nie o to mi chodzi. Mógłbyś po drodze wjechać do kwiaciarni?
- Mógłbym.
- A kupiłbyś dwa bukiety lilii?
- Kupiłbym.
- I jeszcze gdzieś po drodze dwie, dobre bombonierki, dobrze?
- Dobrze.
- Jesteś kochany.
- Wiem.
- To do zobaczenia. Tylko proszę Cię, pospiesz się.
- Oczywiście. Na razie- rozłączył się. Odłożyłam telefon na stolik i położyłam się na łóżko. Miałam takie świetne przeczucie, że teraz wszystko zacznie się układać. Może to dlatego, ze bardzo wierzyłam w to, że tak będzie.
   Jeydon przyjechał po piętnastu minutach. Był jakiś taki... wyciszony.
- Coś się stało?- Zapytałam, gdy byliśmy w połowie korytarza. Jeydon ciągnął moje walizki, a ja zmierzałam do Hope i Love.
- Nie, dlaczego?
- Przecież widzę, że coś Cię męczy.
- Poczekam w samochodzie, ok? Powiem Ci wszystko po drodze. Albo po prostu pokażę.
- Ok. Będę niedługo- odparłam, a Jeydon skręcił w druga stronę. Najszybciej, jak mogłam, podziękowałam dziewczynom, wręczyłam im bukiety kwiatów i bombonierki, wymieniłyśmy się numerami telefonów i poszłam do samochodu Jeydona. Wsiadłam i zapięłam pasy, czekając, aż Jeydon zacznie mówić, ale ten milczał.
- Więc co Cie gryzie?- Zapytałam, kładąc mu rękę na kolanie.
- Widziałaś ten artykuł?- Zapytał i wyciągnął ze schowka gazetę, kładąc mi ją na nogach.
- Jaki artykuł?
- Trzecia strona- odparł Jeydon. Spojrzałam na niego i otworzyłam gazetę. Nagłówek głosił: „Jeydon Wale ponownie wykorzystuje Amy”.
- Czytaj dalej- nakazał Jeydon. Rozłożyłam gazetę.
 

  „ Jeydon Wale (18l.) ponownie jest ze swoją eks dziewczyną Amy Wyse. Jak podają źródła ~ Amy nie ma w tym związku nic do powiedzenia. Jest całkowicie zależna od Jeydona. On na niej wszystko wymusza, a ona robi to, co Jeydon tylko zapragnie~. Niedawno widziano, jak Jeydon odwozi Amy pod akademik w Stratford, Ontario w Kanadzie i kończy spotkanie soczystym buziakiem. Od razu nasuwa się pytanie: Dlaczego Amy jest w akademiku? I dlaczego, skoro nie są razem, Jeydon nadal ją całuje? Chyba każdy może się domyślić, że Amy jest tylko marionetką.”


- I Ty się tym przejmujesz?
- Amy, czy ja się przejmuję? Ja się absolutnie nie przejmuje. Denerwują mnie tylko telefony osób, które w ogóle nie powinny wtrącać się w moje życie, bo udzielają mi rad, jak powinienem Cię traktować. Nie mamy już życia.
- Jeydon, proszę Cię. Podobno liczę się tylko ja...
- Bo taka jest prawda.
- To po co psujesz sobie humor tymi brukowcami?
- Nie wiem. Po prostu mnie to dobija.
- Plotki wyssane z palca. Tyle bzdur wypisali już o Justinie i nadal żyje.
- Właśnie, dzwoniła do Ciebie Cait?
- Nie. W ogóle nie wiem, co się z nimi dzieje.
- Ja też nie- powiedział Jeydon i ruszył.- To jest trochę dziwne. Obydwoje się nie odzywają.
- Może po prostu w Paryżu jest tak świetnie, że nie mają ochoty wracać? Justin ma tyle pieniędzy, że na pewno coś wymyśli...
- W wakacje też Cię gdzieś zabiorę. Obiecuję. Oczywiście pod warunkiem, że tyle ze mną wytrzymasz.
- Na wycieczkę dookoła świata?
- Obawiam się, że na to nie wystarczy nam czasu. Ale na dwutygodniowe wakacje na pewno. Co Ty na to, żeby na przykład tydzień spędzić na Hawajach, a tydzień gdzie indziej?
- Dlaczego akurat na Hawajach?
- Nie wiem, zawsze chciałem tam pojechać.
- A ja zawsze chciałam pojechać do Nowego Jorku i do Londynu i w ogóle do całej masy pięknych miejsc.
- Pojedziemy- zapewnił z uśmiechem i położył mi dłoń na kolanie.

- Tato! Jesteśmy!- Zawołałam wchodząc do „nowego” domu.
- Dobrze, dobrze- zawołał tata i wszedł do hallu. Był o wiele jaśniejszy niż poprzedni, a to za pomocą jednej przeszklonej ściany, która oddzielała hall od salonu po lewej stronie.
- Dzień dobry- powiedział Jeydon, który stał nieco za mną.
- Dzień dobry, Jeydon- odparł tata i zwrócił się do mnie.- Cześć, córcia- uśmiechnął się i przytulił mnie.
- Tato, jest coś do jedzenia?
- Szczerze? W lodówce jest tylko światło. Ale możemy coś zamówić.
- Dzięki, tato, ale może później, ok? Na razie chciałabym iść do swojego nowego pokoju z Jeydonem- powiedziałam, celowo podkreślając dwa ostatnie słowa.
- Jasne, jasne. Znajdziesz- uśmiechnął się tata i poszedł do salonu. Ruszyliśmy na koniec hallu i weszliśmy po sosnowych schodach na górę. Na korytarzu wisiały zdjęcia moje i Sama z różnych okresów. Centralne miejsce zajmowało duże zdjęcie mamy. Uchyliłam lekko pierwsze sosnowe drzwi w fioletowym korytarzu. Trafiłam do swojego pokoju. Naprzeciw drzwi stało wielkie sosnowe łóżko, nakryte białą pościelą z niezliczoną ilością poduszek a po jego dwóch stronach białe stoliki a nad nimi okna z bladoróżowymi roletami. Na podłodze były ciemne panele i kolorowy puszysty dywanik. Prawa ściana była pomalowana na blady róż, a przy niej stała duża biała papierowa lampa, a obok niej mała biała kanapa. Na lewej białej ścianie wisiało pięć zdjęć: moje, mamy i taty, Sama i Jeydona oraz całej naszej paczki.\Obok zdjęć były drzwi do małej garderoby, a w garderobie do łazienki.
- Ładnie- skomentował Jeydon i rzucił się na łóżko.- Łóżko też niczego sobie- wyszczerzył się i poklepał miejsce obok siebie.
- Tutaj jest za jasno- mruknęłam i usiadłam na brzegu łóżka.
- Przesadzasz. Jest słodko i bardzo dziewczęco, ale zarazem nie jak w pokoju małej księżniczki- Jeydon uśmiechnął się i przysunął się do mnie.- Jest ślicznie- powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Tak sadzisz?
- Po co miałbym kłamać?
- Nie wiem.
- To łóżko jest lepsze od mojego. Myślę, że nie będziesz musiała spać z misiem- wyszczerzył się i położył mi rękę na udzie, próbując mnie pocałować.
- Myślisz tylko o jednym- skomentowałam i wstałam.
- Co Cię ugryzło?
- Nic. Po prostu nie mam na to ochoty.
- Kto powiedział, że mamy iść od razu do łóżka? Chciałem Cię tylko pocałować.
- Przy okazji... A, zresztą nieważne. Nie mam nastroju na pieszczoty.
- Dobrze. Rozumiem- powiedział spokojnie Jeydon.- To znaczy, że mam nie zbliżać się do Ciebie na kilometr, czy podejść i Cię przytulić?
   Spojrzałam na niego, jak na debila.
- Oj, pytam, bo czasami naprawdę Cię nie rozumiem. Chyba, że mam wszystko skrywać w sobie i robić coś, co Ci się nie podoba. Obiecałem, że będę szczery. A może mam sobie po prostu iść?
- Przestaniesz w końcu gadać?- Zapytałam zirytowana.- Chcę, żebyś tu był. Po prostu mam te dni i nie chcę, żebyś mnie dotykał- powiedziałam i podeszłam do niego, chcąc się przytulić, ale on się odsunął.
- Przed chwilą mówiłaś, że nie chcesz, żebym Cię dotykał, a teraz do mnie lgniesz. Coś tu jest nie tak.
- Chodziło mi o to, że... Nie ważne- poszłam usiąść na sofę. Jeydon przez chwilę na mnie patrzał, a potem usiadł na podłodze,
- Nie rozumiem kobiet- skomentował i wbił wzrok w ścianę. Westchnęłam i oparłam głowę o ścianę.  Jeydon spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Z czego się cieszysz?- Zapytałam szorstko.
- Z niczego- odparł i znowu się wyszczerzył.
- Przecież widzę.
- Po prostu tak fajnie wyglądasz jak się złościsz- stwierdził i podszedł do mnie.
- I to jest takie śmieszne?- Prychnęłam.
- Nie- powiedział i usiadł obok mnie.- Chodź- rozłożył ręce, czekając, aż się do niego przysunę. Spojrzałam na niego spode łba.- Obiecuję bez żadnych niepożądanych ruchów. Będę bardzo grzeczny, przysięgam- uśmiechnął się, znosząc mój wzrok. W końcu się do niego przysunęłam i pozwoliłam, żeby mnie objął. Gładził kciukiem moją szyję,  kołysząc nas lekko.
- Pojedziemy jutro do Twoich rodziców?
- Po co?- Zapytał zdziwiony.
- Chciałabym się spotkać z Twoimi rodzicami.
- Przecież już wiedzą, że się pogodziliśmy.
- Ale ja stęskniłam się za Hailey. Poza tym jest chora... Pojedziemy? Proszę...
- No ok.
- Super.
- Świetnie- westchnął Jeydon.
- O co chodzi?
- Po prostu nie żyję w dobrych stosunkach z tatą.
- To znaczy? Dlaczego mi nic nie mówię.
- Bo zaprzeczyłbym samemu sobie. Mieliśmy się liczyć tylko my, a nie moje kłopoty z ojcem.
- Ale to dotyczy Ciebie, czyli mnie też. Co się stało?
- Tata po prostu uważa, że nic nie robię. Ze to nie jest zajęcie dla kogoś w moim wieku. Że moje pięć minut minie, kasa się skończy i będę zwykłym utrzymankiem rodziców.
- Ale przecież tak nie jest. Ty też się uczysz.
- Ale tata tego nie zauważa- odparł smutno. Podniosłam się i przytuliłam go mocno.
- Kocham Cię.
- Cieszę się, że jesteś ze mną.
- Nie musimy jutro jechać do Twoich rodziców. Przepraszam, że nalegałam. Nie wiedziałam.
- Nie musimy, ale możemy. Skąd miałaś wiedzieć? Możemy jechać tylko do Hailey- uśmiechnął się cierpko i potarł swoim nosem o mój.- I też Cię kocham. Bardzo, bardzo mocno.
- Wiem- uśmiechnęłam się do niego i mocno do niego wtuliłam.

- Jeydon już poszedł?- /Zapytał tata, wchodząc do mojego pokoju.
- Już dawno.
- Dlaczego?
- Och, tato, pytasz tak, jakby Cię to obchodziło. Nie zachowuj się jak Sam.
- Dobra. Jak Ci się podoba?- Zapytał z uśmiechem, siadając na brzegu mojego łóżka.
- Jest bosko- uśmiechnęłam się i odłożyłam notatki na stolik.
- Uczysz się?
- Nie, raczej zbieram materiały. Tatuś, chciałabym zdawać w przyszłości na psychologię.
- Na psychologię?- Spojrzał na mnie zdziwiony.- To Cię interesuje?
- Tato, gdyby mnie to nie interesowało, nie chciałabym na to w życiu zdawać.
- Wiesz, gdy byłaś mała, zawsze sprzeczałem się z mamą o to, kim będziecie w przyszłości. Zawsze byłem pewny, że pójdziesz w moje ślady. Zawsze latałaś z ołówkiem o dorysowywałaś nim na moich staruch projektach jakieś fantazyjne lampy, czy inne ozdoby. Zawsze byłaś w tym ode mnie lepsza. A tymczasem wygrała mama. Mówiła, że na pewno zostaniesz psychologiem, że jesteś bardzo wrażliwa.
- Naprawdę?
- Po co miałbym kłamać?
- Nie wiem- odparłam z uśmiechem.
- Chciałbym, żeby mogła Cię teraz zobaczyć.
- Wierzę w to, że cały czas nas obserwuje, że jest tu gdzieś z nami.
- To dobrze skarbie- tata  pocałował mnie w czoło i zbliżył się do drzwi.- Tylko nie siedź do późna.
- Dobrze, tato.
- Dobranoc. Słodkich snów.
- Wzajemnie, tato- odparłam, a tata wyszedł.
   Mój telefon zawibrował.

    Wiadomość tekstowa od: Jeydon :*
            Kocham Cie jak wariat! <3


    Wiadomość tekstowa do: Jeydon :*
          Wariaci są zdolni do miłości?


    Wiadomość tekstowa od: Jeydon :*
            Pół roku jesteś z wariatem... Jeszcze o tym nie wiesz? :) Kocham Cię :* <3   Słodkich snów ^^ P.S. Nie siedź za długo!


     Wiadomość tekstowa do: Jeydon :*
            Oczywiście :* Ja też bardzo Cię kocham <3 :*

   Odłożyłam telefon na stolik, schowałam notatki do szuflady, wyłączyłam lampkę i poszłam spać.

*********************************************************************************


Taki zwyczajny... :(


Jeśli ktoś chce być poinformowany o NN niech zostawi swój numer GG lub Twittera pod postem^^

Twit: @AngelaCornflower

4 komentarze: