niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 57


   Jadąc w samochodzie z kierowcą, zastanawiałam się, co napiszę na tym idiotycznym sprawdzianie z geografii, na który nie przygotowałam się ze względu na to, że tata zapragnął wpaść i zobaczyć, jak miewa się jego córka. W sumie to mogłam mieć pretensje do samej siebie, że zostawiłam to na ostatnią chwilę. Miałam na to cały tydzień, ale założę się, że jeśli nauczyłabym się wcześniej, to i tak nic bym nie zapamiętała. Tata spędził u mnie cały wieczór, a Jeydon musiał „ulatniać się„ przez okno.  Gdyby został, zaczęłyby się głupie kazania, których na razie naprawdę nie chciało mi się słuchać. Gdy ojciec w końcu wyszedł, doprowadzając mnie tym do euforii, włączyłam po cichu w łazience płytę Chrisa Browna „Fortune” i poszłam się kąpać.
   Wysiadłam z samochodu dopiero po chwili, choć kierowca już dawno się zatrzymał. Ruszyłam wolnym krokiem w stronę drzwi wejściowych, wciąż nie wiedząc, jak dam radę napisać ten sprawdzian. Nigdy nie byłam kujonem, ani nawet bardzo dobrą uczennicą, ale starałam się nie zawalać sprawdzianów i raczej uczyć się na dobre oceny, niż zostawiać wszystko na ostatni moment i błagać nauczycieli o wyższy stopień. Geografia była moją pierwszą lekcją, więc od razu skierowałam się w stronę szafek, by wziąć swój podręcznik. Korytarz był dziwnie pusty, ale nie przejmowałam się tym zbytnio. Weszłam do klasy nieświadoma tego, że się spóźniłam. Wszyscy siedzieli już pochyleni nad swoimi testami, a nauczyciel krążył po klasie. Udałam się pospiesznie na swoje miejsce.
- Amy,odłóż podręcznik na moje biurko, nie będzie Ci potrzebny. Zostaw tylko długopis.
- Tak, proszę pani- odparłam i odniosłam podręcznik na biurko nauczycielki. Usiadłam z powrotem na swoim miejscu, a nauczycielka podała mi arkusz papieru.
- Pospiesz się, jesteś trochę w tyle. Mam nadzieję, że się uczyłaś, bo ostatnio Twoje oceny z mojego przedmiotu nie są zadowalające.
   Spojrzałam tylko na nią i od razu zaczęłam pisać, o ile pisaniem nazwać to można. Rozpisałam się tylko na dwa pierwsze pytania, bo pamiętałam je z lekcji. Potem dwa pytania „strzeliłam”, a nad resztą po prostu ślęczałam, bo nie potrafiłam kompletnie nic wymyślić. W końcu zadzwonił dzwonek, oznaczający koniec zastanawiania się, jaką głupotę wymyślić, żeby zyskać chociaż punkt, albo jego połowę. Gdy oddałam nauczycielce swój test, posłała mi tylko zawiedzione spojrzenie. Wyszłam zna korytarz i skierowałam się w stronę łazienki dla dziewczyn. Jak zwykle był tam spory tłum, o kolejce do lustra nie wspominając. Odechciało mi się zerkania we własne odbicie i wyszłam, żeby wziąć książki na angielski. Po drodze spotkałam Chrisa, który chował się przed jakąś dziewczyną, która ubzdurała sobie, że koniecznie muszą być razem. To trochę polepszyło mi humor, ale nie na tyle, żeby nie zapomnieć o ocenie „F” z geografii, którą na pewno dostanę. Cóż, nie pierwsza i nie ostatnia, jak zawsze mówi babcia. Wyciągnęłam z szafki podręczniki i ruszyłam do klasy. Weszłam jako pierwsza i bawiąc się ołówkiem, czekałam, aż zejdzie się reszta i rozpocznie się lekcja. Nie ukrywam, że lekcja angielskiego należała raczej do tych bardziej lubianych lekcji, ale fakt, że siedzę z Ryanem w jednej ławce, znowu tak jakby trochę mnie przygnębił. Gdy pojawił się w drzwiach od razu się uśmiechnął i dołączył do mnie.
- Hej, śliczna- powiedział i wgramolił się na krzesło.
- Cześć- odparłam, patrząc na niego.
- Coś nie tak?- Zapytał, lustrując mnie spojrzeniem.
- Dostałam F z gegry, a poza tym to mam dzisiaj okropny humor, więc się nie przejmuj.
- Może jakieś ciacho po szkole?
- Jestem już umówiona- odparłam, trochę zmieszana.
- Przecież Cait jeszcze... Jeydon- olśniło go i popatrzał na mnie ze zdumieniem.- Sorry, ale chyba muszę nieco przyzwyczaić się do niektórych sytuacji- powiedział, zabrał książki i przesiadł się. Ławkę do przodu.
- Ryan, proszę...- Powiedziałam błagalnie, dźgając go ołówkiem w plecy.- Nie chcę Cie tracić...
- Nie tracisz- powiedział, odwracając się i siląc na jak najbardziej normalny ton głosu.- Po prostu nie mogę tego zrozumieć. Ale nie przejmuj się. Dam radę. Ważne, żebyś była szczęśliwa.
- Ryan, mówisz, jakbym zaraz miała wyjechać na drugi koniec świata. Ja wciąż tu jestem.
- Wiem, ale za chwilę znowu Cię nie będzie.
- O czym Ty mówisz?
- Znowu jesteście razem, prawda? Przecież pójdziesz za nim wszędzie...
- Ryan...
- Nie mówię, że mam Ci to za złe. Przecież go kochasz. Tylko nie potrafię zrozumieć, jak po tym wszystkim potrafisz mu przebaczyć... och, daj mi trochę czasu, ok?- Spojrzał na mnie i odwrócił się.
- Ok- szepnęłam i oparłam się o krzesło. Zadzwonił dzwonek i do klasy wszedł nauczyciel. Lekcja była ogólnie znośna, tak jak pozostałe. Za to lunch był po prostu katorgą. Siedziałam przy stole z chłopakami w zupełnej ciszy. Wszyscy powoli i dokładnie przeżuwali każdy kęs jedzenia. W końcu Chaz nie wytrzymał.
- Może się w końcu ktoś odezwać? Zachowujecie się, jakbyśmy byli na stypie- powiedział i spojrzał na nas wszystkich.
- Ta koszmarna laska nie chce się ode mnie odczepić, Ona mi się oświadczyła!- Zaczął Chris.
- Nie przyjęli mnie do drużyny reprezentacyjnej- jęknął Sam.- Ciekawe, w czym lepszy jest ode mnie ten cały Mark? Jak podskoczy do kosza, żeby wrzucić piłkę, zniszczy sobie manikiur.
- Dostałam F z geografii- pożaliłam się i przerzuciłam widelcem makaron na swoim talerzu.
- I na dodatek wróciła do Jeydona- zakończył Ryan.
- Co?!- Sam wytrzeszczył oczy, a Chaz zakrztusił się jedzeniem. Chris pomógł mu, poklepując go po plecach.
- Chyba żartujesz- powiedział Chris, gdy Chaz zaczął normalnie oddychać i powracał do normalnego koloru skóry. Pokręciłam przecząco głową.
- Boże, jaka Ty jesteś głupia i naiwna- skomentował Sam i wstał.- Nie chce mi się z Tobą nawet siedzieć przy jednym stole- dodał i ruszył w kierunku drzwi.
- A Ty jesteś skończonym idiotą! To dlatego Leah z Tobą zerwała- Krzyknęłam za nim i również wstałam.- Dzięki- syknęłam do Ryana i wyszłam. Stwierdziłam, że nie pójdę na wf, bo i tak nie chce mi się ćwiczyć. Wyszłam ze szkoły i skierowałam się w stronę parku. Wyjęłam z kieszeni bluzy telefon i wystukałam smsa do Jeydona.

   Wiadomość tekstowa do: Jeydon
         Dostałam F z geografii, pokłóciłam się z chłopakami i chyba mam chandrę :C Proszę, nie przychodź dzisiaj... Jestem nie do życia...

   Ukryłam telefon w kieszeni i podeszłam do pierwszej ławki, która była wolna i na nią usiadłam. Oparłam głowę o wysokie oparcie i delektowałam się ciepłym, wiosennym wiatrem. Wystawiłam buzię do słońca i wyciągnęłam przed siebie nogi. Nagle ktoś zakrył mi dłonią oczy.
- Zgadnij, kto to?- Powiedział Jeydon.
- Kto inny może mieć tak zimne dłonie?- Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Czytałem smsa, ale nie wiedziałem, że urwiesz się z wfu. Chodź, niedaleko zaparkowałem. Odwiozę Cię. Jutro gdzieś pójdziemy dobrze?
- Dobrze- odparłam i dałam Jeydonowi objąć się ramieniem.
   Jechaliśmy w zupełnej ciszy. No, może nie do końca w zupełnej, bo Jeydon nucił pod nosem piosenki z radia. Ja otuliłam się jego bluzą, która wisiała na oparciu mojego siedzenia i wygodnie „wbiłam” się w mój fotel. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Jeydon doskonale wiedział, że jego nucenie w tej chwili działa na mnie jak ukojenie. Ja mogłam tonąc w zapachu jego bluzy, czując się wyjątkowo bezpiecznie w tej metalowej, jeżdżącej skrzynce, zwanej samochodem. Gdy podjechaliśmy pod akademik w ogóle nie chciało mi się wysiadać. Jeydon spojrzał na mnie i przez chwilę nic nie mówił. Oderwałam wzrok od szyby i spojrzałam mu w oczy.
- Chciałbym, żebyś zawsze czuła się przy mnie bezpiecznie- szepnął i spojrzał przed siebie.
- Zawsze, gdy jesteś obok mnie, jestem bezpieczna- oświadczyłam, ale Jeydon nie okazywał żadnych emocji.- Prawda?- Zapytałam, żeby zmusić go do tego, żeby się odezwał.
- Staram się, żeby tak było. Bardzo Cię kocham- powiedział i znalazł pod swoją bluzą moją dłoń, po czym złapał ją i zaczął gładzić jej wierzch swoim kciukiem. Spojrzałam w jego tęczówki. Nie mogłabym bez niego żyć. Odkąd „wrócił” miałam takie strasznie dziwne przeczucie, że zaraz zniknie. Pragnęłam być cały czas obok niego. Chciałam czuć jego bliskość. Wyciągnęłam drugą wolną dłoń spod jego bluzy i delikatnie dotknęłam jego twarzy.
- Czy da się zrobić coś, żebyś został ze mną dłużej?
- To znaczy?- Zapytał, starając się na mnie nie patrzeć. Przekrzywiłam delikatnie jego głowę w moją stronę.
- Przecież będziesz musiał znowu wyjechać, prawda?
- Musimy o tym rozmawiać?
- To stanie się prędzej czy później...- Tym razem to ja odwróciłam wzrok.- Chciałabym być po prostu na to przygotowana.
- Wyjeżdżam za dwa tygodnie...- Powiedział i nastąpiła cisza. Analizowałam w głowie, co będziemy robić przez te dwa tygodnie, by móc się sobą nacieszyć. Starałam się przygotować na to tak, by móc pojechać z nim na lotnisko i nie popłakać się przed jego odlotem.
- Kiedy będziesz mógł do mnie przyjechać?- Zapytałam, bojąc się odpowiedzi. Jeydon spiął się i przestał gładzić mojej dłonie kciukiem.
- Myślę, że będę na Twoje urodziny- odparł i głośno przełknął ślinę.
- W czerwcu?
- A kiedy masz urodziny?!- Nie wytrzymał i wybuchnął. Odwróciłam głowę w drugą stronę i próbowałam opanować łzy napływające mi do oczu. Jeydon mocno mnie złapał i odwrócił do siebie. - Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Nie chciałem. Ja... Och, jestem beznadziejny i tyle. Nie wiem, po co w ogóle jeszcze chcesz ze mną być. Do niczego się nie nadaję. Potrafię wszystko tylko zepsuć.
- Zabraniam Ci tak mówić- powiedziałam łamiącym się głosem. Jeydon spojrzał w moje oczy i mocno mnie przytulił.
- Postaram się przylatywać jak najczęściej, albo ściągać Cię do siebie, dobrze?
- Dobrze- odparłam. Jeydon puścił mnie i ujął moją twarz w swoich dłoniach.
- Możesz mnie pocałować?- Zapytał, a ja delikatnie musnęłam jego usta. Spojrzałam mu w oczy i wpiłam się w jego usta, pozwalając, by Jeydon zdjął ze mnie swoją bluzę. Przyciągnął mnie lekko do siebie i jedną dłonią trzymał moją twarz, a drugą złapał mnie w talii. Ja wplotłam dłonie w jego włosy i nagle ze wszystkich stron rozbłysły flesze. Jeydon odsunął się ode mnie i szybko się rozejrzał. Przestraszona, bałam się poruszyć.
- Zapnij pasy- rozkazał Jeydon i szybko ruszył. Jego szczęki chodziły we wszystkie strony, co dało się zauważyć nawet przez skórę. Ręce miał naprężone, a twarz lekko czerwoną. Ja non stop oglądałam się za siebie. Za nami jechał jakiś czarny van, który próbował nas dogonić. Nie miał na to większych szans, bo ferrari mojego chłopaka nie należało do najpowolniejszych samochodów. Jeydon gwałtownie skręcił z piskiem opon w jakąś polną dróżkę, a potem w jeszcze jedną i kolejną. Nieco zwolnił. Zgubiliśmy samochód. Jeydon zjechał do małej zatoczki i wysiadł z samochodu, trzaskając drzwiami. Okrążył samochód i kopnął w drzewo. Odwrócił się i mocno walnął pięściami w samochód, tak, że aż podskoczyłam ze strachu. Zamknęłam oczy i myślałam tylko o tym, żeby nie uronić łez. Nie poznawałam Jeydona. To nie był już ten sam, mój Jeydon. Tego Jeydona w ogóle nie poznawałam. W końcu Jeydon wyluzował i wsiadł do samochodu.
- Możesz mi coś wyjaśnić?
- Dlaczego tam byli Ci paparazzi?!- Naskoczył na mnie.
- Gdybyś nie zauważył, byłam tak samo zdziwiona jak Ty.
- Może to te Twoje bliźniaczki ich ściągnęły, hm?!
- Na razie- powiedziałam i wysiadłam z samochodu, trzaskając drzwiami, po drodze zabierając swoją torbę. Ruszyłam przed siebie, zakładając słuchawki na uszy. Włączyłam najgłośniej jak się dało  jakąś piosenkę. Widziałam jak Jeydon zapala światła w swoim samochodzie. Przyspieszyłam kroku. Na domiar złego zaczął padać deszcz. Po paru minutach byłam cała przemoczona. Jeydon podjechał samochodem, ale udawałam, że go nie widzę. Zatrzymał samochód przede mną i wybiegł, torując mi drogę.
- Wsiadaj z powrotem do samochodu- powiedział, zabierając mi słuchawki.
- Nigdzie z Tobą nie jadę,
- Nie wygłupiaj się.
- Przejdę się na nogach.
- Jesteś cała mokra!
- Tak jakby Cię to obchodziło.
- Amy! Będziesz chora! W tej chwili siadaj do samochodu!
- Nie mam najmniejszego zamiaru. Możesz wracać do swojego świata. Nie jestem Ci do niczego potrzebna.
- Przestań wygadywać bzdury i wsiadaj do samochodu!
- Nie!- Krzyknęłam, a Jeydon pokręcił głową. Wziął mnie na ręce, mimo moich protestów i wpakował do samochodu. Obszedł samochód i usiadł za kierownicą. Ruszył gwałtownie i pojechał prosto do swojego mieszkania. W garażu otworzył mi drzwi, ale ja nawet się nie poruszyłam.
- Amy, nie wygłupiaj się.
- Odwieź mnie do akademika- rozkazałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Jak sobie księżniczka życzy- odparł i wyciągnął mnie z samochodu.
- Do akademika!
- Jak będziesz sucha i nie wykręcaj się tak, bo dobrze wiesz, że ze mną nie wygrasz. Mam nad Tobą  siłową przewagę, więc sobie nie zaczynaj. Wiem, że jestem skończonym idiotom, ale póki jestem silniejszy i dopóki mnie kochasz, będziesz mnie jeszcze musiała znosić- powiedział i kopnął drzwi wejściowe, żeby się otworzyły. Ochroniarz spojrzał na nas, ale Jeydon tylko zmierzył go wzrokiem i podszedł do windy. Wcisnął guzik, a winda prawie natychmiast przyjechała. Jeydon wszedł do niej, a parę minut później staliśmy w jego łazience.
- Możesz odwieźć mnie do akademika?- Zapytałam, patrząc na niego.
- Przyniosę Ci coś suchego- odparł i zniknął. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Dziękowałam Bogu, że rano nie nałożyłam makijażu, tylko lekko pomalowałam rzęsy tuszem wodoodpornym, dzięki czemu teraz nie jestem rozmazana. Jeydon wrócił z jakimiś dresowymi spodniami i pozostawioną kiedyś przeze mnie koszulką.
- Dzięki- powiedziałam i rozebrałam się do bielizny, a Jeydon w tym czasie wyciągnął suszarkę i poszedł włączyć ogrzewanie. Gdy wrócił, byłam już ubrana w suche ubrania. Rozplątałam włosy i włączyłam suszarkę.
- Daj, ja to zrobię- powiedział Jeydon i przejął ode mnie suszarkę. Zaczął suszyć moje włosy, co jakiś czas podsuszając własne. Gdy skończył, wyłączył suszarkę z prądu i schował ją do szafki.
- Dziękuję- rzuciłam i chciałam wyjść z łazienki, ale Jeydon chwycił mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę.
- Musimy się cały czas kłócić?- Zapytał, patrząc mi w oczy.
- A czy to tylko moja wina?
- Nie... Kurcze, nie będę tu długo, a my prawie cały czas się kłócimy. Możemy miło spędzić ten czas? Nie kłócąc się?
- Możemy- odparłam.
- Nie wiem... naprawdę, długo się nad tym wszystkim zastanawiałem i nie wiem, gdzie cały czas popełniamy błędy. Chciałbym, żeby było jak w jakimś wspaniałym filmie, ale chyba nie bardzo mi wychodzi.
    Spojrzałam na niego. Jego oczy lekko błyszczały, a jego mina nie mówiła zupełnie nic. Stanęłam na palcach, by móc sięgnąć jego twarzy.
- Mogę Cie pocałować?- Zapytałam, próbując zbliżyć się do niego.
- Jasne- odparł.
- A mógłbyś się trochę schylić?- Zapytałam zirytowana. Jeydon zaśmiał się, ale zrobił to, o co go poprosiłam. Delikatnie go pocałowałam.
- Możesz to powtórzyć?- Zapytał z uśmiechem.
- Mogę to robić za każdym razem, tylko mnie nie denerwuj i się trochę schyl, bo niestety nie mam wzrostu modelki- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Co to miało być?
- Buziak. Pojedziemy do akademika?- Zapytałam, zmieniając temat.
- Po co?
- Choćby po to, żebym nie miała przechlapane? Poza tym mam zadanie z francuskiego.
- I zaczyna się szara rzeczywistość- westchnął Jeydon, chwycił mnie za rękę i poszliśmy się ubierać.


********************************************************************************


TADA!


Może być?
  ++++++Nowy blogg ^^ (taaaaak, teraz hejtujcie :D)

http://howlm.blogspot.com/
XOXO ♥

P.S. Przypominam o tym, że jeśli ktoś chce być informowany o NN, niech zostawi swój numer GG lu Twittera pod postem :)

7 komentarzy:

  1. No i na taki rozdział czekałam <3
    Z chęcią zajrzę na twojego drugiego bloga ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. dodaj :c ps: super rozdział

      Usuń
    2. Yhyyy fajnie...

      Usuń
    3. Sory ale to wygląda jakby ci tylko i wyłącznie na statystyce zależało,a tu nie o to chodzi..:)

      Usuń
    4. Ja Was doskonale rozumiem. Ale tu chodzi o to, żebym miała dla kogo pisać, a jak ja widzę, że zobaczyć posta weszły dwie osoby, to to raczej nie jest motywujące :(

      + Niczego nie obiecuję, ale chwilka czasu jak się znajdzie to wrzucę Wam coś nowego, bo napisałam kolejne 2 ^^

      Usuń