czwartek, 1 listopada 2012

Rozdział 56


- Ładnie to tak kłamać i tym razem wzbudzać moją zazdrość?- Zapytał Jeydon, gdy wchodziłam do swojego pokoju w akademiku. Ze strachu aż podskoczyłam. Siedział na krześle, podpierając głowę rękoma. Miał na sobie białą bluzkę z krótkim rękawem w serek, która delikatnie opinała jego mięśnie.
- Przestraszyłeś mnie- powiedziałam i zamknęłam drzwi.
- Dlaczego to robisz?- Zapytał, w momencie znajdując się przy mnie.
- Bo mam dosyć Twoich żałosnych podejrzeń- odparłam i wyminęłam go.
- Skończysz ten projekt w tydzień?- Zapytał błagalnie. Podeszłam do ramy łóżka i uśmiechnęłam się.
- Nie ma żadnego projektu- powiedziałam poważnie i położyłam torbę na podłogę, po czym położyłam się na łóżku.
- Amy- westchnął Jeydon i usiadł obok mnie.- Szczerość za szczerość, ok?
- Ok- odparłam, nie bardzo wiedząc, do czego zmierza.
- Co czułaś wtedy... No wiesz... Wtedy, u Ciebie w domu?
- Tak ogólnie?
- Nie. Jakie emocje odczuwałaś w stosunku do mnie?
- Byłam na Ciebie wściekła, zła... Ale nie potrafiłam Cię też zrozumieć. Czułam bezradność. Nie wiedziałam co powiedzieć i jak się zachować. Po czyjej stronie mam stanąć. Chciałam się na Ciebie rzucić, jakoś Cię powstrzymać. Nie wiem. Chciałabym móc wtedy zamknąć Ci buzię i wyprowadzić Cię, zanim cokolwiek powiesz i zrobisz. Albo najlepiej cofnąć czas, tak, żeby Ryan wszedł dopiero po Waszym przyjeździe. To chyba wszystko- powiedziałam i spojrzałam na Jeydona, który intensywnie próbował sobie poukładać wszystko w głowie.
- To wszystko jest bardziej skomplikowane niż myślałem...- Mruknął i położył się obok mnie.
- Mogę teraz ja o coś zapytać?
- Oczywiście.
- Dlaczego wtedy po mnie nie przyjechałeś. Tak bardzo się cieszyłam, że wreszcie spędzimy  trochę czasu razem...
- Próbowałem pozbyć się Seleny- odparł szybko Jeydon.
- Co?!- Zapytałam, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Próbowałem pozbyć się Seleny- powtórzył Jeydon spokojnie.- Naprawdę, możesz spytać mamy. Przyszła razem z Hailey, tuż przed Sel...
- Zdrabniasz jej imię?- Zapytałam, coraz bardziej nie dowierzając w to, co słyszę.
- Oj, wszyscy do niej tak mówią, to z przyzwyczajenia.
- A może to ja powinnam Cię zacząć o coś podejrzewać, co?- Nie wytrzymałam i wstałam.
- Amy, przecież wiesz, że to nie tak. Zapytaj mamy, ona to wszystko potwierdzi- powiedział i usiadł na łóżku.
- Możesz mi wytłumaczyć, czemu Ona się tak strasznie w to wszystko wpieprza?
- Nie wiem.
- Możesz czy nie? To Twoja przyjaciółka.
- Przestań- powiedział i wstał.- Nie wiem, co mam Ci jeszcze powiedzieć- podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłoniach.- Jesteś Ty i tylko Ty. Liczysz się Ty i tylko Ty. Chcę być z Tobą i tylko z Tobą. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. Nic się nie zmieniło i nie zmieni, rozumiesz?
- Tak, Jeydon. Ja się wszystkiego po prostu boję. To wszystko po prostu za szybko się dzieje. Już nie nadążam.
- Żałujesz?
- Czego mam żałować?
- Nie wiem, na przykład tego, że zaczęliśmy tak szybko stanowić jedność pod każdym względem? Że ze mną straciłaś to, co najważniejsze? Że jesteś ze mną, a nie z kimś innym?- Zapytał i nieco spochmurniał. Zrobił krok w tył.
- Nie żałuję tego, że przeżyłam z Tobą to wszystko. Myślę tylko, że to trochę za szybko poszło. Jeydon...- szepnęłam i podeszłam do niego. Był już tak strasznie wysoki, że nawet gdy stanęłam na palcach, nadal był dla mnie olbrzymem.- Niczego nie żałuję. Jestem z Tobą szczęśliwa. Nie odbieraj mi do tego powodów, dobrze?
- Amy- szepnął i wtulił się we mnie. Musiało to wyglądać komicznie...
- Jeydon, co się dzieje?- Zapytałam szeptem, bojąc się przerwać tej ciszy.
- Chce dla Ciebie jak najlepiej, a w ogóle mi nie wychodzi.
- Skarbie, jest naprawdę dobrze. Po prostu tutaj ze mną bądź, już nigdzie nie odchodź, dobrze? I zaufaj mi.
- Ufam. Ufam- powtórzył i podniósł mnie. Oplotłam nogami jego biodra, a on delikatnie muskał moje usta. Usiadł ze mną na łóżku i bardzo mocno mnie przytulił.
- Jutro mam sprawdzian z geografii- jęknęłam i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Jesteś mistrzem- powiedział i dałabym sobie uciąć głowę, że się uśmiechnął.
- Co takiego?
- Jesteś mistrzem. Zawsze potrafisz tak szybko zmienić temat, albo powiedzieć coś, co kompletnie nie pasuje do sytuacji- wyjaśnił, a ja spojrzałam na niego i udałam obrażoną.
- Dzięki- syknęłam i już chciałam zejść, ale Jeydon mnie przytrzymał.
- Hej, szkrabie, nie złość się. Nie byłabyś sobą, gdybyś czegoś nie powiedziała, prawda?- Powiedział i zaśmiał się.
- Przeginasz. I nie mów do mnie szkrabie- oznajmiłam i zaczęłam mu się wyrywać.
- Ale ja między innymi za to Cię kocham- Jeydon wyszczerzył się i chciał mnie pocałować, ale udało mi się w ostatniej chwili odwrócić głowę i tylko musnął mój policzek. Spojrzałam na zegarek i zastygłam.
- Obiad- rzuciłam i wyrwałam się Jeydonowi. Gdy chwyciłam już klamkę, odwróciłam się do Jeydona- Niczego nie ruszaj, nie wychodź stąd, a jak ktoś będzie wchodził, to schowaj się pod łóżko- posłałam mu buziaka i pognałam na jadalnię. Wszystkie dziewczyny już siedziały, tylko moje miejsce pozostawało puste. Obiegłam szybko stół i usiadłam na swoim krześle. Pani Hopkins podeszła do mnie. Wszystkie dziewczyny momentalnie ucichły.
- Panienko Wyse, czy może mi panienka wyjaśnić, dlaczego panienka spóźniła się na obiad?
- Tak, proszę pani- odparłam i wstałam. Nie wiem, dlaczego. Po prostu czułam, że tak trzeba.- Po przyjeździe ze szkoły postanowiłam się trochę odświeżyć. Po prostu straciłam poczucie czasu i nawet nie zauważyłam, że już pora obiadu, więc szybko się ubrałam i przybiegłam. Obiecuję, że taka sytuacja nigdy się nie powtórzy.
- Przyjmuję wytłumaczenie, aczkolwiek chciałabym, żebyś przyszła po obiedzie do pokoju wspólnego i poświęciła pół godziny słabszym uczennicom- powiedziała pani Hopkins i oddaliła się do swojego stolika.
- Dobrze się składa, mamy zadanie z angielskiego, którego kompletnie nie rozumiemy- powiedziała Love i wyszczerzyła się.
- Dziewczyny, ratujecie mi tyłek- powiedziałam i uśmiechnęłam się do nich.
- Nie przesadzaj- powiedziała Hope i zaczęła jeść. Love również sięgnęła po łyżkę, a ja siedziałam i gapiłam się w talerz, próbując zrozumieć, co się w nim znajduje. Nie przypominało to w niczym jakiegoś tam tradycyjnego mięsa z Hiszpanii, ani jakiegokolwiek mięsa. Próbowałam sobie dokładnie przypomnieć, czy przeczytałam menu. Tak, na pewno czytałam dzisiaj rano, po wyjściu z łazienki.
- Dlaczego nie jesz?- Zapytała Love, rozgrzebując „to coś”.
- Bo zupełnie nie wiem, co to jest, a poza tym to coś wygląda bardzo nieapetycznie.
- Masz rację- stwierdziła Hope, wypluwając wszystko ze swojej buzi w serwetkę.- Tylko Love może jeść to świństwo.
- Nie świństwo, tylko ślimaki- odparła Love, kręcąc głową.- Zmienili menu. Rano było inne, ale potem wisiały erraty. Nie widziałaś?
- Nie zauważyłam- odparłam zgodnie z prawdą i odsunęłam od siebie talerz.
- Nie będziesz jeść?- Zapytała Love, zerkając na mój talerz.
- Nie, chyba nie przepadam za ślimakami.
- Mogę?
- Jasne- odparłam i podsunęłam jej mój talerz, a ona jednym ruchem sztućców zrzuciła ślimaki na swój talerz.
- Zaraz się porzygam- oznajmiła Hope i odwróciła się plecami do Love.
- Hope, ja jem!- Love upomniała ją i powróciła do jedzenia.
- Dobrze, że na kolację są francuskie bagietki, bo chodziłabym cały dzień głodna.
- Przecież jadłaś śniadanie- napomniała Love z pełną buzią.
- Ah, tak, o siódmej rano. Dziękuję bardzo- Hope spojrzała na nią i pokręciła głową.- Jedz lepiej te swoje ślimaki.
   Gdy wszyscy skończyli jeść, mogłyśmy nareszcie wyjść.
- Za piętnaście minut?- Zapytałam przy wyjściu.
- Oczywiście- odparła Love i razem z Hope odeszły w przeciwna stronę, więc ruszyłam do swojego pokoju. Gdy otwierałam drzwi, usłyszałam tylko głuchy łomot i kiedy weszłam, myślałam, że przewrócę się ze śmiechu. Jeydon leżał jak długi na podłodze i nie wiedział, co zrobić.
- Śmieszne, śmieszne- powiedział, wstając.- Sama kazałaś mi się chować- usiadł obrażony na łóżku. Musiałam chwilę poczekać, aż się uspokoję i dopiero wtedy mogłam do niego podejść.
- Przepraszam- spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go.- Mogę mieć do Ciebie prośbę?
- No nie wiem- odparł.- Jeszcze przed chwilą się ze mnie śmiałaś.
- Bardzo Cię proszę- powiedziałam błagalnym tonem i wgramoliłam się na jego kolana.
- No ok, tylko powiedz, co to takiego.
- Masz tutaj dwie bardzo fajne fanki. Podpisałbyś im się na kartkach?
- Amy, błagam... Jak ktoś się dowie, że tutaj jestem, to wiesz, co się stanie?
- Jeydon, nikt się nie dowie, obiecuję- spojrzałam na niego błagalnie i oparłam dłonie na jego torsie. To zawsze działa.
- No nie wiem...
- Tak bardzo ładnie Cię proszę...
- No dobra. Ale tylko tym dwóm, ok? Nikogo więcej.
- Jasne. Kocham Cię, wiesz?
- A wiesz, że ja nigdy nie potrafię rozkorzenić, kiedy Ci ulegam?- Wyszczerzył się i spojrzał mi w oczy.- A co dostanę w nagrodę?
- Buziaka- oznajmiłam, pocałowałam go w policzek, wzięłam książkę do angielskiego i stanęłam przy drzwiach.- Za karę muszę Ci uciec na pół godziny. Ale tylko na pól i wracam. Kocham Cię- krzyknęłam i popędziłam do sali wspólnej. Dziewczyn jeszcze nie było, więc rozłożyłam książkę i zajęłam obok siebie dwa miejsca. Love i Hope weszły po pięciu minutach i od razu mnie znalazły; dosiadły się do mnie.
- Mam dla Was niespodziankę w zamian za to, że ratujecie mi tyłek. Gdyby nie Wy,musiałabym odrabiać to zadanie z jakimiś nudziarami.
- Niespodziankę?- Zdziwiła się Hope.
- Nienawidzę niespodzianek- dodała Love.
- Oj, nie marudźcie. Spodoba Wam się- powiedziałam i zabrałam się do roboty.
   Gdy skończyłyśmy, dziewczyny były mega zadowolone.
- To wcale nie było takie trudne- skomentowała Love i wstała.- Ale gdyby nie Amy, siedziałabym nad tym do nocy.
- Ja nawet do nocy chyba bym tego nie skończyła. Dzięki, Amy.
- Nie przesadzajcie- powiedziałam i przepuściłam je w drzwiach.- Za pięć minut u mnie. Weźcie kartki.
- Kartki? Po co kartki?
- Oj, zobaczysz- mrugnęłam do Love i pobiegłam do swojego pokoju. Jeydon leżał na łóżku i bawił się moim zeszytem do francuskiego. Nie schował się, kiedy wchodziłam, tylko zaledwie odwrócił głowę.
- Jestem- powiedziałam zdyszana i usiadłam obok niego.
- Czekałem godzinę- powiedział niezadowolony, odłożył zeszyt na stolik nocny i przewrócił się na brzuch, żeby móc na mnie spojrzeć.
- I stało Ci się coś?- Zapytałam, uśmiechając się na widok jego miny.
- No niby nie, ale...- Nie skończył, bo zamknęłam mu usta pocałunkiem.
- Już ok?
- Nie wybaczyłaś mi trochę pochopnie?- Zapytał ni z gruszki, ni z pietruszki.
- Słucham?
- No, nie wydaje Ci się, że powinienem zabiegać teraz o Twoje względy, przepraszać i w ogóle?
- Jeydon, nie rozumiem, o co Ci chodzi...
- Nie uważasz, że za mało się staram?- Spytał i spuścił wzrok.
- Biorąc pod uwagę to, że przez cały czas Cię nie było, a teraz siedzisz tutaj, to chyba robisz wystarczająco dużo.
- Amy- powiedział zirytowany.- Powinienem zabierać Cię do kina, na romantyczne spacery, a nie tylko z Tobą siedzieć.
- To na co czekasz?
- Chcesz wyjść w taką pogodę?
- No właśnie- westchnęłam.
- Możesz się stąd wyrwać?
- To znaczy?
- No, musisz po szkole od razu być tutaj?
- No, niby nie.
- To jutro Cię porywam.
- Że co?
- Porywam Cię, nooo- powiedział, wstał, obszedł łóżko i wziął mnie na ręce.
- Puszczaj, idioto- powiedziałam ze śmiechem.
- Idioto, tak?- Zapytał i połaskotał mnie.
- Tak.
- Tak?
- Tak.
- Tak?
- Jeydon, przestań mnie łaskotać!
- Dobrze- odparł i uśmiechnął się do mnie.
- Co?
- Chciałaś, żebym przestał Cię łaskotać, prawda?
- No tak, ale?
- Ale mam łaskotać dalej tak?- Wyszczerzył się i znowu zaczął mnie łaskotać.
- Nie, nie, nie!- Krzyczałam, śmiejąc się. Nagle ktoś mocno zapukał do drzwi. Jeydon zamarł w bezruchu i spojrzał na mnie.
- Jak to jakaś babka, to mamy przechlapane- szepnęłam i spojrzałam na Jeydona piorunującym wzrokiem.
- Czy ja kazałem Ci się tak wydzierać?- Zapytał, również szeptem.
- Nie, ale ja nie kazałam Ci się łaskotać- odparłam, a Jeydon puścił mnie na ziemię, bo ktoś zastukał ponownie, tym razem głośniej.
- Dobra, moja wina.
- Idź do łazienki- nakazałam i podeszłam do drzwi. Gdy tylko Jeydon zniknął w łazience, otworzyłam je,
- Jeeej, pukamy i pukamy- oświadczyła Love i weszła do mojego pokoju, a za nią Hope.
- Ale mnie wystraszyłyście- zamknęłam drzwi i spojrzałam na Hope i Love, które nerwowo się rozglądały.- Jeydon!- Zawołałam, a on wyszedł z łazienki. Hope dosłownie zamurowało.
- Jeydon Wale?!- Zapytała Love, nieco się rozluźniając.
- We własnej osobie- odparł Jeydon z uśmiechem.
- Wasza niespodzianka- powiedziałam i podeszłam do Jeydona.
- Jestem Love- powiedziała i wyciągnęła rękę, żeby się z nim przywitać, ale Jeydon przytulił ją lekko. Hope nadal stała w bezruchu.
- A Ty? Jak się nazywasz?- Jeydon zwrócił się do Hope.
- Je... Je... Jestem Hope- wydukała, a Love wybuchnęła szczerym śmiechem. Ja próbowałam się powstrzymywać, ale średnio mi to wychodziło. Hope spłonęła rumieńcem.
- Miło mi Was poznać- Jeydon po raz kolejny się uśmiechnął i przytulił Hope.
- Macie te kartki?- Zapytałam Love, bo Hope nadal stała jak posąg, nadal wpatrując się w Jeydona.
- Mamy, prawda, Hope?
- Tak- odparła szybko i podała swoją Jeydonowi, a ten ładnie naskrobał im na kartkach autograf z dedykacją.
- Czyli wróciliście do siebie?- Zapytała Love z uśmiechem tak, żeby Hope jej nie usłyszała.
- Tak.
- Hope miała nadzieję, że nie- dodała Love i wybuchnęłyśmy śmiechem.
   Przesiedzieliśmy wszyscy razem aż do kolacji, opowiadając sobie nawzajem połowę swojego życia. Jeydon wydawał się być zadowolony ze spotkania prawie tak bardzo, jak Love i Hope, a w szczególności ta druga.

********************************************************************************

Dałam ciała z tym rozdziałem, nie ma co...


Nie wiem, co wymyślić -.-

Ale obejrzymy kilka filmów typu love story i coś się wymyśli, prawda?



XOXO ♥

4 komentarze:

  1. No, w końcu coś fajnego sie dzieje! ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no super :)
    Ps. Tylko nie rób tak,żeby znowu Jeydon zdradził Amy bo to wtedy bezsensu :P Ale mi się podoba jak piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się podoba, niesamowicie wciąga i masz prosty język który się przejrzysto czyta. Dobrze, że wrócili do siebie. Wykreowałaś niezłe postacie. Mam nadzieje, że niedługo coś napiszesz. Obejrzyj sobie jakiś film, może wena Cię najdzie. Osobiście polecam: Dom chłopców albo I wciąż ją kocham. Życzę weny i pozdrawiam.

      Usuń
    2. Jeeeej, nawet nie wiecie, jak się cieszę, że się tak rozpisujecie :D ja to po prostu kocham! Tak, tak, oglądałam kilkanaście razy :D + jest jeszcze cała masa filmów o takich niesamowitych parach które uwielbiam :D

      Pozdrawiam, Lil' Monster ♥

      Usuń