sobota, 22 września 2012

Rozdział 50


   Czekałam na Jeydona po szkole godzinę. Wszyscy już dawno wyszli ze szkoły, tylko ja stałam tam jak idiotka. Dzwoniłam do niego setki razy, pisałam smsy, ale on w ogóle się nie odzywał. W końcu wkurzyłam się i zadzwoniłam po tatę.
- Cześć tato. To ja, Amy.
- Coś się stało?
- Tato mógłbyś po mnie przyjechać? Jestem pod szkołą.
- Amy, jestem jeszcze w pracy. Kończę dziś o 7, jest wtorek.
- No tak, zapomniałam- odparłam z niezadowoleniem.
- Ale przecież miałaś jeździć z Cait...
- Tak, ale musiałam zostać dłużej, booo... Bo robiliśmy projekt na angielskim.
- Aha. W takim razie zdzwonię po Sama, żeby podjechał po Ciebie.
- Nie, tato. Nie trzeba. Pojadę autobusem.
- Autobusem? Ze złamaną nogą? Chyba zwariowałaś. Sam będzie po Ciebie za piętnaście minut. Na razie- dodał i rozłączył się. Usiadłam na ławce obok parkingu i miałam jeszcze szczerą nadzieję na to, że Jeydon przyjedzie przed Samem, ale prysła, gdy samochód Sama leniwie wjechał na parking i stanął tuż przede mną. Otworzyłam drzwi samochodu i wgramoliłam się na tylne siedzenie. Usiadłam tam z zamiarem ukrycia się przed jego wzrokiem, ale w lusterku wstecznym widział wszystko jak na dłoni. Westchnęłam, a Sam ruszył.
- Co, książę nie przyjechał? Gruszki na wierzbie nie urosły? A może zamienił się z powrotem w brzydką ropuchę?- Zapytał sarkastycznym tonem.
- A możesz się po prostu zamknąć?- Warknęłam.
- Może tak, a może nie?
- To stul dziób- syknęłam i podparłam głowę ręką. Po moim policzku spłynęła mała prawie niezauważalna łza. Starłam ją szybko i zaczęłam szybko mrugać, żeby nie uronić kolejnej. Ku mojemu zdziwieniu, dosyć szybko się uspokoiłam. Dojechaliśmy do domu w zupełnej ciszy. Gdy Sam zatrzymał swój samochód na podjeździe wyszłam z samochodu i czym, prędzej weszłam do domu. Sam zamknął samochód i dogonił mnie, kładąc rękę na moim ramieniu.
- Amy, widziałem tę łzę w samochodzie- powiedział, zaciskając swoje długie palce na moim ramieniu tak, ze uniemożliwiło mi to swobodne pójście dalej.
- Puść- odparłam.
- Amy...- bez trudu obrócił mnie w swoją stronę i spojrzał mi w oczy.- Będzie dobrze- dodał i mocno mnie przytulił.- Sorry, że się tak ostatnio zachowywałem. To chyba wszystko przez moje układy z Leah. Postaram się poprawić- uśmiechnął się lekko, puścił mnie i wyszedł z domu. Stałam dalej w hallu. Słyszałam jak Sam odpala silnik swojego samochodu i powoli odjeżdża. Rzuciłam w kąt plecakiem i poszłam do salonu, by rzucić się na sofę. Ktoś pukał do drzwi, ale nie poszłam otworzyć. Nadal leżałam na sofie i totalnie się rozkleiłam. Po chwili dzwonienia i pukania do drzwi, ten ktoś chyba bardzo się zniecierpliwił. Drzwi cicho zaskrzypiały i usłyszałam kroki w hallu. Gdyby to był złodziej, to mógłby ukraść, co tylko chciał, łącznie z sofą, na której leżałam. Miałby mnie w zestawie.
- Amy? Amy!- Zawołał gość, który był już w salonie. Po głosie rozpoznałam, że to Ryan i podniosłam rękę do góry, żeby pokazać tym, że leżę na sofie.
- Jestem- powiedziałam cicho i przewróciłam się w miarę sprawnie na plecy.
- Nie przeszkadzam? Chciałem tylko zapytać, czy... Coś się stało?
- Nic oprócz tego, że czekałam na Jeydona ponad godzinę, bo miał po mnie przyjechać po szkole. Ostatecznie wróciłam do domu z Samem.
- Ojej, to nie dobrze. Kurcze, nie chciałbym Ci się teraz narzucać, przyszedłem tylko zapytać, czy masz notatki z dzisiejszej lekcji, bo ja swoje zgubiłem.
- Nie, jest ok- odparłam, siadając na kanapie. Ryan też usiadł obok mnie.- Dziewczyny czasami tak mają, że rozklejają się, gdy ich facet je zawiedzie.
- Będzie dobrze- Ryan uśmiechnął się cierpko i nieśmiało objął mnie. Zamiast odsunąć się od niego, ja po prostu się do niego mocno przytuliłam, brudząc jego płaszcz tuszem do rzęs. Chyba właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że obydwoje siedzimy jeszcze w płaszczach.
- Ja naprawdę jestem, taka zła?
- Amy, jesteś wspaniała. Nie poznałem jeszcze tak fantastycznej dziewczyny. Po prostu teraz nie idzie dobrze... Gdybyś była moja, nigdy nie dopuściłbym do tego, że musiałabyś przeze mnie płakać...- Powiedział i przytulił mnie mocniej. W tym samym momencie ktoś wszedł do domu. Ryan szybko oderwał się ode mnie, ale to chyba jeszcze bardziej pogorszyło sytuację.
- Co tu się dzieje?- Zapytał Jeydon, który wszedł razem z Samem energicznym krokiem do salonu.
- To może ja już pójdę- powiedział Ryan i wstał z sofy z zamiarem wyjścia.
- Nie, zostajesz- odpowiedział Jeydon i popchnął go tak, że ten usiadł z powrotem na sofę. Sam podszedł z drugiej strony sofy.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego mi to robisz? Dlaczego?!- Syknął Jeydon, patrząc na mnie.
- Niby co ja Ci takiego robię?- Odparłam, patrząc na niego oczami pełnymi łez.
- Dlaczego całujesz się z moją dziewczyną?- Jeydon zwrócił się do Ryana.
- Co?! Nigdy nie całowałem się z Amy! Odbiło Ci?- Ryan patrzał na niego zszokowany.
- To co przed chwilą robiliście, co?!- Krzyknął Jeydon, a głos mu się załamał.
- Ja tylko przyszedłem po notatki! Amy płakała, więc ją po prostu przytuliłem! Jak możesz mnie o coś podejrzewać?
- Zamknij się!- Warknął Jeydon.
- Wiesz co? Myślałem, że jesteś moim przyjacielem, a Ty po prostu okazałeś się zwykłym śmieciem- Ryan wstał z sofy i spojrzał Jeydonowi w oczy. Ten natychmiast zamachnął się i uderzył Ryana pięścią w twarz. Ryanowi polała się krew z rozciętej wargi, ale spojrzał Jeydonowi w oczy. Westchnął i odwrócił się na pięcie. Oczy miał zaszklone. Sam w jednej chwili znalazł się przy nim.
- Nic Ci nie jest?- Zapytałam przez łzy.
- Nie- odparł szorstko Ryan i wyszedł.
- Ryan to jedyna osoba, która mnie rozumie w tym całym syfie. Dziękuję, że doceniasz przyjaciół. Jesteś wspaniałym chłopakiem i przyjacielem. Tylko pozazdrościć tego, jak się zmieniłeś- powiedziałam do Jeydona, wzięłam kule i ruszyłam na górę.
- Nie rozumiesz, że to dla Ciebie?! Nie rozumiesz, że jestem o niego zazdrosny, prawda? Jesteś żałosna! Tak samo jak ten Twój Ryan!- Krzyknął za mną Jeydon.
- Możesz już więcej tutaj nie przychodzić- odparłam, wychylając się przez balustradę. Sam zniknął w kuchni, widocznie nie chcąc już uczestniczyć w tym całym zamieszaniu.- I wiesz, co jeszcze chciałabym Ci powiedzieć?
- No? Niby co takiego?- Spytał i spojrzał na mnie, W jego oczach był gniew.
- Że spędziłam z Tobą najważniejsze i najpiękniejsze chwile w życiu, a Ty teraz tak po prostu to wszystko niszczysz. Bardzo Cię kocham, ale nie mogę pozwolić na to, żebyś popełnił wszystkie błędy swojego przyjaciela. Bo prawdziwych przyjaciół powoli tracisz, ale ja nie pozwolę się tak traktować. I nie pozwolę na to, żebyś wyżywał się na Ryanie. Bardzo mi przykro, ale na tym chyba powinno się to wszystko zakończyć. Jeydon, psujesz już wszystko...- Z moich oczu popłynęły łzy, których nie potrafiłam powstrzymać.
- Co? Chyba... Nie mówisz poważnie- odparł Jeydon. Po go policzku spłynęła mała łza.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, co przed chwilą zrobiłeś...? Poważnie- spojrzałam na niego, ale nie uzyskałam żadnej odpowiedzi. Starłam łzy i ruszyłam do swojego pokoju.
- Sam!- Zawołał Jeydon.
- Stary, nie zamierzam się między Was mieszać. Amy chyba wyraziła się jasno- odparł Sam.- Chyba lepiej będzie, jak już sobie pójdziesz. Nie, żebym Cię wyganiał, ale wiesz...
   Usłyszałam tylko, jak zamykają się drzwi za Jeydonem i że Sam wchodzi na górę. Zatrzymał się w korytarzu na drugim piętrze i dosyć sporo tam stał. W końcu wychylił głowę zza drzwi mojego pokoju i spojrzał w moją stronę.
- Chcesz pogadać? A może mam Cię jednak zostawić samą, hm?- Zapytał.
- A o czym tu gadać? Jestem beznadziejna- odparłam, nawet na niego patrząc. Utrzymywałam wzrok na ścianie, która nie była ani trochę interesująca, ale to była pierwsza rzecz na jaką spojrzałam.
- Ty? Chyba zwariowałaś- usiadł obok mnie na łóżku i objął mnie.- Jesteś najpiękniejszą i najwspanialszą dziewczyną na świecie. Jesteś świetną siostrą i przyjaciółką, dziewczyną pewnie też. Dlaczego nie chcesz uwierzyć w siebie?
- Mówisz tak tylko dlatego, że jesteś moim bratem i chcesz mnie pocieszyć.
- Głupia jesteś. Mówię tak, bo taka jest prawda. A co do Jeydona... Wiesz co? Ja sam już nie jestem pewien, co na jego temat myśleć. Raz zachowuje się jak idealny mężczyzna z piękną kobietą u boku, którą bardzo kocha, a raz jak oszalały z zazdrości psychopata. Nie przejmuj się, będzie dobrze. Nie wiem, o co mu chodzi, ale na razie chyba dobrze będzie, jak nie będziesz się z nim od razu godzić. To co dzisiaj zrobił... Przeszedł samego siebie.
- Dlaczego on zawsze mnie o coś podejrzewa? Naprawdę zachowuję się jak panna lekkich obyczajów i nie można mi zaufać?
- Z Tobą jest wszystko w porządku, Amy, To on ma jakiś problem.
- Zawsze ma do mnie pretensje o to samo. Zawsze jest albo Ryan albo Justin. Zresztą nie powinnam z Tobą gadać, napisałeś Jeydonowi, że Justin był u mnie.
- Ojej, dalej się o to gniewasz? Myślałem, że tak będzie lepiej.
- To źle myślałeś.
- No teraz to już wiem. Sorry, naprawdę chciałem dobrze.
- Dobra, nie ma o czym gadać, teraz i tak to już nie ma znaczenia. Od dziś jestem po prostu wolna.
- Jesteś tego pewna? To znaczy... Chodzi mi o to, że przecież kochasz Jeydona i w ogóle...
- Kocham, ale nie mogę pozwolić się tak traktować. Sam, możemy już o tym nie gadać?
- Jasne. I tak miałem iść do siebie zadzwonić do Leah. Pewnie też nie będzie wesoło.
- Ale się porobiło- dodałam, ale Sam już wyszedł z mojego pokoju, zamykając drzwi mojego pokoju. Poszłam do łazienki się ogarnąć, przebrałam się w stary, rozciągnięty dres i usiadłam przed laptopem. Otworzyłam go i uruchomiłam system, szukając w międzyczasie telefonu w szufladzie stolika nocnego. W końcu wygrzebałam go z całej masy zupełnie niepotrzebnych rzeczy i włączyłam.

   Wiadomość tekstowa do: Ryan =)
      Przepraszam, nie wiedziałam ani nie chciałam, żeby tak wyszło. Strasznie mi przykro za jego zachowanie... Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało...

   Wysłałam do Ryana wiadomość i uruchomiłam w komputerze przeglądarkę internetową. Zalogowałam się na Facebooku i zmieniłam status na „wolna”. Zaraz oczywiście polubiło go ponad tysiąc osób. Tylko Cait napisała w komentarzu smutną minkę. Wylogowałam się z Facebooka i zalogowałam na Twitterze. Dodałam wpis (Nie ma za co... ;c), sprawdziłam aktualności i wylogowałam się. Wyjęłam z torby zeszyty i z pomocą internetu odrobiłam zadanie (tak, co ja bym bez niego zrobiła). Spakowałam potrzebne na jutro rzeczy do szkoły, wzięłam swojego iPoda, położyłam się na łóżku i włączyłam muzykę. Zastanawiałam się nad reakcję Jeydona, gdybym jednak zbliżyła się do Ryana bardziej, niż bym powinna. Nie, to niemożliwe. Kocham Jeydona tak, że nigdy bym o czymś takim nawet nie pomyślała. Ale przecież teraz mogłabym zrobić mu na złość... Nie, to też nie możliwe. Przecież wyglądałoby to jak zemsta, a ja nie mam za co mścić się na Jeydonie. W końcu to ja z nim zerwałam, a on nie zdradził mnie, czy coś w tym stylu, a poza tym, to byłoby bardzo nie w porządku wobec Ryana. Co, jak co, ale on był mi chyba bliższy niż Sam. Jasne, czasami mnie wkurzał swoim głupim gadaniem, ale który chłopak tego nie robi. Chociaż nie, Justina lubię tak samo, jak Ryana. Obydwoje są tacy, że nie da się ich nie lubić. Z tym, że Justin nieźle zranił Cait, ale jeśli są razem szczęśliwi, to bardzo dobrze. Kurcze, niedawno to ja tak skakałam ze szczęścia, a teraz... Mój chłopak... były chłopak pobił naszego wspólnego przyjaciela, bo oszalał z zazdrości. A wszystko przez tą głupią karierę... Boże, sama go do tego namawiałam. Ale miało być inaczej... Tak jak w bajce. Namawiałam go do spełniania swoich marzeń. Mieliśmy razem podróżować, spotykać się co weekend... A tymczasem nie widywaliśmy się zbyt często i w ogóle wszystko było jakieś dziwne i bezsensowne.
   Może to wszystko to po części moja wina? Odruchowo spojrzałam na zdjęcie mamy, które stało w ramce na półce nad moim łóżkiem. Zdjęłam je i ostrożnie wyjęłam z ramki. Mama wyglądała na nim zabójczo. Miała na sobie czerwone niebotyczne szpilki, idealnie dopasowane niebieskie spodnie i białą koszulę, tradycyjnie lekko rozpiętą. W ręku trzymała brązową skórzaną torbę. Miała idealną figurę. Jej czarne loki delikatnie okalały jej twarz i spływały kaskadami fal po plecach. Jej idealnie białe zęby lśniły w perfekcyjnym uśmiechu. Jej czekoladowe oczy śmiały się radośnie. Była piękna. Odwróciłam zdjęcie i przeczytałam to, co napisała na odwrocie.

   Mój mały aniołku 
      Zawsze walcz o to, co kochasz. Nie zważaj na przeciwności losu, tylko walcz o swoje szczęście. Zawsze będę Cię wspierać, niezależnie od tego, gdzie będziemy się znajdować- blisko siebie, czy na dwóch różnych galaktykach. Jesteś moim najcenniejszym skarbem.
                                                                                                  Mama   

   Odziedziczyłam po mamie nie tylko urodę, ale także charakter pisma. Zawsze byłam ciekawa, czy mama byłaby ze mnie dumna. Czy miałybyśmy świetny kontakt w relacji mama-córka. Czy czasami by krzyczała i czy zdarzyłoby jej się przypalić obiad. Czasami tak bardzo mi jej brakowało, że czułam się jak sierota. Porzucona, brudna, razem z innymi dziećmi w domu dziecka. Wiem, że to takie żałosne, ale zazdrościłam każdej nastolatce, która przechodziła obok mnie razem z mamą w centrum handlowym. Przy każdej przymierzalni, gdy mama pomagała córce wybrać nową bluzkę, czy dopasować spodnie, mnie od razu robiło się przykro. Zazdrościłam Jeydonowi, Cait, chłopakom... Miałam nawet pretensje do Justina (oczywiście nigdy mu tego nie powiedziałam) o to, jak traktuje swoją mamę, bo przecież ja oddałabym wszystko, żeby moja nagle zmartwychwstała, a najlepiej, gdyby nigdy nie umarła.
   Do mojego pokoju nieśmiało zajrzał tata. Najpierw szybko się wycofał, a potem wszedł niepewnym krokiem. Gestem pokazał mi, żebym zdjęła słuchawki z uszu.
- Cześć- usiadł obok mnie i splótł palce.- Sam mówił mi, co się dzisiaj stało. Chciałabyś pogadać?
- Nie, dzięki, tato.
- Co robisz?- Zapytał, skinieniem głowy wskazując na zdjęcie mamy, które trzymałam w dłoniach.
- Oglądam- odparłam cicho.
- Mnie tez bardzo jej brakuje. Gdyby tutaj była, na pewno wiedziałaby, jak Ci pomóc. Ja niestety się do tego chyba kompletnie nie nadaję. To raczej mamy są w tym bardziej doświadczone, bo my przeżywamy to trochę inaczej.
- Chyba tak. Tato, żałujesz czegoś związanego z mamą?
- To znaczy?
- To znaczy, czy żałujesz jakiejś chwili z nią spędzonej, albo jakiegoś incydentu... No nie wiem, czegokolwiek.
- Nie. Może tylko tego, że zmarnowałem sporo czasu na drobne nieporozumienia czy sprzeczki. I tego, że poświęcałem jej tak mało czasu. Gdybym widział... Na pewno rzuciłbym wszystko, żeby tylko móc spędzać z nią trochę więcej czasu. To stało się tak niespodziewanie... Nawet nie zdążyłem jej przeprosić za to, że kiedyś na łyżwach specjalnie ją przewróciłem, albo za to, że nie chciało mi się wstawać w nocy do płaczącego Sama... Och, tyle tego było, że zanudziłaby się.
- A ja żałuję, że nie dorosłam do tego, by powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham.
- Och, skarbie- tata przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.- Jestem pewien, że wiedziała to bez Twoich zapewnień. Zresztą, ona cały czas nad nami czuwa. Wszystko widzi, więc nie próbuj się o coś winić, bo ześle nam deszcz na cały tydzień- tata zaśmiał się pod nosem.- Będzie dobrze. Masz ochotę na lody czekoladowe albo coś bardziej kalorycznego?
- Nie, ale mógłbyś mi przynieść szklankę soku?
- Oczywiście- odparł i wyszedł z mojego pokoju. Wrócił po niespełna trzech minutach.
- Przecież mówiłam, że chcę tylko sok- zwróciłam się do taty, gdy wszedł z dwiema szklankami soku i ciasteczkami z nadzieniem.
- Tak, ale masz gościa i nie wypadało go niczym nie poczęstować. Wchodź, Justin.
- Justin?- Zapytałam zdziwiona, gdy ten wszedł do mojego pokoju.- Myślałam, ze przyjdzie Cait.
- Tak, ja też myślałem, że to będzie ona. Idę do siebie, głośno wołaj, jak będziesz czegoś potrzebować.
- Jasne tato.
- Dziękuję za sok- odezwał się Justin do taty.
- Nie ma za co- tata uśmiechnął się i wyszedł.
- Nie mówiłeś, że wpadniesz- zwróciłam się do Justina, który siadał obok mnie na łóżko.
- Bo jak zwykle do końca nie widziałem, czy będę miał czas. No ale gdy zobaczyłem tę zmianę statusu na Facebooku, a potem Ryana, który za Chiny Ludowe nie chciał mi powiedzieć, co stało się z jego wargą, ale w końcu wydusił, że to ten zazdrosny idiota, domyśliłem się wszystkiego. No i zaraz po wyjściu od Cait przyszedłem tutaj. O co tym razem był zazdrosny?
- Jus, on wpadł w jakąś furię- ożywiłam się i usiadłam wyprostowana na łóżku.- W ogóle to zaczęło się od tego, że czekał na mnie dzisiaj rano pod szkołą. Wszystko było już w miarę ok, miał przyjechać po mnie po szkole i mieliśmy pogadać. No ale po szkole czekałam na niego ponad godzinę, nie odbierał telefonów, nie odpisywał na smsy, nie przyjeżdżał, więc wróciłam do domu z Samem...
- Pogodziłaś się z Samem?- Przerwał mi Justin.
- Czy to ważne? Rozstałam się z Jeydonem!- Jęknęłam.- Przyjechaliśmy do domu, Sam wyszedł a ja siedziałam w salonie, gdy przyszedł Ryan po notatki z angielskiego, bo zgubił swoje. W pewnym momencie tak zwyczajnie przytuliłam się do Ryana. Po prostu tego potrzebowałam. Na chwilę\ móc się do kogoś przytulić. Moje stosunki z Samem nie były wtedy jeszcze jakieś super rewelacyjne, więc nie mogłam się przytulić właśnie do niego. To nic ni znaczyło, ale w tym momencie do salonu wszedł Jeydon z Samem i zaczął robić awanturę. Od słowa do słowa zaczął kłócić się z Ryanem, a w końcu przyłożył mu, aż rozwalił Ryanowi wargę, Ryan wyszedł, Sam nie chciał się mieszać... Zerwałam z nim.
- Żałujesz?- Zapytał Justin, patrząc na mnie ze współczuciem.
- Justin, żartujesz sobie teraz ze mnie? Przecież ja go kocham. Nie wiem, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bardzo go kocham, no ale...
- Rozumiem, Amy, Wszystko rozumiem. I jestem po Twojej stronie, bo Jeydon zaczyna powielać moje błędy. Po prostu zaczyna świrować. Tylko w tym wypadku nie zranił Cię tak bardzo, jak ja Caitlin. Ale i tak nie jest już dobrze. Mam nadzieję, ze mimo wszystko przyjdziesz na moje urodziny, bo zostały przeniesione do mojego domu, będzie tak mało osób. W sumie to tylko my, Sean, Chris, Big Sean, Luda, Usher, Scoot, moi rodzice i Sel- powiedział, a ja spojrzałam na niego jak na debila.- No co? Nie patrz tak na mnie, to nie ja ją zaprosiłem, tylko Scoot.
- Może to i dobrze? W końcu Jeydon nie będzie skazany na swoje własne towarzystwo.
- Ależ Ty jesteś niemiła- odparł Jus i uśmiechnął się.- Masz rację, Jeydon jest pupilkiem Seleny i bez obrazy, ale mi to schlebia, przynajmniej odwaliła się ode mnie, Oj, Amy, ale się porobiło. Dlaczego jak mi już dobrze ułoży się z Cait, to Ty i Jeydon się kłócicie?
- Albo na odwrót. Tak, gadałyśmy o tym z Cait. To chyba jakiś pech.
- Ale, kurcze no... Ja tam bym chciał chodzić na podwójne randki na przykład do kina. No z Chrisem, Chazem i Ryanem też, ale oni wolą się bawić niż w coś mieszać.
- Musicie się po prostu bardziej starać.
- Chyba tak.
- Justin, co podobało Ci się w Selenie?
- Hmmm... Chyba nic, ale ona ma w sobie „to coś” i chyba po prostu działa tak na wszystkich. Tylko Jeydon jej nie uległ, No ale jest w Tobie tak zakochany, że pewnie nie tknąłby Megan Fox, Kim Kardashian, Rihanny czy Beyonce.
- Poza tym Selena jest śliczna, ma ładną figurę i w ogóle.
- Odezwała się ta gruba i brzydka- odparł Justin.- Ja Was, dziewczyn, kompletnie nie rozumiem. Amy, jesteś śliczna, masz wymarzony charakter, bo o wszystkim można z Tobą pogadać i tak dalej, masz świetne poczucie humoru, talię osy i jeszcze narzekasz. Mogłabyś chodzić z każdym: z Robem Pattinsonem. Taylorem Lautnerem, Danielem Radcliffem czy kogo tam sobie wymyślisz. Nawet Brown na Ciebie leci.
- Co?
- No Chris Brown. Gada o Tobie za każdym razem, kiedy się spotkamy. Kopnij tego wariata w dupę, jeśli mu się coś nie podoba i utrzyj mu nosa. Cały świat jest Tobą zachwycony.
- Tak, szczególnie fanki Jeydona.
- Kenny ma dużo znajomych w branży ochroniarskiej, mógłbym Ci kogoś załatwić.
- Teraz to już fantazja Cię nieźle poniosła.
- No dobra, trochę przesadzam, no i co?
- Nic.
- No właśnie- odparł i w tym samym czasie zadzwonił telefon Justina.- Przepraszam- zerknął na wyświetlacz.- To ważne, muszę odebrać,
- Jasne- odparłam, a Justin wyszedł na korytarz. Wrócił po chwili, ale tylko po to, żeby się pożegnać. Musiał iść, bo dzwonił jego tata. Wykąpałam się i poszłam spać, zasypiając przy dźwiękach smętów Taylor Swift.

*********************************************************************************


Wooow, już Pięćdziesiąty!
Nie wiedziałam, że uda mi się tak dużo napisać! Kocham Was! ♥


Jak nowe zdjęcie? Podoba się? Ja osobiście jestem nim zachwycona! Uważam, że to jJego najlepsze zdjęcie :d


Jeydon4Ever! ♥


#Swag♥

5 komentarzy:

  1. No, nawet fajny ten naglowek ;P podoba mi sie. ^^ ale w koncu to Jeydon, zawsze ladnie wychodzi :D a co do rozdzialu, to chyba nie musze mowic tego, co oczywiste- jest swietny! Zapewne wiesz juz tez, ze masz talent, i ze czekam z niecierpliwoscia na nn. ^^ z kazdym kolejnym rozdzialem jestem jeszcze bardziej ciekawa, jak to sie dalej potoczy. ;] mam nadzieje, ze jeszcze dlugo bedziesz pisac tego bloga. Jest cudowny.

    OdpowiedzUsuń
  2. No po prostu ten rozdział jest świetny! Tyle akcji! Mam nadzieje że Jeydon przejrzy na oczy w odpowiednim momencie... Lubie te szczere rozmowy Justina i Amy ;P Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, jak ja nienawidzę kiedy Jeydon się kłóci z Amy, ale cóż. Czekam na newsa. Pozdrawiam, Ola.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej nie kończ tego bloga ! Przeczytałam twojego bloga z 2 tygodnie ;P Jest zarąbisty kocham to czytać twoje opowiadanie ;) Dokończ go mam nadzieje,że nie zapomniałaś o swoim blogu... Ps. KOCHAM JEYDONA WALE XDDDD HEHE...

    OdpowiedzUsuń