poniedziałek, 17 września 2012

Rozdział 49


- Tato?
- Tak?- Tata oderwał oczy od gazety i spojrzał na mnie.
- Skoro mam już te... kule... to mogłabym pójść jutro do szkoły?- Zapytałam, robiąc maślane oczka.
- Amy, czy Ty wiesz, o co Ty mnie prosisz? Kto Cię będzie zawoził i odbierał? Co, jeśli nie dasz sobie rady? To jest zbyt duże ryzyko.
- Tato, ja mam tylko złamaną nogę. Nawet nie wiesz, jak strasznie nudzi mi się w domu- odparłam, robiąc smutną minę.- Tak bardzo Cię proszę- dodałam, siadając obok niego.
- Kto Cię będzie zawoził i odwoził?
- Myślałam, że może Sam, ale on ze mną nie gada... Cait jeździ do szkoły furgonetką jej taty. Na pewno będę mogła z nią pojechać. Poza tym mama Chaza codziennie go podwozi, jak ładnie poproszę, to na pewno zgodzi się mnie zabierać.
- Wolałbym, żeby zawoziła Cię mama Chaza, ale nie chcę jej robić kłopotu... Zadzwoń do Cait i zapytaj, czy będzie Cię podwozić do szkoły i odwozić do domu.
- Czyli się zgadasz?
- A mam jakieś inne wyjście?
- Dziękuję- rzuciłam mu się na szyję i mocno go przytuliłam.
- Nigdy nie pomyślałbym, że pójście do szkoły Cię tak ucieszy- stwierdził tata, uśmiechając się.
- A ja nigdy bym nie pomyślała, że zacznie mi jej brakować- odwzajemniłam uśmiech i poszłam do hallu, żeby zadzwonić z domowego do Cait. Ta oczywiście najpierw piszczała i krzyczała mi do słuchawki, że strasznie się cieszy i oznajmiła, że nie widzi problemu w tym, żebym razem z nią jeździła do szkoły. adowana przekazałam informację tacie i mimo wczesnej godziny poszłam się kąpać. Tata czytał  w salonie jakąś gazetę dla fanów motoryzacji (przypuszczam, że szukał bezpiecznego samochodu dla nastolatki), babcia siedziała od rana w swoim pokoju i pakowała walizki (postanowiła jechać do cioci trochę wcześniej, niż się tego spodziewaliśmy, żeby zająć się Vanessą), a Sam pojechał do Ryana uczyć się (czyt. albo grać, albo narzekać, jaki ten świat jest okropny, albo użalać się nad sobą, tłumacząc to tym, że dziewczyny kompletnie ich nie rozumieją, albo oglądać jakieś filmy, albo robiąc jeszcze inne, głupie i bezsensowne rzeczy).
   Wlałam jak zwykle czekoladowego płynu do kąpieli do wanny i odkręciłam kurek z gorącą wodą. Zdjęłam powoli ubrania, po czym wrzuciłam je do kosza na pranie. Ponad połowa wanny była zapełniona wodą, więc zakręciłam kurek z gorącą wodą, a odkręciłam z zimną, by móc uzyskać idealną dla siebie temperaturę wody. Zanurzyłam całe ciało w wodzie (oprócz nogi w gipsie, oczywiście) i leżałam w bezruchu tak długo, że skóra na dłoniach i na stopach mi się pomarszczyła i zaczęło mi być zimno. Wyszłam z wanny i owinęłam się czerwonym ręcznikiem. Spięłam mokre włosy w niedbałą kitkę i podeszłam do lustra w brązowej ramie nad ceramiczną umywalką i otarłam je lekko ręcznikiem, bo było całe zaparowane. Spojrzałam w swoje odbicie w lustrze i sięgnęłam do półki obok umywalki, żeby wyjąć płatki kosmetyczne i płyn do demakijażu, bo byłam cała rozmazana. Gdy w końcu go zmyłam, dokładnie wyszczotkowałam zęby i nałożyłam maseczkę oczyszczającą na twarz. Rozpuściłam włosy i podsuszyłam je. Dokładnie je rozczesałam i spięłam w koński ogon. Ubrałam pidżamę i zmyłam maseczkę. Podniosłam z ziemi kule i poszłam do pokoju. Spakowałam książki i zeszyty, które miałam w domu do torby i położyłam się na łóżko. Po chwili przypomniałam sobie, że mam jeszcze w szufladzie stolika nocnego czekoladki, więc po nie sięgnęłam. Zabrałam też swój telefon, który już dawno nie był uruchamiany i włączyłam go. Miałam na nim setki nieodebranych połączeń i nieprzeczytanych wiadomości. Sprawdziłam tylko, od kogo je dostałam, ale były oczywiście od Jeydona, więc żeby się nie dołować, po prostu ich nie przeczytałam. Schowałam telefon z powrotem do szuflady i zasunęłam ją. Rozpakowałam czekoladki i delektowałam się, oglądając po raz tysięczny pierwszy sezon „Plotkary”, który mimo tego, że znałam go na pamięć, uwielbiałam oglądać. Po trzech odcinkach moje ciężkie powieki opadały tak często, że zrzuciłam z łóżka opakowania po czekoladkach, nastawiłam budzik, żeby wstać rano do szkoły i wsunęłam się pod kołdrę, by po chwili „odpłynąć”.

  Rano z głębokiego snu wyrwał mnie budzik. Podskoczyłam jak oparzona na dawno niesłyszany dźwięk. Rozciągnęłam się na łóżku i odkopałam się spod kołdry. Pokonałam dystans do łazienki na jednej nodze i zrobiłam poranną toaletę. Ubrałam się, pościeliłam łóżko, zabrałam torbę i kule i zeszłam na dół. Tata siedział jak zwykle przy stole w jadalni przy kawie i czytał poranną gazetę, a Sam grzebał łyżką w swoich płatkach.
 - Cześć- rzuciłam, siadając przy stole.
- Cześć. Wyspałaś się?
-  Ujdzie.
- Tato, ale może...- Wtrącił Sam. Po jego minie wywnioskowałam, że próbuje przekonać do czegoś tatę.
- Sam, rozmawiamy na ten temat chyba po raz setny, a moja odpowiedź nadal brzmi nie.
- I tak pojadę- syknął Sam, odepchnął się od stołu, zabrał plecak i wybiegł z domu, zgarniając po drodze kluczyki do swojego samochodu.
- O co mu znowu chodzi?
- Aaa, szkoda gadać. Tym razem wpadł na najbardziej idiotyczny pomysł, jaki kiedykolwiek mógł wymyślić.
- Tato, to jest Sam.
- Wiem i właśnie to mnie martwi, bo w tym wszystkim kiedyś prześcignie samego siebie- odparł tata i spojrzał na zegar. Automatycznie zrobiłam to samo.
- Ojej, chyba za długo się ubierałam. Nie zdążę nic zjeść. Kupię sobie coś w szkole, ok? Nie chcę, żeby Cait już pierwszego dnia musiała na mnie czekać.
- Jasne. Masz pieniądze?
- Mam. Pa, tato. Kocham Cię- powiedziałam z uśmiechem i poszłam do hallu. Ubrałam specjalnego buta na moja złamaną nogę i normalnego adidasa na tę zdrową. Narzuciłam na siebie kurtkę, owinęłam szyję szalem, zabrałam z ziemi swoją torbę i wyszłam przed dom. Cait przyjechała po kilkudziesięciu sekundach. Wpakowałam się na siedzenie pasażera, zamknęłam drzwi i zapięłam pasy.
- Cześć- rzuciła na przywitanie i ruszyła.
- Hej. Co tam?
- W sumie nic nowego. A tam?
- W sumie nic nowego- odparłam z obojętnością w głosie. Cait spojrzała na mnie kątem oka.- Cait, nic nowego? Miałaś randkę ze swoim byłym! A może inaczej: miałaś randkę z Justinem Bieberem!- Pisnęłam.
- Ok, ok- Cait uśmiechnęła się.
- Opowiadaj- rozkazałam i jak na zawołanie usiadłam wygodniej na fotelu w samochodzie.
- No ale co mam Ci powiedzieć?
- Wszystko- jęknęłam.
- Hmmm... Przyszedł do mnie i oglądaliśmy film. Ot co.
- Oglądaliście film?- Spytałam zdziwiona.
- Amy, mówiłam, że na razie nie chcę wszystkiego robić szybko. Zamierzam baaardzo długo go zwodzić, rozumiesz? Po prostu nie chcę się kolejny raz rozczarować.
- Ok, ok, ale... To była randka, no...
- Dobra, uspokój się- odarła.- Jak noga?
- W porządku, nie boli. Dzisiaj po południu mam kontrolę.
- Tata Cię zawiezie? Bo jak co, to dla mnie żaden...
- Tak, zawiezie- przerwałam jej.- Cait, rozumiem, ze dostałaś samochód, ale nie musisz wozić mnie dosłownie wszędzie. Tylko do szkoły.
- Ok, ok. A... jak z Jeydonem?
- Co jak?
- Amy, na miłość boską! Chłopak wydzwania do Ciebie, smsuje, a Ty go zwyczajnie zlewasz!
- Nie zlewam, tylko... Oj, gdyby chciał, to przyjechałby do mnie.
- Przyjechałby, gdyby był mile widziany. Z tego, co mi wiadomo, to Twój tata wyrzucił go ostatnio z domu. Nie zależy Ci na nim?
- Oczywiście, że zależy.
- To dlaczego czegoś z tym nie zrobisz?
- A co mam zrobić?
- Nie wiem. Zadzwoń do niego.
- On nie będzie chciał ze mną rozmawiać.
- Skąd wiesz?
- A Ty byś chciała?
- A dziwisz mu się?
- Nie, nie dziwię mu się- odparłam trochę szorstko.
- Amy, proszę Cię.
- No co?
- Nic. Po prostu Cię nie rozumiem, ale mam nadzieję, że dosyć szybko przypomnisz sobie jego numer telefonu albo adres zamieszkania. Zostaje w Kanadzie jeszcze trzy dni.
- Skąd wiesz?- Ożywiłam się.
- No popatrz- odparła Cait z uśmiechem.- Mam swoje źródła.
- Rozmawiałaś z nim?
- A co?
- No po prostu mi odpowiedz.
- Jeydon to mój przyjaciel.
- Rozmawiacie o wszystkim?
- Nie o wszystkim, ale...
- Ale?
- Oj Amy. Jeydon czasami po prostu pyta, czy pewne zachowania u dziewczyn są normalne, a że jesteś jedyną dziewczyną w jego życiu, można się łatwo domyślić, że chodzi o Ciebie. Dobra, nie gadajmy już o tym.
- Ok. Jak Chris na wieść o tym, że znowu jesteś z Jusem?
- Niby pogodził się z Justinem, ale dalej na każdym kroku rzuca kąśliwe uwagi na jego temat. Czasami jest naprawdę okropny.
- Współczuję.
- Nie masz mi czego współczuć. To ja współczuję Tobie. Sam jest ostatnio nie do zniesienia. Cała moja sympatia do niego wyparowała. Chyba zaczynam go szczerze nie lubić.
- Nie wiem, co w niego wstąpiło. Nigdy taki nie był. Zastanawiam się, czy nie zadzwonić do Leah.
- To może byłby dobry pomysł. Może wszyscy dowiedzieliby się, dlaczego Sam nagle zmienił się o 360 stopni.
- Taaak- odparłam i odpięłam pas. Cait wjeżdżała na parking szkoły.
- Szykuj się na rozmowę- rzuciła i zaparkowała samochód.
- Co?- Zapytałam zdziwiona.
- Obejrzyj się za siebie- rozkazała i odpięła pas.
- I?- Zapytałam, gdy odwróciłam głowę we wskazanym kierunku.
- Czy ten czarny samochód nie jest czasem Twojego Romea?- Zapytała i wysiadła z samochodu. O nie pomyślałam i otworzyłam drzwi samochodu Cait. Wysiadłam, przerzuciłam torbę przez ramię i wyciągnęłam kule. Zatrzasnęłam drzwi samochodu i ruszyłam powolnym krokiem (z pomocą kul) w kierunku szkoły. Gdy tylko Jeydon mnie zobaczył, od razu do mnie podbiegł.
- Amy, możemy pogadać?- W jego głosie tkwiła nutka nadziei, a jego oczy lekko błyszczały. Jego twarz była zmęczona.
- Teraz?
- Dosłownie pięć minut.
- Ale mam teraz lekcje- odparłam i zaczęłam nerwowo rozglądać się za Cait. Dostrzegłam ją przy wejściu do szkoły, ale ta tylko pomachała mi ręką i weszła do budynku.
- Wiem.
- Ok.
- Amy, przepraszam za wtedy. Chciałbym się tylko upewnić... Czy my jeszcze jesteśmy razem? Czy jeszcze nas coś łączy?- Zapytał i spojrzał mi w oczy. Były lekko zaszklone.- Muszę to wiedzieć.
- Sam sobie na to odpowiedz- odparłam, a mój głos nieco się załamywał.- Strasznie Cię kocham, wiesz? Ale nie wiem, czy coś, oprócz tego nas jeszcze łączy. Dzieli nas tysiące kilometrów, a...- Nie dokończyłam, bo Jeydon  wpił się w moje usta. Całował mnie zachłannie, aż zaczęło brakować mi powietrza. W końcu oderwał się ode mnie i mocno mnie przytulił.
- Jeśli mnie kochasz, to łączy nas wszystko. Dlaczego się ciągle kłócimy? Pamiętasz jak było na początku? Chciałbym cofnąć czas.
- A ja chciałabym, żeby historia zawróciła koło- odparłam szeptem. Jeydon rozejrzał się wokoło i puścił mnie.
- Nikogo już nie ma. Spóźnisz się na lekcje.
- Nie dbam o to.
- Ale ja zadbam. Przyjadę po Ciebie po szkole- dodał i pocałował mnie w czoło.
- Obiecujesz?- Zapytałam, patrząc, jak powoli odchodzi.
- Przysięgam- odparł i wsiadł do swojego samochodu. Stałam i patrzałam, jak w końcu odpali silnik i pojedzie, ale on dalej siedział i obserwował mnie.
- Dlaczego nie jedziesz?- Spytałam, gdy opuścił szybę.
- Czekam, aż wejdziesz do szkoły.
   Pokręciłam głową i ruszyłam w kierunku szkoły. Pierwsza była historia, więc musiałam się trochę pospieszyć, żeby się nie spóźnić. Miałam minutę, ale na korytarzu nie było już ani jednej żywej duszy. Gdy wpadłam do klasy, nauczyciel stał już za biurkiem. O dziwo, nie powiedział nic, gdy wpadłam do klasy, tylko poczekał, aż usiądę.
- Naprawdę, zastanawiam się, dlaczego ta przyjaźń jest taka dziwna, panno Wyse- zaczął, stukając o blat biurka palcami.- Beadles jest teraz wzorową uczennicą, za to Ty...
- Przepraszam, proszę pana, ale przez te kule...
- Tak, wszyscy widzieliśmy przez okno, panno Wyse. Jeydon Wale z pewnością jest fantastyczną podporą, wolałbym jednak, żeby rzeczywiście skorzystała pani z pomocy kul i nie spóźniała się na moje zajęcia. Przejdźmy do dalszego sprawdzania obecności...
 
   Weszłam na stołówkę razem z Ryanem. Cait ani chłopaków jeszcze nie było, więc mogłam z nim pogadać na luzie, bez przerywania nam przez Chrisa, czy rzucania głupich uwag przez Sama, chociaż ten miał ostatnio w zwyczaju jadać przy stole cheerleaderek. Usiedliśmy przy „naszym” stole, „zgarniając” po drodze to, co zwykle (stołówkowe kanapki i średniego waniliowego shake'a). Ryan rozłożył się wygodnie na krześle, a ja usiadłam naprzeciw niego.
- Amy... Ryan- zaczęliśmy w tym samym momencie. Wargi Ryana mimowolnie uniosły się w lekkim uśmiechu.
- Mów pierwsza.
- Nieee, Ty zacznij.
- Wolałbym, żebyś to Ty zaczęła. To, co chcę Ci przekazać, nie jest takie ważne.
- Ok, no więc... Nie, to głupie.
- Nie, proszę, pytaj.
- Ale nie chcę Cię urazić.
-  Na pewno nie urazisz.
- Ale jak co, to nie będziesz na mnie zły, że o to zapytałam?
- Nie.
- Na pewno?
- Mhm.
- Ok. Pamiętasz, jak zapytałam Cię o ten sznurek na Twojej ręce?- Zerknęłam na rękę, na której miał znoszony, niebieski sznurek?
- No.
- Mówiłeś, że to zabobony, ale...
- Tak, powiedziałem tak, żeby Cię zbyć. Właściwie nie wiem, czemu nie powiedziałem Ci o co chodzi. Jesteśmy przecież przyjaciółmi- odparł i uśmiechnął się pod nosem. Wzrok utkwił w swojej tacy.- To jest jedyna pamiątka, a raczej nie pamiątka, bo jej nie pamiętam... Jest po mojej matce.
- Przecież...
- Po mojej biologicznej mamie- dodał.- Moi rodzice nie są moimi rodzicami.
- Jak to nie...
- Inaczej- przerwał mi.- Nie są moimi biologicznymi rodzicami. Moja biologiczna matka zostawiła mnie pod drzwiami mojego domu. Miałem tydzień. Rodzice znaleźli mnie w niebieskich śpiochach w misie i tym sznurkiem na ręce- pomachał ręką z sznurkiem w powietrzu.- Nie było żadnej kartki, niczego. Rodzice próbowali mnie oddać, myśleli, że ktoś mnie porwał i zostawił, albo że jestem dzieckiem jakiejś chorej nastolatki. W szpitalu w Stratford dowiedzieli się, że urodziłem się tam tydzień wcześniej.
- Skąd wiedzieli?- To pytanie wyrwało mi się automatycznie. Nie mogłam uwierzyć, że coś takiego przydarzyło się właśnie jemu. Ba!, ja nawet zauważałam to, że jest podobny do swojej mamy.- to znaczy... Oj, przepraszam.
- Nie ma za co. W szpitalu dostałem te śpiochy od jednej z pielęgniarek. Moja biologiczna matka miała wtedy 35 lat i była zamożną kobietą. Rodzice próbowali ją odszukać, ale nigdy jej nie znaleźli. Nic nie wskazywało na to, że mnie odda. Pielęgniarka powiedziała, że sprawiała wrażenie bardzo troskliwej mamy.
- A Ty? Nie próbowałeś jej odnaleźć?
- Nie- odparł szczerze.
- Dlaczego? Przecież chyba każdy chciałby wiedzieć.
- Skoro oddała mnie wtedy, dlaczego chciałaby mnie teraz? Kocham swoich rodziców i nie potrzebna mi do szczęścia moja biologiczna matka.
- A ojciec?
- Nikt go nie zna.
- Wow, nie mogę w to uwierzyć.
- No widzisz.
- Twoi rodzice... Jak oni na to wszystko zareagowali?
- Mama najpierw szukała mojej matki na własną rękę, a tata przekonywał ją, żeby złożyć papiery adopcyjne.
- Nie chciała Cię adoptować?
- Chciała, ale nie chciała zabierać szczęścia komuś innemu. Była pewna, że to jakaś pomyłka. Ale cała rodzina bardzo pozytywnie zareagowała na takiego „Słodziaka”- uśmiechnął się- no i zostałem. Rodzice dostali do mnie pełne prawa rodzicielskie.
- Kiedy dowiedziałeś się, że zostałeś adoptowany?
- Nie pamiętam. Wiedziałem od samego początku. Rodzice nigdy tego przede mną nie ukrywali.
- Twoja mama nigdy nie próbowała Cię szukać?
- Nigdy. Ani ja jej- odparł i w tym samym momencie przyszedł Chaz.
- Siema- przywitał si z Ryanem i usiadł obok mnie.- Cześć śliczna- uśmiechnął się do mnie.- Jak tam?
- Może być. A tam?
- No może, może- wyszczerzył się.- Widziałem rano, że może. A u mnie spoko. Widzisz tamtą blondi?- Rzucił pytaniem i wskazał głową na szczupłą wysoką blondynkę, która stała oparta o filar i śmiała się z jakiegoś chłopaka z pierwszej klasy.
- Widzę- odparł Ryan z uśmiechem.
- O ile zakład, że pójdzie dzisiaj ze mną do kina?- Zapytał z błyskiem w oku.
- O 10 dolców.
- Pff, niech Ci będzie- odparł i ruszył w jej kierunku.
- Zdaje się, że Ty też chciałeś coś powiedzieć.
- A, tak- odparł Ryan, przenosząc swój wzrok na mnie.- Amy, kurcze, nie chciałbym robić Ci pod górkę.
- To znaczy?
- No bo wiem, że Jeydon nie patrzy na mnie przychylnym okiem, więc może... No wiesz. Może jednak lepiej będzie, jeśli nie będziemy ze sobą gadać i w ogóle. No bo nie chciałbym, żeby przeze mnie między Wami coś się popsuło.
- Nie popsuje, nie martw się. Jeydon jest trochę zazdrosny, ale to jeszcze nikomu nie zaszkodziło.


*********************************************************************************


Dlaczego ja Was muszę zmuszac do tych komentarzy?

Następny i proszę Was, piszcie te komentarze, bo one znaczą dla mnie tyle, ile cały blog!



P.S. Przepraszam za niepowiadamianie o NN, ale mój komputer sfiksował i nie mogę instalować GG. :c Ale możecie napisać TT i tam Was poinformuję :*

#SWAG♥

6 komentarzy:

  1. Ooo następny rozdział zapowiada się ciekawie, jeśli będzie w nim Jeydon <3

    OdpowiedzUsuń
  2. No no, cudowny rozdział! Nareszcie się spotkali, i wreszcie tak słodko było. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, proszę Cię, dodaj go szybko! Ciekawe co będzie z Jusem i Cait, rany, i w ogóle, jak dla mnie to Jeydon powinien wrócić, ale i tak najlepiej będzie, jak sama to napiszesz. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wrescie do siebie wrocili , rozdzial swietny , czekam na nastepny . c;

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo nowe zdjęcie! Mam nadzieję że niedługo NN bo nie moge się doczekać! ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chce już nowy rozdział, no :c Niesamowicie jest, pisz jak najwięcej ;d do 100 dobij albo i 200 :) na pewno pomysły znajdziesz ;c Pozdrawiam, Ola.

    OdpowiedzUsuń