Najwspanialsze walentynki w moim życiu? Na pewno. Ale może lepiej będzie to wszystko opisać od początku...
Sobota, 14 luty. Jak zwykle wstałam przed ósmą. Normalnie w tygodniu to mogłabym spać do dwunastej, a w weekend zawsze coś lub ktoś mi w tym przeszkodzi. Tym razem był to kot, który bezlitośnie miauczał na moim tarasie. Próbowałam odepchnąć od siebie ten dźwięk, nakrywając głowę poduszką, ale to było na nic. W końcu ubrałam szlafrok i opatuliłam się nim ciepło, po czym wyszłam na taras. Kot, gdy tylko mnie zobaczył podszedł do mnie i zaczął się łasić. Gdzieś już widziałam tego kota...
- George?- Spojrzałam jeszcze raz na kota, nie dowierzając. Kot zamruczał przyjaźnie i wpakował się do ciepłego pomieszczenia.
- Ej, mały, jak Ty tu wlazłeś?- Zapytałam, tak, jakbym miała uzyskać od kota odpowiedź.- Hm, może tak, jak wchodził tutaj Twój pan...?- Zadałam kolejne pytanie i trochę posmutniałam. Przewróciłam kartkę w kalendarzu na 14 luty i wzięłam kotka na ręce.
- I co? To miały być najlepsze walentynki w moim życiu, a tymczasem zostałam sama jak palec... Muszę Cię zanieść do domu. Poczekaj- powiedziałam czule do kota i poszłam do łazienki się ubrać, po drodze zabierając ciuchy z garderoby.
Ubrałam się i zeszłam na dół, wołając Georga, żeby poszedł za mną. Sam siedział przy blacie kuchennym i jadł w pośpiechu płatki.
- Mamy kota?- Zapytał z pełną buzią.
- Nie, to...
- Ej- Sam przerwał mi- czy to nie jest ten sierściuch Jeydona?
- Tak, to George.
- Jak on się tu znalazł?
- Też chciałabym to wiedzieć.
- Zrobiłem Ci płatki, leżą tam na blacie- wskazał głową na blat za sobą.- Ja muszę już iść. Wrócę jutro wieczorem, jakby dzwonił tata i pytał o mnie, to powiedz, żeby zadzwonił na mój telefon. A to z okazji święta zakochanych- uśmiechnął się i wręczył mi mały bukiecik lilii.
- Nie musiałeś tego robić z litości. To jest święto zakochanych.
- Ja jestem zakochany, Ty też... No i w końcu Ciebie, jako moją siostrę też bardzo kocham, więc dlaczego miałbym nie podarować Ci tych kwiatków? I zapamiętaj sobie: nie robię tego z litości. Z litości to możesz zarobić zaraz kopa w tyłek i randkę z jakimś przydupasem. Dobra, ja lecę, bo nie dojadę na czas. Jakby coś się działo to masz dzwonić, ok?
- Nie będę Ci psuć randki. Zadzwonię do Chaza albo do Cait.
- Niech Ci będzie.
- Idź już.
- Idę, idę. Pa- rzucił wychodząc do hallu i pospiesznie wciągając buty na stopy.
- Sam, kurtka!- Krzyknęłam, gdy usłyszałam, że wychodzi.
- Faktycznie- powiedział to na tyle głośno, że usłyszałam. Zdjął kurtkę z dużego wieszaka i wybiegł z domu. Usłyszałam jak zapala silnik samochodu w garażu i jak odjeżdża. Usiadłam przy blacie i spojrzałam na Georga.
- I co, mały? Za chwilę Cię zaniosę i znowu zostanę sama...- Powiedziałam do niego smutno i zabrałam się za jedzenie. Gdy już skończyłam, włożyłam naczynia do zmywarki i ruszyłam w stronę hallu, gdy usłyszałam na górze łomot. Najpierw, ze strachu, szybko ukryłam się za ścianą, ale po chwili, uzbrojona w parasol, ruszyłam po cichu na górę. George, jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji, cały czas mruczał wesoło, a przy tym głośno.
- Ciii- uciszałam go, ale niewiele to dało. Wstrzymując oddech weszłam jak najciszej do swojego pokoju, skąd, jak mi się wydawało, dobiegł mnie łomot.. Rozejrzałam się, czujnie trzymając parasol przy sobie jak harpun, w razie jakiegokolwiek ataku. Po chwili stwierdziłam, że na środku pokoju leży przewrócony fotel, który z pewnością był przyczyną tego huku. Odetchnęłam z ulgą i opuściłam parasol. Zaraz, jak on mógł sam się przewrócić?- przeszło mi przez głowę i znowu uniosłam parasol. Zaczęłam analizować fakty, sprawdzając wszystkie zakamarki swojego pokoju, garderoby i łazienki. Jak wychodziłam z garderoby, mogłam go przecież zahaczyć. Tylko dlaczego przewrócił się dopiero teraz? Hm, to może skutek mas powietrza, lub po prostu coś lekko zatrzęsło ziemią. Nie stoimy w miejscu, przecież cały czas cały świat się kręci. To jest jak najbardziej możliwe, czasami niektóre przedmioty się przemieszczają, czy upadają bez konkretnej przyczyny. Postawiłam fotel do odpowiedniej pozycji i wyszłam z pokoju, biorąc Georga na ręce. Na dole ubrałam buty i płaszcz, naciągnęłam na głowę czapkę, opatuliłam się szalem i wychodząc zamknęłam za sobą drzwi. Schowałam Georga pod płaszczem i ruszyłam do domu rodziców Jeydona. Nie było jakiegoś straszliwego mrozu, ale zaczęłam żałować, że nie ubrałam cieplejszej bluzy, tylko cienki sweterek. Na szczęście dom Jeydona był niedaleko.
Podeszłam do drzwi i nacisnęłam na dzwonek. Po chwili otworzyła mi mama Jeydona. Z domu powędrowało ku mnie miłe ciepło, a towarzyszył mu zapach pieczonego ciasta.
- Amy?- Zdziwiła się pani Wale.
- Dzień dobry.
- Co Cię do nas sprowadza? Jeydon jeszcze nie wrócił...
- Tak, wiem- przerwałam jej.- Dzisiaj rano znalazłam tą zgubę na moim tarasie- oznajmiłam, a George wychylił swój łepek spod mojego płaszcza.
- Och, myśleliśmy, że jest w pokoju Jeydona- odparła z uśmiechem\ mama Jeydona.- Zdarza mu się uciekać z domu w święto zakochanych- dodała.
- Ammm, ja chyba już pójdę.
- Nie, wejdź Amy. Mam świeże ciasto, dopiero co wyjęłam je z piekarnika. Nie daj się prosić...
- Nie, dziękuję.
- Hailey na pewno by się ucieszyła- mama Jeydona próbowała mnie przekonać.
- Nie, naprawdę dziękuję. Muszę iść.
- Rozumiem. W takim razie nie będę Cię już dłużej zatrzymywać.
- Do widzenia.
- Do zobaczenia- pani Wale uśmiechnęła się promiennie, zabierając Georga. Zapięłam płaszcz i ruszyłam do domu. Po drodze minęły mnie trzy samochody, to bardzo dużo, jak na naszą ulicę i godzinę. - Dotarłam do domu i przekręciłam w drzwiach klucz. Weszłam, rozebrałam się i rzuciłam na sofę w salonie. Było tu teraz tak strasznie pusto, a ja czułam się, jak najbardziej samotny człowiek na tym świecie. Co ja mówię, raczej we wszechświecie. Włączyłam TV, bo nie mogłam znieść tej okropnej ciszy. Nie zauważyłam nawet, jaki włączyłam kanał, a co dopiero jaki program właśnie emitowali. Położyłam się i bezmyślnie zaczęłam wpatrywać się w sufit, słuchając głosu prezentera telewizyjnego. Nie zważałam na jego słowa, lecz na jego aksamitny głos. Był taki sztuczny, ale jednocześnie tak wytrenowany, że można by go słuchać godzinami. Ani razu się nie zająknął, czy pomylił. Był perfekcyjny... Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Poszłam otworzyć drzwi, szurając nogami po gładkich panelach podłogowych.
- Pani Amy Wyse?- Zapytał kurier, którego rozpoznałam po firmowej czapce.
- Tak.
- Przesyłka dla pani. Proszę podpisać- wręczył mi pokwitowanie i długopis.- Nie wiem, czy będzie pisał przy takiej temperaturze- dodał.
- Ale to pomyłka, ja nic nie zamawiałam- odparłam speszona.
- To przesyłka dla pani od kogoś anonimowego. Spokojnie, nie będzie musiała pani za nic płacić. To tylko kwiatki.
- Kwiatki?
- Mhm. To jak? Podpisze to pani? Muszę jechać do innych klientów. Dzisiaj walentynki.
- Ach tak- powiedziałam i podpisałam pokwitowanie. Kurier wręczył mi bukiet różnorodnych kwiatów i wsiadł do samochodu. Spojrzałam na kwiaty i weszłam do środka. Od kogo mogłam je dostać? Zaczęłam nerwowo przeszukiwać kwiaty, doszukując się jakiejkolwiek karteczki, jednak niczego takiego nie znalazłam. Zawiedziona wstawiłam kwiaty do wody i wróciłam do swojego zajęcia, po drodze zabierając z lodówki czekoladki mleczne. Pałaszując je postanowiłam, że za godzinę zadzwonię do Cait. Teraz pewnie śpi, a potem nie mam zamiaru siedzieć sama w tym dużym pustym domu. Chociaż wyjście na miasto też było głupim pomysłem. Na każdym kroku będziemy natykać się na te obrzydliwie zakochane pary, dekoracje sklepowe, przypominające o tym święcie i piosenki o miłości, dobiegające z ulicznych kawiarni. Skupiona na snuciu planów na dzisiejsze popołudnie, nie zauważyłam, ze nie przebywam w tym domu sama.
- Czy każdy kurier potrafi spartaczyć swoją pracę?- Zapytał głos, a ja zamarłam z łyżką w połowie drogi do ust. Powoli odwróciłam się, odkładając lody na stolik.
- Jeydon?
- Mhm. Amy wiem, że pewnie nie chcesz mnie widzieć, ale daj mi się chociaż wytłumaczyć.
- Wszystko rozumiem. Kocham Cię- odparłam i rzuciłam mu się na szyję.
- Co?- Zapytał zaskoczony, obejmując mnie w talii.
- No bo ja też nie chciałabym, żebyś, będąc ze mną, ciągle musiał na mnie czekać, tęsknić...
- Kocham Cię- Jeydon przerwał mi, spojrzał w moje oczy i czule mnie pocałował. Mogę zaliczyć ten pocałunek do jednego z najlepszych.
- Znowu jesteśmy razem?
- Ja nigdy nie przestałem z Tobą być... Dostałaś kwiaty?- Jeydon zmienił temat.
- Były od Ciebie?
- Gdyby ktoś inny przysłałby Ci kwiaty w walentynki, chyba bym go zabił- odparł Jeydon poważnie.
- Dostałam.
- To dlaczego nie przyszłaś?
- Co?
- Na karteczce napisałem, byś wpadła na górę.
- Nie było żadnej karteczki.
- Tak jak myślałem. Przez tego kuriera siedziałbym tam sobie chyba do śmierci, czekając na Ciebie. Swoją drogą, nigdy nie widziałem Cię takiej wystraszonej. No i świetnie wyglądałaś z tą parasolką- kąciki jego ust mimowolnie powędrowały ku górze.- Prawie byś mnie nakryła.
- To Ty przewróciłeś ten fotel!
- Brawo- Jeydon wyszczerzył się,- Miałem plan, ale ten fotel prawie wszystko zniweczył. Wpuściłem Georga na Twój taras, żeby zmusić Cię do wyjścia z domu. Myślałem, że wyszłaś razem z Samem, więc przestałem się kryć. I wtedy wpadłem na ten fotel... Następnym razem zajrzyj też pod łóżko- Jeydon puścił mi oczko.
- Twoja wyobraźnia nie zna chyba granic.
- Zna, zna. Chodź- pociągnął mnie za rękę w stronę schodów. W połowie drogi zobaczyłam płatki róż porozrzucane po ziemi.
- Ty to wszystko...
- Tak- przerwał mi Jeydon, zatrzymując nas.- Miałaś sama to wszystko odkryć i pomyśleć, że jestem taki wspaniałomyślny, romantyczny...- Urwał, bo zabijałam go wzrokiem.- No dobra, może taki nie jestem, i co? - Uśmiechnął się i wziął mnie na ręce. Ruszył w stronę mojego pokoju. Od trzeciego stopnia schodów na każdym kolejnym stały świece. Wszedł do pokoju i usiadł ze mną na łóżku.
- Jesteś kochany- uśmiechnęłam się promiennie i musnęłam jego policzek.
- Nie prawda. Jestem zadufanym egoistą, który szuka wyjść najlepszych dla siebie. Przepraszam za to wszystko, co wtedy powiedziałem. Wtedy wydawało mi się to najlepszym rozwiązaniem.
- Nie mówmy już o tym, ok? Zapomnijmy o tym.
- Dobrze, ale wiedz, że bardzo tego żałuję.
- Nic dla Ciebie nie mam- zmieniłam temat.
- Co?
- Dzisiaj są walentynki, a ja dla Ciebie nic nie mam.
- Hmmm, chyba, że podzielisz się ze mną Twoim prezentem. Jak tu leciałem, to pomyślałem, że może, jak uda mi się wytłumaczyć, to jednak mi wybaczysz. No i nie wymyśliłem niczego fajnego, bo po prostu jestem w tym słaby i... No i wywołałem dwie nasze wspólne fotografie, spośród tych wszystkich, bo te dwie spodobały mi się najbardziej. No a nie mogłem się zdecydować, która z tych dwóch jest lepsza- powiedział, podając mi paczuszkę. Otworzyłam ją. Były tam dwa zdjęcia, oprawione w brązowe, drewniane ramki z wygrawerowanymi inicjałami (moimi i Jeydona). Na pierwszym Jeydon trzymał mnie na rękach w jego mieszkaniu. Oboje byliśmy uśmiechnięci. Na drugim spałam obok niego, a on delikatnie muskał mój policzek. Zastanawiałam się, kiedy on zrobił te zdjęcia.
- To które mi dasz?- Zapytał, delikatnie odgarniając z mojej twarzy kosmyk włosów, który gdzieś mi „uciekł” przy spinaniu włosów.
- Tobie dam te, na którym śpię, a ja wezmę sobie to drugie, dobrze?
- Mhm.
- Jeydon, tak bardzo Cie kocham- powiedziałam, czując, że pod moimi powiekami zbierają się łzy.
- Skarbie, ja Ciebie też, naturalnie, ale dlaczego Ty płaczesz?- Powiedział zmieszany i szybko otarł niepowstrzymaną łzę spływającą po moim policzku.
- To ze szczęścia- odparłam.
- Oj, głuptasie- Jeydonowi wyraźnie ulżyło i mocno mnie do siebie przyciągnął. Zanucił pod nosem:
Jesteś moim całym światem
You are my whole world
Nie pozwól, by kiedykolwiek poszybował do innej galaktyki
Do not let that ever soared to another galaxy
- Nowa piosenka?- Zapytałam, zaciągając się jego zapachem.
- Mhm. Miałem w planach zaśpiewanie jej w duecie z Chrisem. Ale nie chcę marnować naszego wspólnego czasu na gadaniu o planach zawodowych.
- Jasne- odparłam.- Czemu nie powiedziałeś mamie o swoim planie?
- Mama była doskonale poinformowana. Tylko kazałem jej milczeć.
- Świetnie to wszystko ukartowałeś- odparłam, uśmiechając się.
- A to wszystko dla tego, że każda kobieta ulega mojemu urokowi osobistemu.
- Jakie to szczęście, że faceci nie.
- Ale za to, jak coś im nie pasuje, to mogą ulec moim pięściom- wyszczerzył się i spojrzał w moje oczy.
- Oczywiście- odparłam i roześmiałam się.
- Kocham jak się tak dźwięcznie śmiejesz- powiedział Jeydon, już całkiem poważnie.- Wszystko w Tobie kocham.
- Jesteś pewien, że wszystko?
- Mhm. Nie ma w Tobie czegoś, czego mógłbym nie kochać. No, może to, że potrafisz być taka uparta. Ale spokojnie, pracuję nad tym- uśmiechnął się i musnął moje wargi.
- Uważaj, bo Ci się uda- odparłam, po czym przygryzłam delikatnie jego dolną wargę.
- Nie wierzysz w moje umiejętności?- Zapytał, napierając na mnie całym ciałem.
- Chyba nie- odparłam, znowu się śmiejąc.
- Naprawdę?- Jeydon namiętnie mnie pocałował.
- Mhm- wymruczałam, a Jeydon wpił się w moje usta.
- Jednak nadal jesteś uparta- powiedział Jeydon i wplótł ręce w moje włosy, delikatnie całując mnie po szyi.
Tak, te walentynki na pewno były najbardziej udanymi walentynkami w moim życiu. Spędziłam je z chłopakiem, który bardzo wiele dla mnie znaczy. Kocham go i zależy mi na nim. Jest całym moim światem. Zrobiłabym dla niego absolutnie wszystko. Oddałabym własne życie, gdyby tylko mu się coś stało. Wiem, głupie gadanie nastolatki, która przeżywa pierwszą miłość i jest bardzo naiwna... Tylko ile nastolatek przeżywa TAKĄ pierwszą miłość? Ilu nastolatkom dane jest mieć takiego chłopaka? Jakiś dorosły pewnie kłóciłby się ze mną, bo co ja mogę wiedzieć o miłości? Mam tylko prawie siedemnaście lat, ale naprawdę wiele wiem o otaczającym mnie świecie. Tak, za tą moją pierwszą miłość oddałabym naprawdę wiele. Wiem, że to nie jest tylko zauroczenie, czy zwykła szczenięca miłość. Wierzę, że ta miłość przetrwa bardzo wiele, mimo przeciwności losu. Ale one są przecież nieuniknione. Moje myśli są jak zwykle chaotyczne, może nawet w wielu momentach niezrozumiane. No cóż, tak to już ze mną jest. Chciałabym, żeby każda dziewczyna na świecie przeżyła równie wspaniałe chwile co ja. Żeby każda dziewczyna na świecie przeżyła swoją pierwszą miłość. Bo ja czuję się bezpieczna i kochana. A to chyba najważniejsze w tym wszystkim, prawda? A, no i mam do swojego chłopaka pełne zaufanie. Ufam mu bezgranicznie w każdej sytuacji. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł (no bo czy można zaliczać spóźnienie po mnie na lotnisko jako stracenie czyjegoś zaufania? Nie. W sumie, gdybym miała na głowie tyle zajęć co Jeydon, pewnie też nie wystukałabym tego sms'a. Nie, absolutnie, nie usprawiedliwiam go. Po prostu próbuję to logicznie wytłumaczyć. Jak byłam małą dziewczynką nieraz zapominałam spojrzeć na zegarek i przychodziłam spóźniona na kolację). Zawsze mogę na niego liczyć, w każdej sytuacji.
Następnego dnia pojechałam z Jeydonem do jego rodziców. Sam wrócił wieczorem. Był równie rozpromieniony i szczęśliwy, co ja. Cait też była cała w euforii, Justin napisał do niej sms'a. Była na siebie zła, że tak się ciesz, ale... Przecież go kocha. Sam, Chris i Chaz urządzili sobie w walentynki klub samotnych panów. Popijali Red Bulla i oglądali mecz. O taaak, wymarzone walentynki. Tato wrócił w poniedziałek i oznajmił, że zostaje na miesiąc i że wprowadzi się do nas babcia. O niczym innym nie marzyłam, naprawdę. I nie jest to sarkazm. Już nie będziemy musieli czekać na panią od sprzątania całą wieczność, będziemy jedli ciepłe posiłki o stałej porze... Babcia jest najlepszą kucharką na świecie. Poza tym z babcią można pogadać o wszystkim. Zawsze wysłucha, pocieszy, doradzi... Babcia skarb. Czasami oczywiście dają się we znaki jej starożytne sposoby, czy staroświeckie rady, ale można na to przymknąć oko. Zawsze narzeka na nowinki techniczne. Najpierw mówi, że pewnie wymyślił to diabeł, a po kilku dniach prosi Sama, by pokazał jej, jak owa rzecz działa. Tata zawsze komentuje to jednym zdaniem „Trochę techniki i babcia się gubi”.Mimo wszystko lubię moją rodzinę. Czasami są trochę zwariowani, niektórzy stale są nieznośni (Vanessa), ale ogólnie byłoby bez nich strasznie nudno.
Wracając do tematu Jeydona... Wyjechał w niedzielne popołudnie i pojawi się dopiero na moje urodziny, po premierze płyty, 26 marca. Jednak nie tracę nadziei, zostałam zaproszona na urodziny Justina 1 marca do Atlanty. Będzie tam też Jeydon, więc nie będzie tak źle. Tata obiecał, że jeżeli moja średnia będzie zadowalająca (czytaj będą same czwórki i piątki, dopuszczalna jest tylko jedna trójka, o niższych ocenach nie ma mowy), będę mogła pojechać z Jeydonem w trasę i na wakacje. Od dzisiejszego dnia (bo dzisiaj się o tym dowiedziałam) nie mogę doczekać się końca roku szkolnego. Miejmy nadzieję, ze wszystko pójdzie zgodnie z planem i będziemy mogli wyjechać już na początku drugiego miesiąca wakacji na zasłużony odpoczynek. Jeśli nie, pojedziemy trochę później. Pojedziemy na dwa tygodnie. Pierwszy planujemy spędzić sami, a drugi w towarzystwie Sama, Leah, Cait, Chrisa, Ryana, Chaza, a może nawet Justina. Zobaczymy, jak się wszystko ułoży... Na razie lepiej jednak wszystko trzymać w tajemnicy, jest dopiero połowa lutego. Wolimy nie zapeszać. A poza tym, Justin jest strasznie zapracowany, wkrótce ukaże się jego płyta „Believe”. Selena tak jakby dała wszystkim spokój, chociaż od czasu do czasu media piszą, że była widziana z Justinem na kolacji w jakiejś drogiej restauracji. Justin dementuje te plotki, za każdym razem mówiąc; „Na takie panie po prostu żal mi pieniędzy, a mama nie wychowała mnie tak, by to kobieta płaciła za mnie”. A, zapomniałabym! Justin pogodził się z rodzicami. Będzie też częściej wpadał do Kanady, by chociaż trochę pobyć z przyrodnim rodzeństwem. Chłopcy nadal są na niego cięci, a najbardziej Jeydon...
Happy End? Chyba tak. Chciałabym jeszcze tylko jednego- by moi przyjaciele też znaleźli swoje szczęście.
***********************************************************************************
Rzygam tęczą , jak to wszystko piszę :/
Gdybym miała kogoś takiego jak Jeydon, pewnie nie miałabym w ogóle żadnych zmartwień ^^
Jutro na wieś, przepraszam :c
ale wracam za dwa tygodnie i postaram się w tym czasie załapać chociaż na chwilę Internet, żeby tu zajrzeć : *
+ szukam kogoś, kto zająłby się tą paskudną grafiką. Bardzo proszę o kontakt, gdy ktoś się na to zdecyduje
#SWAG♥
Łeeeeeeee numer jeden:Amy znowu jest z Jeydonem.. -_- xD
OdpowiedzUsuńŁeeeeeeee numer dwa:długo nie będzie nn,a to powoduje Łeeeeeeee numer trzy,bo nie lubię czekać :c Wracaj szybko <3
Ten rozdział różni sie od tych poprzednich... Coś jak podsumawanie pierwszej serii xD
OdpowiedzUsuńBoskie <3 ale popieram, znaczy to, że w sumie to jest tak jakbyś chciała podsumować jakąś pierwszą serię czy coś, albo jakbyś chciała zakończyć to pisanie :P ale nie zrobisz tego, nie? Bo ja tu nie wytrwam ;P i tak jest mi ciężko bo przeczytałam że na nn będę musiała czekać, i aż mnie skręca, bo to będzie jak narkoman na głodzie ;( ale ok, wytrwam, bo trzyma mnie jeszcze świadomość iż mimo wszystko nn będzie, więc czekam z ogromną niecierpliwością. Co do rozdziału, to tak jak napisałam na początku- boskie, cudowne, wspaniałe i ogólnie idealne.
OdpowiedzUsuńTak, właśnie o to mi chodziło :) Bo robię dosyć długą przerwę, a potem akcja będzie trochę przeniesiona w czasie ^^
OdpowiedzUsuń#SWAG♥
CUUDOO ! *.* Wracaj szybko :*:* <3
OdpowiedzUsuń