poniedziałek, 9 lipca 2012
Rozdział 44
- Nareszcie jesteś!- Krzyknęła Cait, gdy ujrzała mnie w hali przylotów.
- Nareszcie? Nie było mnie tylko przez weekend- odparłam z uśmiechem. Za Cait stał Chaz, a obok niego Sam.
- Ale Cait zdążyła się stęsknić- Chaz podszedł bliżej i objął Cait od tyłu. Spojrzałam na nią nie dowierzając.
- Czy Wy...
- Tak- przerwał mi Sam.- Są razem. Od wczoraj. Wszystko w porządku?- Zapytał i objął mnie ramieniem, rozglądając się wokoło.
- No jasne. Czemu miałoby...
- Załóż kaptur- rozkazał Sam.- Przed lotniskiem stoją fanki Jeydona. Lepiej, żeby Cię nie rozpoznały.
- Żartujesz?
- A wyglądam, jakbym żartował?
- No nie wiem.
- Właśnie. Naciągaj ten kaptur i nie odzywaj się, ok?
- Jasne- odparłam i posłusznie nakryłam głowę kapturem. Ciągnęłam za sobą walizkę i nerwowo rozglądałam się wokoło.
- Możesz przestać się tak obracać we wszystkie strony? Zaraz wszystkie zobaczą, że Ty to Ty- Sam szarpnął mnie za ramię i przyspieszył kroku. Cait i Chaz szli za nami i w ciszy o czymś rozmawiali. W końcu dotarliśmy do samochodu. Usiadłam z przodu obok Sama, a Cait i Chaz z tyłu. Chwyciłam za kaptur i chciałam go ściągnąć, ale Sam mocno chwycił mnie za rękę.
- Zwariowałaś? Chcesz, żeby zdemolowały mi samochód? Nie waż się ściągać tego kaptura zanim wejdziesz do domu- syknął Sam.
- Możesz mi powiedzieć po co ta cała szopka?- Zapytałam, gdy Sam ruszył.
- Bo one myślą, że Jeydon przyleciał z Tobą- odpowiedziała na moje pytanie Cait, która wyswobodziła się z objęć Chaza.
- Ale przecież jestem sama, to po co mam się ukrywać?
- A wiesz, co one mogłyby Ci zrobić?- Warknął Sam.
- Dobra, już rozumiem. Nie musisz od razu tak na mnie wjeżdżać.
- Sorry- Sam spojrzał na mnie.
- Zdaje się, że ktoś mi tu o czymś nie powiedział, więc zamieniam się w słuch- zmieniłam temat i wyszczerzyłam się do Cait i Chaza w lusterku.
- No co mam Ci powiedzieć? Jesteśmy razem i tyle- Cait spojrzała na mnie, jakbym przyleciała z innej planety.
- To wszystko?
- Mhm.
- Aha. Czyli tak sobie postanowiliście wczoraj, że będziecie razem i jesteście?- Zaśmiałam się.
- No nie do końca- Cait również się zaśmiała.
- No więc?
- No więc byliśmy wczoraj z Chazem na spacerze- Cait spojrzała na niego i uśmiechnęła się- i Chaz zapytał... No i tak wyszło, no.
- Wariaci- stwierdziłam i włączyłam radio.
- Amy, błagam Cię, nie wkurzaj mnie- Sam zmierzył mnie wzrokiem.
- O co Ci chodzi, co?- Zapytałam, podnosząc ton głosu.
- O nic. Wyłącz ten chłam- rozkazał i znów skupił się na jeździe.
- O mamo- jęknęłam i wlepiłam wzrok na obrazie za szybą. Dojechaliśmy w ciszy (no, może nie do końca ciszy, bo raz na jakiś czas Cait i Chaz szeptali) i Sam wysiadł jako pierwszy. Szybko wyciągnął moją walizkę i ruszył do domu, nie żegnając się z Chazem i Cait.
- Wiecie może o co mu chodzi?
- Chyba pokłócił się z Leah. To znaczy tak mi powiedział Ryan- odparł Chaz.
- No to super- prychnęłam.- Dzięki, że po mnie przyjechaliście- zdobyłam się na uśmiech.
- Nie ma za co. Cait bardzo chciała, więc...
- Więc przyjechaliśmy- dokończyła Cait.- Cieszę się, ze już jesteś- Cait mocno mnie przytuliła.
- Przepraszam, zapomniałabym. Szczęścia i wytrwałości- uśmiechnęłam się.
- Dzięki- Chaz odwzajemnił uśmiech i lekko mnie przytulił.
- Dobra, idźcie już. Poradzę sobie- wyszczerzyłam się i ruszyłam w stronę domu. Chaz chwycił Cait za rękę i zrobili to samo. Odprowadziłam ich wzrokiem do zakrętu i weszłam do domu. Z pokoju Sama dochodziła głośna muzyka. Płyta Kanye Westa, o ile się nie myliłam. Wzięłam z kuchni jabłko i weszłam na górę. Moja walizka leżała przed drzwiami mojego pokoju. Zawiozłam ja do garderoby, położyłam jabłko na stoliku przy sofie i poszłam do pokoju Sama.
- Chciałaś coś?- Zapytał, przekrzykując muzykę.
- Tak- odparłam stanowczo i usiadłam na jego łóżku.
- No mów- rozkazał, ściszając muzykę.
- To Ty mi powiedz. Pokłóciłeś się z Leah?
- Co Cię to obchodzi? Właśnie wróciłaś od swojego chłopaka.
- O co Wam poszło?
- Nie interesuj się.
- Zamierzasz mnie tak zbywać?
- Może...
- No to na wstępie Ci powiem, że nie dam Ci się tak łatwo spławić, więc może zaczniesz mówić co Ci siedzi na nosie, co? Ty zawsze mi pomagasz, może ja teraz będę mogła pomóc Tobie. To co? Pogadamy?
- Amy, naprawdę nie chcę z Tobą o tym gadać. Jesteś za młoda. Nie zrozumiesz... Zresztą to jest sprawa moja i Leah, więc, z łaski swojej się nie wtrącaj. Bardzo Cię proszę.
- A ja Cię proszę, żebyś mi jednak powiedział. Bo za młoda to jestem chyba tylko na to, żeby się wyprowadzić.
- Możesz już skończyć mnie męczyć? Powiedziałem Ci, że nie chcę z Tobą gadać.
- Aha, czyli miałam od razu zadzwonić do Leah i o wszystko ją wypytać? Mam być miła, czy nie dać jej dojść do słowa i powiedzieć, że mój brat wyżywa się na wszystkich dookoła, bo się z nią pokłócił?
- Wkurzasz mnie już.
- To dobrze, Mam iść, czy w końcu mi coś powiesz?
- Siadaj- rozkazał i ściszył muzykę do minimum.- Pokłóciliśmy się przeze mnie i nie życzę sobie, żebyś do niej wydzwaniała, ok?
- Czemu?
- Nie czemu, tylko dlaczego. Nie chcę i tyle. To jest moja wina. Za bardzo na nią naciskałem w pewnej sprawie i dlatego się pokłóciliśmy. Zostaw ją w spokoju.
- W jakiej sprawie?
- Nie interesuj się.
- Jaki Ty jesteś dziwny...
- Dobra, powiedziałem Ci, o co się pokłóciliśmy, a teraz wyjazd- wskazał ręką na drzwi.
- Wcale nie po...
- Wyjazd- przerwał mi Sam, powtarzając i wypchnął mnie za drzwi.
- Super- walnęłam pięścią w drzwi jego pokoju, odwróciłam się na pięcie i wróciłam do swojego pokoju.
Rozpakowałam swoją walizkę, wrzuciłam brudne rzeczy do pralni, którą tata niedawno wygospodarował na parterze naszego domu, wykąpałam się, przygotowałam do szkoły i zanurzyłam się w pościeli w łóżku. Włączyłam jakiś serial w TV i oglądałam go, jedząc jabłko. Gdy skończyłam jeść, zadzwonił Jeydon.
- Hej. Już na miejscu? Rozpakowana?
- Mhm. A Ty? Przygotowany na jutro?
- Tak. Wiesz, Amy, tak sobie myślałem... Chyba nie zobaczymy się prędzej niż na święta Wielkanocne.
- Co? Dlaczego?
- No bo mam tutaj sporo pracy... Z tą płytą... Ja chyba tego nie chciałem... Nie myślałem, że tutaj będzie tak trudno... Ale nie to chciałem Ci powiedzieć. Amy, posłuchaj... Nie chcę Cie unieszczęśliwiać i chyba lepiej by było, gdyby... No wiesz... Gdybyśmy na jakiś czas dali sobie trochę czasu, zrobili sobie małą przerwę...
- Przerwę?!- Przerwałam mu.- Niby od czego Ty sobie chcesz zrobić przerwę?- Głos mi się załamał. Czułam, jak łzy napływają mi do oczu.
- No... Od siebie.
- Czyli tak po prostu chcesz mnie rzucić, tak?! Bez żadnych wyjaśnień?! Dać sobie trochę czasu?! Wiesz co?! Jesteś żałosnym dupkiem! Nie było stać Cię na to, żeby powiedzieć mi to wszystko, zanim wyjechałam! Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy! Po tych wszystkich rozłąkach, po tym jak zaczęłam Cię kochać, po tym, jak zaczęłam nie wyobrażać sobie życia bez Ciebie! Ty skończony egoisto! Zrywasz ze mną przez telefon! Aż taką debilką jestem, że nie powiedziałeś mi tego w twarz?!
- Amy, to nie tak. Proszę, zrozum...
- Tu nie ma czego rozumieć! Rzucasz mnie przez telefon! Nienawidzę Cię!- Ostatkiem sił wydusiłam z siebie całą złość i wyłączyłam telefon. Rzuciłam nim o ścianę tak, że spadł na podłogę, z hukiem rozwalając się na części pierwsze. Zaniosłam się płaczem i zakopałam w pościeli. Po chwili otarłam łzy i zerwałam naszyjnik i bransoletkę, którą podarował mi Jeydon. Rzuciłam to na podłogę, a literka J poturlała się po podłodze i zatrzymała się pod drzwiami do garderoby. Wyrzuciłam na taras poduszkę, która mimo upływu czasu nadal tak cudownie pachniała Jeydonem i zamknęłam pokój na klucz. Usiadłam pod ścianą ma podłodze i na nowo zaczęłam płakać. Nie mogłam znieść myśli, że to, co było w moim życiu najpiękniejsze, właśnie się skończyło... Jeden telefon zrujnował moje dotychczasowe życie. Zawalił się mój cały świat. Nadal do mnie to nie docierało. Jeszcze rano byłam najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi, miałam super chłopaka, którego bardzo kocham... A teraz nie mam nic.
- Amy! Amy, gdzie Ty jesteś?!- Zawołała Cait, która nie wiadomo skąd wzięła się w moim domu o piątej rano.
- Tu, na górze- odparłam, wychylając się przez balustradę.- Czemu się tak drzesz? Przecież Sam nas zaraz zabije.
- Nie zabije, Sama nie ma.
- Co?
- No to. Nie zadawaj głupich pytań, proszę Cię. Nie idziemy dziś do szkoły. Załatwiłam nam fałszywe zwolnienia.
- Jak to?
- Jezu, przecież już idę do Ciebie na górę, to po co się tak sapiesz? Próbuję Ci coś wytłumaczyć, bądź z łaski swojej tak miła i nie przerywaj mi. Boże, jak dużo tych schodów- powiedziała, stając obok mnie.- No, już, wchodź- popchnęła mnie lekko w stronę drzwi.
- No to powiesz mi coś w końcu?- Zapytałam zniecierpliwiona, siadając na łóżku obok Cait.
- Ok. Ej, wyglądasz jak potwór. Serio. Jesteś okropna.
- Daj mi święty spokój i zacznij gadać. Dlaczego mam nie iść do szkoły i dlaczego Sama nie ma w domu? Jest piąta rano!
- Uspokój się, debilu. Już Ci mówię. Sam pokłócił się dosyć ostro z Leah. Poprosił nas, to znaczy mnie, żebym Ciebie też poprosiła, żebyśmy załatwiły mu zwolnienie z lekcji i kryły go przed Twoim tatą, bo jedzie do Leah, żeby ją przeprosić.
- Pojechał do stolicy?
- Mhm. Jak tylko zasnęłaś. Sam wszystko mi powiedział o Tobie i o Jeydonie... Amy, bardzo mi przykro...
- Możemy o tym nie gadać?! Po prostu daj mi spokój!- Wrzasnęłam i momentalnie wybuchnęłam płaczem. Cait spojrzała na mnie dosyć dziwnie.
- Wiedziałam. I właśnie dlatego my też nie pójdziemy do szkoły. Początkowo to tylko Tobie napisałam zwolnienie, ale potem pomyślałam, że przecież nie zostawię Cię samej w takim stanie, więc ja też nie idę. Cieszysz się, prawda?
Popatrzałam na Cait jak na przybysza z kosmosu. Zdawało się, że ta cała sytuacja ją bardzo bawi. Cait podeszła do mnie i mocno mnie objęła.
- No, już. Przecież nie będziesz płakała przez faceta. Nawet takiego, który prawie Ci się oświadczył.
- Ale są plusy tej całej sytuacji- zdobyłam się na słaby uśmiech i otarłam łzy.- Przynajmniej Ty jesteś szczęśliwa.
- No... Nie do końca...- Odparła nieśmiało.
- Jak to?
- No bo to jest skomplikowane. Chaz od zawsze chciał czegoś więcej niż przyjaźni. A ja po prostu nie czuje się z nim tak, jak z Justinem. Jego dotyk, czy pocałunek nie wywołuje u mnie motylków, dreszczów, czy jakiejkolwiek emocji. Nie wiem, dlaczego zgodziłam się z nim być. Chyba chciałam spróbować, chociaż od początku wiedziałam, że nic z tego nie wyjdzie. Nie wiem... Ja nic do niego nie czuję. Nie jestem z nim szczęśliwa...
- No to teraz dopiero się wszystko pokiełbasiło...
- No trochę... Sam pokłócił się z Leah, Jeydon z Tobą prawie zerwał, Ryan się zakochał, Chris ma dosyć Robyn, Chaz pewnie niedługo mnie znienawidzi, ja chciałabym być z Justinem... Nikt mi nie powiedział, że będzie tak trudno.
- Ryan się zakochał?
- Amy, przestań. Przecież to oczywiste, że w Tobie. A Chris ma dosyć Robyn, bo ta nie pozwala mu się spotykać z chłopakami. Sorry za wyrażenie, ale popierdzieliło nas wszystkich.
- Mhm- przyznałam jej rację i położyłam się na łóżku.
- Swoją drogą- ożywiła się Cait- mogłabyś włączyć swój telefon. Na moim jest już cała masa nieodebranych połączeń i smsów od Jeydona.
- Po co? Dał mi wyraźnie znać, że potrzebuje czasu. Po co mam więc go marnować?
- No tak, w sumie sam tego chciał...
- Co będziemy robić?
- Nie wiem. Myślałam, że pojedziemy na jakieś zakupy, czy coś, ale szczerze mówiąc nic mi się nie chce...
- Może zamówimy pizzę? A w zamrażalniku mam lody czekoladowe.
- Super. Komedia romantyczna?
- Nie lubię komedii romantycznych... Poza tym tylko jeszcze bardziej się zdołujemy, patrząc na aktorską, udawaną, przepiękną i nieprawdziwą miłość...
- Jasne, jasne... Właśnie fajnie jest się tak jarać czyjąś miłością. Może nas też taka spotka?
- Marzenia ściętej głowy. Zostaniesz dziewczyną sławnego piosenkarza, zatańczysz w światowej bitwie i chłopak, który wspaniale tańczy zacznie z Tobą chodzić, czy Twój Romeo z wakacji znajdzie Cię po dwudziestu latach? Proszę Cię.
- Dlaczego nie chcesz się przyznać, że lubisz komedie romantyczne?
- Nie lubię.
- Każda dziewczyna lubi.
- Ja nie.
- No jasne.
- Naprawdę.
- Dobra, nie musisz już udawać. Nikomu nie powiem- Cait uśmiechnęła się.
- Jaka z Ciebie idiotka.
- Ej, debilu, proszę mnie nie obrażać.
- Sama jesteś debilem.
- Zamknij pysk i chodź oglądać ten film- Cait roześmiała się.
- Nie żyjesz- zmierzyłam ją wzrokiem i ruszyłam w stronę schodów.
- Nie kręć pupą... W ogóle musisz poruszać się z taką gracją?- Prychnęła Cait i wyprzedziła mnie.
- O co Ci chodzi?
- Po prostu Ci zazdroszczę. Niejedna laska chciałaby mieć taką figurę.
- Cait, błagam. Tobie też niczego nie brakuje.
- Mówisz o moim tłustym brzuchu?
- Cała jesteś tłusta. Ociekasz tłuszczem- powiedziałam z ironią i rzuciłam się na sofę w salonie.
- Amy, mogę zadać Ci pytanie?- Zapytała poważnie Cait, rozsiadając się obok mnie.
- Mhm- odparłam.
- Jesteś szczęśliwa z Jeydonem?
- Raczej czy byłam... Tak. Cholernie szczęśliwa.
- A mogę zapytać na czym polegało Twoje szczęście?
- Hmmm... Nie wiem. Nie potrafię tego określić. Na to składało się wszystko naraz. Byłam szczęśliwa, bo dzwonił do mnie, bo wysłał smsa, bo nie zapomniał o buziaku na końcu wiadomości, bo wszedł na Skype'a szybciej niż ja, bo słyszałam jego głos, bo widziałam go, bo usłyszałam słowo kocham, bo wiedziałam, ze mu na mnie zależy, bo każdy jego dotyk wywoływał u mnie dreszcze, palpitacje serca... Chyba po prostu dlatego, że był dla mnie ważny i każda chwila była bardzo ważna. Ale dlaczego pytasz?
- Coraz bardziej brakuje mi Justina. Ja przy nim też byłam „cholernie”- Cait zakreśliła w powietrzu cudzysłów- szczęśliwa. Czułam się bezpiecznie. W sumie to zawsze mogłam na niego liczyć. Po prostu nadal chyba go kocham i nic na to nie poradzę. Chciałabym jeszcze raz spróbować. Tylko strasznie boję się tego, że znów nic z tego nie wyjdzie, że znów mnie zrani...
- Justin też chce to naprawić.
- Co?
- Justin też chce to naprawić. Nie bądź zaskoczona, jak zobaczysz go kiedyś w progu drzwi. Myślę, że on chyba za bardzo się w tym wszystkim pogubił. Wbrew pozorom to wszystko nie jest takie proste, jak się wszystkim wydaje. Zresztą sama o tym wiesz. Cena sławy jest wysoka. Sodówka uderza szybciej, niż ktokolwiek zdąży się zorientować. Chyba wszystko go za bardzo przytłoczyło, wiesz?
- Nie wiem. To wszystko jest takie skomplikowane. Nie możemy od razu trafiać na ludzi, którzy są nam przeznaczeni, pisani i w ogóle? Byłoby o wiele łatwiej. I oczywiście bez platonicznej miłości. Mogłabym stworzyć świat. Wtedy wszyscy przeznaczeni znali by się od piaskownicy, wszyscy ludzie byliby przyjaciółmi, nikt nie byłby samotny i nieszczęśliwie zakochany.
- Cait, wtedy byłoby cholernie nudno. Pomyśl tylko, musiałabyś znosić osobę przeznaczoną Tobie przez całe życie. Totalny bezsens.
- No, w sumie masz rację. Ale wtedy nic nie byłoby takie skomplikowane.
- Mhm.
- Cieszę się, że Cię mam- Cait zmieniła temat.- W życiu nie miałam prawdziwej przyjaciółki. Odkąd pamiętam, zawsze bawiłam się z chłopakami, wszędzie z nimi chodziłam... Siedziałam z nimi nawet w ławce. A teraz mam prawdziwą przyjaciółkę. Taką, której mogę wszystko powiedzieć i zaufać- Cait uśmiechnęła się i mocno mnie przytuliła.
- Ja za to zawsze miałam pełen krąg przyjaciółek. Ze względu na mojego brata, byłam jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. A teraz jestem taką szarą myszką.
- Zawsze chciałam mieć co najmniej trzy przyjaciółki, żeby móc jeździć na zakupy taką grupką, chodzić po kawiarniach...
- Uwierz mi, w tym nie ma nic fajnego. Nigdy nie zamieniłabym swojego dotychczasowego życia na tamte. Gdyby mój brat nie był kapitanem szkolnej drużyny, nie musiałabym być cheerleaderką i nie musiałabym być popularna.
- Byłaś cheerleaderką? Super!
- Jaka Ty jesteś głupia, w tym nie ma nic fajnego. Właśnie, patrz, co dostałam w centrum, jak czekałam na taksówkę w czwartek- odparłam i poszłam do kuchni. Wzięłam z blatu ulotkę, którą tu zostawiłam (dziwne, że Sam jej nie wyrzucił) i pokazałam Cait.
- Dancehall?
- No.
- Ale do tego trzeba umieć kręcić tyłkiem i w ogóle. Nie, ja z moją płaską deską się nie nadaję.
- Mózg masz płaski. Poza tym tam wszystkiego nas nauczą. Trzeba się tylko zapisać do tego piątku. To jak?
- No nie wiem. A co na to chłopaki?
- Jezu, Caitlin, chłopakami się przejmujesz?
- Nie używaj mojego pełnego imienia. Tylko rodzice tak mówią.
- To co, Beadles?- Wyszczerzyłam się.
- Nie wiem. Nie wiem, czy znajdę czas i w ogóle...
- Nie mów mi Cait, że masz tak strasznie dużo dodatkowych zajęć, bo w to Ci nigdy nie uwierzę. Nie masz żadnych.
- No ale ja się nie nadaję.
- A tam, nie nadajesz. Ja się nadaję? Wszystkiego się nauczysz. No już! Trzeba coś ze sobą zrobić!
- Jesteś chora.
- Wiem. Wchodzi w to, czy nie?
- Wchodzę.
- Co?- Spytałam zaskoczona.
- No, wchodzę w to.
- No i dobrze.
- Ale i tak Cię nie lubię.
- A kto powiedział, że Ciebie lubi ktokolwiek?
- Amy, co teraz będzie z Tobą i Jeydonem?- Zapytała Cait, znowu zmieniając temat.
- Nie wiem- odparłam, znowu sobie o wszystkim przypominając i zrobiłam się zmutna.
- Ale nadal go kochasz, prawda?
- Oczywiście, że tak.
- Będziecie razem.
- Skąd takie przypuszczenia?
- Ty kochasz jego, a on kocha Ciebie. Długo bez siebie nie pociągniecie.
- Tak Ci się tylko wydaje.
- O ile zakład?
- O nic.
- To załóż się chociaż o rację.
- Nie będę się z Tobą zakładać.
- Widzisz? Mówiłam. Będziecie razem i tyle.
***********************************************************************************
Wchodzę na bloga, a tu taki "suprajs" :D Komentarze, statystyka ^^ Uhuhuhu :D
Więc pomyślałam, że też zrobię Suprise,a co tam :D
Przypominam o pytaniach i pozostawianiu numerów GG lub TT, tradycyjnie :)
+ Piątek/Sobota- wyjazd na wieś na tydzień, potem od razu wyjazd na tydzień w góry, 13 sierpień- prawdopodobnie wyjazd do mojego kochanego Londynu, więc nie wiem, jak często będę dodawać rozdziały, ale na pewno będę pisać :) A potem wrzucać, i wrzucać... :)
#SWAG♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Super rozdział :D:* czekam na nn ;p Statystyka będzie jeszcze lepsza ;p
OdpowiedzUsuńJejku, jak to fajnie że tak często dajesz teraz rozdziały :D bardzo się cieszę, serio, oby tak było zawsze i najlepiej na zawsze ;P kocham Twojego bloga, zresztą nie raz i nie dwa już to mówiłam :D super rozdział, bez kitu <3 ciekawe co będzie dalej, czekam z niecierpliwością na nn ^^
OdpowiedzUsuńOmomomom,nie wiem czemu,ale NIE LUBIĘ AMY :D Dlatego troszkę się ciesze,że zerwali,chociaż i tak wiem,że do siebie wrócą :c Świetny rozdział! <3
OdpowiedzUsuńJa też jej nie cierpię :D Jak można nie doceniać Jeydona i wgl mu się opierać ^^ nie ogarniam, ja bym się na niego wprost rzucała :D ♥
UsuńNo właśnie ^^ Mogłaś przynajmniej w te walentynki spowodować,żeby Ryan wysłał te kwiatki Amy i żeby on z nią był,umieścić mnie gdzieś tam w opowiadaniu żebym to JA była z Jeydonem,a kiedyś i tak się stanie,bo to przecież moje przeznaczenie xD I wszyscy byliby szczęśliwi!
UsuńOk, ok :D A więc, "to były najfajniejsze walentynki w moim życiu. Jestem z Ryanem, a Jeydon... Cóż, jest szczęśliwy z Szofelyn. Życzę im szczęścia. Ryan jest naprawdę wspaniały" ♥.♥
Usuńahahahahahaahahahahahahaha :D
No i tak powinno być! :D
Usuń