niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 43


   Nowy hotel okazał się lepszy od poprzedniego. Owszem, był również pięciogwiazdkowy, ale położony na był za miastem, w malowniczej dolinie. Z centrum miasta jechaliśmy tutaj dwadzieścia minut, ale naprawdę było warto. Hotel był trzynasto piętrowy i prezentował się wspaniale. Poszliśmy do recepcji razem z Robem, który niósł nasze bagaże. Oprócz recepcji na parterze znajdował się butik, drogeria i parę innych sklepów, których nie zdążyłam dostrzec. Kobieta w recepcji miała na oko sześćdziesięciu lat i bardzo miły wyraz twarzy. Siwe włosy miała spięte w eleganckiego koka a niesforne kosmyki zabawnie muskały jej twarz. Kobieta odłożyła krzyżówkę, którą właśnie rozwiązywała i zwróciła się do nas z uśmiechem.
- Dzień dobry, nazywam się Etna Loudres. W czym mogę pomóc?- Zapytała słodkim głosem. Brzmiała jak beztroska dziesięciolatka.
- Mamy rezerwację na nazwisko Wale- odparł Jeydon.
- Ach tak, dwuosobowy apartament, trzynaste piętro, numer dwa tysiące szesnasty. Proszę tutaj podpisać- podsunęła Jeydonowi jakąś listę, a Jeydon posłusznie podpisał.
- To karta, a to kluczyk do sejfu. Czy życzy sobie pan kogoś do sprzątania?
- Nie dziękuję.
- W takim razie dziękujemy za przybycie. Gdyby czegoś pan potrzebował, w pokoju jest telefon, a przy nim lista z numerami usług. Proszę dzwonić śmiało o każdej porze.
- Dobrze, dziękujemy- Jeydon uśmiechnął się i wziął walizki od Roba.- Damy sobie radę- powiedział wymownie.
- Jasne. W poniedziałek o ósmej rano?
- Tak.
- No to na razie- uśmiechnął się i wyszedł, a my razem z walizkami ruszyliśmy w kierunku pięciu wind. Jeydon przycisnął guzik i po chwili nadjechała winda, do której weszliśmy.
- Które to było piętro?- Zapytał Jeydon.
- Trzynaste- odparłam i zaczęłam czytać napisy obok świecących guzików.

    Parter: Recepcja, Sklepy.
    Pierwsze piętro: SPA, Salon Fryzjerski, Gabinet Odnowy
    Drugie piętro: Basen, Siłownia, Pralnia
    Trzecie piętro: Pokoje 1-305
    Czwarte piętro: Apartamenty 306-456
    Piąte piętro: Pokoje 457-812
    Szóste piętro: Restauracja, Wypożyczalnia filmów DVD/Blue Ray
    Siódme piętro: Pokoje 813-1022
    Ósme piętro: Weterynarz, Salon dla psów
    Dziewiąte piętro: Pokoje 1023-1311
    Jedenaste piętro: pokoje 1312-1601
    Dwunaste piętro: Pokoje 1602- 1899
    Trzynaste piętro: Apartamenty 1900-2016

   Winda zatrzymała się na trzynastym piętrze i ruszyliśmy do naszego pokoju, który był na samym końcu dosyć długiego korytarza. Gdy tylko weszliśmy Jeydon rzucił się na łóżko.
- Przetestowane- wyszczerzył się, gdy zauważył, że go obserwuję.- Idealne, by móc Cię ukarać za dzisiejszy poranek.
- Ukarać?- Zaśmiałam się.
- Mhm- odparł i wstał. Podszedł do mnie, wyrwał mi z reki walizkę, którą nadal trzymałam w ręku i rzucił w kąt. Odsunął również swoją walizkę , która stała tuż obok mnie. Podszedł do mnie i mocno chwycił za nadgarstki.
- Hmmm, jeśli to ma być kara- mruknęłam, przysuwając się do niego jak najbliżej- to tylko sprawisz mi chorą satysfakcję.
- Jesteś pewna?- Zaśmiał się, popychając mnie w stronę łóżka.
- Jestem- odparłam i w ostatnim momencie wyminęłam go, stając obok ściany.
- W takim razie... Nie mam jak Cię ukarać. Nie chce mi się nigdzie wychodzić, jest dosyć późno, a poza tym mógłbym ryzykować własne życie, bo mogłaby mnie napaść jakaś ZAZDROSNA fanka- uśmiechnął się i popchnął mnie do ściany. Specjalnie podkreślił przedostatnie słowo.- Wiesz, kotku, chyba nici z przyjemności. Boli mnie głowa, pójdę wziąć kąpiel- uśmiechnął się złośliwie, udał, ze chce mnie pocałować, wycofał się wszedł do łazienki. Uśmiechnęłam się szeroko i położyłam na łóżko. Po chwili stwierdziłam, ze Jeydon na pewno nie ma ręcznika, bo poszedł do łazienki bez niczego. Odnalazłam w jego walizce ręcznik i z nieukrywaną radością nasłuchiwałam jak zakręca wodę. Nacisnęłam na klamkę... i rozczarowałam się. Drzwi były zamknięte.
- Jeydon, miałeś się nie zamykać. Zapomniałeś ręcznika- uśmiechnęłam się, pewna, że zaraz otworzy.
- Przykro mi, kochanie, ale Twój plan nie wypali. W tym hotelu mają naprawdę niezły żel pod prysznic, a w dodatku znalazłem też trzy czyste ręczniki. Plecki umyłem sobie sam, taką fajną szczotką. W domu mam taką samą, mama nauczyła mnie, jak myć sobie plecy samemu, gdy KTOŚ nie chce pomóc. Spokojnie, zaraz wyjdę i będziesz mogła się SAMA w SPOKOJU wykąpać- powiedział uszczypliwie.
- Następnym razem, jak będziesz miał na COŚ ochotę, to na mnie nie licz, misiu- odparłam słodkim głosem, cisnęłam ręcznikiem w szafę i zaczęłam szukać swojej pidżamy. Rob nieźle to wszystko spakował. Sama gorzej bym tego nie wygniotła...
   Nagle drzwi łazienki otworzyły się szeroko. Stał w nich Jeydon z mokrymi włosami, a biodra miał owinięte ręcznikiem.
- Na COŚ?- Wyszczerzył się.- Czy panna Wyse ma ochotę na COŚ?
- Wiesz, kochanie, nici z przyjemności- zacytowałam go.- Boli mnie głowa, pójdę po...- Nie skończyłam, bo Jeydon, który cały czas zmierzał w moim kierunku zamknął mi usta pocałunkiem.
- Mogę umyć Ci plecy- zaproponował.
- Wiesz, przed chwilą KTOŚ mówił, że w łazience jest fajna szczotka, więc sama sobie poradzę- uniosłam lekko jedną brew i wyminęłam go, wchodząc do łazienki i zamykając za sobą drzwi.
- Oj nie bądź taka. Otwórz te drzwi. Przecież tylko się z Tobą droczyłem. Skąd mogłem wiedzieć, że masz na COŚ ochotę?
- Nie, no coś Ty, strasznie trudno się było tego domyślić... Przykro mi, ale straciłam ochotę.
- Kotek, to zostało udowodnione naukowo, że my nie potrafimy się domyślać. No wpuść mnie, proszę...
- Nie.
- Dobra, sam sobie wejdę- powiedział i na chwilę odszedł od drzwi. Na wszelki wypadek usiadłam na krześle, obok ogromnej wanny. Jeydon podszedł do drzwi, majstrował przez chwilę przy nich, a po chwili po prostu wszedł do łazienki.
- Jak Ty to zrobiłeś?
- Lepiej mnie nie wkurzaj- odparł.- Teraz to sobie przegięłaś. Będziesz... Będziesz kąpać się ze mną w tej przeogromnej wannie, czy Ci się to podoba, czy nie, panno Wyse!- Podszedł szybko do wanny i odkręcił kurek z ciepłą wodą.- W dodatku w gorącej wodzie, żeby było tak cholernie romantycznie!
   Spojrzałam na niego i wybuchnęłam śmiechem. Jeydon pewnie też by się roześmiał, ale za bardzo skupiał się na tym, by tego nie zrobić.
- Nie wolno ze mną zadzierać, bo jeszcze zrobię Ci krzywdę- szepnął, gdy do mnie podszedł. Rozpiął moją bluzę i powiesił ją na oparciu krzesła.
- Tak?- Zapytałam, nadal się śmiejąc. Jeydon, niewiele sobie z tego robiąc, podniósł mnie do góry, a ja oplotłam go nogami w pasie.
- Tak- odparł Jeydon i usiadł na krześle. Ściągnął moją bluzkę i spojrzał mi w oczy. Miał teraz w oczach urocze ogniki, a na twarzy gościł uwielbiany przeze mnie łobuzerski uśmiech. Sunął nosem po mojej szyi, by po chwili złożyć na niej pojedyncze pocałunki.
- Co takiego byś mi zrobił?- Spytałam, bo to akurat wydało mi się w tej chwili ciekawe. Jeydon oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Kocham Cię jak wariat. Myślisz, że mógłbym Ci zrobić krzywdę? Amy, powiesz teraz jedno słowo, a ja opuszczam te pomieszczenie. Albo nawet ten pokój, jeśli sobie tego życzysz. Nawet nie wiesz, ile dla mnie...
- Cii- przerwałam mu.- Tak tylko zapytałam. A teraz, czy mógłbyś wrócić do poprzedniej czynności?- Uśmiechnęłam się. Jeydon w momencie wstał i posadził mnie na blacie z umywalką i zakręcił kurki.
- Na pewno Cię tym nie zranię?- Zapytał, podchodząc do mnie. Spojrzał mi głęboko w oczy, jakby doszukując się w nich czegoś interesującego.
- Kocham Cię- szepnęłam i musnęłam delikatnie jego usta, ledwie ich dotykając. Jeydon znów uśmiechnął się łobuzersko i pogładził mnie czule po plecach, szukając zapięcia mojego stanika. Gdy już je znalazł, bawił się nim przez chwilę, ale go nie rozpiął. Pocałował mnie lekko w usta i ściągnął moje buty.
- Wybacz, że nie mam płatków róż, ani że nie ma wokoło świec zapachowych. Wybacz, że nie zabrałem Cię celowo w jakieś miejsce i niczego nie zaplanowałem. Wybacz mi jeszcze to, ze tak mało jest romantycznych chwil.
- Nie musi być romantycznie. Ważne, żebyś pragnął tego tak bardzo, jak ja.
- Chyba nawet bardziej- mruknął i ściągnął ze mnie spodnie. Znów wziął mnie na ręce i posadził na brzegu wanny. Całował moją szyję i dekolt, a ja coraz bardziej drżałam od jego dotyku. W sumie, ktoś mógłby napisać książkę o tym, jak się czuje ktoś zakochany pod wpływem dotyku ukochanej osoby. Ja miałam w sobie bardzo dużo uczuć. Przechodziły mnie przyjemne dreszcze, oblewała mnie fala gorąca, w moim brzuchu wszystko się kurczyło  i rozkurczało, krew w mózgu niebezpiecznie pulsowała, pobudzając wszystkie komórki do życia, serce biło tak, jakby chciało się wydostać z mojego ciała, ciśnienie podskakiwało, oddech stawał się coraz bardziej płytki, a puls dało się wyczuć na całym ciele. Czasami wstydziłam się tego i bałam się, że Jeydon może to wyczuć, ale gdy to Jeydon miał dreszcze, wiedziałam, że ma takie same odczucia.
   Jeydon zrzucił jedną ręką ręcznik, który miał na sobie i wszedł do wanny, a ja odwróciłam się do niego, mocząc w wodzie nogi. Jeydon ściągnął ze mnie majtki i pozwolił mi wejść do wanny. Usiadł przy samym końcu wanny, a ja usiadłam odwrócona do niego plecami. Jeydon przysunął się bliżej mnie i rozpiął mój stanik, po czym rzucił go na krzesło. Byłam mu teraz wdzięczna, ze nalał również płynu do kąpieli, bo wytworzyło się naprawdę sporo piany i moje ciało było zakryte. Mimo tego, że już to zrobiliśmy, nadal krępowałam się stanąć przed Jeydonem nago.
   Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam szeroko. Jeydon założył mi za ucho niesforny kosmyk włosów i przygryzł dolną wargę, przez co moje ciśnienie podskoczyło jeszcze wyżej. Pociągnął mnie lekko do siebie i mocno przytulił.
- Tylko tyle?- Zapytałam zawiedziona.
- Czy wszystko musi się kończyć tylko jednym?
- Nie- odparłam.
- Ale byłoby miło, prawda?- Zadał pytanie, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy potrafi czytać w myślach.
- Mhm- odparłam i wpiłam się w jego usta. Oplotłam nogami jego biodra, pragnąc być przy nim jak najbliżej. Jeydon sunął delikatnie palcem wskazującym prawej dłoni po moim lewym udzie, a drugą ręką obejmował mnie w talii, przyciągając do siebie bardzo mocno.
- Jesteś taka... Taka delikatna- zamruczał mi do ucha i zaczął namiętnie całować. Robił to tak zachłannie, że po chwili musiałam go odepchnąć, bo brakowało mi powietrza. Jeydon wyszedł z wanny i owinął się ręcznikiem, obracając się do mnie przy tym plecami.
- Coś nie tak?- Zapytałam zdezorientowana. Jeydon sięgnął po ręcznik, który leżał na ostatniej półce regału, zwinięty w rulon.
- Myślę, że o wiele lepiej będzie w sypialni- uśmiechnął się i podał mi rękę, bym mogła wstać. Szybko zawinął mnie w ręcznik i przeniósł na rękach wprost do łóżka. Jeydon stanął  przy nim i pochłaniał mnie wzrokiem.
- Możesz w końcu przestać się gapić i coś zrobić?- Zapytałam zniecierpliwiona. Jeydon uśmiechnął się cwaniacko i nachylił się nade mną.
- Jesteś piękna- szepnął i pocałował moje ramię.
- Ale ta dziewczyna z teledysku też jest niezła, co?- Uśmiechnęłam się, a Jeydon zmierzył mnie wzrokiem.
- Scooter mówi, że ma niezłą dupę,ale ja nawet nie zdążyłem się przyjrzeć- odparł zupełnie poważnie.- Ale Twoja- odwrócił mnie gwałtownie na plecy- jest z pewnością lepsza- zaśmiał się i zaczął całować moje plecy.
- Jesteś niepoważny – powiedziałam, przewracając się z powrotem na plecy. Jeydon pokręcił głową i zaczął mnie nachalnie całować. 'Po chwili zaczęłam odwzajemniać pocałunki, przez co stały się bardzo namiętne. Jeydon napierał na mnie całym swoim ciałem. Nasze oddechy były bardzo płytkie, a ja nie mogłam przestać go całować. W końcu to on oderwał się ode mnie i szybkim ruchem ściągnął z siebie swój ręcznik. Zaraz po tym chwycił za mój.
- Na pewno?
- Ile jeszcze mam czekać?- Warknęłam. Jeydon zdarł brutalnie ze mnie ręcznik i zrobił to, na co czekałam...



- Jeydon- jęknęłam, gdy ten po raz kolejny tej nocy przez sen odebrał mi kołdrę. Kopnęłam go lekko w nogę, ale ten dalej spał. W końcu, rozwścieczona, poszłam spać na kanapę, okrywając się grubym kocem. Nie mogłam jednak ponownie zasnąć, więc oświeciłam małą lampkę, która stała w rogu, przy tarasie i zaczęłam rozglądać się po pokoju. W kącie stały dwie rozwalone walizki, a z nich wypływało mnóstwo przeróżnych rzeczy. Podeszłam do nich i zaczęłam szukać ciuchów, by móc się ubrać. W końcu coś wygrzebałam i weszłam do łazienki, która wyglądała, jakby przeszedł przez nią huragan. Wszędzie leżały ubrania moje i Jeydona, hotelowe kosmetyki i jakieś ulotki (pewnie wypadły Jeydonowi z kieszeni). Ubrałam się i pozbierałam ciuchy, poukładałam hotelowe kosmetyki i wrzuciłam ulotki. Wyszłam z łazienki i zaczęłam rozpakowywać walizkę Jeydona. Powkładałam jego ciuchy do szafy, brudne ubrania zaniosłam do łazienki, gdzie stał kosz z napisem „Pralnia czynna od 06:00-20:00. Numer :   *15. Pomieszczenie numer 15. szczeegóły w recepcji.”, zaniosłam tam również jego kosmetyki i wróciłam do pokoju. Jeydon nadal smacznie spał. Zerknęłam na zegarek. Była 05:30. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam Jeydonowi zdjęcie, które po chwili znalazło się na Tweeterze z dopiskiem-

 Tak wygląda mój chłopak o 05:30 nad ranem : * @JeydonWale


- co zresztą zaraz wywołało niezłą wojnę. Niektóre dziewczyny pisały, ze wygląda uroczo, inne, że to nie ja powinnam mu robić takie zdjęcia, że nie powinnam być jego dziewczyną, że na niego nie zasługuję, a jeszcze inne rozważały, dlaczego Jeydon nie ma na sobie koszulki. Uśmiechnęłam się do siebie i wylogowałam się z Tweetera. Ubrałam ciepłą bluzę i wyszłam na taras z kocem, by móc położyć się na miękkich kanapach. Nie wiem, ile czasu tam spędziłam, ale chyba sporo, bo zauważyłam na niebie już dawno górowało słońce, a na taras wszedł Jeydon.
- Dawno wstałaś?- Zapytał, rozciągając się. Nie miał na sobie nic, oprócz bokserek.
- Mhm- odparłam, nadal wpatrując się w słońce.
- Nie ma Ci zimno?- Zdziwił się. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się promiennie.
- Coś nie tak?- podrapał się po głowie.- Amy, no powiedz, dlaczego się tak uśmiechasz?
- Bo po prostu cieszę się, że Cię widzę.
- Och, głuptasie- Jeydon usiadł obok mnie.
- Będziesz chory.
- A tam.
- A tam? Kto normalny wychodzi w samych bokserkach na taras w zimę?
- Przecież nie jestem normalny- uśmiechnął się.
- Chodź- wstałam i pociągnęłam go za rękę.
- Ale ja się chciałem obok Ciebie położyć, a Ty mi każesz wracać- jęknął.
- Bo się o Ciebie martwię. Co będzie, jak się przeziębisz i złapiesz jakąś infekcję gardła?- Pociągnęłam go mocniej.
- Będę miał więcej czasu dla siebie. Mógłbym nawet stracić głos- odparł i wstał.
- I jak mi wtedy powiesz, że mnie kochasz?- Zaśmiałam się.
- Ok, to był dobry argument- Jeydon uśmiechnął się i przepuścił mnie w drzwiach. Ściągnęłam bluzę i położyłam się na łóżku.
- Tutaj jest o wiele cieplej- stwierdziłam i zamknęłam oczy.
- Kiedy Ty zdążyłaś się ubrać?- Zapytał, wchodząc do łazienki.- I gdzie są moje ciuchy?  Zdaje mi się, że wczoraj tu wszystko zostawiłem. Tylko nie mów, że ktoś tutaj był, bo...
- Posprzątałam- powiedziałam, przerywając mu.- Wyciągnij sobie jakąś czystą koszulkę z szafy.
- Ale kiedy?- Zdziwił się.
- No jak spałeś. Ja nie mogłam spać, więc trochę posprzątałam.
- Aha- odparł i położył się obok mnie.- Poleniuchujemy dzisiaj?
- Tak chcesz spędzić nasz ostatni wspólny dzień?
- Nieee, najchętniej nie wypuszczałbym Cię z łóżka, ale niestety, chyba cały dzień bym nie wyrobił- wyszczerzył się.- Znam swoje możliwości. Ale zawsze możemy spróbować.
- A ja myślałam, ze może pójdziemy do kina, albo gdzieś- powiedziałam, udając, że nie usłyszałam, co przed chwilą powiedział.
- Z przyjemnością, ale myślę, że po wczorajszej akcji zaraz znajdą nas jakieś fanki, a poza tym nie mamy dziś do dyspozycji Roba, więc mógłby być z tego niezły kwas.
- No tak...
- Ale możemy zjeść śniadanie i pojechać do takiego miasteczka pod ATL i kupić jakieś przekąski, a potem wrócić tutaj i wypożyczyć jakiś film. Co Ty na to?
- Brzmi świetnie.
- Ok, ale teraz jeszcze trochę poleżymy, ok? Nie mam siły nigdzie iść...- Powiedział z uśmiechem.
- Jasne- odparłam i roześmiałam się.
- Co Cię znowu śmieszy?- Zapytał, przysuwając się bliżej mnie i nakrywając nas kołdrą.
- Nic.
- Jak to nic?
- Po prostu zastanawiam się, kto jeszcze w tym hotelu nie zna Twojego imienia-  odpowiedziałam, a Jeydon przez chwilę nie wiedział, o co mi chodzi. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Ale to ty tak krzyczałaś- zaśmiał się.- Następnym razem będę delikatniejszy.
- Nie o to chodzi.
- Myślałem, że dlatego tak krzyczałaś.
- Krzyczałam, bo było świetnie- znowu się roześmiałam, a Jeydon pocałował mnie w szyję.
- Jesteś niezrównoważona- stwierdził- ale i tak Cię kocham.
- Wariat- musnęłam jego usta.
- Masz na COŚ ochotę?- Zapytał i znowu uśmiechnął się łobuzersko.
- Wybacz, kochanie, ale po wczorajszym jestem w pełni zaspokojona- odparłam, a On wpił się w moje usta.
- Ok, czyli jestem dobry.
- Kocham Cię- uśmiechnęłam się i pocałowałam go czule.
- Ja Ciebie też.
- Przytul mnie- poprosiłam. Jeydon uśmiechnął się i posłusznie mnie objął.
- Co ja bez Ciebie znowu zrobię...?
- Poradzimy sobie.
- No pewnie. Wytrzymam bez Ciebie może dzień... Albo dwa... A co potem?
- A potem będzie trzeci i czwarty i jeszcze kilka, a potem znowu się spotkamy.
- Chciałbym być przy Tobie cały czas, a nie wtedy, gdy będę miał wolne dwa dni, rozumiesz? To jest bez sensu. Weekendowy chłopak- westchnął.
- Nie jest bez sensu. I nie weekendowy, tylko zapracowany.
- Co za różnica?
- Duża.
- Będziemy jak kiedyś  Cait i Justin.
- Co?
- No, będziemy się widzieć raz na jakiś czas. Ja tak nie chcę. Mam dość. Jestem tu sam. Nie ma Ciebie, chłopaków, Hailey, mamy...
- Jeydon, wszyscy wiedzieliśmy od początku, że tak będzie.
- Miałem być w domu na każdy weekend...
- W weekendy ludzie też pracują...
- Muszą pajacować przed kamerą dla jakiejś stacji śniadaniowej?
- Myślałam, że lubisz to, co robisz...
- Lubię, gdy nie muszę robić tego, co mi każą.
- Aha, więc myślałeś, że jak Ci się będzie chciało, to udzielisz wywiadu albo pójdziesz do telewizji?
- Nie, ale...
- No właśnie. Ci, co każą Ci to robić, robią to z myślą o Twojej karierze.
- Może i masz racje...
- Nie może, tylko na pewno.
- To jest takie skomplikowane...
- Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
- Ale nie powiedział też, że będzie tak ciężko.
- Kocham Cię- powiedziałam, przytulając się do niego mocniej, tym samym kończąc temat.
- Może uda mi się przylecieć za dwa tygodnie. Chociaż nie, będzie premiera płyty... Cholera, będę musiał jeździć po tym zakichanym świecie. Zobaczymy się dopiero na święta Wielkanocne. Chyba, że przy dobrych wiatrach trochę wcześniej.
- Ja wytrzymam- powiedziałam odważnie.
- Jakim cudem?
- Dla Ciebie. Jak Ci będę marudzić, że już bez Ciebie nie wytrzymuję, to będziesz chciał przylecieć. Nie mam racji?
- Masz.
- No widzisz.
- Mogę Cię pocałować?
- Co to za głupie pytanie?- Spojrzałam na niego, a On pocałował mnie czule.


***********************************************************************************


Trochę ciężko to wszystko opisywać, nie mając drugiej połówki, ale... Zawsze można użyć wyobraźni :D



Jaram Się Miłością Amy I Jeydona ♥


#Swag♥

2 komentarze:

  1. Świetnie to wyszło, jeden z moich ulubionych rozdziałów ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeszcze jeden xD nie zauważyłam ...ale przeczytałam i uważam że ich miłość jest cudowna ....mimo że nie masz drugiej połówki wyobraźnie masz wielką ;p czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń