wtorek, 3 lipca 2012
Rozdział 41
- Tato, proszę Cię... Tylko na weekend. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik... Proszę...
- Aha, czyli już wszystko ustalone beze mnie?- Zapytał tata, wyraźnie zdenerwowany.
- Nie, tylko... Och, tato. O nic Cię nigdy nie proszę.
- Oczywiście, że nie. Wszystko macie zapewnione. Nawet dosyć spore kieszonkowe...
- Tato, proszę Cię. Dlaczego nie mogę? To tylko weekend. I tak nie ma Cię w domu.
- To nie znaczy, że musisz latać między USA a Kanadą. Amy, na litość boską!
- No tatku, ale... podaj sensowny powód, dlaczego nie mogę, bo ja tego po prostu nie rozumiem.
- Amy, masz tutaj szkołę i obowiązki z nią związane...
- Jeśli chodzi o szkołę- przerwałam tacie- to nie mamy żadnych projektów, sprawdzianów czy tym podobnych. Zapewne zadają nam tylko zadanie, które mogę odrobić w samolocie, albo u Jeydona, a jak nie dam sobie rady to pomoże mi nauczyciel Jeydona.
- Ale ja nie pozwalam i już. Sądzę, że za dużo poświęcasz dla tego chłopaka. I bardzo mi się to nie podoba. - Nie możesz poszukać sobie kogoś normalnego?
- Normalnego?!
- Tak, normalnego. Takiego, dla którego nie będziesz musiała latać między państwami.
- Ale oczywiście nie masz nic przeciwko temu, żeby Leah do nas przyjeżdżała, prawda? Sam może wszystko!
- Po pierwsze to proszę się tak nie unosić, bo nie rozmawiasz z kolegą tylko ze mną, a po drugie to Sam jest od Ciebie starszy, moja droga.
- Tak, rzeczywiście. Jest starszy aż o rok. Spora różnica.
- Amy, nie obchodzi mnie to. Nie zgadzam się.
- Chcesz bym była szczęśliwa?
- Oczywiście, że chcę, ale...
- No- przerwałam mu- to pozwól mi lecieć do Jeydona.
- Amy...
- Tato, proszę. Przecież nic mi się nie stanie, będę bezpieczna.
- No, nie wiem, czy lot samolotem można uznać za bezpieczny.
- Tato, proszę Cię... Nie będę lecieć pierwszy raz...
- No właśnie. Już drugi raz do niego lecisz. On nie może do Ciebie przylecieć?
- Myślałam, że lubisz Jeydona...
- Amy, nie bierz mnie pod włos. Lubię, ale to nie znaczy, że muszę się zgadzać na to, byś do niego leciała.
- Tato, błagam Cię... Tęsknię za nim... Brakuje mi go tutaj. Ty też poleciałeś za mamą na drugi koniec świata.
- To była całkiem inna sytuacja. A poza tym byłem dorosły i odpowiedzialny.
- Tak, odpowiedzialny. Jechałeś autostopem.
- Powtarzam, że byłem dorosły.
- Ale kochałeś mamę?
- No tak.
- No właśnie. Ja też kocham Jeydona. Więc pozwól mi lecieć.
- Boże, Amy, dlaczego zawsze muszę Ci ulegać?- Westchnął tata.- Ile potrzebujesz pieniędzy?
- Nie dużo. Tylko na bilety lotnicze- odparłam i uśmiechnęłam się do siebie.
- Wieczorem zrobię przelew. Masz na siebie uważać. I odbierać telefon. Będę dzwonił kilka razy dziennie. I przysięgam, że jeśli coś Ci się stanie...
- Nic mi się nie stanie, tato. Jesteś kochany, wiesz?
- Bo pozwoliłem, ale poza tym jestem starym zrzędą, co?
- Nie prawda. Każda dziewczyna chciałaby takiego tatę.
- Dobra, dobra. Już się nie podlizuj.
- Kocham Cię.
- Amy...
- No co?
- Masz odbierać telefon, zrozumiano?
- Tak, mówiłeś.
- Wolę powtórzyć. A, no i oczywiście masz się ubierać stosownie do pogody.
- Jasne, tato.
- Kończę, mam spotkanie z klientem. Będziemy chyba projektować dom w zachodniej Kanadzie. Zadzwonię do domu wieczorem. Sam ma być w domu, zrozumiano?
- Tak, powiem mu.
- To cześć.
- Pa- rozłączyłam się i zaczęłam skakać po łóżku jak wariatka, krzycząc „Udało się, udało się!”. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze i pobiegłam na dół, żeby zadzwonić z domowego do Jeydona, bo na swoim telefonie nie miałam już pieniędzy. W salonie siedział Ryan i Chaz, Sam chyba poszedł do łazienki.
- Hej- rzuciłam w ich stronę i wystukałam na telefonie numer Jeydona.
- Cześć- odparł Chaz, a Ryan nie raczył nawet na mnie spojrzeć. Posłałam mu uśmiech i usiadłam przy blacie w kuchni, na wysokim stołku. Czekałam aż Jeydon odbierze, ale gdy za trzecim razem nie odebrał, nagrałam mu tylko krótką wiadomość, żeby oddzwonił jak to odsłucha. Odłożyłam telefon i usiadłam na fotelu.
- Co tam?- Zapytałam, znowu się uśmiechając.
- U mnie w sumie nic, u Ryana chyba też- odparł Chaz.
- Gdzie Sam?
- Poszedł na chwilę do siebie po grę, ale się chyba po drodze zgubił- Chaz sięgnął do miski z chipsami i wziął kilka.
- Aha- odparłam, gdy zadzwonił telefon. Słyszałam, że drzwi pokoju Sama się otwierają, więc szybko krzyknęłam- To do mnie!- i rzuciłam się do telefonu.
- Amy?- Zapytał Jeydon po drugiej stronie słuchawki.
- Mhm.
- Ojej, ale się zdyszałem. Przepraszam, ale mam ćwiczenia na sali z tancerzami. Jutro premiera teledysku i występ w „Good Morning America”, więc musimy jeszcze wszystko doszlifować. Co się stało?
- Tata pozwolił mi przylecieć!- Pisnęłam, a Chaz spojrzał na mnie. Ryan wpatrywał się we mnie od dłuższego czasu, przez co czułam się niekomfortowo, ale w końcu to mój dom, więc dlaczego niby miałabym rozmawiać gdzie indziej...?
- Żartujesz, czy mówisz serio?- Zapytał.
- Bardzo śmieszne.
- Jeeej, tak się cieszę. Super. Jak przyjadę to zabukuję Ci bilety, ok?
- Przecież mogę to zrobić sama.
- Ale jak ja to zrobię, to będę miał pewność, że na pewno przylecisz. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- Muszę kończyć, wołają mnie. Zadzwonię wieczorem.
- Dopiero?
- Ooo, ktoś się tu chyba stęsknił,
- Nawet bardzo.
- A więc nie jestem w tym wszystkim sam. Ok, zadzwonię, jak będę wracał do domu, dobrze?
- Ehe.
- No to pa.
- Pa, kocham Cię.
- Ja Ciebie mocniej- odparł Jeydon i rozłączył się.
Sam już wrócił i obserwował mnie z szerokim uśmiechem na twarzy, /Chaz jadł chipsy, a Ryan wbił wzrok w ziemię.
- Przekonałaś tatę?- Zapytał Sam.
- Nom- wyszczerzyłam się.
- Jakim cudem on zawsze Ci ulega?- Zaśmiał się.- Nie wierzę. Pozwolił Ci lecieć samej do Atlanty.
- Muszę już iść- Ryan nagle zerwał się z sofy, zabrał po drodze swoją bluzę z oparcia fotela i wyszedł.
- Co mu się stało?- Zapytałam zdziwiona.
- A takie tam... Męskie sercowe sprawy. Nie zrozumiesz- powiedział wymijająco Sam.
- Grasz z nami?- Zapytał Chaz.
- Nie, muszę iść powoli się spakować. Jak dobrze pójdzie wylecę jutro wieczorem, albo w sobotę rano, więc nie będę miała czau na pakowanie.
- Jasne- odparł Chaz i uśmiechnął się.
- Pójdę do siebie- wskazałam ręką na górę i ruszyłam w stronę swojego pokoju.
Weszłam do garderoby, a za mną podążyła Cait, która przyszła do mnie od razu po szkole. W ten piątek nauczyciele byli bardzo łaskawi, bo nie miałam żadnego zadania oprócz dokończenia paru rysunków na geometrię. Ściągnęłam walizkę z najwyższej półki w garderobie i otworzyłam ją.
- Co zamierzasz ze sobą wziąć?- Zapytała Cait i podeszła do wieszaków z bluzkami.
- Szczerze? Sama nie wiem. Nie wiem, czy będę gdzieś jeździć z Jeydonem, czy zostanę w domu, nie wiem, czy będziemy gdzieś wychodzić, nie wiem jaka będzie pogoda... Cait, nie wiem nic- jęknęłam.
- Spokojnie, o ile wiem, to w Atlancie jest nieco łagodniejszy klimat niż u nas. Jest połowa stycznie, więc myślę, że kurtka i ciepłe bluzy będą Ci jeszcze potrzebne. Kurtki nie musimy pakować, bo w niej pojedziesz, prawda?
- Mhm.
- Druga nie będzie Ci potrzebna, bo zajmie dużo miejsca, a przecież jedziesz tam tylko na weekend. Potrzebne Ci są zatem dwie bluzy.
- Dwie?
- No tak na wszelki wypadek, gdybyś jedną ubrudziła.
- Racja. To wezmę tą niebieską i tą- wskazałam na czarną bluzę, zdjęłam ją z półki i spakowałam obydwie do walizki,
- Skoro jesteśmy na spodzie walizki weź też ręcznik.
- Ok- odparłam i poszłam do łazienki po czysty ręcznik, który ułożyłam w walizce na bluzach.
- Teraz bluzki. Myślę, że starczę dwie z krótkim rękawem i dwie z długim. Wybierz jakieś- uśmiechnęła się.
- Spoko- odparłam. Wybrałam czerwoną i fioletową bluzkę z długim rękawem, niebieską w białe paski i szarą z krótkim rękawem oraz granatową bokserkę.
- To teraz tylko jakieś rurki, najlepiej dwie pary, kosmetyki, szczoteczka do zębów... No i jakieś pierdoły- Cait zaśmiała się.
- Mhm. Cait, nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła- podeszłam do niej i przytuliłam ją.
- Och, nie przesadzaj, dałabyś sobie świetnie radę- uśmiechnęła się.- Cieszę się, że Cie mam. Jesteś moją jedyną przyjaciółką.
- Ty moją może nie jedyną, ale na pewno najlepszą- uśmiechnęłam się promiennie.
- Szczęściara z Ciebie. Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę.
- Żartujesz? Czego Ty mi możesz zazdrościć?- Zaśmiałam się,
- Szczęścia. Justin ani razu nie chciał, bym do niego przyleciała.
- Cait, myślę, że może i chciał, ale Scooter mu na to nie pozwalał.
- Taaak. Wiesz, trochę dziwnie się z tym wszystkim czuję. Justin na początku, yo znaczy po tym, jak całował się z Seleną, dzwonił, kilka razy był u mnie, pisał sms'y, próbował się skontaktować ze mną przez Chrisa, a teraz nawet nie pisze... Brakuje mi go- powiedziała Cait i usiadła na fotelu w garderobie.
- Nie mówiłam Ci, bo uznałam to za mało istotne, ale w tamtą sobotę spotkałam go w kawiarni. Justin ukrywa się chwilowo przed światem. Myślę, że wreszcie zrozumiał, jak zranił Ciebie, jak zachowywał się wobec chłopaków... Teraz trzeba dać mu trochę czasu. On sam musi sobie wszystko poukładać. Nikt nie zrobi tego za niego. Sława chyba trochę go przytłoczyła i chyba uderzyła mu „sodówa” do głowy.... Cait, myślisz, że mogłabyś mu dać jeszcze jedną szansę?- Zapytałam zupełni poważnie, patrząc na nią wyczekująco.
- Wiesz, to jest trochę skomplikowane. Gdzieś tam w środku jakaś cząstka mnie jeszcze za nim tęskni, brakuje mi go... Myślę, że jeszcze coś do niego czuję. Z nikim nie było mi tak dobrze, jak z nim. Wiesz pierwsza, największa miłość. Ale z drugiej strony Justin zranił mnie już dwa razy i nie wiem, czy będę mu potrafiła znowu zaufać.
- Rozumiem.
- Możemy już o tym nie gadać? Nie chciałabym sobie psuć weekendowego humoru- wyszczerzyła się Cait.
- Jasne- uśmiechnęłam się i zaczęłam pakować bieliznę.
- A wiesz- zaczęła Cait, pomagając mi wszystko układać w walizce- że Chaz zaprosił mnie jutro na jakąś domówkę?
- Żartujesz?
- Nie- odparła z uśmiechem.
- To super. U kogo będzie ta domówka?
- Chaz mi mówił, ale nie zapamiętałam. U jakiegoś jego kolegi, z którym ma wf. Jak myślisz, mogę z nim iść?
- Jasne, przecież jesteś wolna. Poza tym, Chaz to Twój przyjaciel. A poza tym, to nawet gdyby był kimś więcej, to nie jest to zabronione, prawda? Nie robisz nic złego- uśmiechnęłam się i wzięłam walizkę do łazienki. Cait podążyła za mną.
- Ale ja nic z Chazem...
- Ok,ok- przerwałam jej- przecież nic takiego nie powiedziałam. Ale jak coś, to daj znać swojej przyjaciółce- puściłam jej oczko.
- Głupia- rzuciła we mnie ręcznikiem, który leżał na koszu na pranie i zaczęłyśmy się śmiać.
- O właśnie, dzięki, że mi przypomniałaś- powiedziałam, gdy już skończyłam się śmiać.- Muszę zadzwonić do taty, bo babka od sprzątania chyba zapomniała, gdzie mieszkamy, bo ni było jej od czterech dni. Mniejsza z tym. Chyba jestem spakowana. Mam ciuchy, kosmetyki, szczoteczkę do zębów, włosów...- Analizowałam zawartość mojej walizki.
- Wszystko, Amy. Jedziesz tylko na dwa dni.
- Prawie trzy- odgryzłam się.
- Oj tam, ale różnica.
- Która godzina?
- Czwarta.
- Dobra, muszę się jeszcze przebrać, zrobić sobie jedzenie na drogę i zadzwonić po Sama, bo znowu siedzi u Ryana i grają w coś.
- Chris też tam jest.
- No to pewnie i Chaz- dodałam.- Zostaniesz jeszcze ze mną, czy będziesz już szła?
- Miałam iść z Robyn na kawę...
- Możemy wypić u mnie, jeśli chcecie... No, chyba że chciałyście pogadać, czy coś.
- Nie, nie, spoko. Ale nie będzie Ci przeszkadzać, czy coś?
- No jasne, że nie. Zadzwoń po nią debilu.
- Ok- odparł Cait i wyszła z łazienki, żeby zadzwonić po Robyn, a ja przebrałam się w ciuchy, które przygotowałam sobie już wczoraj i poprawiłam lekko makijaż. Włożyłam gumkę do włosów na nadgarstek i wyszłam z łazienki, taszcząc za sobą moją walizkę, która u mojemu zdziwieniu nie była wcale ciężka i mogłam ją dopiąć bez żadnych przeszkód. Cait nie było w moim pokoju, więc zabrałam stamtąd swój telefon i torbę, w której miałam bilety na samolot, paszport i kilka drobiazgów, które mogłyby mi się przydać w podróży. Zeszłam na dół. Cait siedziała w salonie razem z Robyn.
- Hej, Robyn- uśmiechnęłam się do niej.
- Cześć- odwzajemniła uśmiech.
- Pozwoliłam sobie ją wpuścić do środka- oświadczyła Cait.
- Spoko. To co? Mała czarna?- Zapytałam.
- Szczerze mówią, to wolałabym gorącą czekoladę- odparła Cait.
- Ok. A Ty Robyn?
- No to tez czekoladę.
- To chodźcie do kuchni. Zrobimy sobie czekoladę, a ja sobie zrobię kanapki.
- Jasne- odparła Cait i poszłyśmy do kuchni.
Cait i Robyn usiadły przy blacie, a ja zaczęłam przygotowywać czekoladę i kanapki. Zanim zrobiłam trzy czekolady z bitą śmietaną i moimi ulubionymi kiwi, moje kanapki były spakowane do torby.
- Mmm, pycha- pochwaliła mnie Robyn.
- Dzięki- uśmiechnęłam się.
- Ok, to spijamy czekoladę, a Ty dzwoń po Sama, bo przez nas nie zdążysz na samolot.
- O kurde, która godzina?
- Masz jeszcze pół godziny, żeby spokojnie wszystko ogarnąć- odparła Cait.
- Chyba tylko pół godziny. Zadzwonię do Sama, bo zanim on ruszy swój królewski zadek, to polecę w następnym tygodniu.
- Obiecaj, że zadzwonisz, jak dolecisz- Sam przytulał mnie mocno.
- Ok, obiecuję, Zostaw mnie już w spokoju, bo wszyscy ludzie się na nas gapią.
- Skończ.
- No co? Ej, zaraz mnie zgnieciesz!
- Jak Ci się coś stanie, to ja będę miał przesrane. Masz grzecznie wsiąść do tej latającej trumny- Sam patrzył mi prosto w oczy, a ja najzwyczajniej w świecie ni mogłam powstrzymać śmiechu na widok jego poważnej miny.
- Dobra, dobra. Już dwa razy leciałam tym żelastwem- odparłam, próbując opanować śmiech.
- Bardzo śmieszne. Idź już, bo zaczynasz mnie wkurzać. Spóźnisz się.
- Jasne, jasne. Pa.
- Pa. Kocham Cię.
- Nie mów tak, bo jeszcze uwierzę- parsknęłam śmiechem i uderzyłam go lekko w ramię.- Cześć- uśmiechnęłam się i poszłam do hali odlotów.
Naprawdę nie wiem, kto wpuszcza takie bachory na pokład samolotu, ale musi chyba za to dostawać solidną płacę. Obok mnie w samolocie siedział kilkuletni „chłopczyk”, który wcielił się chyba w skórę diabła. Przez cały lot wiercił się, skakał, krzyczał, piszczał, miauczał, warczał, szczekał, bekał, wydawał różnorodne odgłosy, i robił wszystko, bym nie mogła narysować figur geometrycznych, które miałam na zadanie, nie wspominając już o spaniu czy słuchaniu muzyki. Gdy wysiadłam z samolotu, byłam wdzięczna Bogu, że ten lot nie trwał ani minuty dłużej i że żyję. Poszłam razem z tłumem do hali przylotów, odebrałam swoją walizkę i dokumenty i czekałam w poczekalni na Jeydona... dwie godziny. Przez ten czas zdążyłam obgryźć wszystkie paznokcie, zadzwonić do niego siedemdziesiąt dwa razy i okrążyć dwanaście razy całe lotnisko. Gdy w końcu się pojawił, byłam na niego tak wściekła, że nawet nie podbiegłam do niego, żeby się przywitać, tylko bez słowa wzięłam swoją walizkę i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Kochanie, przepraszam, przedłużyło mi się trochę w studio- Jeydon prawie biegł za mną, dysząc i próbując mówić spokojnym tonem.
- I nie miałeś nawet minuty, żeby wystukać sms'a. Nie bądź śmieszny.
- Amy stój!- Zagrodził mi drogę.
- Bo?
- Przepraszam, tak? Przyjechałem tak szybko, jak tylko mogłem. Pewnie dostanę co najmniej trzy mandaty z fotoradarów, a na zewnątrz czeka na mnie policja, bo nie zatrzymałem się do kontroli i pozwolili mi przyjechać po Ciebie razem z nimi, radiowozem. Więc bądź, z łaski swojej, tak miła i nie obrażaj się na mnie, bo to nie jest do cholery moja wina!- Krzyknął, a kilka osób, które siedziały w poczekalni spojrzało w nasza stronę.
- Jasne- odparłam i ruszyłam przed siebie jeszcze szybciej,
- Nie wierzysz? To chodź!- Złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia. Wyszliśmy prosto przed radiowóz.
- Jake, ten dzieciak mówił prawdę- zwrócił się policjant do swojego kolegi.
- Dobra, jako, ze nie długo walentynki, to skończy się dla Ciebie pouczeniem, kolego- powiedział ten drugi.- Odwieziemy Was do Twojego samochodu. Ale żeby mi to był ostatni raz- pogroził palcem.
- Oczywiście- odparł Jeydon.- Teraz mi wierzysz?- Zwrócił się do mnie.
- Może...
- Ten wariat nieźle musi Cię kochać, mała- kolega policjanta, który dał Jeydonowi pouczenie poklepał mnie po plecach i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech i wsiadłam do radiowozu.
Weszłam do apartamentu Jeydona bez słowa, prosto do sypialni i otworzyłam walizkę. Jeydon wszedł za mną i rzucił się na łózko.
- Amy, przestań już. Chciałem miło spędzić czas, a nie patrzeć na to, jak się na mnie wściekasz. Możesz na mnie spojrzeć?- Zapytał, patrząc na mnie wyczekująco.
- Co?- Spojrzałam na niego i wróciłam do szukania ręcznika w walizce.
- To nie moja wina, że musieliśmy opuścić lotnisko radiowozem.
- No tak, to jest moja wina, bo przecież to po mnie musiałeś tak pędzić.
- Amy...
- Gdybyś tylko napisał jednego sms'a mogłabym tam siedzieć i nic by mi się nie stało. Jeden sms i nie musiałbyś jechać jak wariat...
- Przepraszam. Możesz już przestać się na mnie gniewać?
- Mogę, tylko nie powtarzaj mi cały czas, ze to nie Twoja wina. Rozumiem, że próba mogła się przedłużyć, ale mogłeś napisać sms'a. Minutę na pewno by poczekali. A to, że tak szybko jechałeś... Hmmm, to pewnie wina samochodu. Po prostu jest za szybki- odparłam i poszłam do łazienki zanieść pidżamę, ręcznik i kosmetyki.
- Ok, już nie będę, ale nie bądź zła, dobrze?- Zapytał Jeydon i objął mnie od tyłu. Staliśmy twarzami do lustra, które miało na dole duże pęknięcie.
- Co to?- Zapytałam, wskazując głową na lustro.
- A taka tam... Mała sprzeczka z JB.
- Co?!
- No, pokłóciłem się z Bieberem i przez przypadek walnąłem w lustro.
- Przez przypadek?
- No. Dalej jesteś zła?
- Może- odparłam i wyrwałam mu się.
- Ale Ty jesteś...
- No jaka?
- Uparta. Przeprosiłem Cię- odparł i poszedł z powrotem do sypialni.
- A Ty bardzo łatwo odpuszczasz.
- Łatwo odpuszczam? Niby kiedy?
- Na przykład teraz- odpowiedziałam i wyjęłam z kosmetyczki szczotkę do włosów. Poczesałam swoje loki i spięłam je w wysoką kitkę.
- Nie odpuszczam, tylko czekam aż Ci przejdzie.
- Aha- wróciłam do sypialni. - Idziesz się kąpać pierwszy?
- Idziesz się już myć?
- Mhm. Jest późno, a po drugie to jestem trochę zmęczona.
- Nie będziesz nic jeść?
- Nie. Z nerwów mi się odechciało. To jak? Mogę iść pierwsza?
- A mogę iść z Tobą?- Odpowiedział szybko, a jego oczy lekko zabłyszczały.
- Biorąc pod uwagę dzisiejsze zdarzenia, to...- Udałam, że myślę nad odpowiedzią- nie- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Czyli mam spać na kanapie?- zapytał Jeydon, gdy wchodziłam do łazienki.
- Nic takiego nie powiedziałam- odparłam i zniknęłam w łazience. Wzięłam szybki prysznic, bo naprawdę, nie chciało mi się kompletnie nic, przebrałam się, umyłam zęby i weszłam do sypialni, susząc włosy ręcznikiem. Jeydon natychmiast się podniósł, jęcząc z bólu.
- Już?- Zapytał z trudem.
- Co się stało?
- Nic.
- Jeydon...
- Jesteś zła?
- Nie- odparłam i usiadłam obok niego na łóżku.
- To przytul mnie- poprosił. Wtuliłam się w niego, a Jeydon syknął z bólu.
- Co się stało? Mów- powiedziałam stanowczym tonem.
- No nic. Nic takiego.
- Mhm, widzę. Jęczysz z bólu, kiedy Cię przytulam.
- Ale to nic takiego.
- Jeydon- spojrzałam na niego błagalnie.
- No nie wyszedł mi taki trik wczoraj i trochę się posiniaczyłem. Nic wielkiego. Przejdzie.
- Pokaż- rozkazałam, a Jeydon posłusznie podniósł koszulkę. Pod jego żebrami, prawie na brzuchu widniał wielki wielokolorowy siniak.
- Mówiłem, tylko siniak...
- Siniak? Tylko siniak? Przecież to wygląda tak, jakbyś dostał od Mike'a Tysona.
- Może i tak wygląda, ale teraz to daj mi buzi. W ogóle się nie przywitaliśmy. Jesteś... Jesteś okropna, wiesz? Ja się tak bardzo staram, a Ty w ogóle tego nie odwzajemniasz.
- Nie odwzajemniam? Jeydon, błagam...
- No ale ja tak to odczuwam. To źle, że Ci o tym mówię?
- No pewnie, że nie, ale...- Urwałam. A może Jeydon ma rację? Może za słabo się staram?
- Dobra, nie ważne. Mogę Cię pocałować?
- Co to za pytanie?
- Nie wiem. Biorąc pod uwagę dzisiejsze wydarzenia...
- Pocałuj mnie wreszcie- przerwałam mu i przybliżyłam swoją twarz do jego twarzy. Jeydon musnął moje usta i spojrzał mi w oczy.
- Idę się kąpać- oznajmił i wstał.- Pomożesz takiemu kalece jak ja?- Uśmiechnął się.
- Wale, Twoje poczucie humoru nie opuści Cię chyba nawet na Twoim własnym pogrzebie- odparłam, a Jeydon wszedł do łazienki.
SUPRISE!**********************************************************************************SUPRISE!
Zepsułam Pendrive'a :(
Ale wynalazłam sposób na dodawanie NN ^^
SUPRISE! Takie małe wynagrodzenie za 40 Rozdział :)
NN: Zostaw swoje GG lub TT pod rozdziałem, a ja bedę powiadamiać Cię na bieżąco :)
Wszelkie pytania w komentarzach, GG lub na TT ^^
#Swag♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Polska
OdpowiedzUsuń1 675
Rosja
16
Niemcy
13
Stany Zjednoczone
12
Nie będę skromna :) Wyświetlenia bloga na świecie
No w końcu Amy i Jeydon się spotkali.. Więcej takich niespodzianek! ;P
OdpowiedzUsuńNiespodziankowe będą NN ^^ Tylko nie wiem, czy to będą fajne niespodzianki
UsuńTroszkę się zawiodłam... Wyskakuję tu z niespodziankami, bo miałam takie dziwne poczucie winy, że kogoś tutaj mogłam zawieźć i wgl, potem wchodzę na bloga i jak widzę statystykę + komentarze, to aż mi się chce płakać.... Chyba się wypalam :(
OdpowiedzUsuńAaaaaaaaaaaaaaaa,pisz jak najszybciej NN! <3
OdpowiedzUsuńPisz , pisz, pisz,!!! Jak czytałam to już myślałam że ojciec Amy się nie zgodzi ale się zgodził huhuuu :D
OdpowiedzUsuńMam do ciebie jakbyś mogła pisz mi o nowych NN Na moim TT:@ksdohg
Dzięki ;]
Uwielbiam ten rozdział :**:*:*:*
OdpowiedzUsuń