poniedziałek, 2 lipca 2012
Rozdział 40
- Może Wyse nam coś powie na temat tego filmu, hm?- Zapytał profesor Roberts, stając nade mną. W ostatnim momencie Ryan kopnął mnie w kostkę, dzięki czemu zdążyłam schować telefon.
- Eee, mógłby pan powtórzyć pytanie?- Zapytałam, czując, że robię się coraz bardziej czerwona.
- Panno Wyse, proszę wyrazić opinię na temat filmu, który oglądamy przez ostatnie trzy lekcje.
- Ymm, no więc...
- Po pierwsze: nie zaczyna się zdania od „no więc”, a po drugie to wątpię- tu zwrócił się do klasy- aby uczennica Wyse zapamiętała cokolwiek z tego filmu, ponieważ cały czas robi coś niezmiernie pilnego na swoim telefonie. Ryan, może Ty powiesz coś sensownego- spojrzał na Ryana, który gorączkowo zerkał na mnie.
- Ten film jest bardzo interesujący. Opowiada o bezgranicznej miłości nastoletniego chłopaka do dziewczyny, która znalazła już swoje szczęście. Chłopak próbuje się do niej zbliżyć, ale odpuszcza, pozwalając na to, by była szczęśliwa z jego przyjacielem z dzieciństwa.
- Świetnie, cała klasa powinna bić Ryanowi brawa. Nikt chyba nie określiłby tego tak dokładnie jak Ryan. Chyba nie obrazicie się jak postawię mu A +- podszedł do dziennika i wpisał Ryanowi ocenę. Spojrzałam na Ryana i uśmiechnęłam się do niego.
- Ryan, czy mógłbyś się utożsamić z bohaterem?
- Myślę, że tak, panie profesorze.
- A dlaczego, jeśli mogę zapytać?
- Bo bohater jest przedstawiony bardzo wiarygodnie, a jego historia jest realna- odparł Ryan i rozległ się dzwonek na przerwę. Lunch- pomyślałam. Idealnie, umieram z głodu.
- Ryan, gdybyś częściej doznawał takiego olśnienia na moich lekcjach, nie miałbyś problemu z oceną końcową- dodał profesor, gdy przechodziliśmy obok niego.
- Moja cała sympatia do tego gościa chyba właśnie wyparowała. Nigdy się mną nie interesował, a teraz zadaje pytania na temat filmu, którego w ogóle nie mogłam zrozumieć- powiedziałam do Ryana, gdy szliśmy do szkolnej stołówki.- Przecież to było chore od samego początku. Skoro ją kochał, dlaczego nie powiedział jej tego od razu?
- Bo od samego początku była z jego przyjacielem- odparł Ryan.
- No tak, ale gdyby jej powiedział...
- To co by to zmieniło?- przerwał mi Ryan.
- Nie wiem.
- No właśnie.
- No ale dlaczego nie spróbował jej odbić?
- Bo nie chciał zrobić tego najlepszemu przyjacielowi.
- Ale mógł to zrobić dla niej.
- Ona i tak kochała jego przyjaciela. To i tak by nic nie zmieniło, nie rozumiesz?!- Stanął naprzeciw mnie i spojrzał mi w oczy.- Zrobiłby z siebie idiotę i przed swoim przyjacielem, i przed dziewczyną, która kochał. Bez sensu. Lepiej jest tak jak jest. Wszyscy są szczęśliwi.
- On nie jest- odparłam.
- No to co z tego?- Zapytał i ruszył w stronę stołówki.
- Jak to co?- Zapytałam, doganiając go.
- Przecież nikt nie wie, że on ją kocha. Ich paczka widzi, że ona mu się podoba, a jej chłopak każe na niego uważać, tylko tyle. Nikt się nie domyśla. To chyba logiczne, że on nie zrobi żadnego kroku. Wyszedłby na głupka, straciłby przyjaciół.
- To jest chore.
- Wcale nie. To jest najlepsze rozwiązanie. No i zawsze można się zabawić- dodał pod nosem, ale jednak usłyszałam. Weszliśmy w ciszy na stołówkę i skierowaliśmy się do baru. Wzięłam sok pomarańczowy i zapiekany makaron z szynką, a Ryan wziął jakieś ciastko. Skierowaliśmy się do naszego stolika, gdzie siedział już Chris.
- Hej- rzuciłam, siadając obok niego.- Jak tam?
- Daj spokój- odparł Chris, po czym przywitał się z Ryanem, który usiadł naprzeciw mnie, i znów zwrócił się do mnie- Babka z angielskiego się chyba na mnie uwzięła. Ja już naprawdę mam dosyć. Znowu sobie ubzdurała, że mam występować w przedstawieniu. Ja! Rozumiecie to? Ja w przedstawieniu! Ja nie potrafię się nauczyć regułki na fizykę, a ona mi każę uczyć się tekstu!- Chris połamał swoją słomkę.
- A ten co się znowu bulwersuje?- Zapytała Cait, podchodząc do stolika z uśmiechem.- Robyn wytknęła mu, jaki jest naprawdę?- Uśmiechnęła się jeszcze bardziej.
- Nie, ta młoda z angielskiego dała mu rolę Romea w szkolnym przedstawieniu, bo przecież jest taki słodki- zaśmiał się Chaz, który usiadł obok Ryana i pociągnął nadal stojącą Cait.
- Bardzo śmieszne- Chris wgryzł się w swoją kanapkę.- Skąd wiesz?
- Stary, cała szkoła już wie.
- Nie możesz zrezygnować?- Zapytałam.
- Nie.
- Czemu?
- Bo ona już zdecydowała. Nie ma odwrotu. A jak odważę się coś zepsuć, to wystawi mi najniższe zachowanie i obniży ocenę z angielskiego. Jeeej, nienawidzę jej.
- Może Chaz z nią pogada? Ostatnio ma bardzo świetne kontakty z paniami- powiedziała Cait i wyszczerzyła się.
- Nieee, sądzę, że nic nie zdoła jej przekonać. Ona jest uparta jak osioł.
- No i Chris jest taaaki słodziutki- dodał Chaz, odgryzając się Cait.
- Dobra, mniejsza z tym. Widzieliście gdzieś Robyn?- Zapytał Chris rozglądając się po stołówce.
- Nie, ale może została jeszcze w klasie- odpowiedziała Cait.
- Taaa, jasne. Jest koniec przerwy. Idę jej poszukać- Chris poderwał się z miejsca i szybko wyszedł ze stołówki. Zapanowała nieznośna cisza. Bawiłam się makaronem, grzebiąc w nim widelcem, Cait szukała czegoś w podręczniku do historii, a Ryan i Chaz gapili się w tłum ludzi na stołówce. Gdy zadzwonił dzwonek, wzięłam swoją torbę, wyrzuciłam jednorazowe sztućce i poszłam razem z Cait na lekcję historii.
- Widziałaś?
- Co?- Zapytałam zdziwiona.
- No Ryan cały czas na Ciebie patrzy. O co chodzi?
- Nie wiem. Nie zauważyłam. Gadałaś z Jeydonem?
- A miałam z nim gadać?
- Nie, ale on twierdzi, że powinnam się trzymać z daleka od Ryana.
- No i słusznie.
- Nie wiem, o co Wam chodzi. Przecież jestem tylko jego koleżanką.
- Tak, z twojego punktu widzenia. Amy, Ryan naprawdę...
- Dobra, skończ już- przerwałam jej.- To niemożliwe. I chodź trochę szybciej, bo znowu dostaniemy referat za spóźnienia.
- Racja- przyznała Cait i popędziłyśmy na lekcję.
- Panno Beadles, czy może nam pani coś powiedzieć o rewolucji francuskiej?
- Yyy, no to rewolucja francuska polegała na tym, że... Była rewolucją we Francji...- Dukała Cait, podczas gdy cała klasa gapiła się na nią. Cait coraz bardziej się jąkała i była coraz bardziej czerwona.
- Och, panno Beadles, pani geniusz jest naprawdę zachwycający. Uczeń z pani wiedzą mógłby... No cóż, mógłby szorować podłogi w jakiejś spelunie. Gratuluję! Kolejny najniższy stopień z historii plus referat na dziesięć stron na temat rewolucji francuskiej.
- Ale...- Cait chciała zaprotestować.
- Ależ naturalnie, panno Beadles, nie każę pani pisać encyklopedii na ten temat. Tylko dziesięć stron, odręcznie. Myślę, że tydzień wystarczy pannie w zupełności.
- Oczywiście- mruknęła Cait pod nosem.
- I byłbym zupełnie szczęśliwy, gdyby panna Wyse nie maczała w tym swoich jakże czystych placów. Rozumiem, że pani w zupełności ogarnia materiał, nie to co panna Beadles, ale doceniam samodzielną pracę swoich uczniów. A teraz otwórzcie, proszę, wszyscy podręczniki na stronie sto dwudziestej czwartej. Przeczytajcie trzy pierwsze akapity i najważniejsze daty.
- Przysięgam, że któregoś pięknego dnia rzucę na tę szkołę granat- powiedziała Cait, gdy wychodziłyśmy razem z chłopakami ze szkoły.
- Cait, spokojnie. Odbierzesz najważniejszą rozrywkę Chazowi- zaśmiał się Ryan, który czując na sobie mój wzrok, nieco się speszył.
- Cały weekend zmarnowany. I nawet nie mogę poprosić Amy o pomoc, bo na pewno się zorientuje. Nienawidzę szkoły i tych wszystkich nauczycieli. Idę się zabić- jęknęła Cait i wrzuciła pustą butelkę po wodzie mineralnej do kosza.
- Ktoś mi może powiedzieć dlaczego Chris z nami nie idzie?- Zapytał Chaz, zmieniając temat.
- Został na treningu Robyn. Przygotowują się do szkolnych zawodów z akrobatyki- odparła bezbarwnie Cait, nadal wściekła na cały świat.
- Aha- odparł Chaz. Dalszą drogę do domu przeszliśmy w ciszy. Najpierw pożegnaliśmy się z Chazem, a potem z Cait. Pod domem Ryana zatrzymałam się, by się z nim pożegnać.
- Amy, pamiętasz ten dzisiejszy film?- Zapytał Ryan, stając naprzeciwko mnie.
- Jak mogłabym zapomnieć- uśmiechnęłam się.- O mało co nie straciłam przez to telefonu. Właśnie, nie podziękowałam Ci za to, ze tak skutecznie kopiesz- uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- No bo...- Zaczął Ryan.- A nie ważne... Muszę iść- dodał szybko Ryan i ruszył w stronę drzwi swojego domu niemal pędem.
- Ryan, nawet się ze mną nie pożegnałeś!- Krzyknęłam za nim, gdy był już przy samych drzwiach.
- Pa- odparł i trzasnął za sobą drzwiami.
- Pa- mruknęłam pod nosem i poszłam do domu.
- Hej, czemu nie odbierasz?- zapytał smutno Jeydon.
- Przepraszam, nie zdążyłam. Byłam w salonie i to cud, ze w ogóle usłyszałam telefon.
- Wydaje mi się, że mnie unikasz...- powiedział smutno Jeydon.
- Jeydon, proszę Cię, przestań. Przecież wiesz, że tak nie jest. Niby dlaczego miałabym to robić?
- No właśnie nie wiem... A może to przez Ryana?- Zapytał z ironią w głosie.
- Chcesz się kłócić?
- Nie, dlaczego? Dlaczego tak bardzo drażni Cie jego temat? Masz coś do ukrycia?
- Słucham?!
- No bo przecież cały czas na Ciebie patrzy, tylko on idzie z Tobą do domu...
- Idą z nami jeszcze Chris, Chaz i Cait- przerwałam mu.
- Tak, ale potem idziecie sami...
- Nie rozumiem o co Ci chodzi... Nie masz do mnie zaufania?
- No nie wiem... Ostatnio to wszystko jakoś się ze sobą łączy. Może jest coś, o czym nie wiem?- Zapytał. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu.
- Nie rozumiem, dlaczego mnie oskarżasz. To jest nie fair, wiesz?
- Życie nie jest fair. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
- Czyli chcesz mi powiedzieć...
- Nie- przerwał mi- ja nic nie usiłuje Ci powiedzieć. Po prostu czekam, aż Ty mi coś wyjaśnisz.
- Nie mam Ci czego wyjaśniać, rozumiesz?
- Jeśli tak, to zastanów się, czy nasz związek ma jeszcze sens. Jeśli sama nie potrafisz się do tego przyznać, to ja nie widzę dla nas dalszej przyszłości. Zastanów się nad tym, proszę. Na razie- rzucił i rozłączył się. Popatrzyłam na swój telefon. Jako tapetę miałam ustawione zdjęcie Jeydona na placu zabaw. Wybuchnęłam płaczem, rzuciłam telefonem na drugi koniec łóżka i rozpłakałam się. Nie wiedziałam, o co chodzi. Do mojego pokoju wszedł Sam, który zapewne usłyszał mój płacz.
- Ej, mała, co się stało? Czemu Ty płaczesz?- Zapytał, siadając obok mnie i mocno mnie przytulił.
- Pokłóciłam się z Jeydonem. Kazał mi się zastanowić, czy nasz związek ma jeszcze sens. Powiedział, ze chyba powinnam mu coś wyjaśnić... Chodzi chyba o Ryana, rozumiesz? Jeydon mnie chyba podejrzewa o to, że...- Nie wytrzymałam i znowu wybuchnęłam płaczem.
- Żartujesz? Na jakiej podstawie Cię oskarża?
- No bo... On wie, że Ryan na mnie cały czas patrzy i...- Kolejny raz zaniosłam się płaczem.
- Cii, młoda, nie płacz. Zaraz zadzwonię do Jeydona, musi mieć przecież doskonałych informatorów, skoro tak z grubej rury wyjeżdża Ci z... z takim czymś.
- Nie, proszę Cię, nie dzwoń- wyrwałam mu telefon z ręki.
- Ale dlaczego? Chcę z nim tylko spokojnie porozmawiać. Luz, Amy, tylko pogadam, ok? Nie będę się narzucał- odebrał mi siłą telefon.
- Sam, proszę, nie...- Otarłam łzy z policzka.
- Cicho, dzwonię. Tylko nie próbuj mi tu szlochać, bo Cię wypchnę za drzwi- powiedział szybko Sam.- Halo? Jeydon?- Upewnił się.- Poczekaj chwilkę, ok?- Powiedział i przełączył rozmowę na tryb głośno mówiący.
- Już?- Zapytał Jeydon.
- Mhm- odparł Sam.
- Stało się coś? Bo wiesz, mam wolne jeszcze tylko pięć minut...
- Powinno wystarczyć, chyba że mam zadzwonić później.
- Nie, spoko. Mów co się dzieje.
- To może Ty mi powiesz? Jeydon, mam Cię za naprawdę równego gościa i chciałbym wiedzieć, co Ty odwalasz?
- Ale o co Ci teraz chodzi?
- O to, że moja siostra siedzi teraz w swoim pokoju i beczy jak nienormalna...
- Sory, stary, ale myślę, że nie jest ze mną do końca szczera.
- Chodzi o tego palanta Ryana, tak?
- Może.
- Jeydon proszę Cię, skończ się zgrywać. Mówię poważnie. Amy serio jest niewinna.
- Nick twierdzi inaczej.
- Nick? Ten gostek, który chodzi z Amy na angielski?
- Taa. I z Ryanem- dodał Jeydon.
- I Ty wierzysz bardziej temu całemu Nickowi niż mojej siostrze, tak? Nie no, super.
- Wiesz, już wcześniej miałem podstawy, by podejrzewać Ryana o...
- No właśnie- przerwał mu Sam- podejrzewać Ryana. Amy naprawdę nie robi nic złego. Uwierz mi. Znam ją tak, jak nikt inny na tym świecie i gdyby zrobiła coś nie tak, jak trzeba, na pewno przywróciłbym ja do pionu, więc proszę Cię, nie odwalaj tych szopek z zastanawianiem się nad przyszłością waszego związku. Jest z Tobą bardzo szczęśliwa, wiesz? Nie pozwól, by straciła swoje prawdziwe szczęście przez Twoją chorą zazdrość.
- Dobrze- powiedział Jeydon po chwili ciszy.- Ale możesz mi coś obiecać?
- Jasne.
- Nie pozwól, żeby Ryan się do niej zbliżył. Nie ufam mu już. Ok?
- Ok, ale zadzwoń później do Amy, co? Nie mam zapasu chusteczek w domu- odparł Sam i uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na mnie.
- Jasne. Siema stary- Jeydon rozłączył się.
- Co się mówi?- Wyszczerzył się Ryan.
- Dziękuję- odparłam, zdobywając się na słaby uśmiech.- Ale wyszłam teraz na taką, która z każdym problemem leci do starszego braciszka, wiesz?
- Wiem, bo tak powinno być. Nie płacz już. Mówię Ci, zadzwoni do Ciebie potem. Uspokój się już. I proszę Cię, trzymaj się z daleka od tego Ryana, ok? On naprawdę nie powinien zagłębiać z Tobą koleżeństwa. Wiem, że kochasz Jeydona, ale... Och, po prostu bądź ostrożna- Sam mocno mnie przytulił, zmierzwił mi włosy i uśmiechnął się.- Chcesz kakao?
- Mhm.
- To chodź. I może obejrzymy film?
- Ok- odparłam i ruszyłam za nim na dół z telefonem w ręku.
- Dzwoni- pisnęłam późnym wieczorem w salonie, przerywając Samowi oglądanie komedii romantycznej, która go „wciągnęła” (chodź Sam nie cierpi komedii romantycznych). Szybko odebrałam telefon, usiłując zabrzmieć jak najbardziej naturalnie, chociaż w środku wszystko się we mnie skręcało i rozkurczało w niebezpiecznie szybkim tempie.
- Amy...?- Jeydon miał dziwny głos... Taki zachrypnięty.- Amy, przepraszam. Nie powinienem Cię o cokolwiek podejrzewać. Przepraszam, naprawdę, bardzo Cię przepraszam... Wiem... Jestem beznadziejnym kretynem... Zazdrosnym kretynem. Wybaczysz mi?
- Tak, ale Jeydon... Naprawdę zawiodłam Twoje zaufanie?
- Nie tylko... Cholera, jestem straszny kawał drogi od Ciebie i nie mogę nic zrobić, rozumiesz? Wariuję tutaj bez Ciebie! Nie wiem, co robisz i czy Ryana nie ma z Tobą... I jeszcze te głupie plotki o tym, że tak na Ciebie patrzy... Amy, błagam, nie gniewaj się na mnie. Jestem popieprzonym idiotą i tyle. Nie przejmuj się.
- Kocham Cię, wiesz?
- Przyleć do mnie- odparł Jeydon.
- Co?
- No przyleć do mnie.
- Jak przyleć? Teraz?
- Mhm, w ten weekend. Proszę. Poproś tatę, zabukuje Ci bilet i zapłacę. Tylko przyleć, bo ja tutaj sam nie wytrzymam. Nie mam przy sobie nikogo. Nawet z Justinem już nie gadam. Strasznie mi Ciebie brakuje...
- Ale...
- Proszę, nie mów ale. Po prostu się zgódź, ok? Jak będziesz miała lekcje czy coś, to odrobisz je tutaj. A jak będzie problem, to poprosimy o pomoc mojego nauczyciela. Proszę... Tak bardzo Cię proszę...
- Tylko nie wiem, czy tata się zgodzi...
- No to ja do niego zadzwonię i go przekonam. Proszę, Amy, no... Na weekend. Nie musimy nigdzie wychodzić. W sobotę rano zniknę tylko na próbę, a w niedzielę na mały wywiad w jakiejś gazecie dla nastolatek.
- Zapytam tatę, ok?
- Oczywiście. Kocham Cię.
- Wiem.
- Skarbie, muszę kończyć, Scoot goni mnie na próbę. Napisze potem, ok?
- Ok.
- Paaaa, kocham Cie bardzo mocno- mruknął.
- Ja Ciebie też. Trzymaj się..
- Mhm.
- Pa- rozłączyłam się.
- I co?- zapytał Sam, wyraźnie rozbawiony.
- Nic.
- Ale wszystko ok, no nie?
- Mhm.
- Mówiłem? A ty się tak martwisz.
- Taaak, zawsze masz rację- uśmiechnęłam się.
- No tak. I zawsze słuchając mnie wychodzisz na dobre, prawda? Więc nie rozumiem Twojego oburzenia. Zawsze chcę dla Ciebie dobrze.
- Wiem. Kocham Cię, braciszku- przytuliłam go.
- Taa, ja Ciebie też.
*********************************************************************************
Jak komuś zechce się to przeczytać, to to będzie istny cud :D
Przepraszam, jestem sentymentalna, ale...
To jest tak cholernie miłe, sprawia mi taką radochę i w ogóle... Tyle osób to czyta, tyle osób już tutaj zajrzało.... Wiem, nie pobijam rekordów, blog nie jest idealny (naprawdę, natknęłam się na kilka fantastycznych blogów), a część pewnie zajrzała tu zupełnie przez przypadek, jednak ja cieszę się z tego jak małe dziecko. Naprawdę, nie sądziłam, że ktoś kiedykolwiek napisze , że mam talent, a co dopiero, że mój blog jest świetny! Jest 40 rozdziałów, nie sądziłam, że tyle będę mogła napisać. No i te komentarze i to, że mnie wspieracie... Lolitka :*, która jest ze mną od początku, Szofelyn, która napisała wspaniałą recenzję, o której nawet nie śmiałam marzyć... No właśnie, który blog z jedną reklamą na stronie z tekstami piosenek doczekuje się recenzji! No i cała reszta (bez obrazy), o której wcale nie zapominam, która broniła mojego bloga i Jeydona przed jakąś "Anty" :) Dosłownie jak lwice, mogłaby się rozpętać niezła wojna :D Moje Waliens'y ♥
DZIĘKUJĘ !!! :* ♥
P.S. Nawaliłam z tym rozdziałem :( Odzyskałam Pendrive'a, wyłączyli mi Internet z powodów technicznych :( Już więcej nic nie obiecam :( Potem nic z tego nie wychodzi :(
Przypominam o tym, że jeżeli ktoś chce być informowany na bieżąco o NN, to proszony jest o zostawienie swojego numeru GG, ewentualnie nick'a na TT :)
Wszelkie pytanie w komentarzach, albo na TT :)
#Swag♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
świetnyświetnyświetny*.*
OdpowiedzUsuńw niecałe dwa dni przeczytałam wszystkie twoje rodziały. genialnie piszesz, nie kończ tego bo kochaaam<33 czekam na NN z niecierpliwością ;)
~Angela
W niecałe dwa dni?! Wow! Jestem pod wrażeniem :) Ale to znaczy, że... Musiałaś się wciągnąć :D A to jest dla mnie najważniejsze :) Pzdr, Lil' Monster ♥ :*
UsuńMEGA :D Super rozdział :P Mam nadzieje że jeszcze długo będziesz pisać ;) Czekam na następne NN <3
OdpowiedzUsuńNo w końcu <3 wcale nie nawaliłaś z tym rozdziałem! Już chce wiedzieć co sie będzie działo jak Amy poleci do Jeydona... Kurde jak zwykle nie moge sie doczekać... Czekam z niecierpliwością na 41 rozdział i jeszcze więcej.. NIGDY nie kończ pisać tego bloga ;P
OdpowiedzUsuńNie zamierzam tego kończyć :) Spokojnie :)
UsuńDziękujędziękujędziękuję <3
OdpowiedzUsuńMoże zawsze to pisze,ale to jest świetne <33333
Nie ma za co, To my Ci dziękujemy za tego bloga. :D jest świeeeetny, cudowny i najwspanialszy. No i idealny, nic bym w nim nie zmieniała, jak już mówiłam. Totalnie nic. Rozdział jest FANTASTYCZNY, czekam na nn!
OdpowiedzUsuńJuż mówiłam wiele razy masz talent to nie mi powinnaś dziękować :) tylko wyrażam swoje zdanie :D.Naprawdę cudowny blog kto sądzi inaczej niech lepiej tu nie wchodzi ..!! A rozdział mega !! :D
OdpowiedzUsuń