poniedziałek, 18 czerwca 2012
Rozdział 39
- Amy, wstawaj! Zaspaliśmy! Szybko! Morgan mnie zabije!
- Sam, nie teraz...
- Teraz, Amy, teraz! Wstawaj!- Krzyknął Sam zrzucając z mojego łóżka kołdrę na podłogę.
- Sam, jest sobota. Jak zaraz się nie zamkniesz i nie dasz mi z powrotem tej kołdry to Cię zamorduję. Siódma rano!
- Co?- Sam wytrzeszczył na mnie oczy.
- Gdybyś zmieniał kartki w tym swoim durnym kalendarzu, to wiedziałbyś, że jest sobota. Profesor Morgan Cię nie zabije, nie kazał przyjść do szkoły w sobotę. A teraz wyjdź, bo chcę jeszcze spać- podniosłam swoją kołdrę z ziemi i wskazałam palcem na drzwi, po czym nakryłam się kołdrą.
- Ale na telefonie też pisze, że jest piątek.
- Jeszcze nie zauważyłeś, że Ryan i Chris przestawiają Ci daty i godziny...?
- Dobra, idę spać.
- Dzięki, trzeba tu było jeszcze wpuścić FBI- rzuciłam i ponownie zniknęłam pod kołdrą, a Sam wyszedł z mojego pokoju. Próbowałam jeszcze zasnąć, ale bezskutecznie. Byłam zbyt rozbudzona, żeby móc ponownie zasnąć. Po dwudziestu minutach zebrałam się z łóżka, ubrałam i ogarnęłam się, zjadłam śniadanie, wzięłam dwadzieścia dolarów ze słoika z napisem „Drobne Wydatki”, który w kuchni na półce nad kuchennym blatem i ruszyłam samochodem taty na miasto.
Nie zrobiłam jakichkolwiek zakupów, bo stwierdziłam, że nie potrzebuję kolejnej bluzki i poszłam do mojej ulubionej kawiarni, w której zawsze zamawiałam z Cait shake'i lub kawę. Usiadłam w najbardziej oddalonym stoliku na końcu kawiarni i zaczęłam przeglądać kartę. Szczerze mówiąc nie interesowało mnie nic oprócz kawy, ale tak jakoś się zaczytałam, że nie zauważyłam kiedy podeszła do mnie kelnerka. Dopiero kiedy odchrząknęła zorientowałam się, że stoi obok stolika.
- Przepraszam, zamyśliłam się- powiedziałam i oblałam się rumieńcem.
- Zdarza się- odparła z uśmiechem. Na oko miała dwadzieścia lat. Miała na sobie miętową bluzkę i czarne rurki przykryte firmowym fartuszkiem z logo kawiarni. Włosy miała związane w idealny koński ogon i emanowała pozytywną energią, która niestety nie chciała mi się udzielić.- To co podać?
- Kawę. Mocna. Z bitą śmietaną. I może... Nie, to wszystko. Po świętach zostało kilka zbędnych kilogramów- zdobyłam się na uśmiech w jej stronę i z powrotem zaczęłam studiować swoją kartę. Gdy przejrzałam ją po raz trzeci, kelnerka podeszła do mnie z moją kawą, a za kelnerką wyłonił się Bieber.
- Cześć. Mogę?- Zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Jeśli musisz- odparłam i odwróciłam głowę w stronę w szyby.
- Dlaczego siedzisz tutaj sama tak wcześnie? Młode Stratford jeszcze śpi. Tylko starsze babcie wyszły na miasto.
- W takim razie muszę chyba przejść na emeryturę- stwierdziłam bez większego entuzjazmu.- A dlaczego Ty nie jesteś w Atlancie?
- Bo jest tam Jeydon i Selena, a oni chyba nie chcę mnie tam widzieć. W pewnym sensie to ukrywam się przed całym światem. Przed fankami, Scootem, Usherem, Chrisem, Seanem, Seleną, Jeydonem, Cait, chłopakami... Żyć nie umierać. Nawet mama nie chce ze mną gadać.
- Jakoś się nie dziwię...
- Amy, dlaczego dla mnie taka jesteś, hmm?
- Bo mnie okłamałeś?
- Nigdy Cię nie okłamałem. Zawsze kochałem i kocham Cait, a Selena sama się na mnie wtedy rzuciła... Wiem, to jest mało prawdopodobne, ale tak właśnie było. Zresztą, możesz mi wierzyć, czy nie, ale „jestem”- Justin nakreślił w powietrzu cudzysłów- z Seleną tylko dlatego, że Scoot i manager Seleny tego chcą.
- Jasne...
- Mam już dosyć tej całej sławy... Rozwrzeszczane fanki na każdym kroku... Może i to było fajne, ale tylko na początku. Zdecydowanie wole, gdy przysyłają mi filmiki, albo ustawiają się w kolejce po autografy po koncercie. A tak... Wychodzisz do sklepu, a one na Ciebie napadają. Muszę chodzić z Seleną, bo przecież każdy sławny koleś ma sławną dziewczynę. Muszę z nią być, żeby zerwać z wizerunkiem grzecznego i słodkiego chłopca... Tak jakby moje tatuaże nie wystarczały. Kto normalny tatuuje sobie Jezusa na łydce... Nie mam wolnego czasu. Nie mogę być przy mamie, bawić się z Jacksonem i Jazzy, chodzić z Wami do szkoły, spędzać czas z chłopakami... nie, ja zawsze muszę być punktualny i idealny. Nigdy nie może być mi źle, nigdy nie mogę być sobą, nigdy nie mogę być smutny, nigdy nie mogę mieć pięciu minut dla siebie, bo zaraz walą w drzwi, czy aby na pewno sobie czegoś nie zrobiłem... Czasami myślę, że o wiele łatwiej byłoby podciąć sobie żyły i zostać w tej wannie- wydusił z siebie Justin i utkwił wzrok na swoich dłoniach, które spoczywały splecione na stoliku.
- Jeśli chciałeś w tym momencie wzbudzić we mnie...
- Nie, Amy, to nie tak. Nie chciałem, żebyś przez to zaczęła mnie lubić, czy coś... Aj, zresztą nie ważne. Przepraszam, że Ci przeszkodziłem- Justin wstał z zamiarem wyjścia.
- Siadaj- rozkazałam, a Justin posłusznie usiadł.- Po prostu myślę, że to wszystko Cię przytłacza, a Ty zamiast zrobić sobie chwilę przerwy po prostu zaniedbujesz i ranisz wszystkich jeszcze bardziej.`Skoro jesteś taki nieszczęśliwy, to może spróbuj na chwilę zniknąć, zrób sobie urlop. Zmień managera, rzuć Selenę... I może jak sobie już wszystko poukładasz, to łatwiej będzie Ci wszystkich przeprosić i wszystko naprawić?
- Być może to jest najlepsze rozwiązanie... Amy, bardzo chciałbym, żebyś nie patrzała na mnie przez pryzmat mojego zachowania i tego, co zrobiłem. I wiedz, że bardzo Cię lubię. Pojutrze polecę do Atlanty i nagram teledysk z Jeydonem, a potem rozważę Twoją propozycję. Nie będę Ci już przeszkadzał. Pa- wstał i wyszedł. Długo jeszcze nad tym myślałam, a w końcu zebrałam się i pojechałam do domu.
Poszłam od razu do siebie, nie miałam ochoty siedzieć sama w salonie; mojego brata chyba nie było. Włączyłam komputer i weszłam na Skype. Miałam nadzieję, że będzie Cait, ale niestety jej nie było. Wyłączyłam komputer i przebrałam się w mój ulubiony szary dres. Włączyłam telewizor i gapiłam się w niego bezmyślnie.
Po chwili usłyszałam swój telefon. Byłam zdziwiona, bo nadal leżał na stoliku nocnym. Cóż, pewnie nie wzięłam go ze sobą. Odebrałam, upewniając się wcześniej kto dzwoni.
- No?
- Amy, gdzie ty jesteś?- Zapytał Jeydon.
- W domu- odparłam zupełnie spokojnie.
- Jak to w domu?! Całe Stratford Cię szuka! Gdzie Ty byłaś?!
- W kawiarni...
- Jak to w kawiarni?! Sam i Ryan tam byli!
- Może się minęliśmy...
- Czemu nie powiedziałaś Samowi, że wychodzisz?!
- Czy ja muszę się mu ze wszystkiego spowiadać?!- Nie wytrzymałam i krzyknęłam.- Poszedł spać, nie chciałam go budzić! O co Ci chodzi?! Dzwonisz od mnie i od razu na mnie wrzeszczysz!
- Dobra, Amy, spokojnie. Przepraszam. Po prostu się martwiłem. Zniknęłaś bez słowa, ja przyjeżdżam, a Ciebie nie ma...
- Co?! Przyjechałeś?!
- Dlaczego nie odbierałaś tego telefonu?
- Nie zmieniaj tematu.
- Tak, już jadę. Będę za pięć minut.
- Co?!
- Amy, dlaczego nie odbierałaś telefonu?
- Bo zapomniałam go wziąć. Dlaczego mi nie powiedziałeś, że przyjeżdżasz?
- No bo to nie było pewne.
- Jeydon, zabiję Cię.
- Ok, ale najpierw muszę do Ciebie przyjechać. Pogadamy jak przyjadę, muszę zadzwonić do wszystkich i odwołać całą akcje.
- Do wszystkich?
- Tak, opowiem Ci wszystko na miejscu. Pa- rozłączył się.
Spojrzałam na ekran, żeby sprawdzić, czy aby mi się to nie śniło. Pisnęłam z radości i pognałam do garderoby po inne ciuchy (Jeydon nie mógł mnie przecież zobaczyć w starym dresie), przebrałam się i poprawiłam makijaż. Położyłam się z powrotem na kanapie w swoim pokoju i dla niepoznaki znowu oglądałam telewizor. Po chwili usłyszałam, że ktoś trzaska drzwiami na dole.
- Amy?! Amy, gdzie Ty jesteś?!- Wysapał Sam, który już biegł na górę. Rozległ się dźwięk dzwonka i Sam zawrócił.
- Już schodzę!- Krzyknęłam, wyłączyłam TV i zeszłam na dół.
W holu stał Sam i Jeydon i pospiesznie ściągali kurtki i buty.
- Czemu nie powiedziałaś, że wychodzisz?- Zapytał Sam.
- Wiesz jak się przestraszyłem, gdy wszedłem do Twojego pokoju zapewniony przez Sama, że w nim jesteś, a Ciebie tam nie było? Nikt nie wiedział gdzie jesteś- dodał Jeydon.
- Ej, wyluzujcie. Sam- zwróciłam się do mojego brata- spałeś, gdy wychodziłam. Nie chciałam Cię budzić.
- Nie mogłaś napisać kartki albo sms'a?
- A Ty piszesz?- Warknęłam.
- Dobra, przestańcie się kłócić- wtrącił Jeydon.- Dobrze, że jesteś cała i zdrowa, i że nic Ci się nie stało. Tylko następnym razem nie rób takich numerów i bierz ze sobą telefon, ok?-Jeydon przytulił mnie mocno.
- Ok.
- Dobra, to ja idę jeszcze spać. Muszę odreagować- oznajmił Sam i poszedł do siebie.
- Idziemy do mnie?
- Jak chcesz- odparł Jeydon.
- To chodź- pociągnęłam go za sobą i poszliśmy na górę.
Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam obok Jeydona na moim łóżku.
- Nawet nie wiesz, jakie myśli przechodziły mi przez głowę. Przyleciałem rano, siedziałem u rodziców tylko pół godziny, wymyślając różne wymówki, żeby móc do Ciebie jak najszybciej przyjść. Kiedy już tutaj przyszedłem, musiałem czekać chyba pięć minut, żeby Sam otworzył mi drzwi. Kiedy już zszedł, powiedział że jesteś u siebie. Wchodzę do Twojego pokoju- nie ma Cię. Szukam Cię w łazience, garderobie- nigdzie Cię nie ma. Idę do Sama zapytać, czy na pewno jesteś w domu, ten mi gada, że tak. Zaczęliśmy Cię szukać w całym domu, mieście, a potem zadzwoniliśmy do chłopaków, Cait, nawet moi rodzice Cię szukali.
- Co?
- No, wiesz jak ja się martwiłem? Wyszłaś, nic nikomu nie mówiłaś... Myślałem, że coś ci się stało.
- Co mi się mogło stać?
- Nie wiem, Amy, cokolwiek. Po prostu strasznie się o Ciebie bałem.
- Zupełnie niepotrzebnie.
- No, teraz to już wiem.
- Dobra, ale dlaczego mi nie powiedziałeś, ze przyjedziesz?
- Bo sam do końca nie wiedziałem, czy będę mógł. Scooter nie chciał mnie puścić. No ale po tym, jak Justin wyjechał bez jego zgody, pozwolił mi przyjechać na weekend. Cieszysz się chociaż trochę?
- No jasne, że tak- odparłam i przytuliłam się do niego, a on mocno mnie objął.- Strasznie za Tobą tęskniłam. No i cieszę się, że Ci na mnie zależy, że się tak martwiłeś. Obiecuje, ze już zawsze będę nosić ze sobą telefon. Kocham Cię- musnęłam jego policzek.
- Nie widziałem Cię tydzień, a Ty dajesz mi tylko buziaka w policzek? Dzięki- powiedział nieco zawiedziony.
- To ty mnie pocałuj.
- A dlaczego ja? Nie wystarczy, że umierałem ze strachu o Ciebie i postawiłem na nogi całe miasto?
Spojrzałam na niego i roześmiałam się, ale po chwili przestałam i pocałowałam go. Jeydon położył się ciągnąc mnie za sobą tak, że położyłam się na nim. Teraz to on delikatnie mnie całował, jedną rękę wplatając w moje włosy, a drugą wkładając mi pod koszulkę.
- Jeydon, nie chcę być niemiła, ale Sam może tu wejść w każdej chwili i...
- Rozumiem- przerwał mi.- Chyba za bardzo się rozpędziłem, ale bardzo mi Ciebie brakowało. Jak chcesz, możemy jechać do mnie. No i oczywiście możesz zostać na noc, jeśli chcesz.
- Nie będziesz jechał jeszcze do rodziców?
- Nie, jutro po południu i tak jadę do nich na obiad.
- Aha.
- To co?
- Nie wiem. Muszę powiedzieć Samowi- uśmiechnęłam się.
- No tak- odwzajemnił uśmiech.- To idź. Im prędzej, tym więcej czasu będziemy mieli dla siebie.
- Ok- odparłam i poszłam do pokoju Sama. Zapukałam lekko w drzwi i weszłam, nie czekając na proszę.
- Sam, jadę do Jeydona.
- Ok, będziesz na kolacje?
- Chyba nie...- Odparłam, czując, że robię się czerwona.
- Dobra, ok. Masz prawie siedemnaście lat, Jeydon osiemnaście. Wiecie co robicie. Tylko uważaj na siebie, ok?
- Jasne. Pa.
- Pa- odpowiedział, a ja wróciłam do pokoju.
- Już?
- Mhm.
- I co? Prawił kazanie?- Wyszczerzył się.
- Nie, mój brat jest spoko. Kazał mi tylko na siebie uważać.
- Gdybym był na jego miejscu, w życiu nie puściłbym Cię ze mną... W dodatku będziesz u mnie całą noc...
- Mam się bać?- Zapytałam, uśmiechając się szeroko.
- Nie wiem- odparł Jeydon i poruszył zabawnie brwiami.
- Idę po pidżamę i kosmetyki- oznajmiłam i weszłam do garderoby. Zabrałam swoja pidżamę (koszulkę trzy numery za dużą i figi), bieliznę na zmianę i ciepłą bluzę. Z łazienki zabrałam podkład, tusz do rzęs, szczotkę do włosów, ręcznik i szczoteczkę do zębów. Wszystko wpakowałam do obszernej torby i z powrotem weszłam do swojego pokoju.
- Gotowa?
- Mhm.
- No to jedziemy na obiad- Jeydon objął mnie ramieniem i zeszliśmy na dół.
- Jeydon, no proszę Cię. Musimy oglądać horror?
- A masz jakąś inna propozycję?
- Cokolwiek, tylko nie horror. Cały czas oglądamy horrory albo programy w TV. Nie możemy obejrzeć zwykłej komedii?
- Taaak, jeszcze dodaj, że romantycznej.
- A dlaczego nie?
- Amy, nie rób mi tego.
- No ale...
- Jasne, pooglądajmy „Zmierzch”. Jeszcze w życiu go nie widziałem! Pewnie jest fantastyczny!- Powiedział Jeydon z sarkazmem.
- Jeśli „Zmierzch” jest według Ciebie komedią romantyczną...
- Dlaczego nie chcesz oglądać horroru? Przecież lubisz horrory.
- Bo horrory oglądamy cały czas, a to jest nudne. Nie można się wkręcić, bo przez te wszystkie filmy można po prostu się domyślić, że zaraz ktoś wyskoczy, zacznie wrzeszczeć...
- Dobra, pooglądajmy film o szympansach na Animal Planet. To pewnie będzie znakomite- stwierdził Jeydon, cisnął etui z płytami na półkę, włączył Animal Planet i rzucił się na drugi koniec kanapy.
- Taaaak, obraź się na mnie za to, że nie chciałam oglądać horroru- powiedziałam i spojrzałam na Jeydona, który teraz zawzięcie patrzał w telewizor. Po chwili jednak się odezwał:
- Widziałaś? Jaka mądra małpa. Potrafi grać w gry!
- Super- odparłam trochę chłodno i poszłam do kuchni zrobić sobie herbaty.
- Zrób mi też!- Krzyknął Jeydon.
- Jasne- odparłam pod nosem. Zaparzyłam obydwie herbaty i poszłam z powrotem do salonu. Postawiłam kubek przed Jeydonem i ruszyłam do jego sypialni.
- Gdzie idziesz?
- Chyba nie mam ochoty oglądać TV. Poczytam coś- odparłam i weszłam do sypialni. Położyłam kubek na stolik nocny i położyłam się na łóżku. Zaciągnęłam się zapachem Jeydona i wtuliłam twarz w poduszkę.
- Boże, musimy kłócić się o film?- Zapytał Jeydon nagle wchodząc do sypialni.
- Nie ja zaczęłam.
- Taaak, bo ja na pewno chciałem oglądać cokolwiek. Specjalnie chciałem oglądać horror, żebyś zainteresowała się mną, a nie filmem. A teraz to już mnie tak wkurzyłaś, że będę Cię tu chyba więził.
- Bardzo dobre rozwiązanie. Tylko problem w tym, że ten Twój pałacyk jest całkiem fajny.
- Aaa, wiedziałem, że kiedyś to powiesz- Jeydon uśmiechnął się i położył obok mnie.- Nadal jesteś tego pewna?- Spytał, gdy spojrzałam mu w oczy.
- Czego?
- Tego, że to ze mną chciałabyś przeżyć swój pierwszy raz.
- No pewnie.
- To poczekaj. Idę zabarykadować drzwi i wyłączyć telefon. To samo zrób ze swoim, bo gdy ktoś przyjdzie, a usłyszy Twój telefon w środku, a my nadal będziemy udawać, że nas nie ma to mogą tu nasłać rząd ochrony- musnął mój policzek i pobiegł na dół. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyłączyłam swój telefon, który spoczywał w kieszeni moich spodni. Odłożyłam go na stolik nocny, obok herbaty, a w tym samym momencie do sypialni wrócił Jeydon.
- Szybki jesteś- stwierdziłam.
- Mhm. Teraz jeszcze tylko zasłonię rolety, żeby żaden ciekawy sąsiad nie mógł podpatrzeć co my tu robimy- uśmiechnął się i zasłonił rolety.- Gotowe. Teraz już się stąd nie wydostaniesz. Nikt Cię ni usłyszy,nie zobaczy...
- Ale Sam wie, że tu jestem- wyszczerzyłam się.
- Cholera. Będę musiał go zabić. Jest bardzo niewygodnym świadkiem.- Gdy to mówił, podchodził do łóżka.- Ale wie o tym tylko on. Będę musiał obmyślić niezły plan działania. Muszę załatwić odpowiednie zabezpieczenia, żebyś nie mogła mi uciec, a potem muszę ukryć w bezpiecznym miejscu ciało Sama i zatrzeć ślady. Ale co to dla takiego czarnego charakteru, jakim jestem- Jeydon wyszczerzył się. Był już na łóżku i lekko napierał na mnie.
- Chyba nie jesteś do końca czarnym charakterem- zaśmiałam się.- Dzisiaj się o mnie martwiłeś.
- Och, kochanie. Żaden czarny charakter nie ujawnia swoich zamiarów na samym początku. To było dla niepoznaki. Ale teraz jesteśmy tu sami... Nikt nie może Ci pomóc...- Jeydon całował moją szyję.
- Ale pewnie w ostatniej chwili wpadnie tutaj mój bohater i uratuje mnie z rąk psychopaty.
- A no tak, zapomniałem. A co, jeśli jestem psychopatą i twoim bohaterem naraz? Co, jeśli robię to dlatego, że jestem Twoim bohaterem?
- Jeydon błagam Cię, nie oglądaj już żadnych filmów- roześmiałam się i pocałowałam go w usta.
- Kocham Cię. Bardzo mocno- Jeydon wyszeptał, patrząc mi w oczy. Mógł spokojnie mówić na głos, ale mimo to szeptał.
- Ja Ciebie też- odparłam.
- Na pewno?- Zapytał Jeydon po raz kolejny.
- Tak- odparłam. Jeydon musnął mój policzek, a po chwili pocałował mnie namiętnie w usta. Moje dłonie same powędrowały do rogów jego koszulki, by po chwili chwycić za nie i ściągnąć ją z Jeydona.
- Dziękuję- wyszeptałam, gdy Jeydon wyszedł spod prysznica i położył się obok mnie.
- Za co?
- Za to, ze było tak przyjemnie, za to, że tyle czekałeś, za to, że byłeś taki wyrozumiały i za to, że po prostu jesteś. Kocham Cię.
- Ja Ciebie jeszcze bardziej- Jeydon musnął moje wargi i gładził ręką po moich nagich plecach.- Było idealnie- przytulił mnie mocno do siebie, a ja wdychałam jego zapach, przytulona do jego torsu. W końcu zasnęliśmy.
Rano obudził mnie Jeydon, który próbował delikatnie zdjąć moją rękę z jego brzucha.
- Która godzina?- Zapytałam zaspanym głosem.
- Ósma. Spij jeszcze. Muszę iść do łazienki.
- Wrócisz?
- No tak. Zaraz przyjdę. Pośpij jeszcze trochę- szepnął i poszedł do łazienki. Nakryłam się szczelniej kołdrą i chyba ponownie zasnęłam, ale zaraz się obudziłam, bo Jeydon wsunął się z powrotem do łóżka.
- Już nie zasnę- poskarżyłam się i przytuliłam do Jeydona.- Będziesz jeszcze spał?
- No, chciałem się jeszcze zdrzemnąć.
- Ok, ok. Mogę być do Ciebie przytulona?
- Jasne- odparł i przygarnął mnie do siebie jeszcze bardziej.
- Kocham Cię- musnęłam jego usta i wtuliłam się w niego.
Jeydon spał jeszcze dwie godziny. Później wstaliśmy, ubraliśmy się i zjedliśmy śniadanie, a potem pojechaliśmy do rodziców Jeydona na obiad. Wieczorem pojechałam z Jeydonem na lotnisko, bo Jeydon musiał wracać. Nienawidzę pożegnań, więc i tym razem nie obyło się bez pocałunków, łez (tak, Jeydon też przy samym końcu się rozkleił, chociaż próbował się maskować) i obietnic. Na lotnisko przyjechał po mnie Sam i pojechaliśmy do domu. Taaak, zaczynał się kolejny, nudny tydzień...
*********************************************************************************
Hmmm... Ta scena był dla mnie dosyć krępująca.... Chciałam to opisać, żeby wyszło idealnie, romantycznie i wgl, ale potem pomyślałam, że w Internecie może się na to natknąć każdy, więc wyszło tak, jak jest...
Trochę długo mnie nie było ale nie dlatego, że nie miałam czasu na pisanie czy odwiedzanie bloga. byłam tutaj codziennie kilka razy. Chciałam prześledzić statystyki i... Cóż... Chyba będę dodawać raz na tydzień, dwa, bo wtedy zaglądacie tutaj częściej. No i trochę brakuje mi Waszych komentarzy... No i naprawdę pragnę jak nigdy w życie, żeby ktoś m,nie porządnie opierniczył :d Tak, OPIERNICZYŁ, wytknął mi moje błędy i to, co mu si w blogu nie podoba... Bo nie jest idealny :)
O taaak, troszkę się rozpisałam :D
Oczywiście, jak zwykle, proszę o opinię w komentarzach ^^
Przypominam o zostawianiu swoich numerów GG w komentarzach :) Będę powiadamiać o NN :)
Nie bójcie się zadawać pytań! Wszędzien: na Twitterze, GG, w komentarzach... Odpowiem na wszystko :) Możecie pytać o cokolwiek: kiedy NN, jaka pogoda... :D CokolwieKK
#Swag
+ VIDEO!
http://www.youtube.com/watch?v=ym3kjXTFHHI&list=UUxRJ-rYHNkeUtdK3fENcWKA&index=6&feature=plcp
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dla mnie tam nie ma żadnych błędów.. Jest mega!
OdpowiedzUsuń+ten filmik Jeydona który dodałaś na końcu kocham go oglądać!
Ooo tak , filmik uwieeelbiam :d ♥
UsuńSluchaj, serio bardzo chetnie bym Cie opierniczyla, skoro tego chcesz, ale wybacz, nie umiem wytknac Ci bledow, bo ten blog jak dla mnie jest idealny, i totalnie nic bym w nim nie zmienila. ^^ mam wielka nadzieje, ze ta historia sie nigdy nie skonczy, rozdzial jest booooooski. Aa, no i mam nadzieje, ze rozdzialy beda przynajmniej raz w tygodniu bo inaczej pewnie nie wytrzymam. ;) jesli mozna, to chcialam tylko powiedziec, ze chcialabym, abys troche wiecej uwagi poswiecala Cait i Justinowi, znaczy wiem ze Jeydon i Amy sa glownymi bohaterami, ale chcialabym wiedziec co sie z nimi dzieje i ogolnie, strasznie ciekawe sa te ich sprawy. :) czekam na nn.
OdpowiedzUsuńSuper rozdział :)szkoda że nie opisałaś choć trochę ich pierwszego razu bo lubię takie akcje ale i tak super :)
OdpowiedzUsuńZgadzam sie też lubie takie 'akcje' ;P
Usuńja popieram wszystkich powyżej naraz co do kochania filmiku lubienia takich akcji i super rozdziału
OdpowiedzUsuńKiedy nn? :( umieram tutaj, no, nieee rob mi tego! :P
OdpowiedzUsuńKocham ten rozdział !!! ::D .Przepraszam ze nie komentowałam ale miałam kare na kompa xD ale obiecuje że to się zmieni :*...
OdpowiedzUsuń