piątek, 11 maja 2012
Rozdział 33
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że ta mała zmora już pojechała- powiedziałam, siadając na łóżku Sama.
-Ja też się cieszę. A jutro przyjeżdża Leah- uśmiechnął się.- Nareszcie.
-Też się cieszę. Cait też jutro wraca... Tylko szkoda, że babcia wyjeżdża.
-No. Kurde, przyzwyczaiłem się już do tego, że nie muszę sobie sam robić śniadania i kolacji i do tego, że zawsze mamy obiad na stole. A teraz znowu się zacznie. Najpierw wyjedzie babcia, koniec roku, potem wyjedzie tata i znowu się zacznie szkoła. Nie chcę tego- westchnął i położył się na swoim łóżku.
-Ja chcę już wakacje. Będzie dużo wolnego czasu i może wreszcie będziemy się spotykać całą ekipą.
-Mhm. Amy, czemu Justin nie przyjechał na święta?
-Niby po co miałby tu przyjeżdżać?
-Yyy bo ma tutaj dziewczynę i kumpli? To chyba wystarczający powód- odpowiedział ze zmieszaną miną.
-A no tak, przecież Ty o niczym nie wiesz...
-O czym znowu? Kurcze, Ty mnie o niczym nie informujesz...- Powiedział z wyrzutem.
-No bo w sumie to się tak wszystko szybko posypało, a jak przyjechaliśmy to nikt nie chciał o tym gadać.
-Aha, czyli to się stało na tym waszym super wyjeździe, tak?
-No przecież Ci mówię.
-No ale kiedy? Przecież na tej gali było wszystko w porządku. I co się w ogóle stało?
-No tak, na gali tak. Ale po gali, na tym całym after party Justin całował się znowu z Seleną no i Cait przyszła do nas taka roztrzęsiona... No i już razem nie są. Sam, on jej nawet nie przeprosił. Nie napisał, nie zadzwonił, nie przyszedł...
-Amy, ale to było wiadome od początku.
-To znaczy?
-No nie widziałaś, jak Justin się zachowywał?
-Nie bardzo...?- Odparłam, nieco zdziwiona.
-Nie mówię, ze jestem święty, bo chociaż jestem z Leah, to czasami się zdarza, że obrócę się za jakąś laską, ale Justin robił to notorycznie. Całował się z Caitlin, ale patrzył na inną\ laskę. To było dosyć nie fair w stosunku do Cait...W ogóle on jakoś dziwnie ją traktował.
-Nie zauważyłam tego.
-Wcale się nie dziwię. Jesteś dziewczyną- wyszczerzył się.
-Kurcze, tak mi szkoda Cait...
-Mnie też, ale spójrz na to z innej strony- nie będzie z kimś, kto ją krzywdzi. W ogóle dla mnie tacy kolesie to dzieciaki. Zamiast normalnie pogadać z laską, powiedzieć, że już nic się nie czuje i w ogóle, to zdradzają, puszczają kantem... Bezsens.
-Może niektórzy po prostu nie mogą się do tego przyznać.
-Może. Kurde, nie lubię takiego czekania.
-Czekania? Niby na co Ty czekasz?
-Raczej na kogo. Na Leah. Jezu, nawet nie wiesz, jak chciałbym ją teraz przytulić. Ty przynajmniej masz Jeydona na miejscu, a ja? Leah mieszka w stolicy- skrzywił się.
-Taaa...- Położyłam się obok Sama.- Cieszę się, że mam takiego starszego brata.
-Coś Cię ugryzło?
-Dlaczego?
-Bo mówisz, że cieszysz się z rodzeństwa- zaśmiał się.
-Bo naprawdę się cieszę- odparłam.
-Dobra, to ja też się przyznam. Też się cieszę, że mam taką super siostrę. Nie kabluje, można z nią pogadać. Ale i tak zawsze będziesz dla\mnie młodszą siostrzyczką.
-Taaak- uśmiechnęłam się.
-Kocham Cię- powiedział i mocno mnie przytulił.
-Tak, ja Ciebie też. Ale puść mnie już, przytulasz jakbyś chciał mnie zabić. Współczuję Leah.
-Przytulam ją całkiem inaczej. Ty po prostu jesteś moją siostrą. Byłoby dziwne, gdybym przytulał Cię delikatnie- wyszczerzył się.
-Jesteś okropny.
-No i masz. A jeszcze przed chwilą darzyłaś mnie uczuciem- zaśmiał się.- Młoda idziemy w coś zagrać?
-Możemy iść.
-A może zadzwonimy po chłopaków, co? Dawno u nas nie byli. Pewnie też się nudzą. Święta minęły.
-Ok. To zadzwoń po nich, a ja idę powiedzieć babci, że przyjdą.
-Spoko.
-Tylko powiedz, że za pół godziny, bo jak przyjdą wcześniej, to babcia może się wkurzyć- dodałam, wychodząc z pokoju.
Babcia, jak przypuszczałam, urzędowała w kuchni. Miała na sobie swój ulubiony, stary, połatany fartuszek w kwiaty. Nigdy się nie malowała, a jej włosy były jak zwykle spięte w starannego koka. Teraz mieszała coś w garnku i śpiewała jakąś piosenkę pod nosem.
-Babciu?
-Tak, słonko?
-Bo mam takie pytanie. Mogą za pół godziny wpaść chłopcy? Pogralibyśmy w coś w salonie, pogadali... Wszystkim się nudzi.
-No jasne, niech przychodzą. Dobrze, że uprzedziłaś mnie wcześniej, zrobię więcej tego budyniu- wskazała głową na garnek, w którym uprzednio coś mieszała.- A ta Twoja koleżanka nie przyjdzie?
-Cait? Nie, ona przyjedzie dopiero jutro, była na święta u dziadków. Ale Jeydon przyjdzie.
-Ten Twój chłopak, tak?
-Tak.
-Bardzo fajny chłopak- podkreśliła babcia. Dobrze wychowany. Ale mógłby wyciągnąć ten kolczyk. Tylko go szpeci.
-Oj babciu...
-Dobrze, dobrze, nic już nie mówię. Wszystko nadrabia wdziękiem osobistym- uśmiechnęła się.
-Jesteś najwspanialszą babcią na świecie. Lepszej nie można by było sobie wyobrazić- przytuliłam ją mocno.
-Dziękuję. Wy jesteście najwspanialszymi wnukami. Mama byłaby z Was bardzo dumna, wiesz? Kocham Cię, dziubasku.
-Ja Ciebie też babciu.
-Szklankę soku?- Babcia zmieniła temat.
-Jeśli mogę prosić- uśmiechnęłam się i usiadłam przy blacie. Babcia rozlała sok i usiadła naprzeciw mnie.
-Rozmawiałam z tatą na temat tego, że jesteście tutaj prawie cały czas sami. No i doszliśmy do wniosku, że może tutaj za niedługo zamieszkam- oznajmiła z promiennym uśmiechem.
-Naprawdę? Wspaniale- uśmiechnęłam się szeroko- Będzie super.
-Babcia, to mogą przyjść?- Zapytał Sam, wpadając do kuchni.- I naleję sobie soku.
-Mogą, mogą- odparła babcia.
-To fajnie- usiadł obok mnie.- A o czym Wy tu tak gadacie, co?
-A coś taki ciekawski?- Babcia uśmiechnęła się do niego.- Pytałam Amy, co sądzi o tym, żebym tutaj niedługo zamieszkała.
-Mówisz serio? Wow, byłoby zarąbiście.
-Miło, że się cieszysz- uśmiechnęła się babcia.
-Jak mógłbym się nie cieszyć? Ja na to jak na lato. A tak nawiasem mówiąc, mamy jakieś chipsy?
-Powinny być w szafce- odparłam.
-Spoko.
-Puka ktoś?- Spytała babcia, nasłuchując.- Przecież mamy dzwonek.
-No to już wiem kto przyszedł- wyszczerzył się Sam.- Ryan- oznajmił i poszedł otworzyć drzwi.
-A gdzie tata?- Spytałam w międzyczasie.
-U siebie. Robi jakiś projekt.
-Ok.
-Dzień dobry- Ryan wszedł do kuchni.
-Cześć- odparła babcia.- Soku?- Zapytała, unosząc lekko dzbanek ze świeżo wyciskanym sokiem z pomarańczy.
-Z miłą chęcią.
Babcia rozlała sok do trzech szklanek, a zaraz po tym przyszedł Chaz i Jeydon. Przeszliśmy do salonu, a babcia dorabiała budyniu, by starczyło jeszcze dla chłopaków. Włączyliśmy MTV i zaczęliśmy gadać o świętach.
-Dajcie spokój. Ja znowu dostałem kilka par skarpet i ręcznie robiony sweter- Ryan wywrócił oczami.
-Myślałem, że tylko ja dostaję krawaty albo skarpety- zaśmiał się Jeydon.
-Dziewczyny mają się fajnie- stwierdził Chaz.
-Niby dlaczego?- Zdziwiłam się.
-No bo Wy zawsze dostajecie trafne i fajne prezenty.
-Może i tak, ale to my mamy największy prezent z kupowaniem prezentów facetom.
-No wiesz, zawsze możesz kupić skarpety- powiedział Ryan i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-No nie wiem- odparł po chwili Jeydon, gdy wszyscy się już uspokoiliśmy.- Ja nie chciałbym dostać od Amy skarpet, ale jeśli Wy chcecie na następną gwiazdkę, to nie ma problemu. Sam pomogę jej wybierać.
-Myślisz, że będziecie z Amy do następnej gwiazdki razem?- Zapytał Ryan.
-Nie rozumiem...
-No, Justin i Cait...
-Nie mam na imię Justin, ok?- Przerwał mu Jeydon i spojrzał na mnie. Spuściłam głowę.- Stary, nie mam pojęcia, co będzie dalej, ale na razie nie chcę nawet o nim słyszeć. Nie wiedziałem, że tak podle zachowa się w stosunku do Cait...
-Nikt chyba nie wiedział- dodał Sam.
-Dobra, koniec tematu- Chaz przerwał ciszę, za co byłam mu ogromnie wdzięczna.- Nie spotkaliśmy się po to, żeby rozmawiać o sprawach miłosnych Justina i Cait.
-Jeydon sorry, nie było tematu- Ryan przeprosił.
-Ok.
-To w co gramy?- Zapytał Sam.
-Ej, a może w kosza, co?- Zaproponowałam.
-W kosza? Nie lepsze będą kręgle?
-Pójdźmy na kompromis i zagrajmy w hokeja- powiedział z uśmiechem Chaz.
-Dla mnie bomba- oznajmił Jeydon.
-No to gramy w hokeja. Tylko jest taki mały problem... Jest nas piątka.
-Spokojnie, mogę popatrzeć- uśmiechnęłam się.
-Nie, to ja nie gram- Jeydon odłożył kontroler ruchu z konsoli.
-Jeydon, przestań. Przecież grałam w to z Samem z milion razy.
-Na pewno?
-Na pewno. Graj- uśmiechnęłam się ponownie.
-Jesteś kochana- pocałował mnie w usta.- Wygram dla Ciebie- wyszczerzył się.
-Ej, gołąbki, gramy. Jeydon jesteś z Samem- powiedział Chaz.
-Dobra, już- Jeydon jeszcze raz musnął moje usta i usiadł razem z chłopakami na kanapie, pogrążając się w grze. Oczywiście (to było do przewidzenia) chłopaki na zmianę krzyczeli lub śmiali się z radości. Całkiem miło się na to patrzało. W międzyczasie napisałam sms'a do Cait Hej Cait : * Co słychać?, ale chyba nie miała czasu, bo nie odpisała. Po chwili weszła babcia z miseczkami deserowymi pełnymi budyniu.
-Mam nadzieję, że będzie Wam smakowało- uśmiechnęła się, stawiając przed nami miseczki.
-Na pewno- odparł Ryan.
-Nie przeszkadzają pani nasze krzyki?- Spytał Jeydon, biorąc swoją miseczkę.
-Kochani, krzyczcie sobie do woli. Jesteście przecież jeszcze młodzi. Poza tym miło się na was patrzy, jak tak wszyscy wybuchacie śmiechem. Można nawet sobie trochę powspominać- uśmiechnęła się promiennie.
-Ale tak na wszelki wypadek przepraszamy- dodał Jeydon.
-Nie ma sprawy. Idę do siebie na górę, nie będę Wam przeszkadzać. Jak co, to wiecie gdzie mnie szukać.
-Jasne, babciu- Sam odparł, odkładając pustą miseczkę na stolik. Wszyscy na niego spojrzeliśmy, a babcia ruszyła na górę.
-No co?- Zdziwił się.
-Ty już zjadłeś?- Zapytałam.
-No- odparł nadal zaskoczony.
-Wow, ja zdążyłem zjeść dopiero połowę- oznajmił Chaz.
-My też- dodał Ryan, patrząc na nasze miseczki.
-Bo Wy jesteście powolni. Jedzcie, a nie gadajcie tyle, bo wam wystygnie, a poza tym, to moglibyśmy już grać.
Jeydon spojrzał na mnie, uśmiechnął się i znowu zaczęliśmy jeść.
-Mogę już wziąć?- Zapytałam, gdy chłopaki odłożyli puste miseczki na stolik.
-Może ja pozmywam? Ryan mi pomoże- powiedział Jeydon i zaczął zbierać miseczki. Ryan spojrzał na niego i podążył za nim do kuchni.
-Dobra, to może zanim przyjdą, to zagramy w coś na trzech graczy?- Zapytał Chaz.
-Jasne. Plażówka?- Zaproponował Sam.
-Przecież jest na dwóch, albo na czterech.
-Na trzech też da się ustawić.
-A to spoko. Amy, chodź do nas.
-Ok- odparłam i zaczęliśmy grać. Po trzecim meczu Chaz zaczął się niecierpliwić.
-Co oni tam robią? Chłopaki, chodźcie.
-Pójdę po nich- odparłam, gdy nikt nie odpowiedział.- Widocznie ten dom jest taki duży, że nic nie słychać- dodałam i poszłam do kuchni. Usłyszałam, że chłopaki rozmawiają, więc, nieładnie, zaczęłam podsłuchiwać.
-… to było chamskie.
-Przecież już Cię przeprosiłem.
-Nie chcę, byś mówił tak przy Amy. Ona też w jakiś sposób to przeżyła.
-No dobra. Myślałem, że...
-Co myślałeś?!
-Że skoro teraz tak się zakolegowałeś z Justinem i w ogóle...
-Nie jestem Justinem i nie zamierzam bawić się uczuciami Amy. Byłbym Ci niezmiernie wdzięczny, gdybyś zaakceptował to, że Amy to nie jest laska na jeden dzień i że jestem z nią dlatego, że ją kocham. I nie patrz na nią tak, jakbyś się miał na nią rzucić. Ona jest moja.
-Chłopaki- weszłam do kuchni- chodźcie już grać. Czekamy na was.
-Ok, już idziemy- odparł Ryan i jako pierwszy wyszedł z kuchni.
-Słyszałaś, o czym rozmawialiśmy?- Zapytał Jeydon, robiąc dobrą minę do złej gry i objął mnie ramieniem.
-A powinnam?
-To nie było nic ważnego. Nie ma powodu do ciekawości- uśmiechnął się i pocałował mnie.
-Jezu, głusi jesteście? Jeydon chodź już- jęknął Chaz.
-Chyba muszę Ci znaleźć dziewczynę, Chaz, bo za bardzo marudzisz- wyszczerzył się bezczelnie Jeydon i wrócił do gry.
-Musimy się spotkać całą ekipą. I zaplanować, co z sylwestrem- oznajmił Ryan, gdy wszyscy już siedzieliśmy przed telewizorem, jedząc chipsy.
-No to chyba wiadome, gdzie robimy sylwestra- uśmiechnął się Jeydon.
-A no tak- Sam również się wyszczerzył.
-A cała ekipą możemy iść pojutrze na kręgielnię, albo do tego centrum handlowego za miastem moglibyśmy pojechać- wtrącił Chaz.
-Świetny pomysł- uśmiechnęłam się.
-Teraz to chyba zwariowałeś- Jeydon zwrócił się do Chaza.
-No, lekko go poniosło- dodał Sam.
-O co Wam chodzi?- Zapytał zdziwiony Chaz.
-Ty wiesz co będzie, jak wpuścimy Amy i Cait do sklepów?- Sam postukał się w czoło.
-Nie wyjdziemy stamtąd do wieczora- dodał Ryan.
-Ale mili jesteście.
-Nie obrażaj się, ale taka jest prawda- uśmiechnął się Jeydon i musnął mój policzek.
-Dobra, jedziemy na kręgle i już- oznajmił Sam.- A może z nami jechać Leah?
-No raczej- odparł Ryan.
-Ok- uśmiechnął się.
-Dobra, ja muszę się zbierać. Muszę jeszcze wpaść do Robyn- oznajmił Ryan.
-Po co do Robyn?- Zdziwił się Chaz.
-Kto to jest Robyn?- Zapytał Sam.
-No laska Chrisa, mówiłam Ci- odparłam.
-Nie mówiłaś.
-Ojej, no to teraz Ci mówię.
-No dobra, ale po co masz do niej iść?- Zapytał ponownie Chaz.
-Bo ona wyjeżdża jutro rano aż do nowego roku, a Chris wraca dopiero jutro po południu i muszę posłużyć jako poczta, bo się chcą wymienić gwiazdkowymi prezentami.
-Aha.
-Koniec przesłuchania?
-Tak. W sumie to mogę iść z Tobą, też będę się już zbierał- odparł Chaz.- No i zobaczę tą całą Robyn, bo w sumie to w ogóle jej nie kojarzę.
-Spoko.
-A patrzcie jakie my mamy zarąbiste prezenty gwiazdkowe- wyszczerzył się Jeydon, pokazując im moją bransoletkę i swój nieśmiertelnik.
-Następnym razem chcę taki sam- Sam uśmiechnął się.
-Jasne. A no i dziękuję za zawieszki. Są świetne- uśmiechnęłam się do chłopaków i spojrzałam na moją pobrzdąkującą bransoletkę.
-Nie ma za co. My też dziękujemy za swoje prezenty- Chaz odwzajemnił uśmiech.
-Nie ma sprawy.
-Dobra, Chaz, musimy już iść.
-Ok- odparł Chaz.
-Pa- pożegnali się i poszli do holu razem z Samem.
-Idziemy do mnie?- Zapytałam, przytulając się do Jeydona.
-Najchętniej nie ruszałbym się z tej kanapy- mruknął Jeydon.- Kurcze, też muszę jechać. Nie gniewaj się. Mam taki syf w mieszkaniu... Nie wyprałem jeszcze ciuchów po tym naszym wyjeździe. W ogóle to zaczynam żałować, że mam w mieszkaniu pralkę. Gdybym jej nie miał, mógłbym zawieźć ciuchy do mamy i nie musiałbym prać.
-Nie gniewam się. Wpadnę może do Ciebie jutro.
-Może?- Zapytał, z nieco smutną miną.
-Jutro przyjeżdża Cait. Obiecałam jej, że pójdziemy gdzieś razem.
-Aha, ok.
-Nie gniewaj się.
-Nie gniewam.
-Na pewno?
-Na pewno- musnął moje usta.
-Ej, nie przestawaj- oburzyłam się, gdy przestał to robić.
-Ok- uśmiechnął się i pocałował mnie.
-Ej, ja tu już jestem- Sam przerwał nam.
-Ok- odparłam.
-Albo nie, idę- oznajmił i poszedł na górę.
-Jak mi się nie chce...
-Oj...
-A jutro wieczorem nie możemy pojechać do mnie?
-Jeydon, mój tata jest w domu. Poza tym zaczynaj się przyzwyczajać, bo za niedługo znowu wyjedziesz...
-Nawet mi o tym nie przypominaj. Ja tam chyba umrę. Nie wiem, jak wytrzymam bez Twojego zapachu, dotyku, pocałunku, ciała... Bez Ciebie- pocałował mnie.
-Musisz wytrzymać.
-A Ty nie?- Oburzył się.
-Ja bez Ciebie świruję. T już normalne, że nie wytrzymuję.
-Kocham Cie, głupku- musnął moje usta.
-Jak mnie nazwałeś?
-Głupkiem. Kochasz mnie?
-Słucham?
-Kochasz mnie?
-Nie jestem żadnym głupkiem.
-Kochasz mnie?
-Nie jestem głupkiem.
-Kochasz mnie?
-Powiedz, że nie jestem głupkiem.
-Kochasz mnie?
-No powiedz, że nie jestem głupkiem.
-Jesteś moim głupkiem, a teraz powiedz, że mnie kochasz.
-Nie.
-Co?
-Nie.
-Głupek.
-Kocham Cię.
-Głupek.
-Kocham Cię.
-Głupek.
-No kocham Cię!
-No dobra nie jesteś głupkiem- uśmiechnął się i pocałował mnie po raz kolejny. Wstał, a ja za nim, by móc go odprowadzić.
-Nie, błagam. Nie idź ze mną, bo chyba oszaleję i stąd nie wyjdę. Daj mi jeszcze buziaka i idź na górę. Sam trafię do wyjścia.
-Ok- odparłam i pocałowałam go w usta, Delikatnie wepchnęłam język do jego ust i zaczęliśmy się coraz namiętniej całować.
-To był zły pomysł- stwierdził, gdy już skończyliśmy.- Teraz jeszcze bardziej zwariuję- uśmiechnął się i wyszedł. Podeszłam do okna, by zobaczyć, jak odchodzi. Dzisiaj był wyjątkowo nietypowo (jak na siebie) ubrany. Miał lekko rurkowate spodnie (z krokiem w kolanie; nie były obcisłe, ale miały zwężenie przy końcu nogawek) w szarym kolorze, biały T-shirt z motywem pajęczyny ( o tak, kolejny dowód sympatii do Spidermana) , niebieską bluzę z logo Adidasa, czarny płaszcz (?!), czarne zimowe buty, czarną czapkę i czarny szal, którym teraz szczelnie się opatulał.
W tym roku święta były wyjątkowo śnieżne i mroźne. Na termometrze coraz bardziej zaskakiwały nas ujemne temperatury, a śnieg wcale nie pozostawał dłużny, zasypując wszystko dookoła. Tata codziennie rano wstawał, jadł śniadanie, ubierał grubą warstwę ciuchów i wychodził odgarniać cały teren wokół naszego domu. Babcia za to odgarniała wszystkie zewnętrzne parapety.
Ogólnie rzecz biorąc te święta należały do jak najbardziej udanych. Spędziłam je w gronie najbliższych osób z rodziny, miałam obok siebie rodzinę, przyjaciół... No, może nie wszystkich, bo nie było Cait i Chrisa, a le po tym całym incydencie z Justinem... Już kiedyś to chyba mówiłam. Jeśli ktoś zdradzi raz, na pewno to powtórzy. Chociaż dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, to przecież stara miłość nie rdzewieje. Jednego nie można zarzucić Justinowi, a mianowicie tego, że nie kochał Cait, bo bardzo ją kochał. Tylko nie był wobec niej lojalny...
Kiedy wchodziłam do pokoju, dostałam nareszcie sms'a od Cait.
Wiadomość tekstowa od: Cait :*
Hej Amy : * Przepraszam, że wcześniej nie odpisywałam, ale postanowiliśmy wrócić już dzisiaj, no i pakowaliśmy się, żegnaliśmy z babcią i wgl... W sumie spoko, nic się nie zmieniło. No, może oprócz tego, że strasznie mi się tutaj samej nudziło i tak bardzo mi Was brakowało... ale praktycznie cały czas pisałam z Chazem.
Szczerze mówiąc po przeczytaniu tego zamurowało mnie. Cait pisała z Chazem? Wow. To znaczy, nie miałam nic przeciwko temu, że ze sobą piszą, tylko dziwiło mnie to, że Chaz pisał z jakąkolwiek dziewczyną. Zawsze był cichy, zamknięty w sobie...
Wiadomość tekstowa do: Cait :*
Z Chazem? :D Czy ja o czymś nie wiem?
Wiadomość tekstowa od: Cait :*
Wiesz o wszystkim :)
Wiadomość tekstowa do: Cait :*
To dobrze :) Jutro idziemy na porządną kawę i ciacho, pamiętaj! :D
Wiadomość tekstowa od: Cait :*
Na ciacho? Czy Ty zwariowałaś? Przecież od tych ciast i ciastek nie wejdę do żadnych spodni! :D
Wiadomość tekstowa do: Cait :*
Ok, ok, ale kawa musi być :) Co Ty na to, żebyśmy poszli z chłopakami i Leah na kręgle pojutrze?
Wiadomość tekstowa od: Cait :*
Jak dla mnie bomba :*
Wiadomość tekstowa do: Cait :*
To super : * Ja mykam spać, kochana, bo mam w planach wyspanie się :D Pa : *
Wiadomość tekstowa od: Cait :*
Ok pa : *
Wysłałam jeszcze Jeydonowi sms'a na dobranoc z zapewnieniem, że go bardzo mocno kocham, wykąpałam się i poszłam spać.
*********************
No to teraz powinnam walnąć takie straaaasznie długie podziękowanie fanom, nie? Ale będę bardzo prostolinijna :D Dziękuję, że jesteście : * Dziękuję za motywację i wszystkie te komentarze ♥
Chciałabym jeszcze przypomnieć o pozostawianiu swoich nr GG pod najnowszym postem, jeśli chcecie być informowani o NN : )
SWAG ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
kocham kocham kocham *.*
OdpowiedzUsuńszofelyn.
w końcu nowy rodział! GENIALNEE! ;P
OdpowiedzUsuńWreszcie! Jej. Ale sie ciesze. Teraz go przeczytalam milion razy. :) jak zwykle boski! Piszesz tak fantastycznie, ze nie wytrzymuje. Ten blog jest cudowny! :) gorsze niz narkotyk- tego sie nie da rzucic, inaczej sie umiera. ^^ Nie pozwol mi umrzec, jestem za mloda na to. :P WALIENS FOREVER. ♥
OdpowiedzUsuń"Jak narkotyk" Ty uzależniłaś się od mojego bloga, ja od Twojego komentarza : *
UsuńZajebiste, zajebiste :D Ruszaj dupsko i pisz coś nowego bo ocipieje :c Ola <3
OdpowiedzUsuńWreszcie? :D Ja tu się staram jak najczęściej : *
OdpowiedzUsuńHahahaha ^ ^ Kolejny rozdział do dupy : * Laska weź się ogarnij i nie wciskaj tego syfu do neta ♥
OdpowiedzUsuńJak ci nie pasuje wypierdalaj :d! Nikt ci nie każe tu zaglądać,to nie rozdziały są syfem a ty i twoje komentarze kochana :* ♥Ogarnij się :*
UsuńA rozdział kocham !♥.♥ Lolitka :*
OdpowiedzUsuń